„Artysta autodestruktywny wyszedł już z mody” – wywiad z Alejandro Jodorowskym

Wywiadowca: Jakie stanowisko zajmuje Pan w literaturze?

Alejandro Jodorowsky: Zajmuję się pisaniem opowiadań, literatury, która jest jednak zorientowana na inne sprawy niż te, które poruszał Kafka. On tworzył opowiadania zorientowane na potwierdzenie jego neuroz, które miały pokazać, że świat toczy neuroza. Ja tworzę literaturę używając słów, które wydają mi się dobrze napisane i tyle; by pokazać to, co pozytywne w świecie i w Tobie. Jest to literatura, która nie mówi nic więcej ponad to, że cele są wyraźne. I poza tym w żaden sposób nie będę się żalić, pokazywać jak przejść przez cierpienie, jak zdołałem je zwyciężyć. Właśnie nie zwyciężyć, ale jak zdołałem z niego wyjść. Wydaje mi się to bardziej użyteczne.

W: Jak zdefiniowałby Pan ten moment, w kilku słowach?

AJ: Powiedziałbym, że cudownie jest się starzeć, że to cud i kłamstwo, iż kiedy się starzejesz, to tracisz komórki i stajesz się starym idiotą. Nie ma duchowego upadku, ponieważ mózg wytwarza nowe połączenia, które są za każdym razem coraz bardziej rozległe. W społeczenśtwie patriarchalnym tymi, którzy najbardziej cierpią z powodu wieku są kobiety, ponieważ sądzą że w wieku 50 lat już się skończyły, że mężczyźni nie będą ich chcieć, robią sobie więc operacje plastyczne, wyciągają tłuszcz z tyłków i wszczepiają w policzki, po czym chodzą opierając swoje tyłki na każdym siedzeniu, jakie tylko znajdą. Jest tak dlatego, że żyjemy w społeczeństwie paternalistycznym, które skazuje kobietę na żywot poprzez „fizyczność”. Ideałem życia jest przeżywać wszystko, co należałoby przeżyć. Nie wiemy ile trwa życie ludzkie. W średniowieczu było to 40 lat, potem 50 i 60, a teraz ludzie zaczynają umierać w wieku 80 lat. Szybko będzie to 120, bardzo szybko. Ja próbuje dojsć do 150, nie wiem czy się da, ale będę próbować, ehh. Jeśli jutro umrę, będzie tak dlatego, że zwyciężyło mnie ego. To ego jest tym, co zabija.

W: Przecież artyści bardzo rozwijają swe ego…

AJ: I to ich zabija, czyż nie? Dużo artystów już nie żyje. Jest niewielu, którzy zdołali przetrwać pijaństwo, papierosy i ego. Są trzy nieszczęścia artysty: alkohol, papierosy i ego… a teraz dołącza jeszcze kokaina. Nie, artysta autodestruktywny wyszedł już z mody. Nikt nie powinien się niszczyć, jeśli chce tworzyć poezję, nikt. Artystom, którzy zaczęli się niszczyć brakuje talentu, ponieważ zmieniając się w ofiary samych siebie, rozwijają sztukę silną, ekspresywną lecz chorą. Prawdziwy artysta musi posiadać talent i rozwijać swą wyobraźnię.

W: Wyjaśnia Pan, iż pańska sztuka ma dziś więcej wspólnego z terapią. Jak to jest?

AJ: Tak, jasne, terapia wychodzi z nauki, przecież z tego wszystkiego wychodzą uniwersytety i lekarze. Lecz jeśli mowię, że sztuka powinna iść w kierunku leczenia, w kierunku terapii, to jestem przeciwko sztukoterapii. Kiedy przychodzą psychologowie i każą obłąkanym malować, pisać poezję…to nie jest to. „Psychomagia” jest sztuką samą w sobie, która łączy po trochu performance i po trochu poezję, ponieważ tworzy się akty, które tą poezję w sobie mają. Marinetti mówił: „Poezja jest aktem” i całkowicie mi to odpowiada, więc zacząłem szukać aktu poetyckiego. Akt poetycki nie jest zaś aktem destruktywnym.

W: Czy to prawda, że sformułował Pan zdanie „Władza w ręce wyobraźni!” podczas francuskiego maja ’68?

AJ: Zupełnie logicznie. Tej nocy o godzinie trzeciej wychodziłem z surrealistą Jeanem Benoitem, a on wypisał wszystkie cytaty z Manifestu Surrealizmu Andre Bretona. Oczywiście ludzie piszą, ale nie cytaty surrealistów, co jednak przydało się temu ruchowi do lansowania surrealizmu. Nie jestem pewien skąd wziąłem to zdanie, ponieważ nie jest moje, gdzieś je wyczytałem, lecz nie wiem gdzie. Napisałem po prostu „Władza w ręce wyobraźni” i okazało się to sławne w tym zamkniętym świecie. Tak jak Jean Benoit wypisał cytaty z Bretona, bo mówiło się wtedy: „Ah, wszyscy są zainteresowani literaturą, rewolucją, surrealizmem, jest idealnie”.

W: Jak zdecydował się Pan zmienić w artystę?

AJ: Byłem pedagogiem na uniwersytecie w Chile, gdzie robiłem doktorat z filozofii. I przede mną pojawiły się dwie drogi: jedna była inteligencją, a druga wyobraźnią. Więc postanowiłem iść drogą wyobraźni, mówiłem: nie będę kroczyć ścieżką uniwersytecką, ponieważ studia uniwersyteckie są śmiercią dla sztuki. Muzea i studia uniwersyteckie są śmiercią dla sztuki. Gdybym tworzył sztukę w ten sposób, wsadziliby mnie później do muzeum, jak mumię,…lecz ja nie dam się nikomu zamknąć w muzeum.

W: Gdzie więc rodzi się sztuka?

AJ: Skąd wychodzi sztuka? Jakże interesujące pytanie! Z talentu, musisz mieć talent. Kiedy przyjechałem do Europy pracować z Marceau, chciałem być mimem i prześcignąć Marceau. Jednak zdałem sobie z czegoś sprawę i powiedziałem: nigdy nie będę mógł z nim wygrać, ponieważ tak właśnie musi być. Kiedy poznałem Enrique Lihna, miał 18 lat. Natychmiast został moim wielkim przyjacielem ale również moim mistrzem: był genialnym poetą: pisał na biletach tramwajowych, na ścianach, jego lampa też była pełna wierszy. Mówił o poezji, żył tylko dla poezji. Neruda, kiedy stworzył Pobyt na ziemi, miał talent. Lecz jak widać talent można zgubić, ponieważ później nawrócił się na buddyzm i zaczął tworzyć marną, polityczną poezję. Borges nie miał talentu poetyckiego lecz sfabrykował się jako poeta, a poeta sfabrykowany nie jest prawdziwym poetą. Miał z pewnością talent eseisty lecz poety, na miłość boską, nie.

(tłum. Łukasz Żyła)

Źródło: Clarin.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s