Geneza polskiego neoszamanizmu (referat)

Obrzęd kościoła ayahuaskowego Santo Daime

Żeby móc wyobrazić sobie czym jest neoszamanizm trzeba zrozumieć dwie podstawowe rzeczy. Trzeba pojąć czym jest w swojej istocie szamanizm i czym jest współczesne społeczeństwo. Jak to sugeruję już w tych pierwszych słowach, te dwa fenomeny ściśle łączą się ze sobą, co postaram się dokładniej wytłumaczyć w dalszej części mojego referatu.

Moje spojrzenie na szamanizm jest odmienne od najbardziej rozpowszechnionego w antropologii kulturowej mniemania, mówiącego iż szamanizm jest religią rozumianą jako system wierzeń. Szamanizm rozumiany w ten sposób jest mi daleki, ponieważ wg. mnie jest on niczym więcej niż technologią ekstazy, wewnętrznym doświadczeniem rzeczywistości różnej od tej, którą moglibyśmy nazwać rzeczywistością codzienną, posługując się określeniem jednego z największych żyjących znawców rdzennego szamanizmu, jak i neoszamanizmu – antropologa Michaela Harnera.

Szamanizm wobec tego nie wymaga wiary, ale chęci przekroczenie pewnej bariery doświadczenia, która w szamanizmie pierwotnym jest tak naprawdę pojmowana bardzo fizycznie, a nie duchowo, a więc tym bardziej nie może być mowy o transcendencji sacrum, do jakiego doszło w judeochrześcijaństwie i które podlega tam kultowi religijnemu. Tak naprawdę niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, jak bardzo odmienna jest psychika kulturowa członka plemiennej społeczności od przeciętnego człowieka wywodzącego się z kręgu kultury euro-atlantyckiej.

Szamanizm nie wytwarza zatem wiary w religijnym sensie, a raczej spełnia ludzkie pragnienia i czy będzie to pomoc ciężko choremu dziecku, o którą prosi szamana matka dziecka, czy też zabicie zajadłego wroga, o które prosi go współplemieniec, szaman kieruje się jedną zasadą: BYĆ SKUTECZNYM. Ta zasada jest jednak zawsze dopełniana przez drugą, pozostającą z nią w harmonii: DZIAŁAĆ ZGODNIE Z WOlĄ DUCHÓW. Ta druga zasada nie może być jednak potraktowana jako metafora, gdyż dla szamana moc, obecność i mądrość duchów są czasem ważniejsze, niż jego własne życie, a ich wola przejawia się na nieskończoną ilość sposobów, które zazwyczaj tylko on jest w stanie rozpoznać.

Szamanizm jednak zawsze jest przede wszystkim METODĄ, a nie teologicznie spójnym systemem wierzeń. A sama metoda może przybierać bardzo odmienne formy zależnie od tego, przez jaką kulturę zostanie użyta. Tak więc w rzeczy samej nie ma w tym nic dziwnego, że szamanizm doskonale się ma na obszarach będących pod wpływem buddyzmu, taoizmu, islamu czy chrześcijaństwa, bowiem wszędzie występuje zapotrzebowanie na specjalistę zajmującego się sprawami odległymi od doświadczenia przeciętnego członka społeczeństwa, a przy tym nie wciągniętego w wir duchowej biurokracji, jaka wykształca się we wszystkich zorganizowanych systemach religijnych.

Nie dziwi więc także pojawienie się we współczesnej kulturze euro-atlantyckiej specyficznej jego odmiany, zwanej neoszamanizmem, czyli szamanizmem uprawianym ponownie po trwającej wiele lat w kulturze przerwie (posługując się słowami jednego z polskich neoszamanów), podczas której jego praktyka została zarzucona na rzecz innych form sterowania ludzkim doświadczeniem, najczęściej o wiele bardziej zinstytucjonalizowanych. Oczywiście operuję tutaj sporą skalą czasową, ale właśnie ta skala czasowa jest kluczem do zrozumienia całego zjawiska, które w pewnym sensie ignoruje liniowe postrzeganie czasu jako jednokierunkowego tunelu dążącego do ostatecznego telosu na rzecz jego kolistej lub nawet wielokierunkowej wersji.

Co wydaje się tu znaczące, to fakt że takie modele czasoprzestrzeni są właściwie nieodzowne, jeśli chce się uprawiać współczesną fizykę kwantową, mikrofizykę czy fizykę wysokich energii, które co może się także niektórym wydawać dziwne wprost przypominają opisy alternatywnych światów, po których podróżują szamani w celu załatwienia ważnych, magicznych transakcji. W rzeczy samej takich zbiegów okoliczności pomiędzy wyobrażeniami rodem z głów szamanów rdzennych społeczeństw, a zjawiskami we współczesnej kulturze Zachodu jest wiele i można tu śmiało postawić hipotezę mającą swoje źródło w jungowskiej teorii świadomości, mówiącą o tym, że dochodzi na tym polu do pewnej synchroniczności tych zjawisk.

Jak już wielu na tej sali zauważyło nie staram się nawet trochę przemawiać językiem ścisłym, w którym roiłoby się od logicznych związków tworzących pewien uporządkowany pod tym samym względem system – marzenie strukturalistów, a mianowicie z tego powodu, że po prostu takich związków na tym polu nie ma, tak więc trudno mówić o czymś co nie istnieje. Staram się raczej, co mam nadzieję lepiej mi wychodzi, przekazać słuchaczom pewną sieć związków o charakterze mentalno-wyobrażeniowym, jakie przetwarzają ponowoczesną tkankę naszej kultury. Wydawać się one mogą czystym chaosem i faktycznie, w pewien sposób przychylam się do tej tezy, ale nie zaprzeczam także prostej, zwykłej intuicji, że chaos da się poznać i zrozumieć.

Zbyt długo człowiek był uwikłany w sieć zależności, którym albo się poddawał, albo je niszczył, w pewien sposób się od nich uzależniając. Teza, która wyszła od Freuda mówiąca o tym, że cywilizacja jest przede wszystkim instytucją represywną tworzącą kod poczucia winy we wzrastającym dziecięcym organizmie nie wydaje się być dziś zbyt trafna, ale niemal biologiczna teoria popędu śmierci stymulującego zarazem uczucie strachu i rozkoszy zawiera być może w sobie pewną część prawdy, jeżeli pojmiemy ją na poziomie społecznym. Z tego przesunięcia akcentu wynika moim zdaniem jedna rzecz, a mianowicie taka, że to nie organizm rodzi się z mechanizmem autodestrukcji, ale cywilizacja wszczepia mu go jako ostrzeżenie przed własnymi możliwościami, przed ostatecznym celem freudowskiej zasady nirwanistycznej, który właściwie jednak także jest projekcją z poziomu biologicznego.

Taki poziom rozumienia rzeczywistości, pomijając implikacje ontologiczne, zakłada jednak dwie rzeczy, realność przeżyć oraz ich wpływ na psychikę ludzką wraz z możliwością jej przemiany i to uznać można by za tezę, pod którą podpisali by się wszyscy neoszamani łącznie z polskimi. Ta teza przybliża nam genezę neoszamanizmu, który wyrasta min. z zainteresowań tzw. psychologią transpersonalną, a której prekursorem był ww. Carl Gustav Jung, ale za fundatora całego kierunku powinien zostać uznany genialny czeski psychiatra – Stanislav Grof znany z odkrywczych badań, jakie prowadził nad środkami enteogennymi tj. LSD-25, psylocybina, ketamina, meskalina, MMDA i DMT. Grof w swoich badaniach naukowych zainteresowany był jednocześnie twardym udowodnieniem teorii Freuda o wpływie przeżyć psychicznych z okresu niemowlęcego i dziecięcego na dojrzały umysł oraz wykazaniem realności archetypów nieświadomości zbiorowej Junga.

Na podstawie swoich długich i dokładnych – niezwykle owocnych badań nad środkami zmieniającymi świadomość doszedł on m.in. do reprezentatywnej dla całych swoich badań teorii tzw. COEX’ów czyli przekładając to na język polski: kompleksów skondensowanych doznań. Otóż te kompleksy doznań dałoby się wg. niego sprowadzić do czterech podstawowych matryc pochodzenia biologicznego, które dawałyby konkretny obraz przeżyć szamanów wprowadzających się w trans za pomocą środków zmieniających świadomość, czy będą to rośliny enteogenne, instrumenty muzyczne, czy też techniki oddechowe, do których należy włączyć także techniki śpiewu, które tak naprawdę ze śpiewem w rozumieniu ekskluzywistycznym mają mało wspólnego, a służą raczej zmuszeniu organizmu do wyrzeczenia się przez pewien czas tlenu czyli jednym słowem przetlenianiu płuc. Co jest tu ciekawe; otóż Grof także stworzył na podstawie swoich badań podobną technikę zwaną oddychaniem holotropowym wykorzystującą analogiczny sposób postępowania z ludzkim organizmem.

Tak więc powoli zaczyna nam niejasno świtać, jak wygląda geneza neoszamanizmu w kulturze Zachodu. Rozwijając tą koincydencję w sformułowaną tezę trzeba powiedzieć jedno, początki neoszamanizmu leżą w doświadczeniach z roślinami enteogennymi, a jako Wielką Czwórkę – prekursorów kontaktów nawiązywanych w ten sposób z innymi wymiarami wszechświata należy wymienić amerykańskich antropologów kulturowych Michaela Harnera, Gordona Wassona i Carlosa Castanedę oraz etnofarmakologa Terenca McKennę, także Amerykanina. To im zawdzięczamy pierwsze bezpośrednie relacje opisujące skutki, perturbacje, błogosławieństwa oraz wpływy kulturowe doświadczeń z roślinami enteogennymi, które dzięki nim oraz wielu znakomitym psychologom klinicznym badającym skutki zażywania LSD, marihuany czy grzybów psylocybowych itp. tj. Timothy Leary, Richard Alpert czy John Lilly wplynęły na postać całej ponowoczesnej kultury Zachodu tworząc także w jej obrębie ruch wolnościowy zwany kontrkulturą, zdefiniowany tak od przeciwstawiania się dominującym tendencjom w kulturze poprzez wytworzenie własnej kultury mającej wpływać na tą szeroko rozumianą dzięki sile oddziaływania jej idei.

Pojawienie się w Europie i Ameryce tej nowej fali kulturowej całkowiecie przeobraziło jej oblicze dając nam to, co nazbyt często widzimy dzisiaj poprzez posegregowane fenomeny tj. halucynogenna reklama, kolorowe czasopisma, moda neoplemienna, modyfikacje ciała, powieść postawangardowa i radykalna ekologia – to tylko niektóre z nich – a powinniśmy widzieć jako dziedzictwo skłonnej do eksperymentów kontrkultury. Stąd neoszamanizm powinien być widziany jako jeszcze jeden z elementów tej rzeczywistości, który z pewnością powinien być ściśle utożsamiany z kontrkulturą, a także w pewien sposób interpretowany jako sposób na nawigację w chaosie postmodernistycznej zgagi, a więc jako technologia wiązania i przetwarzania rzeczywistości, analogiczna z technologią ekstazy. Z drugiej strony, bardziej, jak można by powiedzieć, umiarkowane skrzydło neoszamanizmu skrzyżowane zostało z należącymi bezpośrednio do sfery idei kapitalistycznych technikami zamiany neoszamańskich doświadczeń na pieniądze – co nastąpiło gdzieś na przełomie lat ’70/’80 – I dryfując w stronę sfery czysto zarobkowej straciło w zasadzie swój cały kontrkulturowy potencjał, którego największą siłą była chyba bezinteresowność.

Współczesne warsztaty neoszamanistyczne

Te dwie odnogi neoszamanizmu przyjęły się w mniej więcej równym czasie w Polsce na początku lat ’90, kiedy to upadek totalitaryzmu radzieckiego umożliwił w miarę swobodną działalność szeroko rozumianych sił przemiany świata. Do dnia dzisiejszego nie wykształciła się jednak w Polsce żadna oficjalna, zinstytucjonalizowana przez zarejestrowanie się jako związek wyznaniowy grupa neoszamańska w Polsce, co potwierdza tylko moją tezę, że szamanizm nie jest systemem wierzeń i poszczególni neoszamani po prostu mogą żywić całkiem odmienne poglądy na wiele istotnych kwestii dotyczących spraw politycznych, społecznych i duchowych.

Kwestią chyba najbardziej dzielącą środowisko neoszamańskie w Polsce jest kwestia technologii ekstazy, a ściślej mówiąc pytanie o używanie środków enteogennych. Większość polskich neoszamanów, tak jak i na świecie, uznaje rośliny zmieniające świadomość za sakrament, a je same za żywe w najwyższym stopniu przyjmując je z tego powodu częściej lub rzadziej. Widzimy tu znaczące podobieństwo do stosunku, jaki panuje wobec tych roślin w społecznościach plemiennych. Jako ciekawostka związana jednak blisko z naszym kontekstem kulturowym pozostaje pytanie o stosunek do środków wyizolowanych syntetycznie, które nie są znane przez społeczności pierwotne, tj. LSD, DMT, DXM, ketamina, MMDA, amfetamina, kokaina, heroina, eter itp. Właściwie w 100% odrzucana jest kokaina, eter, heroina i amfetamina czyli środki silnie stymulujące lub usypiające centralny układ nerwowy, które mogą po pewnym czasie stosowania uzależnić organizm, co do reszty substancji – nie powodują one uzależnienia, a ich rozsądne stosowanie nie niesie ze sobą żadnych groźnych dla zdrowia skutków ubocznych, także pytanie pozostaje otwarte.

Za stosowaniem naturalnych psychedelików w praktykach neoszamańskich przemawiają silne argumenty; po pierwsze środki te są lub były znane praktycznie u 90% społeczności plemiennych na całym świecie i wg. badań antropologów są znane od bardzo dawna. Tam gdzie rośliny takie nie występują i nie występowały, a znany jest szamanizm, do wprowadzania się w trans służą inne wymienione przeze mnie techniki. Po drugie, użycie tych środków daje o wiele silniejsze efekty, niż w przypadku innych metod wprowadzania się w trans, stwarzając praktykującemu szamanizm nie tylko laboratorium wewnętrzne, ale i zewnętrzne, także operować on może jednocześnie w codziennej i niecodziennej rzeczywistości mając wpływ na wiele więcej spraw i czynników tworzących sieć powiązań ze światem, w którym żyje.

Brzmi to może wszystko jak fantazja, ale neoszaman podobnie, jak swój przodek szaman uważa, że fantazja jest co najmniej tak samo realna jak rzeczywistość zmysłowa uznając jednocześnie za istotne to, co moglibyśmy nazwać umysłowością oświeceniowo-krytyczną. Neoszaman bardziej jednak przypomina gnostyckiego bojownika o władzo-wiedzę nad rzeczywistością, niż plemiennego szamana który stara się swoimi technikami utrzymać lokalny wszechświat w równowadze. Szaman operuje na centralnym poziomie swojej rzeczywistości społecznej, a neoszaman na uboczu swojego społeczeństwa starając się mu przynosić wiedzę o świecie, w którym żyje uważając tą misję za analogię wobec roli plemiennej.

Sprawa wiedzy, jakiej dostępuje czy to szaman, czy to neoszaman w stanie transu jest kwestią szczególnie drażliwą społecznie, ponieważ nasza umysłowość została zdominowana przez mechanicystyczno-racjonalistyczne kody wiedzy wraz ze specyficzną rolą, jaką pełnią one wobec trwałości dyskursu władzy, włączającego się w pełni w proces percepcji świata. Co za tym idzie, język kształtujący od urodzenia nasz sposób odbioru rzeczywistości, który jest w nas przetwarzany przez otoczenie jako zestaw niewerbalnych komunikatów podłączonych do każdego przekazu, interpretuje w dużej mierze tą rzeczywistość za nas zastępując nas wspaniale w tej roli. Ten sposób odbioru świata jednak nie pozwala wyjść poza własne ramy i uchwycić dystansu wobec ciągle dziejącego się procesu życia, a zatem odmawia uznania wszelkim innym sposobom tłumaczenia rzeczywistości, poza tymi do których jest się przyzwyczajonym. Ergo, nie jest tolerancyjny, ani obiektywny, a zatem nie może być sędzią w sporze o interpretację, zawsze będąc stroną.

Neoszaman jednak nie chce być zastępowany w tej roli i woli interpretować świat bez cudzej pomocy. Dużą rolę w neoszamanizmie odgrywają tutaj wpływy tradycji duchowych Wschodu oraz magii Zachodu, a niektórzy neoszamani są także praktykantami konkretnych ścieżek duchowych lub tradycji inicjacyjnych tj. ZEN, Wadżrajana, Radża Joga, Magia Chaosu, Thelema, Wicca itp. Spora część neoszamanów, także w Polsce, jednak nie uważa się za podążających ściśle wyznaczoną przez pewną szkołę ścieżką zrównując się z ruchem New Age, będącym tak naprawdę popularną odmianą psychologii humanistycznej o dość powierzchownym zabarwieniu mistycznym będącym pochodną kontrkultury, ale nastawioną na wpasowanie się w kapitalistyczny rynek i otrzymywanie wymiernych korzyści ze swojej działalności, choć tu jednostkowych opcji jest tak wiele, że obraziłbym niektórych próbując im imputować takie wnioski.

W Polsce, zresztą tak jak i na świecie, New Age’owe odłamy neoszamanizmu tworzą najczęściej standardy praktyk grupowych znane jako „warsztaty neoszamańskie”, na których odbywa się rytualno-formalna część uczestnictwa w ruchu, a także mają miejsce poważne obrzędy o charakterze transowym, inicjacyjnym i medytacyjnym. Jako, że ruch New Age czerpie inspirację dosłownie ze wszystkiego, konkretne techniki mogą być wariacjami obrzędów Indian Prerii, medytacji buddyjskich, transowych technik hinduskich joginów oraz także jogicznych afirmacji przejętych przez znane, amerykańskie szkoły parapsychologii i włączone w sztukę tzw. pozytywnego myślenia. Mogą także na pozór wyglądać zupełnie „pierwotnie”, ale wykonywane będą w stylizowany sposób. Mnogość odmian technik, a także ich duża rotacja i zmienność podczas kolejnych spotkań odzwierciedla w pewien sposób kondycję ponowoczesnej kultury, w której każde odbicie w lustrze musi dać kolejne dwa.

Inny charakter mają rytuały wykonywane samotnie w lesie, w górach, nad morzem czyli na łonie natury, choć neoszamani odprawiają je także czasem w swoim mieszkaniu, ogrodzie, piwnicy, garażu, pubie, na strychu, ulicy czyli jednym słowem gdzie się da. Jest to oczywiście blisko związane z uznawaniem świata za święty w najprostszy możliwy sposób, jako swojego najbliższego otoczenia, którym zazwyczaj bywa miasto. Miejsce zamieszkania tych współczesnych szamanów najbardziej chyba odróżnia ich od swoich poprzedników, którzy zamieszkując małe wsie żyją także w zupełnie innych realiach społecznych.

Miasto wymusza na neoszamanach określony sposób postępowania psychologicznego, w ramach którego jest tłumiona większość potencjalnych ról społecznych, do których przyzwyczajony jest szaman plemienny, ale oni właśnie z tym kodem walczą tu zbliżając się do klasycznych, miejskich bojowników kontrkultury – sytuacjonistów, którzy rozpoznali kod tłumiący w miastach ludzką spontaniczność przeciwstawiając się mu poprzez stworzone przez siebie techniki transowe, niepokojąco przypominające transowe techniki tubylczych szamanów. Ich celem było włączenie w interakcję z “miastem” szóstego zmysłu, tak żeby znacząco poszerzyć dostępną przestrzeń dzięki dodaniu do niej nowego wymiaru, a dziedzinę ową nazwali psychogeografią. Jedna z ich głównych technik walki nosiła miano “dryfu”, co wręcz charakteryzuje sposób, w jaki szaman podróżuje po niecodziennej rzeczywistości, w której panują odmienne reguły pozwalające traktować rzeczywistość w sposób płynny i bezpretensjonalny, co zbliża tą technikę także do technik psychologicznych wykorzystywanych w szkołach taoistycznych i buddyjskich, jak również w ZEN.

Neoszamani w Polsce przejawiają słabą aktywność polityczną raczej nie przywiązując większej wagi do tego tematu woląc skupiać się na kwestiach społecznych i osobistych nie dążąc w żadnym razie ani do masowego wyruszenia na ulicę, ani do przekonywania społeczeństwa na siłę do swoich prawd. Neoszamani są raczej zainteresowani społecznym odbiorem ich samych i z przychylnością zwykle udzielają stosownych wyjaśnień zainteresowanym ich ścieżką duchową i sposobem życia. Ponadto jest to jednak wciąż zbyt słabo w Polsce znany społecznie ruch duchowy, co skutkuje raczej pytaniami o jego istnienie, a nie o konkretne zagadnienia związane z jego codzienną i odświętną praktyką. Samo zagadnienie neoszamanizmu jest jednak po części składową większego zagadnienia „ruchów neopogańskich i okultystycznych”, co stwarza badaczom tego zjawiska wiele ciekawych perspektyw jego odkrywania na platformie teoretycznej, gdzie można ustalić pewne zbieżności i powiązania, gdyż w bezpośrednim starciu terenowym właściwie każda teoria upada bardzo szybko ze względu na zbyt duże odmienności techniczne i wyobrażeniowe wśród badanych neoszamanów, które nieraz wydają się stwarzać wrażenie, że ruch ten istnieje w rzeczywistości tylko wirtualnie i tylko tak może być definiowany.

Conradino Beb

 

Źródło: Referat został wygłoszony w zbliżonej wersji na konferencji Ezoteryzm, okultyzm i satanizm w Polsce / Kraków, 21-22.11.2002 (jako Konrad Szlendak)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s