Two-Lane Blacktop (1971)

Trójka autsajderów dryfujących znikąd donikąd, ale niosących brzemię osobistych historii, nawet jeśli nigdy nie opowiedzianych. Ich życie toczy się w drodze, w samochodzie – autostrada jest domem, a sposobem na życie nocne wyścigi. Nawet kiedy z przypadku do tej rutyny dojdzie młoda autostopowiczka, która ze swoją młodzieńczą energią niemal odmienia ich los, ostatecznie okazuje się to jedynie złudną nadzieją… małym skrzyżowaniem na czarnej dwupasmówce.

Ten niezapomniany klasyk Monte Hellmana ma wszystkie składniki prawdziwie kultowego filmu: fantastyczny scenariusz z najdziwniejszymi charakterami, jakie tylko można sobie wyobrazić, kontrkulturową pasję, ciemną stronę życia, piękne zdjęcia i doskonałą muzykę.

To jeden z tych dziwnych artefaktów przełomu lat ’60 i ’70, który zdołał wykorzystać szczelinę powstałą po upadku kolosa Starego Hollywoodu. Sfinansowany przez Universal, film Hellmana zaliczył jednak klapę finansową wbrew wysokim oczekiwaniom i bardzo pozytywnym recenzjom krytyków, przez których został okrzyknięty „najlepszym filmem 1971”.

Wina w tym wypadku musi jednak zostać zrzucona wyłącznie na marketingowców wytwórni, którzy zwinęli promocję niemal natychmiast po premierze, a następnie rzucili dzieło Hellmana na żer publiki drive-inowej, gdzie było wyświetlane jako double feature wraz z eksploatacyjnymi obrazami świeżo żałożonej przez Cormana wytwórni New World Pictures.

To nie zmieniło jednak ani trochę losu filmu, którego wyświetlaniem późno w nocy zajęły się w końcu amerykańskie sieci telewizyjne w efekcie dając do niego dostęp ambitnej publice, która rozpoznała w nim iskrę geniuszu i w efekcie uczyniła zeń dla fandomu dzieło kultowe w latach ’80, który przechował je w swoim obiegu.

Pod koniec lat ’90 cyfrowa rewolucja pozwoliła w  końcu na wielki powrót filmu na DVD, po tym jak członkowie The Doors zrezygnowali ze swojej części tortu za prawa autorskie do kawałka Moonlight Drive – jednego z wielu klasycznych songów, które znalazły się na jego ścieżce dźwiękowej.

Od tego czasu Two-Lane Blacktop rozpoczął swój drugi, zwycięski żywot, odkryty przez następne pokolenie fanów filmów undergroundowych. Sprawiedliwości stało się zadość, jako że obok Easy Ridera (1969) i Znikającego punktu (1970) ten przepiękny film jest największym osiągnięciem złotej epoki amerykańskiego kina autorskiego i nie może być pominięty przez żadnego fanatyka filmu drogi.

Jego obejrzenie daje satysfakcję równą tej przeżywaniu dziwnych wizji na kwasie czy snu – pamiętajmy, że obydwa tunele rzeczywistości miały wielkie znaczenie dla artystycznych środków wyrazu epoki. Two-Lane Blacktop jest w istocie unikalnym przykładem filmowego lunatyzmu!

Monte Hellman był początkowo kolejnym żółtodziobem, wspinającym się po drabinie przemysłu filmowego w nieoficjalnej szkole Rogera Cormana („nakręć dzisiaj, zmontuj jutro”), którą przeszli tacy twórcy, jak: Martin Scorsese, Francis Ford Coppola czy Peter Bogdanovich.

Hellman był także jednym z tych reżyserów, odpowiedzialnych za ukończenie legendarnego obrazu Strach w 1963, kiedy Corman opuścił w końcu plan zdjęciowy Kruka (The Raven) po nakręceniu zaledwie kilku scen z użyciem tej samej scenerii.

W 1965 Hellman otrzymał w końcu od Cormana $150 tys. w celu nakręcenia dwóch filmów w tym samym czasie. Były to The Shooting oraz Ride The Whirlwind z Jackiem Nicholsonem i Warrenem Oatesem (wyświetlone przez amerykańską telewizję w 1967-68), uważane za dwa pierwsze acid westerny w historii – podgatunek zawiera zaledwie 10-20 filmów, łączących kontrkulturowy rewizjonizm z psychedeliczną narracją.

Mimo tego, że filmy te nigdy nie zrobiły furory, ich enigmatyczna struktura narracyjna i przesłanie sięgają daleko poza film klasy B w ten sam sposób, w który robią to Two-Lane Blacktop i późniejsze dzieło Hellmana Walka kogutów (1974).

Zanim jeszcze Universal zgodził się sfinansować Two-Lane Blacktop wykładając $800 tys., Hellman miał już gotowy scenariusz autorstwa Williama Corry’ego, ale czuł że był on niewystarczający i kwalifikował się do poprawki. Zadania podjął się Rudolph Wurlitzer – młody pisarz, który właśnie zadebiutował ze swoją eksperymentalną powieścią Nog (1969).

Przepisał on scenariusz czyniąc z niego skomplikowaną, wielopoziomową opowieść z dużą ilością przestrzeni symbolicznej, którą reżyser mógł wykorzystać do własnych celów. Prawie wszystkie zdjęcia zostały zrobione na Route 66, zanim jeszcze została ona przekształcona w transkontynentalną autostradę i straciła swój mityczny urok… a oprócz tego głównymi aktorami stały się samochody: ostro stuningowany Chevy ’55 i nowiutki Pontiac G.T.O. ’70 – każdy z nich reprezentujący inne wartości kultury hotrodowej.

Sam film zbliża się do teatru eksperymentalnego w drodze, początkowo tylko z dwoma hotroderami bez imienia: Kierowcą (granym przez kultowego piosenkarza country rockowego, Jamesa Taylora) oraz Mechanikiem (granym przez Dennisa Wilsona, perkusistę The Beach Boys), którzy szukają nowych wyzwań ze swoim Chevym ’55.

Nie chodzi im jednak wyłącznie o pieniądze z wyścigów typu drag, ale o przebycie kolejnego odcinka czarnej drogi swoją maszyną, która jest centrum ich wszechświata, ukazywana przez filmowców za pomocą bliskich, alienujących ujęć jej wnętrza.

Dyrektor zdaje się w ten sposób mówić: „Nie ma nic więcej”, do czego dochodzą jeszcze bardzo oszczędne dialogi, które składają się głównie ze specjalistycznego żargonu hotrodowego (zrozumiałego tylko dla ekspertów). Nawet kiedy kolesie spotykają na swojej drodze młodą hipiskę – kolejne z zagubionych dzieci Lata Miłości – która wkrada się do ich samochodu próbując zrobić następny kawałek drogi za darmo, nie zmienia to ich kierunku jazdy… to po prostu kolejny element gry.

Akcja zostaje zawiązana, gdy Kierowca i Mechanik spotykają Mr. G.T.O. (granego przez Warrena Oatesa) – kierowcę nowiutkiego Pontiaca ’70, kompulsywnego krętacza który żyje dla opowiadania autostopowiczom niestworzonych historii, ale podejmuje rzucone przez nich wyzwanie wyścigu… tylko po to, by mieć pretekst do dalszej jazdy, która ukrywa jego głębokie poczucie wykorzenienia i straconych szans.

Jest tylko jeden moment, w którym Mr. G.T.O. odkrywa swoje tajemnice, podczas rozmowy z Kierowcą, ale ten natychmiast go gasi mówiąc, że: „Nikogo tak naprawdę to nie obchodzi”… a już na pewno nie podczas wyścigu, w którym walczy się o papiery wozu. Liczy się tylko ten moment, bez przeszłości i bez przyszłości – czysto kontrkulturowa myśl w stylu psychedelicznego ZEN, którą można uznać za główne przesłanie filmu!

Bohaterowie filmu podróżują przez Amerykę odsłaniając swoją wewnętrzną pustkę, która jest jedynym śladem wielkich wizji, które jeszcze do niedawno kontrkultura chciała zaszczepić ludzkości… ale teraz pozostały wyłącznie popioły – wolność do jazdy przed siebie, ale bez celu.

Ten słodko-gorzki smak postrewolucyjnego kaca przenika cały film Hellmana, czyniąc z niego prawdziwie kultowe dzieło z ambicją manifestu. Jedziemy przez autostradę w fotelu pasażera tylko po to, by dowiedzieć się, że nie ma prostych odpowiedzi, światłu zawsze towarzyszy mrok, a życie będzie gnało do przodu bez względu na to czy jedziesz przed siebie, czy zdążyłeś już zaparkować w bezpiecznym miejscu…

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Two-Lane Blacktop
Produkcja: USA, 1971
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4,5/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s