Artysta (2011)

Pomysłowo opowiedziany i zręcznie nakręcony komediodramat, przypominający widzom okres przełomu dźwiękowego, kiedy gwiazdy kina niemego gwałtownie kończyły kariery, zaś na szczycie pojawiały się nowe osobowości. Kino przeszło wtedy bardzo dynamiczną przemianę – od filmów niemych do filmów udźwiękowionych. Nie wszyscy wierzyli, że dźwięk w filmie jest potrzebny, ale ta nowinka techniczna bardzo szybko została zaakceptowana przez widownię. Choć filmy nadal pozostawały sztuką obrazu to wprowadzono do nich elementy akustyczne: muzykę, dialogi, odgłosy, efekty dźwiękowe.

Fabuła filmu jest prosta, ale bardzo zręcznie lawiruje pomiędzy komedią, a romansem. Na koniec widz wychodzi z kina w dobrym nastroju, odprężony i zrelaksowany. Film Michela Hazanaviciusa to bezpretensjonalna rozrywka, która potrafi rozbawić, chociaż śmiech na sali kinowej jest cichy, jak w niemym filmie. Reżyser narzucił sobie wiele ograniczeń, decydując się na realizację filmu niemego. Czarno-białe zdjęcia, plansze z napisami, archaiczne sposoby kadrowania i montowania ujęć – te wszystkie techniczne, przestarzałe obecnie elementy oprawy wizualnej zostały z odpowiednim wyczuciem wykorzystane przez reżysera i jego ekipę techniczną.

Ze względu na fabułę, której częścią jest przełom dźwiękowy, twórca pozwolił sobie jednak na odstępstwa od tradycyjnego kina niemego wprowadzając sceny z dźwiękiem. Mistrzowska jest chociażby scena, w której głównego bohatera otaczają różne dźwięki, zaś on sam nie może wydobyć z siebie głosu.

Wiele jest także innych genialnych pomysłów, jak np. symboliczna sekwencja, w której George Valentin schodzi po schodach wytwórni, zaś Peppy Miller idzie na górę. Ta prosta scena idealnie pasuje do fabuły filmu, pokazuje jaką kto ma pozycję w branży, delikatnie sugerując, co czeka bohaterów po dojściu do celu. Wiadomo, że jeśli ktoś zdobywa wysoką pozycję, ktoś inny musi tę pozycję stracić. Pytanie tylko, czy uda się zachować tym ludziom siłę, by pozostać sobą i nie ulec bezdusznym układom, panującym w przemyśle filmowym.

Energiczny i żywiołowy film o tym, jak ważną rolę w branży rozrywkowej odgrywają nowinki techniczne. Lekceważenie ich oraz stosowanie archaicznych metod może mieć destrukcyjny wpływ na ludzi, nieprzystosowanych do nowoczesnych warunków i metod pracy. Dźwięk w filmie zapoczątkował nowy okres w historii kina, ale zahamował także karierę wielu znakomitych aktorów kina niemego, którzy ze względu na nieodpowiednie warunki głosowe musieli odejść do lamusa, ustępując miejsca nowym twarzom.

Taki jest biznes, taki był Hollywood w latach ’20 – bezlitosny i nastawiony na zysk. Świetne są w filmie aktorskie kreacje dwójki wykonawców: Jeana Dujardina i Bérénice Bejo. Oboje rewelacyjnie czują się w konwencji kina niemego, a ich mimika, lepiej niż jakiekolwiek słowa, pokazuje emocje granych przez nich postaci. Radość, smutek, rozczarowanie, miłość – to wszystko widać bez słów. W przekazywaniu widzom emocji pomocna jest także muzyka autorstwa Ludovica Bource’a – kompozycje są bardzo różnorodne: dynamiczne, nostalgiczne, złowieszcze, zawsze odpowiednio dopasowane do konkretnych sekwencji.

Oszczędny w treści i bogaty estetycznie film przyciąga uwagę, dostarcza rozrywki, emocji i wzruszeń oraz wywołuje, szczególnie u kinomanów, uczucie nostalgii za epoką, która już dawno odeszła w zapomnienie, i do której trudno znaleźć nawiązania we współczesnym kinie.

Bohaterowie zarówno pierwszo- jak i drugoplanowi wzbudzają sympatię, zaś czarnym charakterem tej opowieści wydaje się być publiczność (czyli My), domagająca się od filmowców czegoś nowego, łatwo zmieniająca przyzwyczajenia i szybko zapominająca o starych twórcach, którzy przyczynili się do rozwoju kinematografii.

Dlatego po wyjściu z kina pozostaje takie pytanie czy aby na pewno nowe jest lepsze? Czy talent i biegłość warsztatowa aktorów cierpią na tym, że scenarzyści wpychają w ich usta słowa, przyczyniając się do powstania filmów przegadanych i nudnych? Bo przecież nawet filmy bez dialogów mogą być interesujące, czego najlepszym dowodem jest film Artysta.

Dzieło Hazanaviciusa to film przemyślany, wciągający, zrobiony z pasją i zaangażowaniem. Wszystko jest tu na wysokim poziomie, od scenariusza i strony technicznej doskonale łączących archaiczne rozwiązania z oryginalnymi pomysłami, poprzez znakomite aktorstwo dwójki wykonawców, kończąc na sprawnej realizacji i montażu.

Wydarzenia na ekranie przedstawione są chronologicznie, plansze z napisami nie są nadużywane, odtwórcy głównych ról kreują swoje postacie z werwą, taktem i dystansem, zaś z aktorów drugoplanowych wyróżnia się terier Uggie, partnerujący tytułowemu artyście, zaskakujący aktorskim talentem i odpowiednim wyczuciem.

Pomysł na zrobienie filmu niemego w dzisiejszych czasach był ryzykowny i można było łatwo go zepsuć. Jednak kreatywnemu twórcy, takiemu jak Michel Hazanavicius, udało się z tego pomysłu wyciągnąć bardzo wiele, w efekcie czego powstało zrealizowane z inwencją, fascynujące, zabawne, inteligentne, atrakcyjne pod względem wizualnym i merytorycznym widowisko.

Mariusz Czernic

 

Oryginalny tytuł: The Artist
Produkcja: Belgia/Francja/USA, 2011
Dystrybucja w Polsce: Tim Film Studio
Ocena MGV: 4/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s