Up In Smoke (1978)

Gdziekolwiek się widzisz na mapie poglądów dotyczących palenia trawy, Up In Smoke był największym amerykańskim hitem kasowym w 1978. Faktem jest, że od tego czasu minęły wieki.. ale nie o czas tylko tu chodzi lecz również o przetasowania polityczno-obyczajowe, które sprawiły, że w międzyczasie nasza kultura stała się wycieraczką faszystowsko-fundamentalistycznego reżimu, w którego słowniku słowo „wolność” występuje tylko ironicznie (mówię zarówno o Polsce, jak też o innych krajach, z USA na czele).

Czy możecie sobie wyobrazić zrobienie dragowej komedii tego typu dzisiaj? To zadanie niemal niewykonalne (lub możliwe do zrealizowanie tylko połowicznie), co ujawnia, jak dalece wyzwolone było społeczeństwo amerykańskie pod koniec lat ’70 i jak niewiele brakowało w tym samym czasie do powszechnej legalizacji marihuany za Oceanem.

Faktycznie, w 1976 Jimmy Carter wygrał wyścig wyborczy do Białego Domu m.in. dlatego, że stał twardo na pozycji depenalizacji konopii, a jego haczyk polityczny połknął nawet Hunter S. Thompson. Prawdziwa szkoda, że nigdy do tego nie doszło – doradca Cartera został złapany z uncją koksu i cała liberalna polityka prezydenta musiała zostać spłukana w kiblu, kiedy na temat rzuciły się głodne sensacji media.

To z kolei pokazuje, że w pewnym sensie lata ’70 w Stanach Zjednoczonych kręciły się głównie wokół koksu i były ostatnim momentem, w którym kontrkulturowa fantazja przenikała powszechnie do kultury głównego nurtu. Cheech Martin oraz Tommy Chong byli ostatnimi Mohikanami rewolucji psychedelicznej, którzy wskoczyli na pokład ze swoją własną wersją komedii w najlepszym momencie.

Dla wielu fanów to właśnie Up In Smoke pozostaje najlepszym filmem kultowego duetu, ale pomimo tego, że debiut Cheecha i Chonga przypadł mi do gustu, dopiero Nice Dreams sprawił, że nakryłem się nogami oglądając absurd doprowadzony do ekstremum. Ich trzeci film wręcz ocieka tym specyficznym, marihuanowo-koksiarskim humorem, który ma także ambicje wychodzenia poza własną szufladkę.

Jednak z drugiej strony nie można zaczynać swojej przygody z największymi bohaterami lat ’70 od innego filmu niż przełomowy dla ich kariery Up In Smoke. Ten totalnie wygięty i usmażony, jak stodoła obraz, jest dzisiaj żelaznym klasykiem kina stonerowego, który został skopiowany setki razy przez innych, mniej kreatywnych twórców i wciąż jest eksploatowany!

Nikt jednak nigdy nie dorównał oryginałowi oprócz samych jego twórców. Co sprawia, że debiut Cheecha i Chonga wciąż zachowuje świeżość po tylu latach, to dzika karta tej pary genialnych komików – licencja na palenie, kontrkulturowy luzik i wszechobecna bezpretensjonalność. Klimat, który został nieodwołalnie pogrzebany przez duże studia filmowe w latach ’80, w pasji kasowania milionów z produkcji typu Szczęki, Gwiezdne wojny, E.T. i Egzorcysta.

Nawet jeśli „dekada pod wpływem” była już historią w momencie, kiedy Cheech & Chong zabrali się za robienie filmów, do 1980-81 wciąż działało w USA kilku genialnych autorów, którzy próbowali realizować swoje artystyczne wizje, a Cheech i Chong mogą być w pewnym sensie do nich zaliczeni.

Intryga Up In Smoke jest oczywiście gęsta, jak dym z pożaru na plantacji konopi. Dwóch muzyków-amatorów spotyka się przypadkowo na drodze do Los Angeles – Anthony wypełznął właśnie z rowu na plaży po ciężkiej nocy – i z bomby łapią wspólny klimat jarając gigantycznego jointa (skręconego z legendarnej odmiany Mauie Wowie i gówna labradora).

Kilka minut później są już upierdoleni, jak żaba w chińskim burdelu, więc prowadzenie zamienia się niepostrzeżenie w parkowanie (kultowa linia brzmi: I think we’re parked, man), a my już wiemy, ża ta impreza szybko się nie skończy… i że przygody naszych sympatycznych headów: Pedro de Pacasa i Anthony’ego, nie są na pewno adresowane do trzeźwej publiki!

Jeśli jednak właśnie ściągnąłeś konkretną chmurę czy siedzisz z na pół spalonym jointem w oparach dymu, ten film zabierze cię w miejsca, o których nawet ci się nie śniło.

Wśród wielu głupawych scen będziecie mieli okazję obejrzeć absurdalną próbę lokalnego zespołu muzycznego, przekraczanie granicy w samochodzie zrobionym z marihuany i załatwianie gangi od weterana z Wietnamu, który jednak w międyczasie odjeżdża w swoją włąsną fazę.

Będziecie też gryźć paznokcie obserwując brutalną pogoń bezwzględnego sierżanta Sedenko i jego oddziału policji za naszymi antybohaterami, który próbuje przyskrzynić całą narkotykową siatkę, w której są podobno grubymi rybami. Pomimo tego Pedro i Anthony sięgną w końcu po zasłużoną sławę grając zabójczy koncert w The Roxy i zmiatając ze sceny lokalne świeżynki new wave’owe czy punkowe.

Klimat filmu oprócz humoru sytuacyjnego i samych charakterów tworzy w dużej mierze upalona, czarno-latynosko-kontrkulturowa gadka – to język jest tu trzecim, najważniejszym aktorem – która przenosi na ekran pokręconą mitologię i wierzenia kultury dragowej. Jeśli masz odpowiednie nastawienie i oglądasz film po raz pierwszy, zdecydowanie zdmuchnie ci on potylicę swoją rubaszną akcją i podziemnym humorem w stylu marihuanowych Braci Marx.

Musisz też sobie zdać sprawę, że zaledwie kilka obrazów z lat ’60/70 przebiło kultem Up In Smoke, a jako że komedie są wśród nich rzadkie, to jest szczyt. Fantastyczny trip w przeszłość prawdziwie rozrywkowego kina, który powinien być obowiązkowy dla każdego szanującego się palacza!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Cheech & Chong’s Up In Smoke
Produkcja:
USA, 1978
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s