Motorpsycho! (1965)

W przeciwieństwie do wielu innych drive-inowych fantazji Motorpsycho! jest dokładnie tym, czego oczekują koneserzy klasycznej eksploatacji! Kultowy obraz Russa Meyera zabiera was na piekielną przejażdżkę z przystojnym weterynarzem-mścicielem, trzema motocyklistami-sadystami oraz pięknymi kobietami o wielkich piersiach i długich nogach.

Nakręcony w czerni i bieli, ale dalej tak samo dobry jak 50 lat temu, Motorpsycho! może być z dużą pewnością okrzyknięty pierwszym filmem motocyklowym lat ’60 wyprzedzając w tej konwencji Dzikie anioły Rogera Cormana, pomimo że nigdy nie zarobil takiego samego worka pieniędzy (tu oczywiście trzeba oddać sprawiedliwość Cormanowi). Atutami filmu są przede wszystkim fantastyczne zdjęcia, oryginalny scenariusz i nieprzeciętne, jak na tą szufladkę, aktorstwo.

W przeciwieństwie do Dzikich aniołów, który nie błyszczy ani scenariuszem, ani aktorstwem headlinerów: Petera Fondy i Nancy Sinatry (Bruce Dern gra od nich o niebo lepiej), Motorpsycho! jest pod tym względem kawałkiem słodkiego ciasta, któremu zresztą dorównuje niewiele z późniejszych produkcji AIP i innych niezależnych graczy na drive-inowym rynku.

To głównie zasługa samego Meyera, który odwalił kawał konkretnej roboty, jak w każdym ze swoich filmów, sam stając za kamera i przykładając duąż wagę do każdego pojedynczego kadru. Jego dynamiczne ujęcia z punktu widzenia bohaterów uwikłanych w akcję wyprzedzały swój czas, a połączenie wątków eksploatowanych przez wredne roughies (sex + sadystyczna przemoc) z charakterami społecznych nomadów dały w efekcie wybuchowy efekt.

Intryga w Motorpsycho! nie jest skomplikowana, bo to wciąż film obliczony na efekt szoku, ale pierwszorzędna akcja wynagradza szybkie pociągnięcia piórem scenarzysty. Ponadto film Meyera jest zasilany przez konkretne garażowe paliwo w postaci doskonałej ścieżki dźwiękowej (jeden z pierwszych wypadków w historii, kiedy film posiłkuje się rockiem garażowym, a nie jazzem czy bubblegumowym popem), co na pewno ucieszy fanów gatunku.

Następnie, partyzancki plan zdjęciowy, gdyż lecimy przez pustynię południowej Kalifornii i te małe, zakurzone miasteczka. Przez nie właśnie pewnego dnia przejeżdża trzech wrednych drani na motocyklach, którzy od tej pory będą pchali akcję. Zgodnie z logiką Meyera, jeśli pojawiają się wredni mężczyźni, to muszą zmaterializować się też seksowne kociaki z rozmiarem biustu 95 DD, które oczywiście zostały starannie wybrane przez samego reżysera.

Motocykliści to dziwna zbieranina sama w sobie: włoski rocker z niewyparzoną gębą, wrażliwy młodzieniec przywiązany do radia tranzystorowego i swojej mamy oraz świr, recydywista i strzelec wyborowy w jednym. Gdy te zwierzaczki poczują smak kobiecego ciała, ich żądze wymkną się szybko spod kontroli i poprowadzą na ścieżkę gwałtu, tortur i zbrodni.

Gdy motocykliści zapędzą się jednak za daleko, gwałcąc narzeczoną miejscowego weterynarza, który sam w sobie jest atrakcją erotyczną dla okolicznych gospodyń domowych, ten ruszy za nimi w pościg i nie popuści póki nie dopadnie skurwysynów.

Przypadkowo w drogę brutalom wejdzie także piękna brunetka (w tej roli kultowa Haji), której życie przyjdzie ocalić samemu weterynarzowi… za co ta szybko się odwzajemni wysysając jad węża z rany w scenie, która za moją kasę wygląda jak subsytut robienia pały i obecnie jest już klasykiem. Posunie się ona nawet do ofiarowania swojego ciała jednemu z barbarzyńców…

Film Meyera to esencja klasycznej eksploatacji, która z wiekiem nic nie straciła ze swojego nieokrzesania, humoru i powinna być postawiona w jednym szeregu z innymi klasykami legendy tj. Lorna (1964), Faster, Pussycat! Kill! Kill! (1966) czy Vixen (1968).

Doskonały film na spokojny wtorkowy wieczór (czy też jakikolwiek inny wieczór, jeśli oglądasz filmy bez przerwy), do którego oczywiście potrzebna jest pewna doza dystansu. Na pewno zadziała, jeśli jesteś fanem kina motocyklowego i talentu Russa Meyera do odmalowywania tanich pejzaży pełnych seksu i przemocy. W innym wypadku powinieneś to dzieło obejrzeć ze zwykłej ciekawości lub z poczucia obowiązku społecznego!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Motorpsycho!
Produkcja: USA, 1965
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

2 myśli nt. „Motorpsycho! (1965)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s