Procesy o czary w regionie kaliskim – historia czarownictwa w Polsce

Nie może dobre drzewo wydać złych owoców
ani złe drzewo wydać dobrych owoców.
Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu,
będzie wycięte i w ogień wrzucone
Mt 7, 18-19

Wprowadzenie

Dzisiejszy człowiek słysząc słowo „czary” bądź „czarownica” przywołuje w myślach cały ciąg różnorodnych skojarzeń. Wśród nich znajdują się takie jak: wróżenie z kart, kryształowe kule, lot na miotle, uzdrawianie, zielarstwo, różdżkarstwo itp. Jeżeli wszystkie te skojarzenia zbierzemy w jedną całość otrzymamy pewien bardzo szeroki obraz, który zamiast wyjaśniać samo zjawisko powoduje, że wydaje nam się ono rozmyte i nieostre. Budując ten obraz sięgamy do przeróżnych źródeł tj. bajki, filmy, przysłowia, opowieści. Większość tych informacji ma jednak swoje głębokie korzenie w źródłach historycznych.

Badanie magii (rozumianej jako zbiór wszelkich czynności magicznych) przy użyciu warsztatu historycznego doprowadza nas do zaskakującego spostrzeżenia. Jest to sfera, gdzie fantazja buduje fakty historyczne, a te z kolei prowadzą do fantazji w postaci baśni, mitów, filmów i opowieści. Wymysł ludzkiego umysłu, napędzany przez brutalne tortury, zostawia swój ślad w protokołach sądowych na podstawie, których rekonstruuje się bajecznie bogaty, duchowy świat ludzi minionych epok. Żeby go w pełni zrozumieć potrzeba nam wyjaśnienia pewnych pojęć i skonfrontowania ich z rzeczywistością historyczną.

Historia magii, a przede wszystkim czarownic i ich procesów znalazła szeroki oddźwięk w licznych publikacjach. Badaczy przyczyn tego zjawiska szukać można już w czasach, kiedy tzw. „szaleństwo czarownic” nie wybrzmiało jeszcze zupełnie. Od końca czasów nowożytnych mówić możemy o dwóch nurtach historiografii poświęconej czarownicom: nurcie romantycznym i racjonalistycznym.1 W wieku XX, kiedy emocje związane z „polowaniem na czarownice” zaczynają opadać, całej sprawie zaczęto przyglądać się od strony psychologicznej – szczególnie w historiografii francuskiej.2

Pierwszym polskim badaczem procesów czarownic był Tadeusz Czacki, który temat badał na początek XIX w. Najbardziej znanym współczesnym historykiem polskich czarownic był zaś Bohdan Baronowski, którego wkład w badanie zjawiska zaowocował ukazaniem się bardzo wielu publikacji, w tym niezwykle ważnego dla tej pracy wydawnictwa źródłowego zawierającego fragmenty protokołów sądu kaliskiego dotyczącego procesów kobiet oskarżonych o czary w wiekach XVI i XVII. Współcześni polscy historycy, z Małgorzatą Pilaszek na czele, również poświęcili wiele miejsca badaniu dziejów czarownic na naszych ziemiach. Niedawno opublikowana książka Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII autorstwa Pilaszek stała się inspiracją i podstawą do napisania tej pracy.

Palenie czarownic na stosie

Przedstawię poniżej zarys historii czarownic i procesów o czary w regionie kaliskim epoki nowożytnej, uwzględniającego również przykłady i specyfikę zjawiska z terenu całego naszego kraju, który w świecie uważany był kiedyś za azyl, gdzie niechętnie rozpalano stosy i za miejsce panowania nieporównywalnej do innych krajów tolerancji wyznaniowej i wolności sumienia.

Wybrałem Kalisz nie tylko dlatego, że jestem z tym miastem związany urodzeniem ale również dlatego, że na podstawie prowadzonych przez tutejszy sąd procesów można idealnie prześledzić genezę, rozwój i upadek (związany z apogeum w sprawie doruchowskiej) „polowania na czarownice” w całym kraju. Ważny odnotowania jest również fakt, że nie kto inny ale właśnie wojewoda kaliski August Sułkowski był głównym pomysłodawcą ustawy sejmowej, która przyczyniła się do wygaśnięcia polowań na osoby oskarżone o czary w Polsce (1776 r.).3

Pojęcia i geneza zjawiska

Młot na czarownice / Jacques Sprenger i Heinrich Kramer

Dla lepszego zrozumienia tematu pragnę zarysować genezę zjawisk, jakimi były „szaleństwo czarownic” oraz „polowania na czarownice”. Niezbędne będzie przy tym odwołanie się nie tylko do terytorium Polski, ale również naszkicowanie sytuacji zaistniałej w Europie, ponieważ to właśnie z jej zachodnich stron przywędrowała „czarownica” jaką znamy z czasów nowożytnych. W ślad za nią (a może odwrotnie?) nasi przodkowie otrzymali gotowe sposoby radzenia sobie ze złem, w postaci popularnych i poczytnych poradników.

W terminologii magicznej dwie nazwy: „czarownica” i „wiedźma”, które zwykliśmy traktować jako jedno, mają różne znaczenia. Czarownica jest osobą, która magii musi się nauczyć lub dostać ją w darze np. od złego ducha, wiedźma zaś swoje zdolności posiada od urodzenia. Obydwie bywają złośliwe, ale to głównie czarownice po reformie trydenckiej uznane zostały za wspólniczki szatana.4

Sam termin „polowanie na czarownice” został po raz pierwszy użyty w XX wieku i związany jest z kulturą Stanów Zjednoczonych. W rozumieniu dosłownym może zaciemniać obraz zjawiska, gdyż sugeruje odgórnie zorganizowaną akcję ścigania czarownic – o czym w Europie nie może być mowy.5 Termin będę jednak stosował określając zjawisko dowolnych, niepowiązanych ze sobą procesów w sprawie czarów.

Bardzo ciekawym i pasującym do polskich realiów pojęciem jest „szaleństwo czarownic”, które stanowi zbiór wspólnych wierzeń i jest określeniem zjawisk występujących w tej epoce. Same czary to nazwa wszelkich działań o charakterze magicznym, których wykonywanie (związane zazwyczaj ze światem symboli) ma przynieść zamierzone efekty w świecie materialnym. Procesy o czary to zazwyczaj konfrontacja świata mężczyzn, postrzeganych w tamtych czasach jako istoty doskonałe i związane z Bogiem, ze światem kobiet, które uważano za skłonne do grzechu i bliskie diabłu. Świetnym tego przykładem jest pochodzący z XIII w. cysterski pamflet na kobiety, w którym czytamy, że: Ewa przekazała zarazek bałwochwalstwa wsączony jej przez diabła pod postacią węża, swoim córkom, to znaczy głupim kobietom.6

To właśnie pochodzące z wczesnych czasów dzieła budowały piramidę nienawiści do płci kobiecej, która potem znalazła wyraz w wielkiej liczbie kobiet skazanych na śmierć. Początkowo w Europie grzechem była sama wiara w istnienie czarów, a wszelkimi odstępstwami od doktryny kościoła katolickiego zajmowały się trybunały biskupie. Potem do walki z heretykami Rzym powoływał miejscowe trybunały inkwizycyjne. W 1327 roku Jan XXII powołuje trybunał dla Polski.

Jednak już wcześniej nastąpiła znacząca zmiana kościelnego poglądu na czary. Za Tomaszem z Akwinu uznano, że magia istnieje, a jest nią wszystko, co wymaga ingerencji sił demonicznych. Kościół sam zaczął napędzać wiarę w czary, a bulla papieża Innocentego VIII dotycząca procesów czarownic ukształtowała ich obraz jako niezwykle groźnej odmiany herezji. Początkowo sprawa czarów została podpisana pod sądy kościelne, a różne poradniki jak np. sławny poradnik inkwizytora Bernarda Gui pomagały takie procesy prowadzić.

Kiedy działania te doprowadziły do ukształtowania obrazu czarownicy i czarownika jako sługi diabła, można zacząć mówić o wierze w pewien front magiczny, którego celem było zniszczenie boskiego porządku. I tak zbliżamy się do roku 1486, kiedy ukazała się sztandarowa praca poświęcona walce z czarownicami. Mowa oczywiście o słynnym Młocie na czarownice (Malleus maleficarum).

Autorami najpoczytniejszego opracowania demonologicznego na świecie było dwóch inkwizytorów: dominikanin Jacques Sprenger oraz Heinrich Kramer, znany jako Insistoris. Ich dzieło przetłumaczone na wiele języków (w Polsce ukazał się jedynie fragment w roku 1614) składało się z trzech części. Pierwsza opisywała sposób walki z czarownicami, druga mówiła o czarach jako takich i sposobie radzenia sobie z nimi, trzecia była poradnikiem dla inkwizytorów i sędziów prowadzących proces.7 Dzieło to sprawiło, że ławnicy z całej Europy dostali do ręki prawdziwy „młot”, za pomocą którego każda nie przystająca do wspólnoty kobieta stawała się czarownicą. Wpływ dzieła Insistorisa i Sprengera, jak i inne tego typu dzieła, stały się przyczynkiem prześladowań w naszym kraju.

Równie ważnym czynnikiem było samo oskarżenie. Kiedy procesy o czary zaczynają się upowszechniać, ludzie dostrzegają, że pozwanie kogoś staje się dogodnym narzędziem do usunięcia go ze wspólnoty lokalnej. Dlatego bardzo często szafowano tym argumentem chcąc usunąć z otoczenia osobę inną, dziwną, wydającą się zagrażać istnieniu wspólnoty, nie wspominając o innych powodach niskiej natury ludzkiej jakimi były: zazdrość, gniew czy chęć zemsty.

Powszechnie uznawano, iż czarostwo jest grzechem – grzech zaś utożsamiany był w tamtych czasach z przestępstwem. Czary uznane zostały za obrazę majestatu (jedna z najgorszych przewin), za którą, jak pisał polski jurysta Bartłomiej Groicki, groziła kara miecza, ćwiartowania lub ognia. 8 Czary to wystąpienie przeciwko porządkowi wspólnoty.9 Wspólnoty, której przestrzenią było przede wszystkim miasto. To właśnie tam odbywały się prawie wszystkie procesy.

W Polsce geneza procesów o czary również sięga czasów, kiedy głównym przeciwnikiem wiary byli heretycy. Już Władysław Jagiełło w swoim wieluńskim edykcie rozkazał ścigać heretyków i karać ich wedle przewin, których się dopuścili. W 1512 roku na synodzie łęczyckim nakazano duchowieństwu zwalczać wszelkie herezje szerzące się w ich diecezjach. Rozpoczęła się niezwykle krótka historia inkwizycyjnego zwalczania czarownic. Niezwykle krótka, gdyż głównym przeciwnikiem kleru okazała się polska szlachta.10 Dążenia naszych herbowych miały na celu uwolnienie się od prawa kościelnego oraz zrzucenie ciążących na nich świadczeń takich jak np. dziesięcina. Janusz Tazbir z wątpliwością wyraża się o szczytnych, mających na celu jedynie tolerancję, powodach walki szlachty polskiej z klerem. Była to tolerancja rozumiana raczej jako obojętność, niekoniecznie szacunek.11

Walka polityczna pomiędzy duchowieństwem a szlachtą zakończyła się przełomową dla spraw czarownic konstytucją sejmową z 1543 roku kiedy wszelkie czary szkodzące ludziom i ich majątkowi oddano pod jurysdykcję świecką. Było to postanowienie tymczasowe, ale kolejne sejmy (1563, 1565) tylko utrwaliły tę praktykę.12 W 1552 roku sejm postanawił o całkowitym wyjęciu szlachty spod jurysdykcji inkwizycyjnej. Powyższe postanowienia dotyczyły również poddanych szlachty, o co do końca „szaleństwa czarownic” walczył kler, uważając że nieprzygotowane sądy świeckie skazują bardzo często niewinne kobiety na śmierć.

Zanim przejdziemy do procesów w regionie kaliskim opiszę pokrótce na czym opierały się polskie sądy miejskie podczas procesów osób oskarżonych o czary. W głównej mierze praktyka sądowa opierała się na tzw. Karolinie (Constitutio Criminalis Carolina), która rozróżniała różne rodzaje maleficiów a wydana została w 1532 roku. Dzieło to uzupełniało a czasami nawet zastępowało popularne Zwierciadło saskie (1220-1235 r.). Zwyczajni mieszkańcy Korony nie wchodząc w zbyt skomplikowane rozróżnienia czarów korzystali z XIV artykułu Postępku około karania na gardle (1559 r.) , który dopuszczał kary za gusła i zabobony.13 Te oraz inne księgi wzmocnione przez Malleus maleficarum zaowocowały w 1511 roku procesem chwaliszewskim. Nieznana z imienia starsza kobieta, oskarżona o gusła po raz pierwszy, złożyła życie na stosie. Wyrok został wydany przez sąd miasta Poznań. Od tego momentu mówić możemy o właściwym „polowaniu na czarownice” na ziemiach Polski.

Twarzą w twarz z diabłem

Sabat czarownic / Andries Jacobsz

Kim były polskie czarownice? Czym się charakteryzowały? I w końcu kim były czarownice powołane przed sąd kaliski? Wiemy, że nasze rodzime „wspólniczki diabła” różniły się od tych zachodnich w przeważającej mierze swoimi pogańskimi, ludowymi korzeniami. Rzadko kiedy powoływały się otwarcie na kontakty z diabłem, a jeśli już, to na skutek poddawania ich rozmaitym torturom. Najczęściej, jak to miało również miejsce w Kaliszu, „zamawiały” w imię Boga, Maryi i wszystkich świętych. Nasze czarownice o wiele rzadziej bywały też na sabatach, które jeśli już się odbywały przypominały biesiadne uczty.

Jeśli chodzi o społeczne pochodzenie polskich czarownic, to przeważały wieśniaczki i mieszczanki, które jednak opowiadały o spotkaniach z zakapturzonymi czarownicami, obcującymi z elitą diabelską. Mówiły najprawdopodobniej o szlachciankach, które z równym upodobaniem oddawały się praktykom magicznym. Jeśli jednak chodzi o ich karalność, to prawie żadne nie były powoływane przez sąd i ani jedna nie złożyła swojego życia na stosie.14 Ludności wiejskiej nawet w czasach nowożytnych przypisywano skłonności ku pogaństwu i trwaniu w zabobonnej wierze. Jak pisze anonimowy autor: Wolą oni udać się do lasu niż do świątyni, a kiedy już przyjdą do kościoła, to najchętniej pozostają na cmentarzu, spędzając czas na rozmowach, aby tylko nie iść na nabożeństwo.15

Polskie czarownice swojego fachu często uczyły się podczas służby we dworze, jak to było w przypadku kaliskiej czarownicy Apolonii Porwitowej, która nauczyła się wszystkiego na zamku w Sieradzu. Jeśli chodzi o płeć, to jedynie 10,6% oskarżonych stanowili mężczyźni.16 Co ciekawe kara stosu dotknęła też szlachcica, ale to na zasadzie samosądu dokonanego przez ludność wiejską, która uznała swojego pana za upiora, kiedy ten wałęsał się w nocy po lesie w poszukiwaniu zaginionego konia.17 Ów Michał Makowski spłonął w roku 1738 a więc już w czasach, kiedy wiara w czarownice pomału przechodziła we wszechogarniającą obawę przed wampirami, upiorami i wilkołakami.

Osoby parające się magią najczęściej pozostawały na uboczu lokalnej wspólnoty i często utrzymywały kontakty z diabłem. Jak wyznawały Kaliszanki na torturach, znały one nawet imiona swoich demonicznych panów. Ceną za otrzymywanie od diabła pomocy było nieprzyjemne z nim obcowanie fizyczne. Kaliskie diabły często zmuszały do stosunku swoje służki bijąc je i rzucając po kątach, czyniąc często krzywdę fizyczną, jak to było w przypadku grupy czarownic ze wsi Kucharki z regionu kaliskiego. W tym rejonie demony rzadko kiedy zabierały jednak swoje wybranki na Łysą Górę. Częściej sabaty odbywały się na pobliskich, bliżej nie sprecyzowanych bagnach, gdzie oprócz wymienionych z imienia diabłów pojawiali się różni muzykanci i inne czarownice.

Te szatańskie opowieści dotyczą procesów z początku XVI wieku, gdyż wcześniejsze sprawy o czary rozsądzane przez kaliski sąd tylko powierzchownie dotykały ingerencji diabelskich mocy. Zeznania wyznawane podczas tortur były zazwyczaj bardzo szczegółowe i wymyślne, jak w przypadku wspomnianych wyżej czarownic ze wsi Kucharki. Połączone z zeznaniami innych tworzyły przebogaty świat diabelski gdzie demony często paradowały w szlacheckich strojach i zdawały się być podzielone społecznie – zupełnie jak mieszkańcy świata rzeczywistego.

Czy można mówić w Polsce o prawdziwych opętaniach? Jeśli chodzi o rejon kaliski mam co do tego szczere wątpliwości. Pozwolę sobie jednak przytoczyć dwa niezwykle ciekawe przykłady, pochodzące z poza obszaru moich zainteresowań, ale dające dużo do myślenia i stawiające całą sprawę w zupełnie innym świetle. Obydwa dotyczą ludzi pochodzenia szlacheckiego. Pierwszy miał miejsce w Krakowie 13 czerwca 1588 roku w kościele ojców karmelitów pod wezwaniem N. Marii Panny na Piasku. Podczas nabożeństwa do kościoła wszedł herbowy Zakrzewski krzycząc coś w różnych językach. Kiedy doszedł do ołtarza wyciągnął szablę i ranił nią księdza, mnicha oraz ciężko okaleczył małego ministranta, który w wyniku obrażeń niedługo potem zmarł. Chwilę później zbezcześcił ołtarz i rzucił się do ucieczki. Schwytany zeznał, że jest katolikiem i dokonał tego wszystkiego w przypływie szału. Za profanację i zbrodnię spalono go na rynku krakowskim.18

Drugi przykład dotyczy szlachcianki Magdy Gładyszówny i również związany jest z Krakowem. Owa szlachcianka została opętana przez 116 diabłów i sąd nie był w stanie poradzić sobie z jej przesłuchaniem. Sprawę oddano duchownym, którzy po przesłuchaniu wskazali winną. Była nią wieśniaczka Anna Markowa, która w 1645 roku została skazana na śmierć za sprowadzenie na Gładyszówną ogromnej ilości diabłów.19 Czarownicą stawało się w momencie oskarżenia, a powody ku temu były przeróżne.

Kim były czarownice kaliskie? Przykład z roku 1580 wskazuje, że sądzonymi były głównie osoby z nizin społecznych – dwie wędrowne złodziejki i prostytutki, którym żadne hańbiące zajęcie nie było obce. Sytuacja zdaje się być podobna w późniejszych procesach, które dotykają przeważnie wieśniaczek albo kobiet z rejonów oddalonych od centrum miasta. Co powodowało, że były stawiane przed sądem? Zazwyczaj oszczerstwa, mające swoje korzenie w prawdziwych wydarzeniach.

Kaliszanki postawione przed rajcami miejskimi trudniły się leczeniem i zielarstwem. Już sam fakt posiadania przy sobie zielarskich amuletów był wystarczający, jak możemy to zaobserwować na przykładzie kaliskim.20 Najczęściej jednak, zgodnie z obawami duchownych, mylono prawdziwe czary ze zwyczajnym zabobonem, do którego w pierwszej kolejności przyznawały się kaliskie czarownice. Opowieści o sabatach, demonach i diabelskich ślubach wychodziły z ich ust dopiero pod naciskiem przerażających tortur.

Echo kaliskich sal sądowych

Egzekucja czarownic przez powieszenie

Historia procesów o czary w Kaliszu zaczyna się według protokołów sądowych zebranych przez Bohdana Baronowskiego pod koniec XVI wieku. Jest to więc czas, kiedy „szaleństwo czarownic” w Polsce panuje i zbiera swoje żniwo. Pierwsza sprawa Zofii z Łekna i Barbary z Radomia ma miejsce w 1580 roku, a ostatni opisany przez niego proces dotyczył Reginy Dereniowej i odbył się w 1616. Na historię zawartą w wydawnictwie źródłowym Baronowskiego składa się sześć procesów z czego tylko niektóre kończą się śmiercią, a jedynie ostatnie noszą charakter kontaktów z diabłem. Dalej rozszerzę opis procesów o dwa dodatkowe, które udało mi się znaleźć w zamieszczonej w bibliografii literaturze przedmiotu.

Na szczególną uwagę zasługuje ostatni proces kilkunastu czarownic skazanych tuż przed wydaniem konstytucji z 1776 roku, który odbył się w niedalekim od Kalisza Doruchowie. Miał on bardzo tajemniczy charakter i do dzisiaj wielu badaczy omija go, uważając iż jest on zbyt mało udokumentowany przez źródła. Ja jednak nie będę go pomijał gdyż zdecydowanie jest to proces o charakterze najbardziej pasującym do romantycznej koncepcji czarownic, a mgła tajemnicy, która go osnuwa, dodaje mu tylko ciekawości. Omawiając go będę bazował głównie na książce Szymona Wrzesińskiego Wspólniczki Szatana. Czarownice na ziemiach polskich, gdyż właśnie tam znalazłem najdokładniejszy jego opis.

Należy przypuszczać, że dopiero po roku 1616 miało miejsce nasilenie polowania w regionie kaliskim, ale biorąc pod uwagę brak źródeł historycznych i protokołów, które by o tym donosiły dobra rekonstrukcja nie jest możliwa.21 Historia zaczyna się od dwóch jarmarcznych złodziejek: Zofii z Łekna i Barbary z Radomia.22 Obydwie miały status kobiet luźnych, a trudniły się złodziejstwem, prostytucją i paserstwem. Nie bały się nawet sprzedawać takich rzeczy, jak kradzione z kościoła krzyże. Obydwie poznały się przez wspólnego znajomego złodzieja Szymka, a do Kalisza udawały się by kraść na tutejszym jarmarku. Zostały jednak przyłapane na noszeniu ziołowych amuletów, czym wywołały podejrzenie i doprowadzenie przed sąd.

Po przesłuchaniu Zofia została oczyszczona z zarzutu o czary, ale to nie jej, tylko zeznania Barbary są dla nas bardzo interesujące. Poddana torturom opowiedziała swoją historię, która zwraca uwagę, gdyż jest bardzo podobna do historii czarownic z terenów niemieckich. Barbara magii uczyła się od matki i przez długi czas działała w Gdańsku, gdzie kradła mleko i robiła gusła z chleba. Była również znana z usuwania ciąży. Jak niemieckie czarownice, obchodziła różne magiczne święta w tym noc Walpurgii. Po kolejnych torturach wymuszono na niej zeznania kontaktów z diabłami, które przyzywała, by jej służyły za pomocą różnych magicznych przedmiotów.

Różnica polega na tym, że czarownica wzywa demony aby jej służyły a nie, jak to ma miejsce później, sama jest służebnicą diabła. Zapytana o spowiedź, powiedziała, że początkowo ksiądz kazał jej zadość uczynić wszystkim, którym czyniła zło. Później na spowiedziach już nie mówiła o swoich magicznych poczynaniach. Co ciekawe podczas próby jej pławienia, zamawiała diabła aby jej pomagał mówiąc: Czarcie nie daj mię jeszcze topić, iż jeszcze będę na tym świecie wojowała i obiecał mi to, że nie utoniesz.23 Dalszy los dwójki kobiet nie jest znany.

Kolejna sprawa dotyka Elżbiety z Tyńca, która oskarżona została o czary cztery lata po pierwszym procesie.24 Protokół jest bardzo zwięzły i mówi, że powołana nosiła amulety i obmywała bydło wodą pobraną z pobliskiej rzeki, aby dawało więcej mleka. Wróżyła również kobietom z wosku, aby przepowiedzieć losy płodu. Wszystko to czyniła w imieniu Boga, Maryi i wszystkich świętych, co zresztą jest bardzo charakterystyczne dla polskich czarownic. Z protokołów przytoczonych przez Baronowskiego znamy wynik sprawy. Elżbieta z Tyńca została wygnana z miasta. Wygnanie może się wydawać karą bardzo łagodną ale biorąc pod uwagę fakt, że osoby wygnane często nie znały świata poza swoją lokalną wspólnotą i nie miały innej możliwości zarobkowania, był to często wyrok powolnej i bolesnej śmierci.25

Trzecia sprawa z czarami ma związek jedynie z nazwy, gdyż w czasie procesu oskarżona została oczyszczona z zarzutu. Proces dotyczy Małgorzaty z Chmielnika, która przez swojego pana, szlachcica Pawła Pawłowskiego, postawiona została przed sądem z zarzutem czarów i kradzieży.26 Kobieta wyparła się wszelkich czarów, a jedyne do czego się przyznała, to kradzież pańskiej skrzyni z różnymi bibelotami. Dopuściła się tego przestępstwa dlatego, iż dowiedziała się, że pan nie zamierza jej zapłacić za ostatnie pół roku pracy. Przez kaliskich ławników skazana została na chłostę, a prośba o tortury w celu wymuszenia na niej zeznań o czary została oddalona.

Zupełnie inny wymiar ma sprawa, która miała miejsce w roku 1593 i dotyczyła Apolonii Porwitowej z Glinek.27 Kobieta została oskarżona o czary przez swojego męża, co spowodowała domniemaną zdradą. Oskarżenia posypały się dalej lawinowo, a wśród nich znalazł się nawet zarzut psucia piwa u niejakiego pana Sobka. Za swoją nauczycielkę podała Jadwigę Pieczanowską, od której nauczyła się wszystkiego służąc na dworze w zamku Sieradzkim. Zajmowała się zamawianiem bydła i piwa w celu ich uzdrowienia i naprawienia.

W świetle źródeł wydaje się być osobą, która ludziom raczej pomagała niż szkodziła. Za przykład niech posłuży prośba pewnej kobiety, która udała się do Porwitowej w sprawie otrucia jej męża. Apolonia podała jej zwyczajną wodę, a ta później dowiedziawszy się o wszystkim dziękowała jej za niedopuszczenie do śmierci męża, gdyż ich stosunki już się polepszyły. Podczas procesu opowiadała o innych kobietach, które parają się bardziej zabobonem niż magią i czynią to wszystko, jak zresztą i ona, w imię Boga, Maryi i wszystkich świętych. Jej główną przeciwniczką, którą oskarżyła, była żona miejskiego kata.

Prawdziwą rewolucją w kaliskich procesach o czary jest sprawa czarownic ze wsi Kucharki, skazanych na spalenie w 1613 roku.28 Opisane w protokole kobiety miały bezpośredni kontakt z diabłami i pasują do właściwego znaczenia terminu „czarownica”. Na samym początku oskarżono Dorotkę z Siedlikowa, która ponoć rzuciła czar na Macieja Gorczyce. Kobieta została pojmana w karczmie, gdzie nie raz kłóciła się z wyżej wymienionym Maciejem. Po torturach przyznała się do czarów, mówiąc że wszystkiego nauczyła się od matki i wróżki Serbicy. Mówiła, że pomagała ludziom odszukiwać zaginione rzeczy, o których opowiadał jej na ucho diabeł Kacper. Nie raz też nawiedzana była przez diabły, które w młynie w pewien czwartek dusiły ją i przymuszały do obcowania fizycznego. Dorota wydała też swoją przyjaciółkę Magdę Młynarkę, która również spierała się nie raz z Gorczycą. Magda opowiedziała na przesłuchaniach, że oddała się diabłu w celu polepszenia swojego życia.

Kiedy tak wzywała szatana pojawił się jej diabeł Marcin, który obiecał poprawę losu po czym dopuścił się na niej gwałtu. Kolejną oskarżoną była Gierusza Klimerzyna, która początkowo wyparła się wszystkiego. Kiedy kat poddał ją torturze opalania nad płomieniem świecy zeznała, że miała z diabłem romanse. Oprócz tej trójki również inne oskarżone kobiety opowiadały o seksualnych kontaktach i obietnicach, że tak długo jak będą sypiać z inkubem, tak długo będzie się im powodzić.

W sprawach czarownic z Kucharek występują też sabaty (odbywające się na pobliskich bagnach) i likantropia. Po wysmarowaniu się specjalnymi maściami kobiety zmieniały się w kotki i w takiej postaci wysysały mleko krowom pani Wysockiej. Im również zawdzięczamy dość szczegółowy opis ich piekielnych kochanków. Jak mówiły: Ci wszyscy diabli w ręku mieli długie palce u nich pazury długie ostre i czarne, kosmaci byli, używali z nimi póki kur nie zapiał, a mówili im oddawajcie się nam będziecie się przy nas dobrze miały.29 Po zakończeniu procesu wszystkie niewiasty skazane zostały na stos, na którym spłonęły ku uciesze miejscowej ludności.

Kolejny proces związany jest z rzekomym pożarem Kalisza. Powołana przed sąd Regina Dereciowa ze Stawiszyna, skazana została na spalenie w roku 1616.30 Zarzucono jej znajomość ze spaloną niedawno w Stawiszynie Maruszą. Dereciowa przyznała, że Maruszę znała, ale czarów uczyła się od wróżki z Cholowa i Jagnieszki Korabskiej. Ta czarownica, chociaż próbowała pomagać ludziom, lecząc ich dzieci okazała się niezbyt skuteczna w tym, co robiła. Większość zaczarowanych umierała, a Dereciowa nie mogła pochwalić się zbyt dużą ilością udanych czarów. Przyznała się również do szkodzenia ludziom, ale starała się im zadość uczynić, jak jej kazał spowiednik. Posądzona o wywołanie pożaru, skazana została na stos.

Do mniej znanych, ale równie ciekawych procesów, należy sprawa Reginy Organiściny, która o czary została oskarżona przez Zygmunta Jaraczewskiego w 1680 roku.31 Czarownica zamieszkiwała dobra jego sąsiada Adama Kurczewskiego, właściciela wsi Kowalew, który swojej poddanej za nic nie chciał wydać na sąd. Jaraczewski namówił przyjaciela Jędrzeja Jaroszewskiego, żeby nakłonił Kurczewskiego do wydania czarownicy. Kiedy jednak Jaroszewski wraz z dwoma swoimi ludźmi wjechali na tereny Kurczewskiego, ten chcąc za wszelką cenę chronić czarownicy, dobył szabli i rzucił się na przyjezdnych.

Regina w swoich okolicach uchodziła za tak zwaną jawną czarownicę czyli taką, o której profesji wszyscy wiedzieli. Posądzano ją o zabicie 17 sztuk bydła i podpalenie młyna. Do stawianych jej zarzutów sama zresztą się przyznawała, wciąż pozostając na wolności. Jaraczewski złożył protestację do grodu kaliskiego przeciw samemu Adamowi Kurczewskiemu, którą rozpatrzono gdyż dotyczyła naruszenia pokoju publicznego (mowa o obiciu niewinnych sług pana Jędrzeja Jaroszewskiego).

Ostatnim i najbardziej kontrowersyjnym procesem o czary jest sprawa kilkunastu doruchowskich czarownic. Kontrowersyjnym dlatego, iż miał on charakter samosądu i odbył się tuż przed uchwaleniem konstytucji sejmowej zakazującej karania śmiercią za czary.32 W 1775 roku w Doruchowie dziedzicem był niejaki Stokowski, którego żona zachorowała na kołtun. Wezwana do wyleczenia kobiety wróżka stwierdziła, że jest to wynik rzuconych na jego żonę czarów. Wróżka wskazała też domniemane czarownice. Okazały się nimi Dobra, żona zamożnego gospodarza Kazimierza oraz pewna nieznana z imienia wdowa, której cała wieś przypisywała najgorsze rzeczy z uśmierceniem swojej córki na czele. Trzecią czarownicą miała być również nieznana z imienia dziewka, rzucająca przy wietrze w niebo liście mówiąc, że w taki sposób tworzy myszy. Stokowski aresztował te oraz inne podejrzane z powodu wykonywania szemranych zawodów kobiety. Oskarżonych zostało pięć córek gospodarskich, jedna wdowa i służąca.

Lokalny proboszcz prosił o nieczynienie samosądu, ale jego starania na nic się nie zdały. Pan wsi był tak zawzięty w polowaniu na doruchowskie czarownice, że wkrótce do zamkniętej już grupy kobiet doprowadzono kolejną siódemkę. Dziedzic wymusił na wójcie i gromadzie wiejskiej próbę wody, którą oczywiście wykonano. Nie rozebrano jednak wcześniej kobiet, co podobno sprawiło, iż nie utonęły, gdyż długie i grube suknie powoli nasiąkały wodą. Skoro nie tonęły zostały uznane za czarownice. Szybko wyciągnięto je z wody i zaciągnięto do pobliskiego spichlerza gdzie wsadzono je w beczki, w których wycięto uprzednio otwory, które były tak uciążliwe, że kobiety mogły w nich jedynie klęczeć. Od góry beczki przykryto płótnem a na boku przyczepiono kartki z napisami Jezus, Maria, Józef i w tych okrutnie ciężkich warunkach trzymano je jakiś czas. Stokowski nie chcąc przepuścić „czarownicom” odpowiedzialnym za krzywdę jego żony rozkazał sprowadzić do wsi kilku zakonników, kata i sędziów pochodzących z pobliskiego Grabowa.

Salą sądową uczyniono dom podstarosty gdzie ustawiono stół i sporządzono prowizorycznie narzędzia tortur. Procesy rozpoczynały się od rozebrania do naga oskarżonych i wieszaniu ich na hakach, które zadawały im taką krzywdę, że część z kobiet w ogóle procesu nie przeżyła. Cały proces był zwyczajnym teatrem, gdyż los „czarownic” już dawno został przesądzony. Na placu podczas przesłuchań zdążono ustawić wielki stos, na którym potem spalono wszystkie kobiety (nawet te, które umarły podczas tortur). Ten makabryczny proces jak podaje Wrzesiński musiał odbić się szerokim echem w całej Polsce, gdyż już niedługo sejm postanowił zakazać tego typu spraw.

Ostatni, makabryczny proces jest moim zdaniem idealnym zobrazowaniem do czego mogły prowadzić wynaturzenia postępowania w sprawie o czary. Mimo, iż jego autentyczność nie jest w zupełności poświadczona, to osobiście uznaję go za ostatni element „szaleństwa czarownic” na ziemiach kaliskich. Nawet jeśli nie wszystkie informacje dotyczące tamtejszych wydarzeń są prawdziwe, proces ten z pewnością zachował się w umysłach i pamięci ludzi jako część wyżej wymienionego zjawiska. W ten sposób doszliśmy też do końca rozdziału poświęconego „polowaniom na czarownice” w Kaliszu – regionie, który przez Baronowskiego został uznany za miejsce, gdzie z wyjątkową zawziętością walczy się z diabłem.33

Zakończenie

Piekło / Fra Angelico, 1435-1440

Niedługo po wydarzeniach, które miały miejsce w Doruchowie, sejm pod wpływem coraz popularniejszej idei humanitaryzmu, uchwalił konstytucję znoszącą tortury i karę śmierci za czary. Miało to miejsce w roku 1776 i dla uczczenia tego wydarzenia król Stanisław August nakazał bić pamiątkowy medal z napisem: Mękami wyciągać zawsze wątpliwe wyznania zbrodni, pociągać do sądu obwinionych o rzekome związki z mocą szatańską zakazał sejm roku 1776 na wniosek Króla Stanisława Augusta.34

Podsumowująć całość zjawiska na ziemiach polskich Bohdan Baronowski szacował w swoich pracach, że w Polsce śmierć poniosło 40.000 osób oskarżonych o magię.35 Małgorzata Pilaszek w swojej najnowszej książce stwierdza jednak, że taka liczba jest nie do przyjęcia, a za powód jej podania uważa umiłowanie historyków epoki PRL do krwi i podkreślania dramatyzmu. Sama szacuje zjawisko na trochę ponad 1000 procesów zaznaczając przy tym, że na pewno nie udało jej się dotrzeć do wszystkich zapisków.36 W skali europejskiej współcześni mówią o 60.000, co mnie osobiście wydaje się być liczbą prawdopodobną.37

Pozostaje jeszcze pytanie dlaczego w tak wielkim kraju jak Polska było tak mało procesów w skali całej Europy. Za przyczynę tego zjawiska może uchodzić zbyt słabe wykształcenie teologiczne i niski poziom edukacji prawniczej Polaków w sprawach demonologicznych.38 Ocenę prawdziwości zeznań kobiet oskarżonych o czary zostawiam czytelnikom, którzy sami wyrobili już sobie pewnie jakiś konkretny pogląd. Nie dysponujemy niestety żadnym aparatem, który pozwoliłby nam zweryfikować w sposób obiektywny idee, które tkwiły w umysłach przesłuchiwanych kobiet. Liczby ujawniają nam jednak pewną bezdyskusyjną prawdę.

„Polowanie na czarownice” było ruchem wymierzonym w kobiety, ruchem bezlitosnym, często podszytym chorą seksualnością. Napędzały go przyziemne ludzkie emocje takie jak zazdrość, zawiść, strach przed nieznanym. Same czarownice bardzo często nie były do końca świadome tego co robią i jakie skutki może to przynieść. O losowym powodzeniu ich działań może świadczyć kaliski przykład Reginy Dereciowej. Wszystkie zarzuty, zgodnie z obawami kościoła, dotyczyły raczej zabobonu niż prawdziwego „wysokiego” czarodziejstwa i paktowania z diabłami. Zabobon nie był jednak karalny.

Nie można też za niego winić kobiety tamtych czasów, gdyż dzisiejsze społeczeństwo bardzo często charakteryzuje się tymi samymi skłonnościami. Mam nadzieję, że moja praca, choć zbyt krótka by przedstawić całość zjawiska, w sposób zadowalający daje do myślenia. Należy zastanowić się przede wszystkim czy „polowania” były tak naprawdę konfrontacją z diabłem rzeczywistym i jego sługami, czy raczej z tym, który siedzi w każdym z nas? Być może zasądzane przez sędziów wyroki były jedynie obroną przed ich własnymi, ciemnymi stronami natury – tej. która była i jest obecna w każdym człowieku.

Michał „AntAgonist” Knychaus

 

Przypisy:

1. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 17-20.

2. Ibidem, s. 21.

3. Ibidem, s. 222.

4. Ibidem, s.48-51.

5. Ibidem, s. 54-55.

6. Katalog Magii mnicha Rudolfa z Rud Raciborskich, fragment rozdziału VIII, [za:] Szymon Wrzesiński, Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2006, s. 9.

7. Szymon Wrzesiński, Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2006, s. 20-22.

8. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s.136.

9. Ibidem, s. 140-141.

10. Janusz Tazbir, Państwo bez stosów, [w:] Janusz Tazbir, Państwo bez stosów i inne szkice, Kraków 2000, s. 51-53.

11. Ibidem, s. 7.

12. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 209-220.

13. Ibidem, s. 65.

14. Janusz Tazbir, Kultura szlachecka w Polsce. Rozkwit, upadek, relikty, Warszawa 1978, s. 57.

15. Anonim, fragment z dzieła Podpora konfederacji, [za:]Janusz Tazbir, Państwo bez stosów, [w:] Janusz Tazbir, Państwo bez stosów i inne szkice, Kraków 2000, s. 108.

16. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 297.

17. Ibidem, s. 287.

18. Janusz Tazbir, Państwo bez stosów, [w:] Janusz Tazbir, Państwo bez stosów i inne szkice, Kraków 2000, s. 130.

19. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 233.

20. Bohdan Baronowski, Najdawniejsze procesy o czary w Kaliszu, Lublin 1951. s. 19-21.

21. Bohdan Baronowski, Najdawniejsze procesy o czary w Kaliszu, Lublin 1951. s. 8.

22. Ibidem, s. 13-24.

23. Ibidem, s. 23.

24. Ibidem, s. 24-27.

25. Małgorzata Pilaszek, Procesy czarownic w Polsce XVI-XVIII wieku, [w:] Mówią Wieki. Magazyn Historyczny, nr 1, 2002, s. 16-17.

26. Bohdan Baronowski, Najdawniejsze procesy o czary w Kaliszu, Lublin 1951. s. 27-30.

27. Ibidem, s. 30-39.

28. Ibidem, s. 39-58.

29. Ibidem, s. 46.

30. Ibidem, s. 56-66.

31. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 71-72 i 261.
32. Szymon Wrzesiński, Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2006, s.58-60.

33. Bohdan Baronowski, Najdawniejsze procesy o czary w Kaliszu, Lublin 1951. s. 6.

34. Szymon Wrzesiński, Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2006, s. 60.

35.Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 266.

36. Małgorzata Pilaszek, Procesy czarownic w Polsce XVI-XVIII wieku, [w:] Mówią Wieki. Magazyn Historyczny, nr 1, 2002, s. 16.

37. Ibidem.

38. Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 195.

 

Bibliografia:

– Baronowski Bohdan, Najdawniejsze procesy o czary w Kaliszu, Lublin 1951.
– Pilaszek Małgorzata, Procesy czarownic w Polsce XVI-XVIII wieku, [w:] Mówią Wieki. Magazyn Historyczny, nr 1, 2002.
– Pilaszek Małgorzata, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008.
– Ryś Grzegorz, Inkwizycja, Kraków 1998.
– Tazbir Janusz, Kultura szlachecka w Polsce. Rozkwit, upadek, relikty, Warszawa 1978.
– Tazbir Janusz, Państwo bez stosów, [w:] Tazbir Janusz, Państwo bez stosów i inne szkice, Kraków 2000.
– Wrzesiński Szymon, Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2006.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s