Zadyma na Sunset Strip (1967)

Zadyma na Sunstet Strip to film gówniany, nawet jak na standardy AIP, który jednak został  wyprodukowany dla MGM przez „Jungle” Sama Katzmana (jednego z najgorszych reżyserów kina klasy B lat ’60). Scenariusz eksploatuje faktyczne starcia hipisów z policją, do których doszło w okolicy Sunset Strip w połowie 1967, kiedy właściciele lokalnych sklepów poczuli się zagrożeni rosnącą obecnością buntowniczej młodzieży i posłużyli się siłami porządkowymi, by przegnać ją gdzie pieprz rośnie.

Katzman zrealizował swój film krótko po tych wydarzeniach goniąc za ciągle gorącym medialnie tematem i mając nadzieję użyć go jako dźwigni promocyjnej, ale kierownictwo MGM zwlekało z dystrybucją kinową i film trafił w końcu do AIP. Sam Arkoff polubił pomysł Katzmana i zgodził się dać mu szansę, niestety obraz nie dał rady nawet w drive-inach… zresztą nie bez powodu.

Podstawowy wątek jest mdły, jak szare mydło. Eksploatuje on przygody grupy nastolatków, ale w bardzo nieudolny, wypłukany z inwencji twórczej sposób. Centrum akcji staje się klub Pandora’s Box na Sunset Blvd, gdzie przesiadują głównie młodzi hipsterzy słuchając dźwięków swoich ulubionych grup garażowych. W tym psychedelicznym przybytku marnowania czasu wkrótce pojawią się jednak pierwsze niesnaski pomiędzy zgredowatym właścicielem, a młodą klientelą.

Akcja zostanie nawet przeniesiona do ratusza miejskiego, gdzie w burzy mózgów policja, rodzice, radni i biznesmeni decydują, że hipisów trzeba niezwzłocznie usunąć z Sunset Strip. Jakkolwiek interesująco może brzmieć sam pomysł, cały potencjał konceptu wojny pokoleniowej zostaje zdruzgotany przez bezpośrednią narrację, chujowy scenariusz i amatorskie aktorstwo.

W rzeczy samej Zadyma na Sunset Strip jest przykładem niemal całkowitego pogrzebania idei taniej rozrywki filmowej, która zamienia się w torturowanie cierpliwości widza. A film mimo wszystko został z czasem otoczony swoistym kultem! Dlaczego? Z bardzo prostego powodu – znajdziemy w nim kilka scen występów kultowych grup garażowych, które nie pozostawiły po sobie wielu innych materiałów koncertowych. I właśnie dlatego warto sięgnąć po Zadymę na Sunset Strip. By sprawdzić dzikie dźwięki garażowej sceny z Los Angeles końca lat ’60.

W filmie pojawiają się: The Standells, The Mugwumps, The Chocolate Watchband oraz The Enemies – grupy dobrze znane, choć głównie kolekcjonerom i fanom gatunku. Jest to niestety jedyny dobry argument, by zachęcić do  obejrzenia Zadymy – tak naprawdę film można sobie jednak przewijać od koncertu do koncertu – z której cały soundtrack wydany został przez Sidewalk Records, amortyzującej przez wiele lat wyniki finansowe filmów AIP.

Oczywiście, jak w każdym eksploatacyjnym cudzie, także tutaj znajdziemy przynajmniej jedną, absurdalną scenę, która do dziś jest przywoływana jako klasyk drugsploitation. Udało się jej zwyczajnie zaistnieć gdzieś w środku tego całego gówna, co przynajmniej trochę podnosi element rozrywkowy filmu. Chodzi zaiste o młodą Mimsy Farmer, grającą Andy – postać tripującą na kwasie po tym jak nastolatki stwierdzają, że cały ten klub pachnie zgredem i uderzają na kwadrat. Jak niewinna dziewczyna słyszy od swojej starszej koleżanki: Ona nigdy nie tripowała… to kwas, kochanie.

W oczach Andy pojawia się przerażenie, parcie na ucieczkę i powiedzenie NIE groźnemu narkotykowi, co każe koledze skwasić naszego kociaczka na partyzanta ze szklanką coli. To sprawia, że Andy katapultuje się w nieznane, liże niebo i tańczy, jak opętana – co te dragi zrobią z twóją głową, dziecinko! Dla fanów filmów giallo ciekawostką będzie, iż Mimsy Farmer miała kilka lat później przenieść się do Włoch, gdzie zadebiutowała w kultowym dziele Daria Argenta Cztery muchy na szarym aksamicie (1971), była bowiem prawdziwym kociaczkiem!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Riot on Sunset Strip
Produkcja: USA, 1967
Dystrybucją w Polsce: Magivanga Vaults
Ocena MGV: 2/5

8 myśli nt. „Zadyma na Sunset Strip (1967)”

  1. Tych the Mugwumps, to bym posłuchał, nie ma, jak oczytani młodzi ludzie 😀
    A Mimsy Farmer to prawdziwy klejnocik w koronie kinematografii tamtych niezapomnianych lat… Się wchodziło na gapę tylnym wyjściem do kina na ,, Drogę do Saliny” Georgesa Lautnera , na ,,momenty” 😀 … i podobnie, jak na ,, Born Losers” przycupnęliśmy z kumplem w kącie i wszystko było git przez 20 minut, ale potem trzeba było spierdalac, bo ta stara bladż bileterka jakimś cudem nas obczaiła … i Simply dopiero po wielu latach skonsumował obydwa zakazane owoce w TVP.
    Mimsy pod koniec 60-tych zagrała w kilku bikerskich i hotroderskich produkcjach ( nie widziałem ) a także w głośnym drugsploicie ( antynarkotykowym ) ,, More”.
    Za dużo tych gialli sobą nie uświetniła, ale były tam niezłe smakołyki : ,, Perfumy Kobiety w Czerni” Barilliego, ,, Czarny Kot ” Lucjana i ,, Autopsja” Crispino.
    Ja chcę z nią zobaczyc ,, Le Traque” ( Na Tropie ) z 1975, francuski koktail rape’n’revenge’u, survivalu i antyburżujskiej , demaskatorskiej satyry.

    Lubię to

  2. zdecydowanie warto ten film obejrzec ze wzgledu na garazowa sciezke dzwiekowa!
    daje ci jeden kawalek The Mugwumps, ktorego akurat nie ma w filmie, ale tego kotry jest w filmie nie ma na jutjubie 🙂

    Lubię to

  3. Dzięki. Ciekawa produkcja , a ty jesteś strażnikiem pewnej czystości gatunkowej .
    To moim zdaniem, bardzo dobrze, mimo, że chuj to kogo interesuje,

    Lubię to

  4. Miałem na myśli twoje teksty o muzyce psychedelicznej. Pojęcie-worek, którym często zwykło się szafowac z pominięciem właściwego kontekstu – sam nie jestem tu wyjątkiem. Mimo iż pewna płynnośc stosowania tego terminu jest nieunikniona, takie solidne, ortodoksyjne ujęcie tematu, poparte faktografią jest niezwykle cenne.
    Chocby samo pojęcie – psychodelia /psychedelia. Obydwie formy są poprawne ( jak Bitelsi i Bitlesi ), jednak różnica semantyczna jest spora.

    Lubię to

    1. Zdecydowanie tak, jestem zwolennikiem przemyślanego stosowania wszelkich terminów – taka praktyka codzienna Korzybskiego 🙂 Wiesz, wychodzę z założenia, ze jeśli nie będziesz szafowal słowami unikniesz chaosu językowego czy tez raczej będziesz używał języka do opisywania zjawisk, które rozumiesz!

      W innym wypadku stajemy sie trolami, które nie wiedza dlaczego lewica i prawica – przykładowo – są tylko symbolami, których znaczenie wyrasta jednak z konkretnego zakotwiczenia w czasoprzestrzeni politycznej. Język jest opisem fenomenow, które jednak z czasem zmieniają znaczenie i włączają do „znaczącego” elementy nowych pól semantycznych.

      W przypadku psychedelii jest podobnie, ludzie stosują ten termin już w zasadzie do wszystkiego, co brzeczy i jest kolorowe 😀 Muzyka psychedeliczna odnosi sie jednak konkretnie do dźwięków tworzonych pod doświadczenie psychedeliczne! Nie jest to każdy onanizm gitarowy, który chłopcy uskuteczniaja w garażu 😀

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s