Wo Fat – The Black Code (2012)

Naprawdę nie wiem czy to przez fantastyczne, analogowe brzmienie czy też przez doskonałe aranżacje, ale najnowszy album power tria z Dallas jest obecnie najczęściej przeze mnie słuchanym krążkiem, który już zdążył się zakwalifikować do mojej osobistej czołówki tegorocznych ciężarów.

Coś zdecydowanie dzieje się w Teksasie, bo gdy tylko pojawi się tam ciekawa młoda grupa, natychmiast ma szansę na stanie się wchodzącą gwiazdą. Wo Fat wywalczyli sobie już wprawdzie uwagę pierwszą płytą, ale dopiero przedostatnia Noche del Chupacabra (2009) sprawiła, że grupą zainteresowało się na poważnie doomowo-stonerowe podziemie.

A The Black Code w niczym nie ustępuje swojej poprzedniczce! Rzekłbym nawet, że jest najlepszym, jak dotąd krążkiem zespołu. I choć trzeba przyznać że długie, psychedeliczne jamy zostały tylko nieznacznie skrócone, nowy materiał zrobił się dzięki temu bardziej zwarty, żeby nie powiedzieć bardziej przystępny.

Ale soczystość, ciężar oraz kosmiczne wędrówki na gitarze pozostały i dalej katapultują mózg w kosmos, opatrzone jeszcze lepszą, staranniejszą produkcją. Pięć nowych kompozycji zostało idealnie zawieszonych pomiędzy southernową surowością, stonerowym ciężarem i neoprogowymi, lekko psychedelizującymi naleciałościami, które gdy nadchodzą, nie do końca są radością dla moich uszu (za dużo Dark Side of the Moon, panowie), ale pojawiają się rzadko i nie dominują na szczęście kompozycji, więc szczodrze je wybaczam.

Poza tymi drobnostkami, nowa płyta Wo Fat to czysty miód i lanie konfitury figowej na serce. Bluesowe slide’y gitarowe, przesterowany bas, piękny pogłos, dudniąca jak diabelski kocioł perka, a przede wszystkim fascynująca klarowność brzmienia, która nie ustępuje płytom Down, Weedeatera czy Electric Wizard. Panom z Wo Fat najbliżej jednak do braci z Luizjany, gdyż wpływy południowych bandów w stylu Creedence Clearwater Revival i Lynyrd Skynyrd są mocno wyczuwalne.

Na The Black Code zespół mocno trzyma się korzeni, ale ma przy tym silny, własny charakter i w tym leży właśnie piękno nowych kawałków. Album został skonstruowany niczym czujny dialog z klasykami, w którym chęć powrotu do złotych lat muzyki gitarowej walczy z próbami zmiażdżenia ich metalowym ciężarem… i to Wo Fat doskonale wychodzi!

Już pierwszy kawałek Lost Highway posiada wystarczający magnetyzm, by natychmiast kazać skupić się na muzyce, ale to dopiero intro do pełnej ciężkich, psychedelicznych riffów podróży w świat Wo Fat. Następujący po nim tytułowy The Black Code to wyrafinowana kompozycja zaczynajaca się od klasycznych stonerowych walców z upalonym wokalem – snującym historie rodem z tanich horrorów – ale z minuty na minutę robiąca się coraz ciekawsza, aż do inspirowanych Hendrixem, wyjących riffów, które wieńczą kawałek (10:05).

Po nim leci mój faworyt Hurt At Gone z diabelskim slidem bluesowym, który został zaakcentowany z taką masą reverbu, że muzyka naprawdę zaczyna przeżuwać szare komórki. Aranżacja chwyta się klasycznego call & response z bardzo pięknie wysuniętą na przód perkusją i jeszcze większą porcją zręcznego jamowania.

The Sherd Of Leng jest najdłuższym numerem na całej płycie (12:35) wyróżniając się tonalnymi riffami i wolnymi przejściami na perkusji, które zbliżają go najbardziej do klasycznego noodlingu progowego lat ’70. Jednak obowiązkowa ściana dźwięku nieco łagodzi ten efekt – jego produkcja jest bez zarzutu.

Kompozycja stoi przy tym w wystarczającej odległości od poronionych dzieci art rocka, żeby dawała się słuchać, nawet jeśli ktoś – tak jak ja – niezbyt kocha Pink Floyd bez Syda Barretta… w drugiej połowie kawałka Wo Fat wracają na szczęście do sprawdzonych wzorców przywołując na myśl najlepsze kawałki Sleep i Kyuss.

Album kończy piękny Sleep of the Black Lotus, który oprócz zwolnienia tempa wchodzi miejscami w klimaty psychedeliczno/krautowego noise’u. To nieco bardziej rozpuszczona i dziksza wersja The Sherd Of Leng, która zresztą bardziej mi się podoba. Cóż mam dodać, The Black Code to jeden z najlepszych ciężarów roku 2012!!!

Conradino Beb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s