Goat – World Music (2012)

Choć tytuł albumu Goat przekornie sugeruje, iż ponownie daje nam się do zjedzenia niestrawną mieszankę pseudo afrykańskich rytmów, hinduskich melodii i hipisowskich grzechotek, którą prasa muzyczna lubi nazywać world music, debiut szwedzkich pogan to jedyna w swoim rodzaju, eklektyczna wyprawa w przeszłość.

Afrobeatowy groove, space rockowe rozpasanie, stonerowy ciężar i skandynawski neofolk tworzą jedyne w swoim rodzaju ostrze, z którego zaklasyfikowaniem mają problem wszystkie liczące się pisma muzyczne tego globu. Na World Music Goat połączyli wszystko ze wszystkim i choć efekt miejscami nie do końca zadowala – do całkowitej spójności koncepcji trochę jeszcze zespołowi brakuje – ten album to doskonałe wstrzelenie się w kroniki Akashy.

Ważnym elementem twórczości Goat jest wizerunek – bluffowanie mitem voodoo z północy Szwecji, czarowanie otoczką imigrantów z Maroka (Senegalu, Konga czy Nigerii) czy wreszcie korcenie ciekawości fanów wyjęciem spod prawa. Wiadomo przecież powszechnie, iż bunt i tajemnica są najlepszymi popychaczami w świecie biznesu muzycznego, a dobrze rozrysowany mit założycielski może stać się ważnym czynnikiem szybkiego wzrostu popularności.

Mój zakład ląduje jednak na grupie rodzimych Szwedów z domieszką gorącej krwi głównie ze względu na wokalistkę śpiewającą z wyraźnym skandynawskim akcentem i zdjęcia promocyjne, przywodzące na myśl kreatywną rewitalizację black metalowych okładek z połowy lat ’90.

Jednak odłóżmy na bok te spekulacjofantazje, gdyż mają one niewiele wspólnego z samą muzyką, którą w skrócie można określić jako spotkanie Hednigarny z afrykańskimi uczniami Feli Kutiego w stylu Paxa Nicholasa, Petera Kinga lub Orchestry Baobab. Produkcja przywodzi na myśl zarówno space rockowe płyty Hawkwind z początku lat ’70, jak i stonerowo/doomowe objawienia Kyuss czy Electric Wizard.

Ciepły, pulsujący bas oraz partie djembe zapewniają idealny podkład w Goatman, który zawiera też sporą porcję gitarowego noodlingu, ale zadziornego i zajebiście zagranego. Strukturalnie Goat nie wykraczają wprawdzie poza podstawowe rytmy afrykańskie – dzikie polirytmie pozostają na razie tylko marzeniem – ale są słodkie z ładnie zaaranżowanymi przejściami, a do tego wszystkie instrumenty grają równo i produkcja jest perfekcyjna!

Ale nie wkręcajcie się za bardzo na Afrykę u Goat, gdyż etno zdaje się na World Music tylko bazą dla rozwiniętych solówek gitarowych i tworzenia potężnej ściany dźwięku, w czym bierze udział także przejmujący wokal. Płyta rozkręca się od Disco Fever, który nosi wprawdzie ślady wyraźnych inspiracji muzyką Czarnego Prezydenta, ale do w pełni rozbuchanego afrobeatu Goat brakuje niestety sekcji dętej.

Z drugiej strony, silny skręt w stronę szwedzkiego neofolku zapewnia przyjemny minimalizm kompozycyjny, który jak sądzę, jest dla wielu głównym wabikiem tej płyty. Jako koncepcja sprawdza się mimo wszystko doskonale i tylko pod koniec, szczególnie w Run To Your Mama i Goatlord, nieznacznie się wyczerpuje. Eklektyzm ma jednak swoją cenę!

Warto zwrócić uwagę, iż zamykający album Det Som Aldrig Forandras?Diarabi został zbudowany na tym samym temacie, co otwierający płytę Diarabi, tak więc mamy na World Music również zgrabną klamrę, która sprawia że ostatni kawałek może być traktowany jako pierwszy, jeśli zapętlić CD.

Det Som Aldrig Forandras?Diarabi jest przy tym udaną, neofolkową balladą, do której z dużą przyjemnością wracam i jednym z najśliczniejszych kawałków na całej płycie. Najlepsze u Goat są jednak mimo wszystko afrobeatowo-space’owe walce, które jak donoszą szpiedzy, świetnie sprawdzają się na żywo.

Eklektyzm World Music ma jednak także swoją słabą stronę, gdyż rozwija u maniaków pewnej półki muzycznej ochotę na usłyszenie u Goat WSZYSTKIEGO, a w przypadku wspomnianego afrobeatu chodzi o bębniarskie, perkusyjne i saksofonowe improwizacje. Tego niestety zespół nie zapewnia, ale z drugiej strony nie można mieć o to do muzyków żadnych pretensji.

Goat reprezentuje ponad wszystko własny, specyficzny styl i albo go łykamy, albo nie. Gdyby cała płyta została jednak zbudowana na eksploracji tej samej przestrzeni, byłaby genialna, a tak pozostaje tylko niezła, choć i tak gwarantuje z dziesięć-dwadzieścia przesłuchań zanim się znudzi. Silny konkurent w wyścigu o złoto roku 2012!

Conradino Beb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s