Fever Tree – Fever Tree (1968)

fever_tree_uni_1968

Era psychedeliczna była świadkiem wielu wspaniałych lotów muzycznych, z których jednak zaledwie przebojowa garstka dzięki promocji medialnej zdominowała świadomość odbiorców na lata. Te kilka albumów sprawiło przy tym, że niefortunnie straciliśmy z oczu inne, znacznie dziksze odloty.

Jedną z tych fantastycznych perełek była debiutancka płyta grupy Fever Tree, pochodzącej oryginalnie z Texasu. Goście wyskoczyli z tłumu w 1968 wraz ze swoim hymnem na cześć miasta–gospodarza Lata Miłości – singlem San Francisco Girls. Kawałek był pierwszym, liczącym się hitem grupy i został natychmiast wciągnięty na tracklistę tytułowego albumu, nagranego dla UNI Records, pod zmienioną nazwą Return Of The Native. W ciągu następnych dwóch lat Fever Tree nagrali także trzy inne, znakomite albumy!

Fever Tree zostali utworzeni w Houston, w Teksasie, około 1966 przez Roba Landesa (klawisze), Dennisa Kellera (wokal), E.E. „Buda” Wolfe’a (bas), Johna Tuttle’a (perkusja) i Michaela Knusta (gitara), początkowo pod zabawną nazwą Bostwick Vines. Ta uległa zmianie w 1967, kiedy chłopcy podpisali kontrakt z wytwórnią jazzową z Chicago, Mainstream Records. Pod jej skrzydłami Fever Tree nagrali dwa single (gratka dla kolekcjonerów rzadkich wydań garażowych!), które jednak nie przedarły się na listy przebojów i praktycznie nie zyskały żadnej uwagi.

Wkrótce zespół podjął jednak decyzję o podpisaniu kontraktu z prężnym labelem UNI Records (sublabelem Capitolu) na nagranie swojego debiutanckiego albumu. Pomimo że San Francisco Girls (Return Of The Native) był początkowo zaledwie małym, lokalnym przebojem, puszczać zaczęły go także w końcu amerykańskie stacje rockowe FM. Innym popularyzatorem numeru stał się John Peel, który promował go na antenie Top Gear, w Wielkiej Brytanii, co również pomogło w nagraniu pierwszej płyty.

Za finalny sukces grupy był jednak odpowiedzialny konkretny człowiek – Scott Holtzmann, który stał się jej menadżerem i producentem pilnując również aranżacji nagrywanych kompozycji. Mimo że album Fever Tree był nagrywany początkowo w Houston, część materiału została zarejestrowana w Los Angeles, gdzie Gene Page i David Angel dodali swoje partie orkiestrowe. Page był już wówczas znany ze swojej pracy nad wieloma hitami soulowymi tj. You’ve Lost That Lovin’ Feelin’ legendarnych The Righteous Brothers, zaś Angel miał później przejść do historii jako współproducent i aranżer płyty Forever Changes grupy Love, uważanej przez wielu za majstersztyk psychedelicznego folk rocka.

Niestety, żaden inny kawałek z debiutu Fever Tree nie wskoczył nigdy na listy przebojów, pomimo tego że The Sun Also Rises miał spory potencjał rynkowy ze starannie zaaranżowaną, majorową melodią, prostymi partiami smyczków i pianina. Kawałek został zarejestrowany w Houston, w noc brutalnego sztormu. Ktoś wpadł na pomysł, żeby wystawić mikrofony przez okno i nagrać odgłosy, które zostały nałożone na ostateczną wersję. Można w nim usłyszeć mknące ulicą samochody oraz dźwięk pioruna. Wszystko zarejestrowane z odsłuchu natury.

Kawałek ten – co ciekawe – niezwykle spodobał się Elvisowi Presleyowi, który bardzo chciał nagrać jego cover, ale nie doszło to nigdy do skutku. Innym, fantastycznym tunem był cover Day Tripper/We Can Work It Out Beatlesów, będący w zasadzie połączeniem dwóch stron singla grupy z 1965. Znacznie bardziej drapieżny niż oryginał, z niesamowitymi, cyrkowymi partiami instrumentów dętych, jest osobiście jednym z moich faworytów wśród przeróbek The Beatles. Na płytę weszła także osobista wersja Nowadays Clancy Can’t Even Sing zespołu Buffalo Springfield – jeden z pierwszych coverów kompozycji Neila Younga w historii.

Dużo materiału z debiutu Fever Tree posiada niezwykle rozbudowane partie orkiestrowe z wpływami muzyki klasycznej, które nie tylko odzwierciedlały trend na eksperymentowanie, ale w jakiś sposób wybiegały naprzód, w kierunku barokowych aranżacji rocka progresywnego i symfonicznego. Płyta posiada ponadto niesamowite partie gitary i basu, na których kładzie się ciężkie, bardzo teksaskie, psychedeliczne brzmienie. Wraz z wokalem Dennisa Kellera – tak samo dobrym jak wokal Erica Burdona, Joe Cockera czy Roberta Planta – tworzą niezapomnianą całość. Album dostał się na #156 miejsce Listy Billboardu, co może nie jest niezwykłym sukcesem, ale w jakiś sposób pokazuje jego umiarkowaną popularność.

Oryginalne wydanie winylowe UNI Records nie jest w erze Inernetu ekstremalnie rzadkie, a jedynym problemem wydaje się być znalezienie go w doskonałym stanie – płyta była bowiem często grana. Jest jednak i dobra wiadomość dla reedycjonistów i CDkowców, gdyż w ostatnich latach album został wznowiony przez kultową oficynę Sundazed Music, co jest dobrą propozycją dla fanów muzyki lubiących płyty w stanie mint! Nie zapominajcie o debiucie Fever Tree, ta muza jest tak dobra jak najlepsze płyty The Strawberry Alarm Clock i The 13th Floor Elevators, a z pewnością lepsza niż H.P. Lovercraft czy Peanut Butter Conspiracy.

Conradino Beb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s