Czas masakry (1966)

czas_masakry_plakat

Lucio Fulci miał pewną widoczną obsesję na punkcie psów. Motyw psiej brutalności lub horroru psiego ciała pojawia się w sześciu jego filmach poczynając od pierwszego, legendarnego spaghetti westernu, który nakręcił, czyli Czasu masakry. Film zaczyna się od krwawej pogoni sfory psów za meksykańskim wieśniakiem, który zostaje zagryziony na śmierć pośrodku rzeki.

Od jego krwawiącego ciała przechodzimy natychmiast do właściciela sfory – Juniora, który w dalszej części filmu odegra decydującą, choć negatywną rolę. Czas masakry to jednak nie tylko sama brutalność, za którą wielu fanów najbardziej ceni obrazy kultowego artysty. W istocie, pierwszy western Fulciego to także pokaz specyficznego humoru, który ten zaprezentował w szeregu swoich wcześniejszych komedii, kręconych nieprzerwanie od 1959.

I mimo że Czas masakry nie jest najlepszym spaghetti westernem, jaki został nakręcony, z powodu co jakiś czas wychodzących usterek scenariusza i braku epickiego rozmachu, należy do najciekawszych od strony pracy kamery i historii, stworzonej jak zwykle na niskim budżecie przez genialnego scenarzystę Fernando Di Leo (Navajo Joe, Za garść dolarów, Kaliber 9).

W Czasie masakry Fulci prezentuje swoje wszystkie słynne znaki firmowe, które z czasem miały się stać prawdziwymi manieryzmami, tj. kręcenie akcji z żabiej perspektywy, długie sceny bestialstwa i zbliżenia na oczy, mające ukazać wstrząsające bohaterami emocje. W jego obrazie nie brakuje jednak ani szybkiej akcji, ani dobrych aktorów, ani motywów ludzkiej tragedii i niepewności, które przewijają się przez całą twórczość maestra.

Nakręcony na fali sukcesu Django, film Fulciego rezygnuje zupełnie z eksploatowania charakteru rewolwerowca znikąd, choć co bardzo ciekawe, Franco Nero nosi w filmie ten sam kostium, który Clint Eastwood wcześniej nosił w Za garść dolarów Sergia Leone. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Jeff Corbett, grany przez Nera, to poszukiwacz złota, który od wielu lat przebywa poza rodzinnym domem szukając szczęścia w Kalifornii.

Pewnego dnia Jeff otrzymuje jednak tajemniczą kartkę od znajomego mieszkańca swojego starego miasteczka, która każe mu natychmiast wracać do domu w Nowym Meksyku. Na miejscu nasz bohater zastaje gigantyczne zmiany. Całe miasteczko, jak i wszystkie włości wokół, zdążyły przejść do rąk wielmożnego pana Scotta, który ze swoim synem Juniorem zaprowadza powszechne posłuszeństwo.

Jeff przekracza w końcu próg domu, by odkryć, że jego brat Tom zamienił się w pijaka i zamieszkuje teraz z owdowiałą, indiańską matką o imieniu Mercedes w skromnej chatce. Ziemia, którą zostawił braciom ojciec, została prawdopodobnie przepita. A że Jeff to trochę naiwniak z natury, dobrodusznie próbuje dowiedzieć się co jest grane wychodząc z założenia, że pan Scott udzieli mu stosownych wyjaśnień, gdy ten pojawi się z wizytą na jego ranczu.

Zanim dojdzie jednak do słynnej sceny z batem, w której Junior wychłoszcze Jeffa biczem aż do krwi, ten musi się dowiedzieć w jakim kierunku podążać, by w ogóle trafić do posiadłości Scotta. W końcu, z pomocą swojego brata (granego z wielką werwą przez George’a Hiltona), brutalnie przedrze się przez lotną straż rewolwerowców… tylko po to, żeby dostać cięgi. Ale upartość doprowadzi go w końcu do odkrycia sensu tajemniczej notatki dając Fulciem okazję do wyreżyserowania tragicznego finału!

Franco Nero w swojej roli nie odbiega zasadniczo od poziomu, który wyznaczył w Django – dopiero później nabierze on lekkości i polotu w takich filmach, jak Najemnik czy Compañeros Sergia Corbucciego. Scenę kradnie tu zdecydowanie George Hilton, którego charakter ma nieco ciekawszą historię od Jeffa i aktor jest w stanie się wykazać w humorystycznych scenach pijackiej bójki barowej czy leżąc i bawiąc się z kurami.

To także Tom jest najszybszym rewolwerowcem na zachód od Mississippi bez trudu kładąc trupem sześciu gości, otwierając ogień z siodła w pełnym galopie. Nie to, że Jeffowi czegoś brakuje, jego brat jest po prostu szybszy niż odrzutowiec. Tego typu antybohaterowie przewijają się często przez klasyczny spaghetti western, ale Tom jest typem bardzo kolorowym i ciekawym.

Di Leo napisał scenariusz do Czasu masakry posiłkując się wzorcem greckiej tragedii – raczej rzadka sprawa w kontekście spaghetti westernu – który Fulci zręcznie opakował w widowisko pełne przemocy, humoru i aury tajemnicy. Mimo że w swoim czasie film nie był bardzo wpływowy stojąc w szeregu z setką innych spag-westów, w późniejszej dekadzie nabrał kultowości – głównie dzięki rosnącej sławie samego Fulciego na początku lat ’80.

Dzisiaj patrzy się na niego, jak na dość nietypowego przedstawiciela gatunku, który traktował luźno pewne standardowe motywy w celu zaprezentowania bardziej emocjonalnej, psychologizującej wizji. W kontekście aktorstwa warto zwrócić uwagę na rolę młodego Nina Castelnuova jako sadystycznego, szalonego Juniora. Jego kreacja przejmuje do szpiku kości i jest kluczowa dla całej fabuły, której motywy stały się z drugiej strony wielką inspiracją dla niektórych scen z Django Unchained Quentina Tarantino.

Conradino Beb

 

Znany pod tytułami: Le colt cantarono la morte e fu… tempo di massacro / Massacre Time / Massacre / The Brute and The Beast / Time for a Massacre / Colt Concert
Produkcja: Włochy, 1966
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

5 myśli nt. „Czas masakry (1966)”

  1. Z pewnością udana wyprawa Fulciego na Dziki Zachód, lecz chyba reżyser nie był przekonany czy chce podążyć w tym kierunku, bo gdy jego koledzy po fachu (Corbucci, Sollima) kręcili kolejne westerny, Fulci zajmował się czym innym, by dopiero po 10-ciu latach powrócić do gatunku. Ale być może właśnie dlatego „Czas masakry” jest filmem wyjątkowym, nie byłby taki, gdyby był jednym z trylogii, tak przynajmniej mi się wydaje.

    Lubię to

  2. Ten film, to rytuał przejścia dla Fulciego. Po raz pierwszy jego reżyserskie kły przestały byc instrumentem do szczerzenia się ku uciesze gawiedzi, znajdując swoje właściwe zastosowanie 😀
    Film niesłusznie przepadł w swoim czasie, ale konkurencja była mordercza. Po latach broni się znakomicie. Świetna konstrukcja : Mocna scena na otwarcie, sugerująca, że żartów tym razem nie będzie – pierwsza połowa stonowana, by nadmiar akcji nie przesłonił samych bohaterów , dzięki czemu pełniej uczestniczmy w ich dramacie – za to póżniej , istny tour de force : trzy spektakularne sekwencje – mordobicie w saloonie, katowanie Nero i finałowa strzelanina – każda ocieka zachłannością, nadmiarem i amplifikacją 🙂
    George ,, Hey Caballeros”Hilton wymiótł, jak Urugwaj na Mundialu 😀

    Lubię to

  3. Trudno tu mówic o jakichś szczególnych wadach. Filmem, który Lucjan spaścił, zwłaszcza dramaturgicznie, byli ,,Czterej Jeżdzcy Apokalipsy” – ogromna szkoda, bo
    był potencjał na autentyczne arcydzieło. Z tego, co pamiętam, to tez fajna balladka tam leciała, tylko zdaje się , na końcu.

    Lubię to

    1. Moze zle sie wyrazilem, scenariusz wymaga pewnych srodkow budzetowych, ktore Fulci obcial pracujac z tym, co mial… chociaz sa pewne absurdy, jak scena ze spotkaniem Jeffa ze starym znajomym w srodku nocy, ktory zostaje zastrzelony znienacka razem z rodzina, ktora jak sie okazuje zginela w tym samym momencie, tyle strzalow nie bylo nawet slychac. Ale to w koncu Fulci 🙂

      „Czterej Jezdzcy Apokalipsy” to film, ktory mi autentycznie zmarnowal noc… zasnalem w polowie. I pomyslec tylko, ze jest uznawany za podziemne arcydzielo.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s