Szybciej koteczku! Zabij! Zabij! (1965)

Faster_Pussycat_Kill_Kill_poster

Są w historii kinematografii dzieła, których wartość kult(ur)owa przekracza wartość merytoryczną i jednym z nich jest bez wątpienia Szybciej koteczku! Zabij! Zabij! niezapomnianego Russa Meyera.

Trzymające w napięciu kino akcji zanim w ogóle wymyślono kino akcji; eksploatacja feminizmu, zanim feminizm zdążył postawić pierwsze kroki w kinie; sexploitation w którym nagość odgrywa niezwykle skromną rolę – koncepcja Meyera była na tle swoich czasów tak odkrywcza i nowatorska, że ten nazwany przez Johna Watersa „najlepszym filmem, jaki kiedykolwiek nakręcono”, tani produkt drive-inowy z czasem wskoczył na półkę obrazów kultowych i przełomowych dla kina.

Trzeba przy tym podkreślić, że wartka intryga Szybciej koteczku!, oparta na oszczędnym i absurdalnym scenariuszu, a także rewelacyjne kadrowanie w połączeniu z groteskowymi kreacjami i kiepskimi dialogami, po części pisanymi przez same aktorki, pozostają najlepszym przykładem, że kinomani przymkną oko na wszystkie niedostatki produkcji, jeśli film posiada tylko odpowiedni ładunek emocjonalny i pewną, trudną do zdefiniowania magię.

To jednak nie wszystko, bo dzieło Meyera buzuje również świetnym, garażowo-jazzowym soundtrackiem z piękną, tytułową piosenką, wykonywaną przez The Bostweeds oraz wielkimi biustami seksownych aktorek, które wcieliły się w trzy bezwględne stritpizerki: Varlę, Billie i Rosie. A wszystko to za jedyne $45 tys!

Po prawdzie, Meyerowi udało się sporo zaoszczędzić na lokacji, gdyż cała akcja – poza krótką ekspozycją bohaterek w nocnym klubie – toczy się na bezludnej pustyni Mojave, gdzie trzy wojowniczki szos natykają się na niewinnego rajdowca-amatora i jego panienkę w bikini.

Ten wstęp jest wprawdzie dość sztampowy czerpiąc garściami z eksploitów hot rodowych lat ’50 – koleś zostaje wyzwany na szybki wyścig, a dziewczyna ma mierzyć czas – ale w momencie gdy Varla (Tura Satana) atakuje niewinnego kierowcę zabijając po krótkiej walce w sposób, którego nie powstydziliby się twardziele praktykujący krav magę, wiemy już dobrze, że będzie to film inny niż wszystkie! Wkrótce feministyczny diabeł wyrwie się spod kontroli, a kobiety udowodnią, że takich antybohaterek świat jeszcze nie widział.

Mimo że amazonki wiele ryzykują trzymając dziewczynę jako zakładniczkę, zostają skuszone plotką zasłyszaną od pracownika lokalnej stacji benzynowej – po słynnym tekście: Columbus, you won’t find it there – postanawiając sprawdzić okoliczne ranczo, którego właściel ukrywa duży majątek w gotówce.

Grany przez Stuarta Lancastera (Straceńcy, Powrót Batmana, Edward  nożycoręki) niepełnosprawny starzec okazuje się jednak wyjątkowo perfidną sztuką, a do tego mieszka z dwoma synami: upośledzonym Warzywem i młodym intelektualistą Kirkiem, z którego szydzi, kiedy tylko może.

Tak oto Varla, Billie i Rosie wkraczają na arenę rodzinnej sagi z tragicznymi korzeniami głęboko w przeszłości. Tu sytuacja się komplikuje, a zmyślona historia o opiekowaniu się dziewczyną, która oszalała po śmierci swojego chłopaka, pęka niedługo w szwach. Zakładniczka w bikini staje się obiektem pożądania starucha, a dwie z diablic postanawiają zabawić się z przystojnymi mężczyznami. Rosie spogląda tymczasem z zazdrością stając się mimowolnie sumieniem całego tria.

Szybciej koteczku! z perspektywy czasu uderza obfitością zabawnych tekstów, z których najmniej sensownymi są te wypowiadane przez Rosie (graną przez piękną Haji) z trudnym do odcyfrowania (mołdawsko-włoskim?) akcentem. Także tradycyjny wcześniej w kinie amerykańskim, układ biernej, słabej kobiety i silnego, odważnego samca, zostaje przez Meyera całkowicie odwrócony.

Starzec i dwóch synów zostają przedstawieni jako jednostki słabe psychicznie, sparaliżowane lub nadwrażliwe, a stripitizerki z piekła rodem jako bezwględne, brutalne modliszki. Manifestując swój charakterek Varla nadużywa krzyku i robi groźne miny w większości swoich dialogów, a Billie (Lori Williams) wyznając zasadę lepiej działać niż myśleć, obciąga okazjonalną butelkę whisky aż do dna. Film jest do tego okraszony pięknymi, niemal awangardowymi ujęciami oraz doskonałym montażem obrazu i dźwięku.

Mimo że w czasie swojej premiery zadziwiał głównie brutalnością i dziwną treścią, z czasem został zinterpretowany przez amerykańskie feministki jako realizacja kobiecej fantazji wyrwania się ze szponów patriarchalnej kultury. Dziś opinia ta jest niemal obiegowa, a dzięki niej Meyer stał się w pewnych kręgach symbolem twórcy sex pozytywnie feministycznego – w przeciwieństwie do feminizmu konserwatywnego, krytykującego cielesność w popkulturze jako patriarachalne narzędzie kontroli.

Szybciej koteczku! doczekał się także niezliczonych hołdów w formie teledysków i aluzji popkulturowych. Quentin Tarantino ubrał jedną z bohaterek Death Proof w koszulkę z tytułem filmu, a pewna grupa muzyczna postanowiła go nawet zaadaptować jako swoją nazwę. To kultowe dzieło jest dzisiaj prawdziwym symbolem stylu Russa Meyera – dla wielu widzów przygoda z mistrzem kina eksploatacji zaczyna się i kończy właśnie na tym filmie!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Faster Pussycat! Kill! Kill!
Produkcja: USA, 1965
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

11 myśli nt. „Szybciej koteczku! Zabij! Zabij! (1965)”

    1. Jasne, to byla druga fala feminizmu. Powinienem byl napisac, ze w kinie dopiero stawial pierwsze kroki… film sensacyjny to byl jednak wynalazek lat ’70, a tak naprawde lat ’80, kiedy kino eksploatacji zaczelo sie stawac mainstreamem.

      Lubię to

  1. Film sensacyjny ( mainstreamowy ) , to już na początku lat 30′ miał się całkiem dobrze. To tak, jak z westernem, w kolejnych dekadach inne oblicza przyjmował.

    Lubię to

    1. Film akcji = film z bardzo szybko rozwijajaca sie akcja, apelujacy glownie do emocji, z bohaterem, ktory przezwycieza wyzwania w ekspresowy sposob, zasadniczo wykorzystujac atrybuty fizyczne; walory dramatyczne pelnia drugo albo trzeciorzedna role.

      Takich filmow nie ma przed koncem lat ’70, poczatkiem lat ’80. Jest masa prekursorow, jak filmy o Jamesie Bondzie, ale to nie jest kino akcji.

      Z drugiej strony mozna calkowicie rozmyc definicje, zeby probowac udowodnic, ze film akcji byl juz OSADZONYM dobrze gatunkiem w Zlotej Erze Hollywood, ale musialbys przytoczyc dowody, ze istniala juz wtedy takiego gatunku koncepcja.

      Lubię to

      1. Np. przygodówki z Douglasem Fairbanksem z lat 20-tych mieszczą się w definicji , jaką podałeś. Poza tym film sensacyjny to nie to samo , co film akcji.

        Lubię to

      2. To sa faktycznie filmy przygodowe z elementami akcji, ale scenariusz jest zdominowany przede wszystkim przez przygode i elementy dramatyczne czesto sa na pierwszym planie. W tym sensie mozna je uznac za wzory prekursorskie dla kina akcji, szczegolnie ze to jeszcze kino nieme. Film akcji i film sensacyjny to sa w zasadzie synonimy, dwa polskie tlumaczenia tego same terminu – action movie.

        Lubię to

  2. A skąd, to bardziej pułapka lingwistyczna. Taki przykładowo ,,Samuraj” , ,, Zabójcy” Siegela , ,, Francuski Łącznik ” czy ,, Obława” Penna są filmami sensacyjnymi, ale nikt nie powie o nich ,action movies’. Już prędzej np. ,,Działa Navarony” , które ustaliły nowy, akcjonerski kanon dla kina wojennego.
    Prekursorskim filmem dla Bondów jest imo ,,Północ Północny Zachód” ( definiowany z reguły jako thriller ) . Z tą różnicą, że u Hitcha mamy everymana wplątanego przypadkiem w mega aferę i dokonującego czynów większych niż on sam, a Bond to już superhero, który ma metafizyczny glejt na wygraną w każdej sytuacji.

    Lubię to

    1. Yy film sensacyjny to zamiennik kina akcji, tyle ze w angielskiej terminologii frazy “sensationalist cinema” uzywaja wylacznie filmoznawcy, ale opisowo/technicznie. Nie znajdziesz tego np. na IMDB, jako nazwy gatunku, bo uzywa sie “action movie”. Ale po polsku sie przyjelo, chyba zreszta dopiero pod koniec lat ’80, kiedy nosnik VHS sie rozpowszechnil i Terminatora mozna bylo ogladac ile wlezie 😀 Ewentualna konfuzja jest pewnie wynikiem tego, ze oba terminy zostaly zaadaptowane w PL w roznych okresach przez rozne srodowiska, z czego sie zrodzil iluzoryczny podzial… gdzie zreszta w Polsce masz powazne filmoznawstwo?

      P.S. A w ogole to ciezko, zeby jeden gatunek sie z drugim nie pokrywal od czaso do czasu. To jest w koncu medium samo w sobie mocno hybrydowe, ktore lubi mutacje, skoki, rozmywanie granic i perspektyw, wiec te wszystkie definicje sa umowne. Kwestia tego na ile co sie z czym pokrywa, a na ile wyklucza? Jesli sie pokrywa w wiekszosci to mamy forme bardziej homogeniczna, a jak mniej to hybrydowa. Gatunki w duzej mierze zostaly tez stworzone przez przemysl, a nie krytykow, co w ogole w duzej mierze wyklucza pseudo arystotelesowskie rozprawy nad ich znaczeniem, bo nie da sie ich rozpatrywac bez dokladnej analizy tego, w jaki sposob byly sprzedawane.

      Lubię to

  3. Wiadomo, że termin ,,film akcji” wszedł w PL do obiegu dużo później, niż ,, film sensacyjny” ( w anglosaskiej terminologii nie ma chyba takiego czegoś ) , ale nie jest żadną regułą , że to ma działać jako zamiennik. Można pod tym kątem najwyżej klasyfikować konkretne tytuły – ,, Speed” De Bonta będzie jednym i drugim. Dlatego na imdb zwyczajowo porządkuje się te sprawy nie poprzez syntetyzowanie jednym terminem, a ich mnożeniem : ,, crime drama” ,, action crime” ,, action adventure” ,, drama mystery” etc. Np. ,, Rok Smoka” Cimino i ,, Romeo is Bleeding” Medaka mają etykietkę ,, action crime drama” . I nie chodzi tu o kwestię hybrydalny/homogeniczny. Po prostu u nas pojęcia ,, kino akcji” przyjęło się używać w odniesieniu do czegoś co z grubsza odpowiada Twojej definicji powyżej ( jak Rambo, Terminator, czy Deadly Prey ), a nie jako synonimu dla filmu sensacyjnego ( crime action ? 🙂 ).

    Lubię to

  4. Crime action – lepszej hybrydy chyba nie wymyslisz. To bylby kryminalny film akcji po polsku 😀 Nie mowie, ze nie, bo jest polaczenie. Filmy kryminalne czesto sie pokrywaja z filmami gangsterskimi albo detektywistycznymi, co ciekawe te drugie w ogole zadnej akcji (w sensie AKCJI) zwykle nie maja i wtedy moga zaczynac nabierac elementow sensacyjnych, ale elementy sensacyjne masz takze w melodramacie, a nikt chyba jeszcze nie nakrecil melodramatu akcji 😀 Moim zdaniem film sensacyjny nalezy traktowac w kwestii nazewnictwa jako odpowiednik kina akcji, bo te terminy sie w duzej mierze pokrywaja.

    Lubię to

  5. Dzięki za uświadomienie co się z czym pokrywa i o tym że brak akcji ( w sensie AKCJI ) sprzyja rozwijaniu elementów sensacyjnych
    Kurwa, stop w takim razie. Też zakurzę i wtedy pogadamy 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s