Znikający punkt (1971)

vanishing_point_poster_1971

Jak powiedział kiedyś w wywiadzie dla Paris Review Guillermo Cabrera Infante, słynny kubański pisarz i scenarzysta Znikającego punktu: Napisałem film o człowieku z problemem w samochodzie, a mój reżyser nakręcił film o człowieku w samochodzie z problemami. Sarafian został zaledwie wynajęty przez osiemdziesięcioletniego Richarda Zanucka – tego samego człowieka, który wyprodukował Szczęki – do wyreżyserowania filmu w systemie studyjnym, ale doskonale rozumiał efekt Easy Ridera i jego wpływ na świadomość młodej, kontrkulturowej publiczności. Właśnie wchodzący na scenę partyzanci Nowego Hollywod nie chcieli być dłużej wycieraczką kreatywnych producentów – ich misją było wygłaszanie manifestów wzorem przedstawicieli europejskiej Nowej Fali.

A czas wyjątkowo sprzyjał gwałtownym zmianom, gdyż źle skalibrowane rynkowo, wysokobudżetowe produkcje zdążyły do tego czasu rozłożyć na łopatki kilku gigantów tj. Fox czy Warner Bros. Amerykańskie kino w tym punkcie mogło przetrwać jedynie pod warunkiem nawiązania kontaktu z buntowniczym, niepokornym pokoleniem Baby Boomers, które do 1970 zdążyło wykształcić swój własny, charakterystyczny język.

Kontrkultury w okresie radykalizacji Nowej Lewicy nie interesowali bohaterowie, wspinający się na szczyt, ludzie sukcesu czy szczęśliwe małżeństwa z klasy średniej, komfortowe w swojej socjotwórczej roli. Ich wzorami byli antybohaterowie, samotnicy, rewolucjoniści, autsajderzy i idealiści porywający się z motyką na słońce.

I w ten kłębek wizji idealnie trafił pięknie naszkicowany bohater Znikającego punktu, Kowalski – były gliniarz, który powodowany odrazą postawił się w opozycji do systemu! Postać silna, enigmatyczna i niesiona wiatrem przeznaczenia. Kowalski był żołnierzem w Wietnamie, kierowcą rajdowym, a teraz jest samotnym jeźdźcem, nawciąganym spidem maniakiem, pędzącym z Colorado do Kalifornii, który założył się ze swoim ziomkiem, że dotrze tam w 15 godzin swoim podrasowanym, białym Dodgem Challengerem.

Wypalony i zdesperowany buntownik, pałający nienawiścią do organów ścigania, dla którego autostrada jest jedynym miejscem godnym zaufania. Przyszłość – w którą wierzyli jeszcze Billy i Wyatt w Easy Riderzeu Kowalskiego sprowadza się tylko do gnania przed siebie, do kompulsywnego połykania kilometrów.

Znikający punkt to jeden z tych kultowych produktów Dekady Pod Wpływem, które potężnie rezonują do dzisiaj, nawet jeśli pierwotny kontekst społeczny odszedł do lamusa, gdyż charakter protagonisty filmu reprezentuje wartości, kultywowane przez wszystkie pokolenia poszukiwaczy wolności absolutnej: nonkonformizm, siłę woli i odwagę, która przekracza wszelkie logiczne dylematy.

To fakt, że Kowalski jest postacią tragiczną, ale tragizm i bunt zawsze idą ze sobą w parze, a przynajmniej stały się nieodłączne w momencie, kiedy słynne hasło Abbiego Hoffmana o stworzeniu własnej rewolucji przeszło do historii jako nostalgiczny postulat – symbol, w który dalsza wiara oznaczała szczytne, ale nieuchronne samobójstwo.

Dla amerykańskiej kontrkultury tym momentem była brutalna Konwencja Partii Demokratycznej w Chicago, w 1968, albo historyczny koncert na torze wyścigowym w Altamont, w 1969, lub też zabójstwo Sharon Tate przez Rodzinę Mansona. Gorzkie poczucie końca epoki zdominowało w każdym razie świadomość radykałów do początku lat ’70, by niemal natychmiast zostać zinterpretowane przez autorskie kino hollywoodzkie.

Radosną medytację definitywnie zmiótł ze sceny ciężki kac zbiorowej porażki, wysoka fala rozbiła się o brzeg, ale śmierć rewolucji zapłodniła głodną materiału świadomość artystyczną. Na progu nowej ery byli rewolucjoniści wyłonili się w filmach tj. Pięć łatwych utworów, Two-Lane Blacktop czy Ostatni film jako współcześni nomadzi: bez domu, bez celu i bez szczytnych ideałów.

Ekstatyczny rock psychedeliczny został także zastąpiony przez nostalgiczny country rock, który w Znikającym punkcie leje się na czytelnika z czarnej stacji radiowej, w której rządzi ślepy aktywista DJ Super Soul. Ale nawet ten, reprezentujący siłę duchowych przekonań charakter, nie ma łatwego życia i przez swoje specyficzne przymierze z Kowalskim zostaje zmuszony, by stanąć twarzą w twarz ze skurwielami, którzy próbują wykorzystać jego medium do szerzenia własnej propagandy.

Te i inne elementy narracyjne obrazu Sarafiana czynią z niego pasjonujące widowisko, wspomagane dodatkowo przez nieprzeciętne zdjęcia Johna Alonzo, eksperymentalny montaż i piękne sceny pościgu, idealnie obrazujące ducha swoich czasów.

Refleksja na temat lat ’60 zostaje w Znikającym punkcie przeprowadzona w bardzo interesujący sposób. Kowalski napotyka na swoje drodze kontrkulturowych uciekinierów, autsajderów i świętych, którzy postanowili osiedlić się na pustyni, z dala od cywilizacji, będącej takim ciężarem dla świadomości oświeconej kwasem.

Ale właśnie ta galeria charakterów staje się kluczowa w określeniu tożsamości Kowalskiego, który w innym wypadku ma tylko samochód i drogę. Dla tej rozproszonej wspólnoty uciekający przed policją buntownik jest ostatnim antybohaterem, przypomnieniem lat kwasowej ekstazy, kiedy nieuchronna zmiana wisiała w powietrzu, a system zdawał się padać na kolana. I mimo że doskonale wiemy, iż dla Kowalskiego jest już za późno – co podkreśla klamra narracyjna – jego misja ma ostatecznie kosmiczny wymiar! Wielki klasyk!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Vanishing Point
Produkcja: USA, 1971
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4,5/5

3 myśli nt. „Znikający punkt (1971)”

  1. Przyznaję, że big foota albinosa, kolesia, który śpi z babieżem w piżamie i w buciorach i sanitariuszki amatorki zazdrosnej o podobną do Kate Moss kumpelę po fachu w jednym – nie widziałem 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s