Skręt z marihuany pachnie tajemnicą

og_kush_indica_strain
OG Kush

Był pewien okres, zarówno przed transformacją ustrojową Polski, jak i krótko po niej, że zapach marihuany był rozpoznawany jedynie przez rycerzy undergroundu: artystów, załogantów, muzyków reggae i starych punków. Paradoksalnie, nasz kraj podpisał podszytą amerykańską propagandą polityczną Single Convention on Narcotic Drugs bardzo późno, bo dopiero w 1986, ale czynne uczestnictwo w Wojnie z Narkotykami rozpoczął dopiero w 1997, kiedy w życie weszła Ustawa o Przeciwdziałaniu Narkomanii, uchwalona głosami SLD i Unii Wolności.

Jednak wielu zapomina, że dzięki ówczesnemu Marszałkowi Sejmu, Mikołajowi Kozakiewiczowi – który, jak donoszą wiewiórki, sam był wielkim miłośnikiem palenia konopi – do ustawy wpisano rezolutnie możliwość posiadania marihuany na własny użytek nie precyzując przy tym wartości granicznych, a więc chroniąc samych użytkowników. To zmieniło się dopiero w 2001 dzięki Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Barbarze Labudzie (ponownie SLD), która pozytywnie zopiniowała zaostrzenie prawa, a wiele lat później przyznała się do popełnienia błędu.

Liberalny stosunek PRL-u w latach ’80 zarówno do marihuany, jak i heroiny (wtedy prawdziwego problemu) nie został niestety nigdy porządnie przebadany socjologicznie czy antropologicznie, ale zasadnym wnioskiem wydaje się, że marginalizowanie zjawisk społecznych stojących w opozycji do oficjalnej propagandy państwowej, było główną przyczyną. Zwyczajnie udawano, że w kraju, który żyje szczytnymi ideałami społeczeństwa socjalistycznego, nie istnieją ciemne strony, rezerwując ostrą krytykę dla zgniłego Zachodu.

palenie_jointa_marihuana
Joincik

W efekcie edukacja antynarkotykowa była marginalna – nie było szeroko zakrojonych akcji społecznych, a sama policja posiłkowała się podrzędnymi broszurami samej marihuany nigdy nie widząc na oczy, nie będąc więc w stanie rozpoznać ani jej charakterystycznego zapachu, ani człowieka pod jej wpływem. Do tego, liczba palaczy marihuany w Polsce była stosunowo mała aż do końca lat ’90, kiedy… na skutek wprowadzenie szkodliwej ustawy konopie stały się pożywką dla histerii politycznej i medialnej, a przy okazji do popularności wyniosła ją polska scena hip-hopowa.

Faktycznie, w połowie lat ’90 pod domem mojego lokalnego dilera ustawiały się kolejki ludzi, kiedy ten przyjeżdżał ze świeżym towarem i policja nie reagowała nie dlatego, że nie wiedziała co się dzieje, ale dlatego iż był to dla niej abstrakcyjny problem. Sam miałem w tym czasie kolegę w policji, który nie tylko był częstym gościem lokalnego baru dla „odpadków społecznych”, ale dilował marihuaną z radiowozu i jeździł w plener jarać jointy z guru lokalnych „ćpunów”, swoim długoletnim przyjacielem. Dodatkowo, policja kryminalna w tym czasie oddała kilkukrotnie towar złapanym przez siebie (znanym mi) małolatom mówiąc, że ma poważniejsze sprawy na głowie.

Mógłbym jeszcze długo wymieniać, jak pozytywne skutki dawała ustawa sprzed 1997 czy nawet ta sprzed 2001, ale tu na pomoc przychodzi nam TVP, która w 1994 zrealizowała piękny odcinek Polskiej Kroniki Filmowej pod tytułem Skręt. Duet (bieszczadzkich?) rastamanów opowiada w nim bez skrępowania, że jara i hoduje trawę, co pomaga im wyluzować się po pracy i że nie czują się w żadnym stopniu uzależnieni. Dodatkowo, hodowcy wyjawiają jak emocjonalny kontakt z roślinami kształtuje w nich poczucie łączności z naturą i przynosi szersze otwarcie się na starożytną mądrość, która zostaje poetycko podsumowana przez narratora: „Skręt z marihuany pachnie tajemnicą”.

Conradino Beb

5 myśli nt. „Skręt z marihuany pachnie tajemnicą”

  1. 1997 – a ja wtedy zioło palić zacząłem…
    fakt, pod gdyńskim, „contrastem” zalegały tłumy ujaranych na ławeczkach – czasem bezczelnie paląc zioło w obecności spacerujących patroli policji i nic. luz.
    pod koniec wakacji owego roku „panorama” (regionalny program informacyjny tvg) puszcza njusa, że dzielni chłopcy z kryminalnej (na każdej rejonowej komendzie) zahodowali zioło, by mieć pewność, że nie zwijają gówniarzy z majerankiem albo lipą z „herbapolu”.
    pytam o to swoją rodzicielkę, czy to prawda, że jej koledzy też bawią się w ogrodnictwo… dzień później wraca z pracy wściekła „prawie mnie przesłuchali, skąd wiem o tajnej operacji”… zatkało mnie…
    kilka tygodni później „twist” już nie był fajnym miejscem ani dla miłośników zioła ani ich dostarczycieli. akcja zbierania dowodów trwała od czerwca…
    ponoć mam dużo fajnych fotek w archiwum gdyńskiej kryminalnej… zresztą, jak tylko odkryliśmy, że nas obserwują – szczerzyliśmy się do obiektywu bez oporów, z lufami w łapach i w ustach.
    ech, młodość…
    i komu, do diaska, przeszkadza używanie tych fajnych roślin?

    Lubię to

  2. Jednym z bohetrow tego filmu jest Jarek Gula, jeden z pierwszych aktywistow legalizacyjnych w Polsce! Obecnie prowadzi klub CDQ w Warszawie!

    Lubię to

  3. Rzecz w kronice dzieje się nie w Bieszczadach tylko na Mazurach, gdzie swego czasu zaczęli osiedlać się ludzie związani z Praffdata itp.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s