World War Z (2013)

wwzplakat

Zombie movies doczekały się swojego blockbustera, a tym samym gigantycznego budżetu i rozmachu, o jakim niewątpliwie marzą realizatorzy szkolnych lektur. W roku bieżącym premierę miał film nakręcony na podstawie książki Maxa Brooksa pt. World War Z, w którym główną rolę zagrał Brad Pitt, czyli górna półka.

Fabuła jest prosta, wskutek działania groźnego wirusa ludzie zamieniają się w żywe trupy, na świecie nie ma już miejsca, które nie byłoby ogarnięte tą plagą, a żywi ludzie stanowią zdecydowaną mniejszość. Do akcji na szczęście wkracza Gerry, były pracownik ONZ, zaangażowany do walki z zombie przez rząd Stanów Zjednoczonych. Dzięki swoim umiejętnościom odkrywa on, jak można uchronić się przed zjedzeniem. A sposób ten może byłby dobry również na komary, gdyby nie polegał na zarażeniu człowieka śmiertelnymi chorobami.

Jak w przypadku każdej adaptacji powieści, tak i tu twórcy musieli zmierzyć się z prozaicznym, ale ważkim problemem. Książka jest bardzo obszerna, a blockbuster nie powinien trwać dłużej niż dwie godziny. Rozwiązaniem okazała się struktura gry komputerowej, w której bohater porusza się między poszczególnymi lokacjami. Gerry przeskakuje więc z miejsca na miejsce. Raz jest w Korei, raz w Jerozolimie, gdzie zdobywa artefakty konieczne do odwiedzenia następnego miasta, a w finale do konfrontacji.

Przy okazji zombie movie trudno powstrzymać się od porównań ze wzorem ustanowionym przez klasyka gatunku, George’a A. Romera. Nie da się nie zauważyć, że zombie u Forstera są wyjątkowo sprawne i energiczne, żaden bastion im nie straszny, a cóż dopiero centrum handlowe. Można by rzec, że zombifikacja podnosi w tym wypadku sprawność fizyczną i to w znacznym stopniu. Nie wchodząc jednak w szczegółowe rozważania nad kondycją żywego trupa, stwierdzam że film broniłby się lepiej, gdyby nie parę denerwujących momentów.

Może się nie znam, bo nie byłam nigdy w sytuacji, w której ląduje bohater filmu, ale gdybym się skradała w nocy po ciemku między nieumarłymi, którzy są zabójczo szybcy, mają przewagę liczebną i reagują na najmniejszy hałas, to zapewne wyłączyłabym dźwięk w komórce. Albo nawet zostawiłabym ją w domu, bo w obliczu pandemii to, że żona tęskni, nie jest wystarczającym powodem, by narażać życie. Sądzę, że twórcy mogliby się zdecydować, czy chcą trafić do publiczności gustującej w tzw. męskim kinie, czy wręcz przeciwnie, bo łączenie ckliwych wątków rodzinnych z obrazami walki z zombie tworzy raczej zabawny miszmasz, który byłby jednak znacznie lepszy z Leslie Nielsenem w obsadzie.

Monika Murawska

Tytuł oryginału: World War Z
Produkcja: USA/Malta, 2013
Dystrybucja w Polsce: UIP
Ocena MGV: 2,5/5

5 myśli nt. „World War Z (2013)”

  1. Film mógłby być znacznie ciekawszy, ma jednak kilka luk, po pierwsze wspomniana i nieszczęsna komórka, po drugie ( uwaga spoiler ) jak do cholery Zombie dostał się do tego schowka z którego wypada kłapiąc szczękami i w efekcie doprowadza do efektownej katastrofy. Po trzecie, zaraza…
    By roznieść wirusa za pomocą samolotów zainfekowani musieliby na początku pandemii zmieniać się w nieumarłych, po kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu godzinach, w filmie jest to zaledwie zasugerowane…
    Biegnący Zombie to dobry pomysł, jeśli czas pomiędzy ugryzieniem a objawami stopniowo się skracał, to oczywiście niewiele można było zrobić.
    Nigdy nie rozumiałem jak leniwie i apatycznie sunące umarlaki zdołały oprzeć się armii W Walking Dead, tutaj z biegiem i czymś w rodzaju zbiorowej inteligencji -świetny pomysł…
    Jeśli jednak film odczytamy alegorycznie, to nauka z tego płynie prosta – trzeba się zbroić i grodzić. Wściekły tłum szturmujący mur w Izraelu ? Interpretacje oczywiste…

    Lubię to

  2. „Jeśli jednak film odczytamy alegorycznie, to nauka z tego płynie prosta – trzeba się zbroić i grodzić. Wściekły tłum szturmujący mur w Izraelu ? Interpretacje oczywiste…”

    Mi się to nawet podobało, bo było takie cyniczne i wredne – Palestyńczycy i Izraelici śpiewali razem pokojowe piosenki i przez to zwrócili na siebie uwagę hordy zombiaków.

    Podobnie dzwoniąca komórka, która prawie udupiła głównego bohatera była wg mnie ok. To całkiem fajnie pokazuje, że praktycznie, kochająca rodzina Pitta stanowi dla niego niewielkie wsparcie w zaistniałej sytuacji. Najpierw nie może z nimi porozmawiać, bo połączenie jest chujowe, potem prawie ginie przez ten dzwonek, a w tym samym czasie jego żona i dzieci właściwie nic nie robią tylko tak wegetują na tym statku w mało widowiskowej rozpaczy i desperacji – aż ich stamtąd w końcu wyeksmitowali.

    Taki rodzaj cynizmu nie jest chyba aż tak często spotykany w hollywoodzkich blockbusterach. Także jak dla mnie film ok, nie jakaś rewelacja, ale ok.

    Lubię to

  3. Palestyńczycy i Izraelczycy mogą razem śpiewać pokojowe piosenki, może jestem jakiś odrealniony, jednak to jest możliwe, ostatnio wybuchła jakaś afera, bo żołnierze Cahalu na jakimś patrolu dołączyli do uroczystości weselnych, gdzie tańczyli. Zgromiono ich za naruszenie zasad bezpieczeństwa, ale nikt do nich tam nie strzelił, porozumienie jest możliwe, tylko te Zombie…wcześniej chodziło mi jednak o coś innego, o potop, zalew…Zombie to uchodźcy, ci niechciani, ci co zostają za murem, jeśli ktoś tak zinterpretuje ten film to…rzecz się robi kontrowersyjna…

    Lubię to

  4. „Palestyńczycy i Izraelczycy mogą razem śpiewać pokojowe piosenki, może jestem jakiś odrealniony, jednak to jest możliwe, ostatnio wybuchła jakaś afera, bo żołnierze Cahalu na jakimś patrolu dołączyli do uroczystości weselnych, gdzie tańczyli.”

    Słyszałem o tym i nie twierdzę, że coś takiego nie jest możliwe, tylko to, że taka scena była w filmie, i że przez to zostali zaatakowani wdało mi się bardzo złośliwym żartem 🙂

    „wcześniej chodziło mi jednak o coś innego, o potop, zalew…Zombie to uchodźcy, ci niechciani, ci co zostają za murem, jeśli ktoś tak zinterpretuje ten film to…rzecz się robi kontrowersyjna…”

    Aha, teraz rozumiem… Ja wiem czy się z tobą zgodzić? Koniec końców ten mur wokół Izraela im jednak nie pomógł. Wcześniej była scena z rodziną, w której mieszkaniu Brad Pitt spędził noc, i radził im żeby się tam nie barykadowali, i kiedy go nie posłuchali, to też się dla nich źle skończyło. Ten film, z grubsza, wygląda tak, że główny bohater sobie podróżuje z jednego miejsca do drugiego i prosi ludzi, których spotyka o pomoc, i chociaż na krótki dystans kończy się to katastrofą, to dzięki wsparciu i zaufaniu, które dostaje udaje mu się ostatecznie znaleźć coś, co daje ludzkości szansę na przetrwanie – dlatego nie wydaje mi się, żeby ten film promował izolacjonizm. Mogę się zgodzić, że jest politycznie naiwny, i że przedstawia białego Amerykanina jako zbawcę ludzkości, ale nie jest chyba jakoś strasznie kontrowersyjny… tzn. nie wiem, przynajmniej tak mi się wydaje.

    Lubię to

  5. kontrowersyjny jest o tyle, o ile wiążemy Zombie z uchodźcami i biedakami szturmującymi plaże we Włoszech. Masz jednak rację, gdyby nie ten znienawidzony mur autobusy wybuchałyby nadal, jak…arbuzy, w tym się zgadzam mur ratuje życie ludzi. A ludzkość przeżywa dzięki poświeceniu nielicznych, a że Amerykanin ratuje świat, nie po raz pierwszy i nie ostatni…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s