Zabójczy Joe (2011)

KillerJoePoster

W jakikolwiek sposób ostatnie dzieło Williama Friedkina podzieliło publiczność, jedno nie ulega wątpliwości: ciężko pozostać po nim obojętnym! Killer Joe został określony jako czarna komedia, thriller, niskobudżetowy śmieć, perwersyjny dramat, ale znacznie łatwiej jest spojrzeć na ten obraz, jak na worek pełen cudów, w którym znaleźć można wszystkiego po trochu. Legendarny twórca Francuskiego łącznika i Egzorcysty za $10 mln wyczarował w trzy tygodnie film gatunkowy, który pomimo szkieletowej konstrukcji wciąga, bawi, a miejscami wręcz przykuwa do ekranu.

Killer Joe wygląda tanio i dla wielu kinomanów może być to element trudny do przezwyciężenia, ale im dalej w las, tym więcej butelek i oszczędna scenografia ustępuje z czasem wyrafinowanej grze aktorskiej Matthew McConaugheya, który jako Killer Joe Cooper wzorowo prowadzi akcję – jak prawdziwa gwiazda. Jego kreacja to prawdziwy atut filmu, iskra która wysadza gniazdka. Szczególnie w duecie z młodą, ale niezwykle utalentowaną Juno Temple (Notatki o skandalu), grającą upośledzoną nastolatkę Dottie.

Poza tymi dwoma ananasami i kilkoma genialnymi scenami, Killer Joe ma w zasadzie mało do zaoferowania, bo zarówno Emile Hirsch, Thomas Haden Church oraz Gina Gershon w swoich rolach nie przekraczają poziomu przeciętności. Jednak z tym budżetem – powiedzmy sobie szczerze – Friedkin dużo więcej zażądać po prostu nie mógł. Ale stworzenie klimatu, który miejscami osiąga kosmos rodem z Blue Velvet, było i tak wielkim osiągnięciem, szczególnie że ekranizacja każdej sztuki teatralnej jest zawsze ryzykownym przedsięwzięciem.

Scenariusz do Killer Joe jest prosty jak drut i nie zmienia tego nawet obowiązkowy zwrot akcji. Co sprawia jednak, że film Friedkina jest inny od tysiąca innych współczesnych thrillerów, to talent weterana do wyciągania na wierzch mroku ludzkiej duszy i bezkompromisowe pokazywanie seksu i przemocy – szczególnie trudne przy amerykańskiej cenzurze seksualnej i naciskach dystrybutorów do wycinania kontrowersyjnych scen – a wszystko z obowiązkowym poczuciem humoru, z którego znani byli wszyscy mistrzowie Nowego Hollywood.

W istocie, Friedkin zablokował wszystkie próby zrobienia ze swojego materiału filmu dla dzieci i nawet pomimo tego, że Killer Joe nie zwrócił ostatecznie kosztów, artysta obronił swój autorski honor. A jest przy czym brać głęboki oddech, bo gdy Chris namawia swojego ojca do zabójstwa jego ex-żony w celu skasowania sutej polisy na jej życie, a nie ma jak zapłacić zaliczki Joe, który pracuje w dzień jako teksaski policjant, by w nocy pozbywać się na zamówienie rodzinnych problemów, pierwszym pomysłem jest oddanie mu swojej siostry Dottie.

To jednak tylko początek problemów, gdyż romantyczny wewnątrz – choć twardy i bezwzględny – Joe, zaczyna widzieć w niej nie tylko obiekt seksualny (tu Friedkin serwuje naprawdę bezkompromisową scenę), ale także drogę do realizacji marzenia o prawdziwej miłości. To wszystko bierze jednak oczywiście w łeb i reżyser w dramatycznym finale obnaża wreszcie iluzję, w której żyją wszyscy bohaterowie. Ostatnia scena pozostaje przy tym równie wieloznaczna, co enigmatyczne zakończenie Francuskiego łącznika – w istocie wygląda jak autohołd – i dzięki temu możemy snuć nad filmem dłuższą refleksję. Panie Friedkin, dalej może być już tylko lepiej!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Killer Joe
Produkcja: USA, 2011
Dystrybucja w Polsce: Monolith Films
Ocena MGV: 3,5/5

6 myśli nt. „Zabójczy Joe (2011)”

  1. A mnie McConaughay nie przekonał ( choc widac, że sie starał ). Nie przepadam jakoś za tym aktorem. Joe w jego wydaniu jest za bardzo krypto-pedalski, czy jakiś taki auto-erotyczny, co mi kompletnie nie pasuje. Aktorem, który imo powinien tu zamiast niego się znależc, jest Christopher Walken, który do takich ról jest po prostu stworzony ; rzeżnik o duszy poety i manierach arbitra parweniuszowskiej elegancji – to jest terytorium Chrisa, który do tego nigdy nie pozwala sobie na najmniejszą nawet ciotowatośc. Jego nie muszę brac ,,na wiarę” jak miałem tu z McConaugheyem .
    Dla mnie aktorsko szoł skradł Thomas Haden Church, który zapodał tak genialnego tępego wsioka , który gdzieś tam się łudzi, że jest ,do przodu’ , że chapeau bas !
    Fantastyczny aktor, w ,, Bezdrożach” nawet Paulowi Giamattiemu nie dał sie zepchnąc do narożnika, jeden z moich absolutnych faworytów na chwilę obecną.
    Fajnie wypadła też Gina Gershon, którą zawsze lubiłem, jako bardzo wiarygodna lampucera o przywiędłej urodzie.
    Widac, że jest to film człowieka młodego duchem, z energią , jadowitym humorem i stosownym pierdolnięciem. Friedkin jest na prawdę jednym z nielicznych swej generacji, którzy nie złożyli broni. Podpisuję się pod ostatnim zdaniem.

    Lubię to

    1. No widzisz, a mnie bardzo przekonal, a inni aktorzy (z wyjatkiem Juno Temple) w ogole! Ta scena z przebieranka i waleniem Dottie od tylu bardzo mi przypomina slynny monolog Hoppera w „Blue Velvet”. Jasne, ze moglby w takiej roli dobrze wyjsc Walken, a jeszcze lepiej Dafoe, ale przy 10 bankach budzetu casting jest bardzo ograniczony i uwazam, ze z tego Friedkin wyciagnal maksimum. Zobaczymy, jak mu planowany film pojdzie, ale cos czuje, ze moze byc to labedzi spiew na miare „Gosford Park” Altmana, a przynajmniej taka mam nadzieje!

      Lubię to

    1. Proszem bardzo: https://magivanga.wordpress.com/2014/01/02/william-friedkin-nakreci-biografie-hollywoodzkiej-gwiazdy-mae-west/

      A przy okazji cytat z Friedkina: Cutting would not have made it mass appeal. Cutting it would have been the equivalent of what members of the United States government and military leaders said about the Vietnam War. They said, „We have to destroy Vietnam in order to save it,” and that’s what I would have done to Killer Joe. To get an R rating, I would have had to destroy it in order to save it and I wasn’t interested in doing that.”
      William Friedkin on why he refused to censor his film.

      Lubię to

  2. Idealista, coraz mniej takich. Pewnie jakby film przykastrowali, to by może chociaż koszta zwrócił. Ale byłby kupą , a tak Bill najpewniej wygrał spokój ducha i poczucie dobrze wykonanego zadania.
    A z tym nowym projektem, to na tym etapie wszystko jeszcze kijem na wodzie pisane.
    Gdyby to weszło do produkcji, to pewnie jako film budżetowy – a wtedy Friedkinowi trudniej byłoby zachowac niezależnośc. Wolałbym, żeby on dalej pracował z niskim budżetem i pełną kontrolą.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s