Nimfomanka – Część 1 (2013)

nimfomanka_2013_plakat

Von Trier zwykł zaskakiwać widza różnymi formami, czy to musicalem o egzystencjalnym podtekście, czy też zwykłą przypowieścią o wyjątkowo ascetycznej scenografii. Stworzył też swego czasu ”nieśmieszną komedię”, która idealnie trafiła w gusta ludzi o bardziej złożonym poczuciu humoru. Nieoczywistość nosi w niej znamiona żartu na przyzwoitym (czyt. zadowalającym poziomie). Jej tematem są idioci, którzy chcą przejąć stery wśród skonfudowanej ekipy pracujących.

Podobnie jest i w Nimfomance. Tu też mamy wyraźny posmak drwiny, jednak ze smutnym i – co gorsza – przewidywalnym końcem, który raczej nie zachęca widza od obejrzenia drugiej części. W nowym filmie von Triera brakuje przede wszystkim silnej pasji, która tak doskonale widoczna była w jego wcześniejszych dziełach. We wczesnych produkcjach Duńczyka widoczny był bowiem nie tylko pomysł, ale i dobry warsztat, który ułatwiał prowokację i frapowanie widza.

Osobiście, jestem fanem twórczości von Triera. Artysta pomimo kilku wad (np. niezbyt dojrzałego podejścia do niektórych tematów, które obrazują jego wykoślawiony pogląd na świat), zawsze miał odwagę do realizowania trudnych tematów, co wyróżniało go spośród świetnych rzemieślników jego pokolenia tj. Darren Aronofsky, David Fincher czy Christopher Nolan. W Nimfomance zabrakło mu jednak odwagi do poważnego potraktowania ultraciekawego tematu, jakim jest seksualność człowieka, a do tego czuje się również pustkę formy, która jest całkowicie bezwartościowa.

To niestety kolejny – po druzgoczącej porażce, jakim była dla mnie Melancholia – przykład tego, jak uznany i szanowany twórca gubi się w rozeznaniach i ewidentnie jedzie na renomie, przez co każda rzecz, bez względu na to, jak niezrozumiała i infantylna, zostanie obejrzana przez wszystkich, bo tak nakazuje etos intelektualisty. Pytanie jednak leży gdzie indziej, czy to jeszcze sztuka, czy tylko – świadoma bądz nie – fanaberia artysty?

Sama historia nosi znamiona moralitetu, jak stwierdziła sama Charlotte Gainsbourg, grająca w filmie Joe – kobietę, która szuka potwierdzenia swojej osoby w oczach Seligmana (Stellan Skarsgård) jako wyjatkowo zepsutej moralnie. Jednak sięgając głębiej, to ona raczej doznaje kolejnej perwersyjnej przyjemności z drażnienia niewyżytej seksualnie persony, która łaknie takiej opowieści, jak ryba wody.

Co da się łatwo dostrzec, to że w Nimfomance słowa nie mają żadnego ZNACZENIA. Słowa ”miałam pierwszy orgazm z tobą” nie mają przecież żadnej wartości. Wielkie ZNACZENIE odgrywa za to postawa głównej bohaterki, jej zachowanie, drobne gesty itp. Suma sumarum, to nie jest moralitet za fasadą wybryków Joe. To jest ciągle zabawa.

Oczywiście, w filmie nie ma w zasadzie miejsca na męską perspektywę. Nie zastanowiło Was na przykład, że wszyscy faceci, którzy byli wybierani przez nimfomankę, byli różnymi wersjami tego samego modelu? Wszyscy osobnicy wykazywali się zdumiewającą uległością oraz brakiem odwagi do powiedzenia ”chcę więcej” , ”chcę zaangażowania” itp. W tym świecie nie da się zresztą stosować staroświeckiego podział na kobietę i mężczyznę, bo to świat przyszłości.

A pamiętacie scenę, której treścią jest sentymentalizm do judaizmu? Jak został wyśmiany w domu pana podającego rogalika z widelczykiem? No właśnie, tylko że cały ten postęp, zarówno w kwestii rozwoju technologicznego, jak i seksualnego, niesie zbyt wielkie ryzyko, do której ludzkość nie dorosła i raczej długo nie dorośnie.

W kwesti uczuć – jedyne jakie zdołałem dostrzec, to nienawiść do siebie i innych. Miłość docelowo jest, jak mówi głowna bohaterka, pożądana, jednak osobiście poddałbym tę sugestię w wątpliwość. Czemu? Dlatego, że Joe nie szuka zaspokojenia, ale przede wszystkim poszukuje samej siebie, własnej tożsamości, która postawiłaby jej świat na równe nogi. Jej seksualna odyseja to nic innego, jak chytre oszukiwanie rzeczywistości, a raczej życia, które znajdzie ją wbrew wszelkim oczekiwaniom.

Czemu nazywam film von Triera fanaberią? Gdyż jak nigdy dotąd, razi on oczywistą odpowiedzią na ważne pytania, które są o tyle ważniejsze, że żyjemy w pełnych chaosu, kompletnie zidiociałych i pokręconych emocjonalnie czasach. Jesteśmy świadkami pewnego kryzysu duchowego, który domaga się konkretnego wstrząsu. Pytanie jednak, czy w ogóle nastąpi przebudzenie?

Michał Szeremeta

 

Oryginalny tytuł: Nymphomaniac vol. 1
Produkcja: Dania/Belgia/Francja/Niemcy
Dystrybucja w Polsce: Gutek Film
Ocena MGV: 2/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s