Egzamin końcowy (1981)

final_exam_1981_poster

Slasher jaki jest, każdy widzi. Inspirowane włoskimi gialli, krwawe historie o mordercach, będących nemezis dla niepokornych nastolatków za wszystkie grzechy młodości, podbiły serca fanów na całym świecie, w tym także moje. Ale dzisiaj gatunek ten raczej dogorywa i coraz częściej bywa parodiowany niż reanimowany.

Cofnijmy się zatem do wczesnych lat 80-tych, złotego okresu dla kina stalk&slash i przyjrzyjmy się jednej z produkcji powstałych na fali popularności gatunku pt. Egzamin końcowy. Wyreżyserowany i napisany przez Jimmy’ego Hustona film zapowiada kolejną krwawą zabawę spod znaku „cycków i maczety”, ale czy rzeczywiście jej dostarcza?

Para studentów, oddająca się miłosnym igraszkom nocą w samochodzie nad jeziorkiem, zostaje brutalnie zamordowana przez nieznanego sprawcę. W tym samym czasie w pobliskim college’u trwają przygotowania do końcowego egzaminu z chemii. Jedni szukają ciszy i spokoju niezbędnych do nauki, inni próbują znaleźć najlepszy sposób na ściąganie. Ale nikt nie widzi, że na terenie campusa pojawił się większy problem niż nauczyciel chemii. Maniakalny morderca sprawi, że niektórzy nie doczekają porannego dzwonka.

Akcja odpalona zostaje klimatycznym „start-killem”, w trakcie którego od razu pokazana zostaje twarz mordercy! Nie nosi on maski i nie jest w żaden sposób zdeformowany. To zwyczajny facet z wielkim nożem w ręku. Kim jest? Dlaczego zabija? Co takiego zrobili mu studenci? Tego nigdy się nie dowiemy i jest to bardzo dobre posunięcie, bo faktem jest, że zbrodnia bez motywu jest o wiele bardziej przerażająca od tej, która go posiada. Zło przybiera tutaj wygląd przeciętnego człowieka na ulicy. Podobny motyw w idealny sposób został zastosowany w młodszym o siedem lat filmie Czarne Święa.

Miejsce akcji to uniwerek i teren campusu, tak często wykorzystywane w slasherach. Wspomnieć można choćby Slaughter High, Krzyk 2 czy głupawym Cutting Class z młodym i nieznanym wówczas Bradem Pittem. Większość akcji dzieje się w nocy, co pozytywnie wpływa na budowany klimat. Cień mordercy, sunący po pustych szkolnych korytarzach, akompaniowany przez surowy motyw muzyczny, przypominający temat z klasyku Carpentera, potrafi wywołać niepokój, zwłaszcza gdy za oknem ciemna i szara jesień.

Niestety, wszystko to dotyczy drugiej połowy filmu, gdyż prawdziwy horror zaczyna się od około 45 minuty, a film trwa 1,5 godziny. Od tego odejmujemy 5-minutowy „start kill” i zostaje nam 40 minut walki o to, aby nie usnąć. Nuda, głupota i sztampa wyłazi przy tym z ekranu, niczym Sadako w Ringu. Kilku studentów wpada na przykład na pomysł upozorowania ataku terrorystycznego, którego padają ofiarami tylko po to, by nie załapać się na egzamin. Władze szkoły puszczają całą akcje bez większego echa, tak samo jak początkowe morderstwo.

Bohaterowie to przekrój amerykańskiego społeczeństwa akademickiego. Mamy wielkich i przygłupich sportowców, cycate cheerleaderki i kujonów z króliczymi zębami. Ich los z początku jest nam całkiem obojętny, a nawet czasami złość bierze, gdy cień widoczny za jednym z nich okazuje się cieniem woźnego.

Aktorzy to amatorzy. Courtney (Cecile Bagdadi) nie dorasta do pięt młodziutkiej Jamie Lee Curtis, grając wręcz bliźniaczą rolę, ale przynajmniej się stara. Reszta przypomina papierowe wycinanki z brzuchatym nauczycielem od wychowania fizycznego na czele. Timothy L. Raynor najlepiej wcielił się w kreowaną przez siebie postać i grany przez niego morderca pozostaje najjaśniejszym punktem produkcji. Jego zwyczajność potrafi przerazić.

Jeśli nastawiacie się na konkretny klimat gore, to czeka was zawód. Trochę krwi się wprawdzie leje, ale wypełniłaby ona raczej szklankę niż kilka wiader, jak ma to miejsce w dzisiejszych horrorach. Ale mimo braku czerwonej cieczy, sceny mordu są całkiem udane. Zabójca skaczący z drzewa wprost na ofiarę, czy uduszenie delikwenta sprzętem na siłowni, to być może najbardziej szalone akcje, jakie uświadczycie. Z drugiej strony, film bardziej nastawiony jest na klimat, niż epatowanie flakami i akcjami w stylu Jasona Voorhees’a.

Czy warto dać mu szansę? Tylko pod warunkiem, że jesteście fanami slasherów i macie za sobą wiele tytułów z tego gatunku. Ale jeśli kino stalk&slash jest wam obce, lepiej zacząć przygodę od klasyków. Osobiście, podczas seansu bawiłem się lepiej, niż oglądając wiele ze współczesnych filmów. Warto dodać, że Egzamin końcowy ukazał się w Polsce w złotej erze kaset VHS, ale znalezienie tego wydania jest dzisiaj praktycznie niemożliwe. Kto wie, może leży gdzieś u kogoś, zakurzony i zapomniany pod stertami starych niemieckich pornosów?

Dziku

 

Oryginalny tytuł: Final Exam
Produkcja: USA, 1981
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena: 3/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s