Potwór z Crater Lake (1977)

crater_lake_monster_poster

Zanim John Hammond, pod wodzą Crichtona i wsparciem samego Spielberga, ożywił prehistoryczne gady w swoim laboratorium na Isla Nublar, kino już podchodziło do tego tematu, korzystając z mniej pseudonaukowych rozwiązań, kierując się bardziej w stronę absurdu i kiczu. Tak, historie o zaginionych dolinach, pełnych fauny i flory rodem z epoki jurajskiej, czy walka ludzi pierwotnych z problemami życia codziennego, stanowią bardzo ważną część historii kinematografii, zwłaszcza w kategorii efektów specjalnych.

Portfolio reżysera Williama R. Stromberga, nie należy do specjalnie obfitych, gdyż znajdziemy w nim tylko jedną pozycję o mało zachęcającej nazwie, The Crater Lake Monster. Zachęca za to inna sprawa, plakat z wielką sylwetką dinozaura wyłaniającego się z odmętów jeziora i parą, która w uścisku przygląda się z przerażeniem bestii, uciekając jednocześnie z tonącej łódki. Innymi słowy, kwintesencja sc-fi i horroru lat 70-tych!

Tytułowa Crater Lake to spokojna amerykańska mieścina, położona z dala od wielkomiejskiego zgiełku, usytuowana nad malowniczym jeziorkiem i otoczona zewsząd połaciami zielonych lasów. Miejscówka sprawia wrażenie  idealnej na wypoczynek. Niestety, sielanka kończy się wraz z meteorytem lądującym w akwenie, na którego dnie spoczywa wielkie jajo. Kosmiczny śmieć podgrzewa temperaturę wody, a z jaja wykluwa się plezjozaur, który szybko zaczyna siać śmierć wśród krów i turystów, spędzających wolny czas nad jeziorem.

Jeśli myślicie, że fabuła wydaje się głupia, to macie rację! Jeśli ktokolwiek chce machnąć tę produkcję myśląc o powtórce z lekcji biologii, może przeżyć spore zaskoczenie, bo to będzie jak nauka antropologii na podstawie Cannibal Ferox. Potwór przypomina popularną Nessie, która wpadła do beczki z chemikaliami w Tromaville, za co należą się pochwały. Potwór atakuje zarówno na lądzie, jak i w wodzie. Tu i tam daje sobie radę, choć kiedy opuszcza akwen wydaje się troszkę nieporadny.

Technicznie nie jest najgorzej i poklatkowa animacja całkiem płynnie oddaje wszystkie ruchy dinozaura. Trąci to co prawda miksem plastiku i gumy, ale czego się spodziewać po niskobudżetowym śmieciu z lat siedemdziesiątych? Największą wadą jest to, że potwór pojawia się dość rzadko, a każda scena z jego udziałem trwa nie dłużej niż kilka sekund. To jednak wina budżetu i nic nie poradzisz. Ale sceneria jest miła dla oka, niebieska woda, piaszczyste klify i zielone drzewka w tle. Urokliwe widoki. A po tych idyllicznych plenerach włóczą się bohaterowie filmu.

Obejrzyj cały film

Sam film byłby kwintesencją kina akcji tamtej epoki. Jest tu wątek romantyczny, jest pościg samochodowy, jest dwóch pijaczków – kombinatorów budujących komediowy segment produkcji i jest wielki potwór zachodzący za uszy lokalnemu szeryfowi. Wszystkie te wątki zostały jednak spłycone do maksimum i wali się w nas nas sztampą i stereotypem już od samego początku. Chcecie wąsatego Don Juana w białych spodniach i dupeczką przy boku? A może także  wąsaty szeryf w awiatorach ucieszy wasze oko? Znajdziecie to tutaj.

Istnieje tu jednak także wątek komediowy, opierający się na postaciach Arniego (Glen Roberts) i swojskiego Mitcha Kowalskiego (Mark Siegel). Obaj panowie to klasyczny duet „głupi i głupszy”, a więc poziom żartu oscyluje wokół popychania się do wody i kombinowaniu hajsu na kolejny likier. Oprócz tego znajdziemy także grupę archeologów, których podejrzenia wszyscy z początku negują i złodzieja, którego ucieczka przed organami władzy kończy się w odmętach jeziora. Ziew.

Cały ten „potencjał” zabija nuda. Film jest kiepsko skonstruowany. Na pierwszy plan wyjeżdżają kiepskie dialogi równie kiepskich postaci o ich równie kiepskich problemach. Niski budżet widac zaś na każdym kroku, zwłaszcza w scenach akcji, których jest niestety niewiele. Przyjemność z oglądania burzy także końcówka, która wydaje się napisana na kolanie, chwilę przed oddaniem scenariusza do zatwierdzenia. Jest mało spektakularna i bardzo szybka, przez co widz może czuć lekki niedosyt.

Komu zatem można polecić tego Potwora? Jedynie zagorzałym miłośnikom poklatkowych dinozaurów z dużą odpornością na absurdy fabuły. Cała reszta zanudzi się na śmierć oglądając po raz dwudziesty żenująco słaby żart brodatego grubaska, czy gumową mordę potwora płynącą przez jeziorko.

Koniec końców, wycieczka nad Crater Lake może przypominać „wczasy pod gruszą”, gdzieś w hotelu robotniczym, nad jednym z mazurskich jezior. Mimo wąsatego ojca w plastikowych klapkach i białej frocie, mimo wszechobecnych komarów i skorków, mimo brudnej i śmierdzącej wody, w której twoja skóra nabiera zielonkawego koloru, ma to zasadniczo jakiś urok, który po latach bywa miło wspominany.

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Oryginalny tytuł: The Crater Lake Monster
Produkcja: USA, 1977
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 2/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s