Rytuały (1977)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli czytaliście moją recenzję Uwolnienia Broomana, wiecie że szczególną sympatią darzę kino survivalowe. Przekraczanie możliwości własnego ciała i umysłu, aby przetrwać w skrajnie niebezpiecznej sytuacji, budzi u mnie szczególną ciekawość, zwłaszcza gdy siedzę akurat w ciepłym fotelu. Nic tak bowiem nie hartuje człowieka, jak uczucie zagrożenia, w którym stawką jest to co najcenniejsze – życie. Uwolnienie zaszczepiło we mnie także przekonanie, że umiejętność przetrwania najlepiej sprawdzić w lesie.

Dzieło Petera Cartera miało już okazje wcześniej zagościć na moim ekranie, lecz gdy położyłem ręce na wersji UNCUT wraz z poprawioną jakością, nie mogłem po prostu przejść nad nią obojętnie i ponownie dałem się zaczarować temu wspaniałemu obrazowi. Rytuały, nakręcone w 1977 roku przez wyżej wymienionego reżysera, nigdy nie zyskały specjalnej sławy, nawet w horrorowym półświatku. Mimo to, każdy kto miał przyjemność oglądać ten film, zapewne pamięta i pamiętać go będzie do końca życia.

Piątka lekarzy w kwiecie wieku: Abel, Harry, Mitzi, DJ i Marty, postanawia spędzić urlop gdzieś w Kanadyjskiej dziczy. Jeden z nich, DJ (Gary Reineke), wybiera jako teren odpoczynku dolinę zwaną przez Indian „Kryształowym Kotłem”. Z początku – choć nie wszystko idzie po ich myśli – bohaterowie starają się czerpać radość ze spędzanego wspólnie czasu na łonie przyrody. Kiedy zapada zmrok, ktoś zakrada się jednak do ich obozowiska i podsłuchuje rozmowy, dowiadując się że ma do czynienia z służbą zdrowia.

Rano jeden z lekarzy orientuje się, że z obozu zniknęły w tajemniczy sposób wszystkie buty, prócz jednej pary. A kolejnej nocy Abel (Ken James) odnajduje obok namiotu odciętą głowę jelenia nabitą na pal – coś na kształt totemu rytualnego. Lekarze wiedzą, że nie są sami w leśnej głuszy i ze stopami owiniętymi w szmaty wyruszają na podróż po ocalenie, która wystawi ich nerwy i przyjaźń na próbę, a którą przetrwańcy zapamiętają do końca życia.

Zasadniczo nie mamy tutaj do czynienia z grupą napalonych nastolatków, a z dojrzałymi facetami z medycznym wykształceniem. Ich kreacje są wręcz perfekcyjne i choć nie są pozbawieni wad, to kibicujemy im od samego początku. Marty (Robin Gammell) posiada poważny problem alkoholowy, przez co naraża siebie i resztę grupy na niebezpieczeństwo, zaś jego brat DJ jest zbyt pewny siebie i arogancki.

Każdy z bohaterów wypada świetnie i naturalnie. Ze strony aktorskiej jest to prawdziwy majstersztyk, zwłaszcza kreacja Hala Holbrook’a. Widzimy jak powoli się łamią, a wiedząc w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli, zaczynają się wzajemnie podejrzewać lub kłócić. W ostatniej części filmu, kiedy Harry i Mitzi niosą na prowizorycznych noszach rannego Marty’ego, napięcie wręcz spływa z ekranu. Harry stara się zachować spokój i myśleć ”trzeźwo”, natomiast Mitzi się załamuje, aby wkrótce całkowicie poddać. Psychologia protagonistów to zaś jeden z elementów, które moim zdaniem przebijają Uwolnienie.

Kim byliby jednak nasi lekarze, gdyby nie sprawca całej ich drogi przez zielone piekło? Antagonista nie jest nam praktycznie w ogóle pokazywany i przez chwilę wdzimy tylko jego rozmazane odbicie w wodzie. Kolejny raz jako cień przemyka zaś między drzewami, za plecami bohaterów, a w końcu staje się obserwatorem, stojącym gdzieś daleko na trzecim planie i bacznie śledzącym poczynania mężczyzn.

Sam sposób, w jaki poluje na swoje ofiary, jest nietypowy. Nie rzuca się z on maczetą, siekając każdego wokoło, a stara się bardziej osłabić najpierw więzi pomiędzy członkami grupy. Kradnie buty, rozstawia wnyki w przeprawie rzecznej, czy zrzuca w pobliże bohaterów gniazdo pszczół. Jego prawdziwe oblicze będzie nam dane ujrzeć dopiero w ostatnich minutach filmu i jest to widok wywołujący przerażenie, jak i współczucie, gdyż jest on ofiarą błędów pewnej instytucji.

Zachwyca w filmie także scenografia, która jest po prostu piękna. Tereny, na których umiejscowiona zostaje akcja, dają widzowi poczucie zaszczucia i totalnego odcięcia od jakiejkolwiek cywilizacji. Z początku akcja toczy się w gęstych zielonych lasach i w pobliżach wielkich Kanadyjskich jezior. Później lekarze pokonują zaś koryto górskiego potoku i te sceny przypominają do złudzenia film Broomana.

Ostatnim etapem podróży jest teren, przez który niegdyś przeszedł ogromny pożar i te widoki zapierają dech w piersiach – to co jest tłem, wydaje się być namalowane na wielkiej ścianie – przypominając obraz wręcz  post-apokaliptyczny, kiedy Harry idzie po spalonej ogniem ziemi, a wkoło niego wyrastają suche i zakurzone pnie drzew.

Obejrzyj cały film

Muzyka w filmie ogranicza się do lekkiego country, które idealnie wpasowuje się w charakterystykę całego obrazu, zwłaszcza w scenach podróży przez rozległe, leśne tereny. A wszystko to wprowadza wręcz oniryczny klimat, że to tylko nieśpieszny koszmar z którego nie możemy się wyrwać.

Jeśli szukacie jednak konkretnego rozlewu krwi, to czeka was zawód, choć wersja niepocięta ma kilka asów w zanadrzu, jak głowa nabita na kij, czy całkiem fajnie wykonane rany cięte. Jednak Rytuały są tym horrorem, który nie straszy wykręcaniem kończyn i rzucaniem flaków. Co może również zwieść niektórych, to nieśpieszne tempo akcji. Ale specyficzne kino wymaga specyficznego odbiorcy!

Stawiam ten film na równi z Uwolnieniem, choć niektórzy uważają Rytuały za jego ubogą kopię, co jest moim zdaniem kompletną bzdurą. Oba filmy łączy wprawdzie wiele, ale różnic jest jeszcze więcej. Film ukazał się dopiero stosunkowo niedawno na DVD w USA i Niemczech – wcześniej znalezienie kopii z poprawną jakością obrazu było praktycznie niemożliwe. Nie był on jednak nigdy szeroko dystrybuowany i ngdy nie zyskał również należnego mu statusu filmu kultowego. Ale polecam go każdemu, nieważne czy lubi takie kino czy nie, bo Rytuały należy zwyczajnie znać!

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Znany pod tytułami: Rituals / The Creeper
Produkcja: USA, 1977
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 5/5

2 myśli nt. „Rytuały (1977)”

  1. Super, takie tytuły trzeba propagować . Raczej bym się nie pakował w czysto akademickie roztrząsanie, który lepszy , bo to trochę tak, jakby się spierać, czy ,, Dzika Banda” jest lepszym westernem, czy ,, Dobry , Zły i Brzydki ”. Na pewno ,, Deliverance” ma status dzieła pionierskiego w tym temacie , a do tego jest filmem doskonałym ,kompletnym ( co nie zawsze idzie w parze, często rzeczy prekursorskie bywają na takich, czy innych poziomach niedopracowane ). ,, Rituals” posiada ten sam( czytaj; potężny ) ładunek emocji i napięcia, oryginalnie pociągniętą story , a do tego – co mnie się najbardziej podobało – genialnie rozegrany pierwiastek tajemnicy ; tu kurwa nie ma żadnych wyrażnych przesłanek, o co ( i komu ) biega , nikt z bohaterów nie ma bladego pojęcia , co się na nich uwzięło . Kino survivalowe to jest szalenie wymagający gatunek, bo tu wszystkie składowe muszą grac na najwyższych obrotach , jeden spierdolony element ciągnie całość w dół ; możesz mieć doskonały scenariusz, ale jak wykonanie będzie kiepskie, to wyjdzie chujnia, nie survival i na odwrót. Do tego trudne wyzwania aktorskie i plenery, które trzeba nie tylko odkryć, ale i umięjętnie ograć. I ,, Deliverance” i ,, Rituals” są filmami bez słabych punktów i to jest czołówka ,kina przetrwania’. Warto by tez przypomnieć genialny australijski,, Long Weekend” Colina Eggelstona z 78′ – kto wie, czy nie najlepszy film typu,,nature runs amok” .

    Lubię

    1. ”Rituals” na pewno jest straszniejszy od ”Wybawienia” bo ma wątek stalk&slash z naciskiem na to pierwsze. Oprawca stalkuje przez 80% trwania filmu i widać że zna prawidła panujące w dziczy. Genialny motyw z kradzieżą butów czy rzucaniem gniazda pszczół w okolice obozu bohaterów stawiają go ponad wszystkich Jasonów i Leatherfaców którzy potrafią tylko machać swoimi zabawkami. Muzyka w filmie tak jak i plenery jest po prostu piękna a do tego pomaga w wzbudzeniu u nas autentycznego współczucia dla sytuacji w której znaleźli się lekarze. ”Long Weekend” oglądałem i też bardzo mi się podobał choć tam dużo więcej rzeczy można sobie samemu tłumaczyć a film pełen jest symboli. Z podobnych filmów do ”Rituals” polecam również ”Krwawy Biwak” i ”Tuż przed Świtem” ale to już raczej lżejsze kino bardziej nastawione na grozę i rozrywkę.

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s