Pierwszy odcinek „Better Call Saul” nie rozczarowuje

Uno otwiera seria czarno-białych scen, które aż nazbyt wyraźnie pokazują cenę, jaką przyszło zapłacić Saulowi Goodmanowi za bycie najlepszym „kryminalnym prawnikiem” w Albuquerque. Nasz bohater całkowicie zmienił tożsamość, zapuścił konkretnego wąsa i pracuje teraz w Cinnabon w Omaha.

Nie zmieniło to jednak faktu, że ciągle drży o swoje życie, a jedynym momentem, kiedy może zaryzykować nawiązanie połączenia ze swoją przeszłością, jest środek nocy… wyciągnięta ze schowka pod zlewem kaseta VHS staje się naracyjnym pomostem, pretekstem do odsłonięcia początków jego kariery.

Vince Gilligan decyduje ostatecznie, iż wracamy do roku 2003, kiedy Saul Goodman nie był jeszcze Saulem Goodmanem, a irlandzkim prawnikiem Jimmym McGillem (Bob Odenkirk), dzielnie walczącym  w obronie pokrzywdzonych jako obrońca publiczny za czeki opiewające na sumki zdecydowanie za niskie, żeby związać koniec z końcem.

better_call_saul_uno
Nieustraszony Jimmy McGill w sądzie

Uosobieniem jego nemezis staje się sam Mike Ehrmantraut, pracujący jako kontroler na sądowym parkingu, który domaga się zapłacenia $3, kwitując wściekły wylew Saula słowami: Hm, to doskonale. Dziękuję ci za przywrócenie mojej wiary w system sądowniczy.

Jimmy całe szczęście ma na oku nowych, nadzianych klientów, którzy zamieszani są w lokalny skandal finansowy i robi wszystko, żeby podpisać z nimi wstępny kontrakt. To będzie jednak wymagało legendarnej, zakulisowej finezji, znanej widzom doskonale z Breaking Bad. Oprócz tego nasz początkujący prawnik ma na głowie jeszcze jeden kłopot, swojego brata Chucka, który z niewiadomego powodu zaszył się w domu odciętym od wszelkich źródeł magnetyzmu.

Ale że pozostaje on formalnie starszym partnerem w lokalnym behemocie świadczącym usługi prawne, tworzy to pewien problem natury finansowej, nad którego rozwiązaniem pracuje Jimmy. To przy okazji prowadzi nas do przyczyny zmiany imienia przez naszego bohatera, która okazuje się znacznie bardziej trywialna, niż moglibyśmy przypuszczać. Jednak zanim do tego dojdzie (a nie dochodzi w pierwszym odcinku), Jimmy pokazuje swój uliczny spryt, który – czego dowiadujemy się z późniejszego monologu – był przez niego wykorzystywany od najmłodszych lat.

To oczywiście nie wszystko, bo jak przystało na show czasów hipernarracji (która może być mniej lub badziej utożsamiona z zasadą hiperlinku we współczesnym filmie), Better Call Saul zręcznie igra z popkulturowymi trendami, obrazami i motywami. Jako prequel do Breaking Bad staje się on oczywistym przedłużeniem „zakończonego” serialu, ale rozbudowuje mise-en-scène o nowe elementy i piętrzy kolejne odniesienia.

ned_beatty_siec_1976
Ned Beatty jako Arthur Jensen w „Sieci” Sidneya Lumeta

Pierwszym jest sugestywny obraz przyrządzania przez Saula taniej wersji koktajlu o przepięknej nazwie Rusty Nail (czyli zardzewiały gwóźdź), składającego się ze szkockiej whisky, Drambuie i soku z cytryny, identyfikowanego powszechnie z klasą zadymionych cygarami, amerykańskich klubów i salonów lat ’50 i ’60, ale przede wszystkim ze słynną The Rat Pack (w tym momencie zaczynamy dostrzegać gangsterskie konotacje), co dla wtajemniczonych będzie oznaczało jedno – nostalgię twórców za przeszłością w sferze wizualnej, co faktycznie szybko się spełnia.

Drugim jest bezpośredni cytat z Sieci Sidneya Lumeta, kiedy Jimmy wkracza do jaskini lwa (czyt. sali konferencyjnej wspomnianej wyżej firmy prawniczej) krzycząc na cały głos: Zadarłeś z pradawnymi mocami natury, a ja na to nie pozwolę! Podporządkujesz się! Są to wszakże słynne słowa Arthura Jensena, otwierające korporacjonistyczne przemówienia do Howarda Beale’a, który całkowicie wyrwał się spod kontroli na antenie. Co ciekawe, Vince Gilligan nie kamufluje tego cytatu i za pośrednictwem Jimmy’ego świadomie odsyła do samego filmu, więc Lumeta raczej szanuje.

Jeśli mieliście wcześniej wątpliwości – zarówno te głupie, jak i te całkowicie uzasadnione – czy warto w ogóle sięgać po Better Call Saul, pierwszy odcinek całkowicie je rozwiewa. Vince Gilligan znowu postawił na wysokiej klasy produkt – komediodramat z przewagą komedii. Co nie znaczy, że dramatyzm został zepchnięty na boczny tor, bo Uno ma także momenty pełne napięcia. Nie wiemy oczywiście, co serial pokaże wraz z rozwojem akcji, ale ta wciąga!

Conradino Beb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s