Wada ukryta (2014)

inherent-vice-poster-owen-wilson

Klasyczny kontrkulturowy charakter – lub też antybohater – zaczął swoją karierę w kinie amerykańskim od kilku filmów, nakręconych pomiędzy 1966, a 1970 rokiem, które zdefiniowały nowe, gniewne pokolenie twórców. Prototypem pozostaje legendarny Heavenly Blue z Dzikich aniołów Rogera Cormana (wielkiego hitu w swoim czasie), w którego wcielił się Peter Fonda, a jego fazę dojrzewania stanowią Bonnie i Clyde z filmu Arthura Penna o tym samym tytule, Benjamin Braddock z Absolwenta, Max z Wild in The Streets, a w końcu Billy i Wyatt (postaci hołdujące westernowym legendom) z Easy Ridera, odpalający na poważnie Nowe Hollywood.

Ironicznego, humorystycznego rysu dodał jednak antybohaterowi dopiero Robert Altman, który sprawił że zaczął on prowadzić normalne życie społeczne – czasem stając się nawet jego podwaliną, jak w McCabie i pani Miller – które zostaje oczywiście obnażone jako kompletny kibel. Altmanowskie postaci z początku lat ‘70 są świadkami upadku rewolucji i wyparcia słodkich snów przez gorzki cynizm, ale nie rezygnują przy tym z walki z establishmentem, choć myślenie wspólnotowe zastąpione zostaje zasiekami indywidualizmu, bez porzucania jednak hedonizmu, który staje się teraz ucieczką przed brutalną rzeczywistością.

I właśnie ten moment próbuje w Wadzie ukrytej uchwycić Paul Thomas Anderson, który cofa wskazówki zegara do roku 1970, kiedy na ekranach pojawił się M*A*S*H, komediodramat Altmana o grupie niepokornych chirurgów polowych w Korei, tyle że w filmie przenosimy się do alternatywnej Ameryki, będącej tworem legendarnej wyobraźni Thomasa Pynchona, a zamiast po namiotach wojskowych szlajamy się po biurach, hipisowskich kwadratach, burdelach i centrach rehabilitacyjnych, w których toczy się znaczna część akcji.

I choć film PTA mało ma w zasadzie wspólnego z M*A*S*H, znajdziemy tutaj króciutki – choć przepiękny – hołd dla sceny „ostatniej wieczerzy” z udziałem moich ulubieńców: The Growlers, co nie pozostawia wątpliwości, że duch mentora reżysera znalazł sobie tutaj drogę. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że Wada ukryta nie jest także kopią Długiego pożegnania, choć czuje się miejscami wyraźną inspirację, bo PTA, podobnie jak Altman, nie traktuje intrygi jako rzeczy świętej (pewne zabiegi sugerują nawet celowe jej plątanie), jednak wciąż podąża za książkową narracją, wprowadzając nawet monologi zza kadru, czego jego idol nigdy by nie zrobił.

Najlepiej chyba opisać można klimat Wady ukrytej, mówiąc o skrzyżowaniu Obrazów z Up In Smoke. Wyrafinowane kino autorskie – z ciężką, nielinearną narracją, która z miejsca zdążyła sobie znaleźć wielu krytyków – spotyka marihuanową komedię, choć zawiodą się ci, którzy będą tu szukać przede wszystkim upalonych gagów, bo nowe dzieło PTA to bardziej opowieść o niespełnieniu, chaosie i konfrontacji marzeń z rzeczywistością. I choć ten nostalgiczny klimat przypływa i odpływa (to mają chyba PTA za złe fani Pynchona), zdecydowanie mamy tu materiał na film, który może się stać kultowy, nawet jeśli do kultowości Boogie Nights mu trochę mimo wszystko brakuje.

Bohaterem tego pynchonowskiego rozrachunku z nixonowską Ameryką jest doktor Sportello (Joaquin Phoenix), prywatny detektyw i hipis w sandałach, którego głównym zajęciem oprócz odnajdywania zaginionych w dziwnych okolicznościach ludzi jest kręcenie grubych jointów i powolne rozgryzanie spisku, którego częścią stała się jego była dziewczyna Shasta Fay Hepworth (Katherine Waterston) i jej kochanek, mentor seksualny, a przy okazji milioner, Mickey Wolfmann (Eric Roberts).

Ale spisek ten – jak wszystkie spiski – okazuje się trudnym orzechem do zgryzienia, bo wmieszani są w niego zarówno muzycy z lokalnej sceny surfowej, policjanci, hollywoodzkie gwiazdy filmowe, azjatyckie prostytutki, neonaziści, importerzy heroiny, jak też dentyści tworzący tajemniczy syndykat Golden Fang, agenci COINTELPRO i Czarne Pantery. Czy doktorowi Sportello uda się ostatecznie dociec prawdy w mgle palonej namiętnie Maui Wowie, wdychanego z rozkoszą gazu rozśmieszającego i okazyjnych ścieżek koksu? Będzie to zadanie nad wyraz trudne, szczególnie że prawdziwym celem jest dla niego odzyskanie dawnej miłości, straconej bezpowrotnie razem z latami ’60!

Co trzeba przyznać, to że PTA naprawdę tu popłynął, siłując się na wszystkie strony z jedyną – jak twierdzi – książką Pynchona, która nadawała się do ekranizacji. W jej ramach reżyser dość ciekawie oddał klimat epoki, filmując akcję w oryginalnych wnętrzach, choć fajerwerków wizualnych praktycznie brak. W istocie, na zewnątrz film wygląda już gorzej, bo zdjęcia zostały zrealizowane w bliskich planach, z kątów, które chowają współczesne Los Angeles poza kadrem – skromny budżet $20 mln nie pozwolił za bardzo na budowanie wystawnych setów.

Ale PTA włożył zamiast tego dużo wysiłku w dobranie odpowiedniej obsady – prawdziwej ensemble cast – która składa się z takich tuzów jak Benicio Del Toro (Las Vegas Parano, Traffic), Josh Brolin (Planet Terror, To nie jest kraj dla starych ludzi), Martin Short (Marsjanie atakują, Trzej amigos), Owen Wilson (Genialny klan, The Grand Budapest Hotel), Michael Kenneth Williams (The Wire, Zakazane Imperium), Jena Malone (Wszystko za życie, Duma i uprzedzenia) oraz wiele innych aktorów, tworzących galerię niesamowicie pokręconych postaci.

Charaktery te są osnową opowieści, reprezentując świat, który rozsypał się w drobny mak przeczących sobie nawzajem elementów, pozbawionych jakiejkolwiek logiki, na poszukiwanie której wyrusza dopiero osamotniony i uwikłany we własne rozterki, doktor Sportello. Niestety, klimat ten często trzeba wziąć na wiarę, bo PTA czasem oddaje go bardzo dobrze, a czasem zupełnie się z nim rozmija, być może za bardzo przywiązując się do języka literatury, chcąc – mniej lub bardziej świadomie – dokonać wtórnej hybrydyzacji obydwóch mediów.

Zupełnie osobną sprawą jest to, że akcja miejscami nie ma żadnego sensu. I nawet jeśli halucynogenny klimat zostaje w miarę dobrze zachowany, film często traci płynność na rzecz artystycznej eksploracji scenariusza. Nie do końca podoba mi się też, jak pocięte zostały niektóre masterszoty, których w Wadzie ukrytej jest mało, ale tak naprawdę można by z nich zupełnie zrezygnować na rzecz pojedynczych, dłuższych ujęć, które PTA potrafi przecież kręcić jak mało kto!

Całe szczęście, film prowadzi od początku do końca Joaquin Phoenix, którego rola należy do najlepszych kreacji zeszłego roku. Innym atutem jest Benicio Del Toro, grający prawnika specjalizującego się w prawie morskim, który uwikłany jest w swoje własne śledztwo, a także Josh Brolin jako detektyw BigFoot ze swoimi absolutnie zabawnymi manieryzmami tj. dławienie się lodem. Byłbym fantastą, gdybym powiedział, że to jakieś wyjątkowe dokonanie w karierze Andersona, ale jestem przekonany, że film doceni wielu z fanów artysty.

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Inherent Vice
Produkcja: USA, 2014
Dystrybucja w Polsce: Warner Bros. Entertainment Polska
Ocena MGV: 4/5

Jedna myśl nt. „Wada ukryta (2014)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s