Namaszczony do zabijania (1967)

branded_to_kill_1967_poster

Odrzutki są traktowane podejrzliwie, postrzegane zazwyczaj jako osoby zadufane, dumne i lekceważące normy ustanawione przez społeczeństwo oraz środowiska sprawujące władzę. W kulturze filmowej odrzutki nie są może jednostkami tej samej rangi, co Ingmar Bergman, Luchino Visconti czy Federico Fellini, ale to osoby, które poprzez realizowanie niszowych treści, dotykających bardzo często delikatnych spraw natury polityczno–obyczajowej, zaskarbiają sobie serca oddanych fanów kina i odciskają piętno na sztuce filmowej, trwale zapisując się w jej historii. Ich kunszt poznajemy dopiero po latach.

Tak jest na przykład z Nagisą Oshimą i tak jest też z Seijunem Suzukim, idolem japońskiej młodzieży lat 60-tych ubiegłego wieku, który po zakończeniu zdjęć do swojego klasycznego filmu o yakuzie, Namaszczony do zabijania, otrzymał telefon od przedstawiciela studia Nikkatsu z wiadomością, że nie otrzyma pieniędzy za ostatni miesiąc pracy. Od tego momentu zaczął się też blisko 10 –letni ostracyzm tego niezwykle oryginalnego twórcy w japońskim systemie studyjnym, o którego powody się zresztą sądził z sukcesem.

Dość powiedzieć, że wcześniejsze filmy Suzukiego notowały wielkie straty finansowe, a osoby kluczowe dla jego filmów, bardzo często odtwórcy głównych ról: Joe Shishido oraz Yamatoya Atsushi, oglądali Namaszczonego do zabijania w praktycznie pustej sali filmowej. Plotka głosi, że Suzuki był typowym przykładem kozła ofiarnego, który “musiał” zapłacić karę za problemy finansowe Nikkatsu. Głównym zarzutem był brak rentowności jego filmów i tu akurat prezes Kyusaku Hori miał rację.

Błąd prezes popełnił jednak w ocenie artystycznej dzieł Suzukiego, co akurat grube ryby mało wówczas interesowało. Ale mnie zastanawia bardzo często oprócz pracy reżysera jego osobowość. Jakim jest człowiekiem? Czy można mu zaufać? Czy ma jakąś traumę z przeszłości? A bardzo ciekawym faktem z życia Seijuna Suzukiego jest to, że jego filmy były dla niego wyłącznie sposobem na zarabianie pieniędzy.

Reżyser nie wykazywał początkowo większych podniet względem sztuki filmowej, a talentem zabłysnął dopier w wieku 44 lat, gdy otrzymał polecenie robienia filmów dla japońskiej młodzieży. Ten target odbiorców pokazuje przy tym, jaką osobowość ma ten twórca – pełną nonszalancji, agresji, ale też ciekawości względem ciemnej strony społeczeństwa.

Jego wizją było odświeżenie skostniałego gatunku gangsterskiego, znanego z amerykańskich filmów lat 30-tych. Suzuki nie zamierzał jednak zatracać podstawowych cech gatunku: tajemnicy, walki o pozycję w hierarchii środowiska gangsterskiego, pożądania do niewłaściwej kobiety, która stępia umiejętności zawodowego zabójcy tj. zimna krew czy gotowość do wykonania zadania w iście nadludzkim stylu (zabójstwo delikwenta w 3 sekundy).

Co jednak istotniejsze w twórczości Seijuna Suzukiego, to jego warsztat. To na tym poziomie widać dopiero pełną brawurę sympatycznego (dla fanów dziwnych japońskich filmów rzecz jasna) Japończyka z Tokio. Ujęcia kamery zza samochodu, sekwencje z lotu ptaka uciekającego zbiega w opuszczonym porcie, dynamiczne boczne ujęcia pędzacych aut, czy druzgocący kontrast między człowiekiem leżącym na ulicy, a tłem wymarłego miasta, sprawiają że Namaszczony do zabijania to bardziej film przygodowy, niż zwykły film gangsterski, czy kino akcji.

Oprócz błyskotliwych ujęć mamy także sposobność oglądać błyskawiczne przejścia pomiędzy jednym miejscem, a drugim, które w trakcie akcji zmienia główny bohater, Goro Hanada, co potęguje wrażenie surrealistycznego kina i tu najwięcej można dopatrywać się też elementów humorystycznych. Dynamiczna kamera oraz kontrastujące z nim amatorskie, tanie rozwiązania pokroju przebicia pistoletu zza tektury, mogą budzić lekki ubaw, co akurat jest w tym przypadku celowym zabiegiem, mający, rozśmieszyć młodą, niedojrzałą emocjonalnie publikę.

Co równie ważne, przestrzeń i czas w filmie Seijuna nie ma żadnego znaczenia, bo zabawy formą to dla niego jedyna możliwość zaistnienie na rynku i zaspokojenia ambicji bycia artystą z prawdziwego zdarzenia. Wtórna wobec tej zabawy pozostaje gangsterska intryga, śledząca powrót Hanady na szczyt swojej profesji, opatrzona tyloma zwrotami akcji i absurdalnymi rozwiązaniami narracyjnymi, że trzeba to wszystko potraktować z dużym dystansem.

Michał Szeremeta

 

Oryginalny tytuł: Koroshi no rakuin / 殺しの烙印
Produkcja: Japonia, 1967
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

2 myśli nt. „Namaszczony do zabijania (1967)”

  1. To już trzeba było konkretnie napisać, że po tym filmie Suzuki został zwolniony i wytoczył najstarszej japońskiej wytworni ( Nikkatsu ) proces, który po latach wygrał.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s