Hell’s Angels ’69 (1969)

hells_angels_sixty_nine_poster

Pierwszorzędni aktorzy trzeciorzędni, Jeremy Slate (Piękności piekieł, Straceńcy) i Tom Stern (Byt, a także Emmanuelle 3 i 4), grają główne role w tym kultowym filmidle motocyklowym, do którego stworzyli także pierwszy scenariusz, wygładzony przez Dona Taita (wcześniej telewizyjnego wyrobnika) i wyreżyserowany przez debiutanta Lee Maddena, który zasadniczo znany jest tylko z tego dzieła.

Obraz został wyprodukowany własnym sumptem, ale dystrybuowany był przez American International Pictures i na premierze w Nowym Jorku wyświetlany był częściowo – jak donosi stara recenzja w New York Times – bez należytej ostrości, jak przystało na prawdziwy eksploatacyjny śmieć. Film jest dość ciekawy przez pierwsze pół godziny, potem tonie – klasycznie – w morzu niedoklepanych dialogów, by w końcówce zrobić zwrot o 180°, kiedy akcja nagle przyśpiesza, a reżyser próbuje bawić się w artystę pokroju Dennisa Hoppera.

Ostatecznie, Hell’s Angels ’69 to dość ciekawa krzyżówka kryminalnej historii w konwencji heist movie z najlepszymi motocyklówkami swoich czasów, której klimat podtrzymuje ekranowa obecność całego oddziału Hells Angels MC z Oakland. O tak, jest Sonny Barger, Terry The Tramp, Magoo, Skip i wszyscy grają samych siebie, choć może to za dużo powiedziane, bo chłopcy po prostu przenoszą swoją codzienną energię na taśmę celuloidową. Są tacy, a nie inni i to film łapie naprawdę zajebiście!

Hellsi zostają do akcji wciągnięci przez dwóch kalifornijskich braci-playboyów, granych przez Slate’a i Sterna, którzy mają w planach obrabowanie jednego z największych kasyn w Las Vegas i chcą użyć klubu jako przykrywki, podszywając się pod członków fikcyjnego klubu Salem Witches z Bostonu. Ale wcześniej będą musieli zdobyć zaufanie Sonny’ego i reszty klubu, którzy szykują się właśnie na doroczny zjazd w północnej Kalifornii i nie zmienią tak po prostu planów.

I tu zaczyna się zabawa, bo Terry od początku szuka zaczepki i gdy tylko nadarza się okazja sprzedaje gościom strzała na imprezie w domku klubowym, co rozpętuje prawdziwe mordobicie, które jak głosi legenda zaczęło się jeszcze zanim reżyser krzyknął akcja. Bracia są okładani sztachetami, przebijają okna i barierki, a cała scena wygląda bardzo realistycznie, dokładnie tak, jak wyglądałby każdy uliczny czy koncertowy dym. Do tego są też swastyki, tańce, morze browarów i sprzedawanie mamuśek za paczkę fajek, a więc klasyczne motywy motocyklowe.

Ale najważniejsze są oczywiście sceny jazdy kastomizowanymi chopperami (Hellsi rozpoczęli cały boom) z obowiązkowymi akrobacjami i wygłupami, które należą do najlepszych w historii filmów motocyklowych. Prawdziwą ucztą jest też zakończenie, kiedy klub przesiada się na crossy, by gonić po pustyni za spierdalającymi ze strachu braćmi. Hellsi wyglądają tu jak militarny pluton zmotoryzowany, używając rac do jazdy po nocy, czy formując wzorowy szyk bojowy na nierównym terenie. Efektu dopełniają piękne ujęcia mknących po pustyni motorów z helikoptera.

Komu wejdzie jednak Hell’s Angels ’69? Przede wszystkim fanom motocyklowej eksploatacji, którzy przyzwyczajeni są do uroków konwencji, a także motocyklistom zainteresowanym zobaczeniem legendarnego odziału Hells Angels w filmie o nim samym. Z pewnością nie jest to więc propozycja na niewinny seansik z dziewczyną w nadziei, że zrozumie ona brutalny, męski świat Aniołów Piekieł, którzy trzy miesiące po premierze mieli zakończyć lata ’60 swoim „występem” w Altamont. To zabawa tylko dla miłośników gatunku!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Hell’s Angels ’69
Produkcja: USA, 1969
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s