Deadliest Prey (2013)

deadliest_prey_2013_poster

David A. Prior to facet, który po prostu nie potrafi robić dobrych filmów, choć sam się szczególnie o to nie stara. Debiutujący nagranym kamerą wideo slasherem o eterycznym mordercy zabijającym wielkim młotem pt. Sledgehammer, stworzył kilka mniej lub bardziej kultowych produkcji tj. Zaginiony pluton czy Night Claws, które mimo wątpliwej wartości estetyczno-intelektualnej, posiadają całkiem sporą bazę fanów.

Jednak najsłynniejszym tworem Priora pozostaje niezmiennie, przywieziony do nas z Zachodu na kasetach VHS, Żywy cel – pełen nostalgii dla minionej epoki, wyjątkowo zły, niskobudżetowy akcyjniak – do ktorego w listopadzie 2013 Prior postanowił nakręcić oficjalny sequel, Deadliest Prey. Ale słowo sequel nie jest do końca adekwatne dla tego co widzimy na ekranie, gdyż twórca w większości kopiuje całe sekwencje z pierwowzoru.

Mike Danton (Ted Prior), który 27 lat temu wyrżnął całą armię najemników pułkownika Hogana (David Campbell), przeżywa dosłownie powtórkę z rozrywki. Porwany z własnego podwórka podczas wyrzucania śmieci (sic!), staje się celem zemsty Hogana, który po wyjściu z więzienia skompletował sobie nowy pluton żołdaków. Ale że podczas jego odsiadki technologia poszła do przodu, całe polowanie rejestrowane jest zamontowanymi na drzewach kamerami i transmitowane na żywo w sieci.

Deadliest Prey to typowa próba zarobienia paru dolarów na kulcie oryginału, ale jest to próba dość słaba, bo że oglądamy półprodukt, widać na każdym kroku. Pomijam próbę oddania klimatu lat 80-tych, gdyż niewielu filmom z wyższej półki się to dzisiaj udaje (ostatnim filmem, który doskonale eksploatuje motyw retro jest It Follows), ale film Priora nie zachwyca nawet jako kiczowaty akcyjniak.

Siłą Żywego celu były klepane chałupniczo efekty specjalne i gore, które w kontynuacji sprowadzają się do mocno tandetnego CGI. Wybuchy, krew tryskająca z ran postrzałowych, czy walka z helikopterem, nijak się mają do poprzednika. Jeśli chodzi o gore – bo z pokaźnego bodycountu oryginał słynie – to jest bardzo biednie. Danton przez swój leciwy już wiek nie ma tej siły i polotu, przez co dźganie nożem poniżej zasięgu kamery jest praktycznie jednym na co go stać.

Niby mamy nabicie na wystający badyl, czy rzuty nożem, ale w tym filmie to jak  trafienie szóstki w totka. Wspomnieć można o słynnej scenie z granatem z pierwszego filmu, która zostaje tutaj odświeżona. Niestety, lekki uśmiech politowania to jedyne co pojawi się na waszej twarzy.

Oczywiście, miło jest zobaczyć gębę Teda Priora, biegającego po lesie w samej piżamie (kultowe dżinsowe szorty mają tu swoje cameo), mordującego zastępy najemników z celnością jednookich szturmowców Imperium z Gwiezdnych wojen. Mimo że jego wiek zbliża go raczej do demencji starczej, niż młodzieńczego wigoru, uwierzcie mi, jest on najjaśniejszym punktem tej produkcji.

Kolejnymi „weteranami”, sprowadzonymi na plan, są David Campbell (Hogan) oraz Fritz Matthews, grający brata bliźniaka zmarłego w pierwszej części Thorntona. O ich aktorstwie nie ma się jednak co rozpisywać, bo panowie nie podszlifowali swojego warsztatu przez te 27 lat w ogóle. A reszta kadry to totalnie bezpłciowe nerdy śledzące show w Internecie i banda najemników, która wygląda raczej jak grupa kierowców tirów z pobliskiego postoju.

Sequel, remake, czy jak inaczej nazwać Deadliest Prey, okazuje się niestety klapą. Gwarantującym masę zabawy przy wcześniejszych filmach Priora był fakt, że nie tworzył on produkcji złych świadomie. Nie pozwalał na to budżet, a także umiejętności twórców, przez co odnosiliśmy wrażenie, że nikt nas nie robi w konia. Tamte produkcje były po prostu szczere!

Dzisiaj, kiedy w każdym praktycznie nurcie popkultury wraca się do klimatów retro, nakręcenie taniego filmu, będącego kalką tego co już było, skazane jest z miejsca na porażkę. Komu zatem polecić można Deadliest Prey? Tylko fanatycznym maniakom oryginału, bo reszta widzów nie znajdzie tu nic, co mogłoby ich zaciekawić. Ani to do dobry film akcji, ani powrót do szalonych lat 80-tych, a już na pewno niezbyt udany sequel Żywego celu.

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Oryginalny tytuł: Deadliest Prey
Produkcja: USA, 2013
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 2/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s