Turbo Kid (2015)

turbo_kid_2015_poster_VHS
Plakat do „Turbo Kida” to udana stylizacja na dizajn VHS!

Żyjemy w czasach nostalgii i ciągłego powrotu tego co minione. Niekwestionowany sukces Kung Fury, czy rosnąca popularność gier indie stylizowanych na retro, to tylko kilka z przykładów. Za sprawą trójki osób: Francoisa Simarda, Anouk Whissell, Yoanna-Karla Whissella oraz kanadyjskiego studia EMA Films, wyruszamy w sentymntalną podróż do postapokaliptycznego kina rodem z lat 80-tych. I jest to wycieczka bardzo ekscytująca!

Cofając się do alternatywnych lat 90-tych poznajemy mieszkającego na postnuklearnym pustkowiu, nastoletniego fana komiksów, Kida (Munro Chambers). Splot wydarzeń sprawi, że pozna on różowowłosą dziewczynę-robota, Apple (Laurence Leboeuf) i lokalnego bohatera o aparycji Indiany Jonesa, Frederica (Aron Jeffrey). Jak na gatunek przystało, nasza grupa stanie do walki z nękającym ludność samozwańczym dyktatorem (Michael Ironside) oraz jego pokaźną armią.

Jednak nie fabułą urok Turbo Kida stoi! To wybuchowa mieszanka gore, odniesień do klasyki popkultury i humoru, która eksploduje widzowi w twarz i trzyma przed ekranem do samych napisów końcowych. Sam design świata jest wręcz cudowny! Mimo małego budżetu twórcom udało się wykreować zwariowaną i bardzo autorską wizję apokalipsy. Szare i smutne krajobrazy kontrastują tutaj z kolorowymi, komiksowymi bohaterami.

Trudno nie znaleźć odniesienia do Mad Maxa, szczególnie drugiej części, Wojownik Szos. Niektóre z postaci wydają się wręcz wycięte z kultowego filmu, by walczyć z Turbo Kidem. Można nawet dojść do wniosku, że jest to taki Mad Max, tylko z BMX-ami zamiast samochodów, ale nic bardziej mylnego! Bardziej trafne jest porównanie do pełnometrażowej wersji wspomnianego wyżej Kung Fury.

Twórcy nie martwią się realizmem, poprawnością polityczną czy ograniczeniami wiekowymi. Zaskakująco dobre efekty sprawiają, że kamera nie boi się nam pokazywać tego, co dzieje się na ekranie. A dzieje się sporo, odcięte kończyny latają na wszystkie strony, a hałdy nagich ciał przerabiane są na wodę zdatną do picia. Znajdzie się też scena nawijania jelit na koło od rowera.

Czym jednak byłby ten cały wizualny majstersztyk bez odpowiedniej muzyki? A jest ona cudowna! Syntetyczne brzmienia przypominające klasyki pop, lub soundtracki z lat 80-tych, idealnie pasują do ”żerującej” na nostalgii produkcji. Od strony technicznej, jak na skromny budżet, film wygląda wręcz imponująco, choć krajobrazowo bliżej mu do Drogi Hillcoata niż Księgi Ocalenia.

Młodzi aktorzy spisali się znakomicie, zwłaszcza Laurence Leboeuf. Jej Apple, swoją drogą pomysłowe imię jak na robota przyszłości, to taki Terminator z inteligencją i mentalnością nastolatka. Główny bohater wygląda jak typowy dzieciak-bohater wyciągnięty z młodzieżowego komiksu z poprzedniej epoki, co zaliczyć trzeba na plus. Najbardziej znaną twarzą na planie jest Michael Ironside (Pamięć Absolutna, Mechanik), ale grany przez niego Zeus nie jest tak charyzmatyczny, jak być powinien.

Turbo Kid pojawił się znikąd i już zbiera pozytywne recenzje na całym świecie. Nie obije się pewnie tak szerokim echem jak Kung Fury, ale zapisze się na pewno wśród fanów retro. Film polecić można jednak nie tylko fanom kiczowatych lat 80-tych, bo jest na tyle rozrywkowy, że podejdzie wszystkim, którzy do kina podchodzą z większym dystansem. Teraz należy czekać na sequel, którego Wam i sobie bym życzył!

Oskar „Dziku” Dziki

 

Oryginalny tytuł: Turbo Kid
Produkcja: Kanada, 2015
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s