Czarny Czwartek: Aztecki Legion

Black metal lubuje się w tajemniczości i elitarności. Ma być to sztuka mroczna, posługująca się kodem zrozumiałym tylko dla wybranych jednostek. Finalnym efektem tej postawy były niesławne Les Légions Noires i kilka innych kręgów wzajemnej adoracji. Całkiem przypadkowo okazało się jednak, że styl, który narodził się w skandynawskich lasach i przedmieściach na przełomie lat ’80/’90 stał się uniwersalnym językiem muzycznej wypowiedzi, z łatwością przyswajalnym nawet w najodleglejszych punktach globu.

Co prawda w większości efekt jest mizerny, a recepcja nader powierzchowna, nie zmienia to jednak faktu, że za pomocą black metalu można opiewać piękno syberyjskiej tundry, jak i sumeryjską teogonię. Nieprzypadkowo więc członkowie założonego w Los Angeles kolektywu Crepsuculo Negro wybrali ten styl do zamanifestowania swojego latynoskiego pochodzenia i oddania czci pre-kolumbijskim cywilizacjom.

Krwawe dokonania Azteków i Majów oraz ich tajemnicze mitologie stanowią niezwykle wdzięczny temat dla każdego black metalowego wojownika, jednak w przypadku Crepusculo Negro intrygująca otoczka idzie w parze z jakością. Po pokonaniu legionu kaset wydanych przez tę wytwórnie podrzucę wam trzy projekty, które podejdą każdemu fanatykowi metalowej ekstremy.

Jednym z pierwszych wydawnictw z CN, jakie poznałem, była demówka Axeman. Projekt ten w całości bazuje na nostalgii za Amebix, Bathory i brutalnym thrash metalem w stylu Sadus czy Dark Angel. Twardo rozbujane tremola poprzedzane są klimatycznymi wejściami, znanymi z Drink and Be Marry, by po szybkim nabiciu rozpędzić prymitywną solówkę, która niknie w huraganie black/thrashowych riffów. Kinetyczna energia tych dźwięków zwala z nóg. Parafrazując Fenriza – czysty metal punk!

Duszne, grobowe brzmienie Incantation oraz wojenna rytmika Blasphemy czy Beherith są najlepszymi porównaniami dla Muknal. Zespół wziął swoja nazwę od wypełnionej kryształami jaskini, będącej świątynią Majów, co idealnie oddaje ich mgliste i duszne brzmienie, otoczone aurą pradawnej grozy.

Jednak moim osobistym faworytem jest Volahn, który najpełniej oddaje wizję połączenia black metalu z odniesieniami do historii Majów. Jego drugi album Aq’Ab’Al zdumiewa śmiałym podejściem do epickich melodii, które choć chwytliwe, zachowują niezbędną ostrość i prostotę.

Pre-kolumbijski klimat ma imitować – służące za interludia i outra – mroczne gitarowe flamenco wraz z krótkimi partiami fletu. Wibracje jakie wydziela ten album są tożsame z Bergtatt Ulver (sic!) Ale jeśli nadal nie jesteście przekonani, obczajcie wydaną prze Ajna Offensive kompilację Desert Dances and Serpent Sermons, która przekrojowo pokazuje dokonania Crepsuculo Negro.

Jakub Gleń

2 myśli nt. „Czarny Czwartek: Aztecki Legion”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s