Wszystkie wpisy, których autorem jest conradino23

Redaktor bezczelny

The Love Witch (2016)

the-love-witch-poster

Anna Biller zadebiutowała w 2007 z fascynującym neoeksploitem Viva – feministyczną satyrą na rewolucję seksualną w formie hołdu dla filmów Russa Meyera z przełomu lat ’60/’70. Film nie przedarł się do masowej publiczności, ale stał się małym hitem w środowisku fanów kina eksploatacji, których apetyt na wszelkie próby rewitalizacji niskobudżetowej konwencji rósł w miarę oglądania kolejnych odpałów Tarantino i Rodrigueza (projekt spółki pt. Grindhouse miał premierę w tym samym roku).

The Love Witch nadszedł po długiej przerwie, w trakcie której artystka miała dużo czasu na doskonalenie stylu, który na ekranie rozkwitł do prawdziwie gargantuicznych rozmiarów. Biller podjęła się ponownie niemal wszystkiego, rezygnując tylko z grania głównej roli, własnoręcznie projektując kostiumy, pisząc scenariusz, a także reżyserując, montując i produkując swoje dzieło, które całkowicie zaskoczyło krytyków swoim autorskim pazurem.

Film Biller nie jest łatwy w odbiorze, pomimo tego że zostaje „sprzedany” pod misterną retro fasadą – dwuwymiarowego w teorii – kina klasy B, czerpiąc z giallo (fascynacje żółtym thrillerem stają się absolutnie jasne, gdy sprawdzimy ścieżkę dźwiękową), cultsploitation, sexploitation i drugsploitation, co może łatwo zmylić mniej czujnych widzów.

Bebechy to jednak coś zupełnie innego – przewrotna, feministyczna satyra na współczesne pogaństwo z wiccą na czele (w swojej kalifornijskiej wersji), potęgę seksu, kobiecą drapieżność, męską bezradność, a przede wszystkim na psychologiczne rozbicie osobowości, doprowadzające do zawieszenia w świecie kompulsywnych marzeń-życzeń, kreujących potężną, magiczną siłę (dosłownie i w przenośni), która nie jest jednak w stanie zapełnić wewnętrznej pustki i ostatecznie prowadzi do tragedii.

Tytułowa Wiedźma Miłości, Elaine (grana przez piękną Samanthę Robinson), to młoda wiccanka, którą poznajemy w drodze z San Francisco na południe stanu, gdzie ma ona nadzieję rozpocząć nowe życie po świeżo zerwanym związku z pewnym mężczyzną (w jej myślach widzimy, jak pada on na podłogę pod wpływem trucizny).

Szczęśliwie się składa, że Elaine ma tam przyjaciółkę, która zaoferowała jej miejsce w swoim domu pod jej nieobecność… a także usługi dekoratorki wnętrz potrafiącej przeobrazić stary, wiktoriański budynek w prawdziwy okultystyczno-wiccańsko-tarotowy raj z tapetami wyjętymi żywcem z Vampyros Lesbos, dębowymi szafkami na magiczne eliksiry i obrazami, których nie powstydziłby się alchemik ze Świętej góry.

Elaine szybko odnajduje się w lokalnej społeczności, wystawiając swoje magiczne eliksiry na sprzedaż w sklepie dla wiedźm, odświeżając znajomość z operującym w okolicy wiccańskim covenem, a także rzucając miłosne uroki na spotkanych przez siebie mężczyzn, którzy jeden po drugim okazują się jednak zbyt wrażliwi na jej silną pozę i niepohamowaną żądzę spełniania męskich pragnień (Elaine czuje, że jej obowiązkiem jako kobiety jest dawanie mężczyznom pełni szczęścia).

Mentalna słabość rodzaju męskiego nie czyni oczywiście Elaine zbyt szczęśliwą, która roztacza przed swoimi ofiarami wizję zaspokojenia wszystkich pragnień, używając legendarnego wywaru z bielunia dziędzierzawy, aby wprowadzić ich w świat magii seksualnej i przywiązać do siebie na zawsze, co zawsze kończy się jednak u nich rozczarowującym załamaniem nerwowym.

Ideał silnego samca okazuje się nadzwyczaj trudny do znalezienia, aż nasza wiedźma nie spotka na swojej drodze lokalnego policjanta, który prowadzi śledztwo w sprawie nielegalnie pogrzebanego na terenie swojej posiadłości profesora lokalnego uniwerystetu i wpada wprost w jej sidła, próbując dowiedzieć się, czy miała ona z tym cokolwiek wspólnego.

Jednocześnie, w trakcie kolejnych podbojów erotycznych Elaine, wypełnionych komediowym ładunkiem, scen wiccańskich rytuałów – dość realistycznie swoją drogą zainscenizowanych – barowych pogawędek i konnych przejażdżek, Biller w gęstych oparach absurdu mierzy się z istotnymi problemami męsko-damskiego świata i post-patriarchalnej kultury, których próżno szukać w innych filmach niezależnych.

Dlaczego seks jest elementem kontroli? Czemu tak łatwo ogłupić mężczyzn? Czemu kobiety padają ofiarą patologicznych marzeń o miłości? Dlaczego magia i neopogaństwo są bliżej mainstreamu niż nam się to wydaje? W jaki sposób maskujemy własne słabości? Czy da się obłaskawić ludzki strach? A także dlaczego kochamy kultywować kłamstwo? Ten erotyczno-psychologiczny tour de force może was całkowicie powalić z nóg, jeśli lubicie mierzyć się z nieoczywistym pod powierzchnią oczywistego.

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: The Love Witch
Produkcja: USA, 2016
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4,5/5

Hunter S. Thompson demaskuje demokrację, wdając się w wymianę ognia ze swoim sąsiadem

Hunter S. Thompson był wielkim adwokatem prawa do posiadania broni, z czego korzystał z ochotą, strzelając na Owl Ranch do wszystkiego co popadnie (głównie do tarczy, butelek i innych przedmiotów), choć jego bliskie grono twierdzi, że najlepszym strzelcem nie był.

Zawsze zadziwiało mnie, że ktoś tak niewyćwiczony w użyciu broni palnej jak Hunter, może być tak w niej zakochany. Hunter był dobrym atletą, a jego koordynacja wzrokowo-ruchowa zawsze zdawała się wystarczać do innych zadań.

Ale w trakcie tych wszystkich lat, w których strzelałem razem z nim i patrzyłem jak strzela, nigdy nie zauważyłem, żeby trafiał w cel, szczególnie z dystansu – pisze długoletni przyjaciel pisarza, Ray Cowan, w swojej znakomitej biografii Hunter S. Thompson: An Insider’s View of Deranged, Depraved, Drugged Out Brilliance.

Poniższy klip, zatytułowany Wieczór na Owl Farm, łapie HST na wymianie ognia z sąsiadem, którego posiadłość graniczyła z Owl Farm (pisarz rzadko żywił ciepłe uczucia do swoich sąsiadów)… to gratka dla fanów, bo pomiędzy salwami z Lugera pisarz znajduje czas, żeby ujawnić swój libertariański stosunek do  amerykańskiej demokracji:

Jeśli ten sukinsyn chce tu psioczyć o swoich krowach i strzelać do mnie, wtedy… to nasz kraj. Nie ich. To nie jest własność bandy sprzedawców używanych samochodów z południowej Kalifornii.

Ludzie, którzy napisali Deklarację Niepodległości i Konstytucję, byli dobrymi ludźmi. To dobre miejsce. Oto jesteśmy w samym jego centrum, na szczycie góry. W demokracji musisz być graczem.

Zobacz klip

Colorado zarobiło $1,3 mld na marihuanie w 2016!

Sektor marihuanowy w Colorado pobił rekord w 2016, jak informuje Stanowy Departament Podatków Dochodowych. Punkty sprzedaży zanotowały w zeszłym roku obrót w wysokości $1,3 mld na sprzedaży marihuany medycznej i rekreacyjnej.

Marihuanowy rynek w stanie Colorado wykazuje jak na razie roczną tendencję wzrostową. W 2014, który był pierwszym rokiem legalizacji marihuany, sprzedawcy zdołali sprzedać produktów konopnych (kwiatostanów, koncentratów i produktów żywnościowych) wartych $699,2 mln. Rok później było to $996,2 mln, a w 2016 $1,3 mld.

Colorado miało naprawdę dobry okres, bo było pierwszym stanem, który wszedł na nowy rynek. Ale ze względu na to, że marihuanę zalegalizowano w międzyczasie gdzie indziej, niektóre z aktualnych, zewnętrznych korzyści, zostaną podkopane – mówi Miles Light, ekonomista z Marijuana Policy Group, firmy konsultingowej pracującej w sektorze marihuanowym.

2016 był rokiem, który pobił rekord $100 mln obrotu na marihuanie miesięcznie z bardzo zielonym latem (lipcem, sierpniem i wrześniem), które zostawiło w kasach punktów sprzedaży $376,6 mln. Ostatecznie, 8 z 12 miesięcy przekroczyło tę magiczną barierę, z grudniem, w którym zanotowano obrót warty $114,7, co oznacza 13% wzrost w skali rocznej.

Ale trzeci rok legalizacji przyniósł także pierwsze problemy. Widzimy stały wzrost liczby pacjentów i klientów, ale wyniki sprzedaży są raczej płaskie – mówi Sally Vander Veer, właścicielka Medicine Man, jednego z największych punktów sprzedaży w Denver.

sour_diesel_bud
Sour Diesel

Jak mówi Light, jest to wynik zmniejszającej się roli marihuanowej turystyki, która w 2016 zaczęła wracać do normy. Odwiedzający stan kupowali mniej marihuany niż rok wcześniej czy dwa lata temu i można się spodziewać, że ze względu na legalizację marihuany w innych stanach, przede wszystkim w Oregonie i Kalifornii, Colorado będzie musiało coraz bardziej polegać na popycie wewnętrznym.

Podatki od sprzedaży marihuany zapewniły fiskusowi w zeszłym roku przychód w wysokości $199 mld, wspomagajac budowę szkół, szpitali i płacąc za sprzęt, z którego korzysta policja.

Conradino Beb

 

Źródło: The Cannabist

Jay i Cichy Bob zaatakują ponownie!

Kevin Smith ujawnił na swoim profilu instagramowym, że rozpoczął pracę nad scenariuszem do nowego filmu z Jayem i Cichym Bobem w rolach głównych po tym, jak nie udało mu się zrealizować Sprzedawców 3.

Jak mówi Smith: Niestety, nie będzie Sprzedawców 3 (jedna z naszych gwiazd zrezygnowała z udziału w filmie). Zamiast tego pracowałem nad kolejną częścią Szczurów z supermarketu… która też nie wypaliła, bo zamieniła się w serial (…) Tak więc miesiąc temu miałem najlepszy czas mojego życia pisząc nową część Jaya i Cichego Boba, rozrywkowego filmiku, w którym chłopcy z Jersey muszą wrócić do Hollywood, żeby zastopować reboot znienawidzonego filmu o Bluntmanie i Chronicu.

To ironiczna, głupawa satyra, która naśmiewa się z aktualnej obsesji przemysłu filmowego na punkcie remake’ów, z udziałem wszystkich gwiazd i znajomych twarzy! Spotkałem się już nawet z dobrymi ludźmi z Miramax, którym pomysł się spodobał, więc mam nadzieję na pierwsze zdjęcia latem tego roku!

Źródło: Instagram

Deprywacja słoneczna, czyli wymuszanie kwitnienia outdoor

Fotoperiodyczne odmiany konopi, uprawiane na północnych szerokościach geograficznych, zaczynają kwitnąć na zewnątrz, gdy skraca się liczba godzin słonecznych, co oznacza iż szczyty są gotowe dopiero na jesień, we wrześniu lub w październiku. Growerzy mogą jednak stosować deprywację słoneczną, która pozwala na wymuszanie kwitnienia w dowolnym okresie roku i otrzymywanie marihuany na długo zanim zepsuje się pogoda.

Deprywacja słoneczna to technika, która od kilku lat zyskuje na popularności – jej celem jest skracanie długości dnia przez growera, zwykle na wiosnę czy latem, na wzór technik indoorowych, co zmusza konopie do wcześniejszego zakwitania i szybszego kończenia.

Zalety deprywacji słonecznej:

1. Technika pozwala na otrzymywanie 3-4 plonów rocznie z roślin produkujących więcej od roślin automatycznych i więcej od roślin uprawianych indoor.

2. Technika pozwala na wyrównanie jakości z najlepszymi uprawami indoor przy obniżeniu kosztów energii do minimum, a czasem nawet do zera.

3. Technika pozwala na otrzymywanie marihuany o wyższej zawartości THC i lepszym profilu terpenowym dzięki wyższemu indeksowi UV.

4. Technika pozwala na uniknięcie zarażenia kwiatostanów szarą pleśnią czy mącznikiem właściwym w wilgotnych klimatach, w których grzyby te są wielkim problemem na jesień.

5. Technika pozwala na obniżenie śladu węglowego do zera.

6. Technika pozwala na znaczne przyśpieszenie kwitnienia poprzez stosowanie alternatywnych fotoperiodów takich jak 11/13 czy 10/14.

Deprywacja słoneczna wytłumaczona przez Humboldt Green

Wymuszać kwitnienie outdoor można na kilka sposobów. Przy dużej skali uprawy nieodzowna jest szklarnia, którą zaopatrzyć należy w płachtę lub ekran nieprzepuszczający światła słonecznego i komputerowy system regulujący zakrywanie roślin w stałych okresach czasowych.

Przy mniejszej szklarni możliwa jest oczywiście operacja ręczna, ale że zakrywanie roślin trzeba kontynuować codziennie o tej samej porze przez kilka tygodni, szybko może stać się to męczące.

Wymuszać kwitnienie można jednak także przy małej, domowej uprawie, którą zorganizować sobie można w ogrodzie, na tarasie/balkonie, a nawet parapecie. Zaletą jest w tym przypadku możliwość kontroli rozmiaru roślin – jeśli jest to ważna kwestia – które można deprywować już po 4-6 tygodniach fazy wegetatywnej, a samo kwitnienie kończyć w 5-7 tygodni.

Aby zacząć deprywację, gotowej do kwitnienia roślinie „obcinamy” po prostu liczbę godzin słońca do 12, 11 lub 10, tak samo jak w uprawie indoor, trzymając ją na „noc” w ciemnym pomieszczeniu aż będzie gotowa do ścięcia, co rozpoznajemy po analizie trichomów.

Technika nie wymaga żadnych dodatkowych umiejętności i może być z powodzeniem stosowana zarówno przez zawodowców, jak i amatorów.

Conradino Beb

Aldous Huxley w liście do George’a Orwella: „Narko-hipnoza jest bardziej wydajna”

W październiku 1949, kilka miesięcy po publikacji klasycznej dystopijnej powieści, 1984, George Orwell otrzymał list od Aldousa Huxleya, który 17 lat wcześniej wydał swoją własną książkę podejmującą temat koszmaru przyszłości, Nowy wspaniały świat. Huxley właśnie ukończył czytać 1984 i miał do powiedzenia autorowi kilka słów.

Wrightwood. Cal.
21 października, 1949

Drogi panie Orwell,

Było bardzo uprzejmie z twojej strony polecić wydawcom wysłanie mi twojej książki. Została ona doręczona w trakcie pracy wymagającej ode mnie dużo czytania i sprawdzania odniesień; a że słaby wzrok wymaga ode mnie oszczędnego czytania, musiałem czekać dłuższy czas zanim byłem w stanie porwać się na 1984.

Zgadzając się ze wszystkim co napisali krytycy, nie muszę ci powtarzać po raz kolejny, jak świetna i jak wielce ważna jest to książka. Czy mogę zamiast tego zagłębić się w materię, o której traktuje – ostateczną rewolucję? Pierwsze podrygi filozofii ostatecznej rewolucji – rewolucji, która leży poza polityką i ekonomią, a której celem jest totalne obalenie psychologii i fizjologii jednostki – można znaleźć u Markiza de Sade’a, który uważał się za kontynuatora i konsumatora Robespierre’a i Babeufa.

Filozofia rządzącej mniejszości w 1984 to sadyzm, który został doprowadzony do swojej logicznej konkluzji poprzez przekroczenie popędu seksualnego, a następnie jego zaprzeczenie. Wątpliwe wydaje się jednak, aby politykę buta na twarzy można było faktycznie kontynuować w nieskończoność. Osobiście wierzę w to, iż rządząca oligarchia znajdzie mniej wymagające i marnotrawne sposoby na rządzenie czy satysfakcjonowanie swojego pożądania władzy, a będą one przypominały te opisane przeze mnie w Nowym wspaniałym świecie.

Miałem ostatnio okazję zerknąć na historię zwierzęcego magnetyzmu i hipnotyzmu, i niezwykle uderzyło mnie to, jak przez 150 lat świat nie chciał brać poważnie pod uwagę odkryć Mesmera, Braida, Esdaile’a i całej reszty. Częściowo z powodu dominującego materializmu, a częściowo z powodu dominującego poważania, XIX-wieczni filozofowie i ludzie nauki nie chcieli badać dziwnych faktów psychologicznych dla ludzi praktycznych takich jak politycy, żołnierze czy policjanci, by dać im narzędzia rządzenia.

Dzięki ochotniczej ignorancji naszych ojców nadejście ostatecznej rewolucji zostało oddalone o pięć czy sześć pokoleń. Innym szczęśliwym przypadkiem była niezdolność hipnotyzowania przez Freuda z powodzeniem i jego konsekwentna dyskredytacja hipnotyzmu. To oddaliło generalne zastosowanie hipnozy w psychiatrii o przynajmniej 40 lat. Ale teraz psychoanaliza jest łączona z hipnozą, która stała się łatwa, wydłużona bez ograniczeń dzięki zastosowaniu barbituranów, które indukują hipnotyczny i podatny na sugestię stan nawet u najbardziej opornych pacjentów.

Wierzę, iż następne pokolenie władców świata odkryje, iż kondycjonowanie niemowląt i narko-hipnoza są bardziej wydajne jako instrumenty sprawowania władzy od klubów i więzień, oraz że pożądanie władzy może zostać zaspokojone w takim samym stopniu poprzez zasugerowanie ludziom pokochania swojego poddaństwa, jak poprzez tortury i wymuszanie posłuszeństwa.

Innymi słowy, czuję że przeznaczeniem koszmaru 1984 jest transformacja w koszmar świata, który ma więcej wspólnego z wyobrażeniem zawartym w Nowym wspaniałym świecie. Wprowadzona zmiana zostanie spowodowana potrzebą zwiększonej wydajności. W międzyczasie możemy mieć oczywiście do czynienia z wojną atomową lub biologiczną na dużą skalę – w przypadku której będziemy mieć koszmary zupełnie innego, trudnego do wyobrażenia sobie rodzaju.

Dziękuję ci ponownie za książkę.

Twój oddany,

Aldous Huxley

tłum. Conradino Beb

Źródło: Letters of Note

Służąca (2016)

the_handmaiden_korean_poster

Ten erotyczno-kryminalny thriller/dramat niewątpliwie przypomni fanom Oldboya o Park Chan-wooku – reżyserze lubującym sie w umiarkowanej ekstremie, który swego czasu ochrzczony nawet został „popularyzatorem eksploatacji w kinie mainstreamowym”.

PCw nie wyrzeka się artyzmu w swoich dziełach, ale bezwzględnie eksploruje przy tym wątki sadomasochistyczne, nie skąpi scen tortur czy groteskowej przemocy. Nierzadko romansuje też z czarną komedią czy romcomem, otwierając nawet dialog z klasycznymi thrillerami amerykańskimi czy włoskimi.

Służąca to przedziwna hybryda, która igra sobie z wątkiem kryminalnym, zamieniając go w wątek erotyczny, a potem w dramat, szał miłości, lesbijską przygodę, a także w poszukiwanie wolności w bezdusznym świecie zdominowanym przez mężczyzn, który kruszy się pod własnym szaleństwem i manią wielkości… to historia, która swoją drogą jest bardzo wciągająca!

To film z jednej strony bardzo tradycyjny, przypominający dokonania azjatyckich formalistów w stylu Ozu, a z drugiej bardzo nowoczesny, oddany eklektycznej kreatywności, czego symbolem jest europejska muzyka i dom wujka Kouzukiego – główna sceneria filmu – składający się w połowie ze skrzydła japońskiego, a w połowie z angielskiego… choć akcja filmu rozgrywa się w okupowanej przez Japończyków Korei.

Dom ten zostaje odmalowany jako dzieło sztuki, a także metafora synkretyzmu zwierzęcego popędu seksualnego i kultury słowa pisanego, co szczególnie mocno widać w perspektywie okresu historycznego, w którym PCw osadził swoj film. Są to lata ’30, wiec TV i Internet nie wysadziły jeszcze z siodła czytania książek na głos, co w Służącej jest bardzo ważnym wątkiem.

Książki są też w filmie PCw walutą, która może być pomnożona dzięki oszustwie. Stanowią ponadto pewien kapitał, a przy okazji źródło największych podniet, bo księgozbiór Kouzukiego to głównie literatura erotyczna, inspirowana japońskimi perwersjami i dziełami Markiza de Sade, która ma wysoką wartość dla kolekcjonerów oddanych seksualnym fantazjom.

Do ich właściwego czytania wujek Kouzuki przykłada oczywiście wielką wagę, tak więc znajdująca sie pod jego opieką spadkobierczyni rodzinnej fortuny, panienka Hideko (Kim Min-hee), jest szkolona od dziecka w czytaniu ich na głos, a gdy już jest gotowa, swoim głosem sprzedaje pornograficzne manuskrypty klientom-zwyrolom, którzy po jej pokazach czytania rzucają się na nie nieprzytomni niemal z wrażenia.

Ta sama żądza z drugiej strony wyzwala Hideko, która zimna jak ryba i przebiegła jak wąż, wyłamuje się z własnego spisku przeciwko tytułowej służącej, Sook-Hee, mającej ją zasadniczo urobić pod szwindel zaplanowany przez „hrabiego” Fujiwarę, zawodowego oszusta widzącego okazję do pomnożenia swojej fortuny. Żądza staje się tu ważnym czynnikiem w grze o tożsamość i wolność młodej kobiety, której całe życie polegało na byciu narzędziem w cudzych rękach.

Misterna akcja została podzielona przez twórcę na trzy akty, które z czasem harmonijnie sie dopełniają, oferując widzowi dwie poetyckie niemal wolty. I nawet jeśli tajemnica przestaje być tak naprawdę interesująca zanim rozwiązana zostanie akcja, film do końca ogląda się z wielkim zainteresowaniem ze względu na przepiękne kadry i fantastyczny klimat.

W Służącej pasjonujące są postaci, które reprezentują świat bez uczuć i bez skrupułów, żywiący się własną fantazją i psychotycznymi aspiracjami. Dużo jest tu motywów charakterystycznych dla kultury azjatyckiej, choć reżyser jest głównie zainteresowany jej złodziejskim obliczem. Może to nie Imamura, ale nie jest to też film, który należy pominąć przy oglądaniu nowych niezależniaków ze Wschodu.

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Agassi / The Handmaiden
Produkcja: Korea Pd., 2016
Dystrybucja w Polsce: Gutek Film
Ocena MGV: 4/5

Piję Twoją krew (1970)

i_drink_your_blood_1970_poster

Scenariusz do I Drink Your Blood powstawał w najgorętszym dla Stanów Zjednoczonych okresie minionego wieku, pod koniec lat ’60. Będący u szczytu konfliktu wietnamskiego rząd USA brutalnie spacyfikował studenckie protesty antywojenne na Uniwersytecie w Kent i na Uniwersytecie Stanowym w Jackson, Charles Manson wydał słynny album LIE, a siła ruchu hipisowskiego stawała się odwrotnie proporcjonalna do siły dragów, jakich używała. Na tle tych wydarzeń reżyser David Durston umieścił historię hipisowskiej komuny czczącej Szatana.

Na swoje nieszczęście, Synowie i Córki Szatana – bo takim mianem określa się sekta – gwałcą nie tę dziewczynę co trzeba, narażając się tym samym na zemstę jej dziadka. Stetryczały starzec w swoim ferworze kończy jednak pobity i „poczęstowany” kwasem, co kończy jego zapędy do szukania sprawiedliwości.

Ale z pomocą przychodzi wnuczek, który niczym Pomysłowy Dobromir, wymyśla genialny plan uszlachetnienia ciasteczek krwią chorego na wściekliznę psa i podaniu ich niczego niespodziewającym się gówniarzom.

Jak chce tego pokrętna logika filmu, doprawione skażoną juchą placki zmieniają następnie „hipisów” w krwiożercze bestie, co prowadzi do bestialskiej, absurdalnej rzezi o wyjątkowej formie.

Sugerujący wampiryczne klimaty tytuł to przy tym jedynie marketingowy pomysł producenta Jerry’ego Grossa na sprzedawanie filmu w paczce razem z czarno białym I Eat Your Skin (1964).

Fobia, tytuł oryginalny, sugerowany przez reżysera, wydaje się bardziej adekwatny, bo film Durstona to obskurna eksploatacja wyrwana żywcem z kina samochodowego, będąca zarazem czymś w rodzaju „konserwatywnej krytyki” dla pełnej luzu i dekadencji dekady.

Nie da się ukryć, że Piję Twoją krew jest produktem swoich czasów, jednocześnie wyprzedzającym je w kwestii eskalacji brutalności, choć mowa tutaj raczej o kontekstowości w ukazywaniu śmierci, niż samej realizacji.

Obrywa się zarówno ludziom jak i zwierzętom, odcinane są ręce i nogi, a wiadra krwi radośnie ochlapują ściany pomieszczeń. Wszystko to zaś w aurze uroczej, niskobudżetowej umowności, mimo że sceny takie jak samospalenie, czy wychodzące z rany ciętej wnętrzności, naprawdę robią wrażenie!

Można powiedzieć, że Durston ciekawie połączył klimaty psychodelicznego szokera z charakterystycznym dla lat 70-tych kinem campowym. Łatwo tutaj doszukać się jawnych inspiracji kultową Nocą Żywych Trupów (1968), jednak z drugiej strony czy Romero nie podłapał co nieco z filmu Durstona, kręcąc 3 lata później swoich Szaleńców?

To kino mikro-apokalipsy, w której prym wiedzie wystylizowany na Apacza Horacy (Bhaskar Roy Chowdhury), będące świetną laurką dla jednej z najbardziej szalonych epok w historii ruchomych obrazów. Zdecydowanie warto zobaczyć, choć wspomagacze będą niezbędne, by przetrwać choćby kakofoniczną muzykę.

Oskar „Dziku” Dziki

 

Oryginalny tytuł: I Drink Your Blood
Produkcja: USA, 1970
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3/5

„Mansfield 66/67” łączy śmierć słynnej aktorki z satanistyczną klątwą!

Jayne Mansfield była słynną aktorką i piosenkarką, która w latach ’50 stała się hollywoodzkim symbolem seksu. Do historii przeszedł jej pin-upowy wizerunek medialny, śmiertelny wypadek samochodowy w 1967… a także przyjaźń z Antonem Szandorem LaVeyem, głową Kościoła Szatana.

W 50-tą rocznicę śmierci aktorki na ekrany wchodzi film dokumentalny Mansfield 66/67 w reż. P. Davida Ebersole’a i Todda Hughesa, spekulujący że spowodowana ona została satanistycznymi rytuałami w towarzystwie Antona LaVeya, który rzucił na aktorkę magiczną klątwę.

mansfield-6667

Film złożony jest z materiałów archiwalnych przemieszanych z animacjami, performance’ami oraz wywiadami z takimi osobistościami, jak John Waters, Kenneth Anger, Peaches Christ czy Dolly Read, co pomaga twórcom w podtrzymaniu mitu o niezwykłości ostatnich dwóch lat życia gwiazdy. Jak głosi zresztą plakat: „Historia jest oparta na plotkach i pogłoskach”.

Dokument ma swoją premierę dzisiaj na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Rotterdamie.

Zwiastun

Czy promieniowanie UVB zwiększa produkcję THC?

UVB stanowi zaledwie 3% ułamek promieniowania ultrafioletowego docierającego do ziemi, gdyż większość zostaje zablokowana i rozproszona przez warstwę ozonową, ale w miarę, jak powłoka ta jest coraz bardziej niszczona przez gazy cieplarniane, ułamek ten się powiększa. UVB w większych ilościach ma bardzo destruktywny wpływ na żywe komórki, ale rośliny nauczyły się jak sobie z tym radzić w toku ewolucji poprzez mechanizmy ochronne, produkując tzw. drugorzędne metabolity.

Do drugorzędnych metabolitów należą głównie flawonoidy i inne fenole, alkaloidy, terpenoidy (zmieniające się w terpeny pod wpływem tlenu), glukozynolany, izotiocyjaniany, a także kannabinoidy (wśród których znajdziemy oczywiście THC), mające niezwykle ważne znaczenie dla farmakologii i medycyny, gdyż pomimo rozwoju technologii farmaceutycznej wciąż 25% naszych lekarstw w skali światowej pozyskujemy z surowców roślinnych (w przeszłości było to znacznie więcej).

Więcej mentolu w mięcie pozwala na większą wydajność przy ekstrakcji i tak samo jest w przypadku marihuany, która przy większej ilości THC pozwala producentom na otrzymywanie mocniejszego haszyszu przesiewanego czy bąbelkowego, olejku haszyszowego, ekstraktu butanowego (BHO), rosinu lub jest po prostu bardziej wydajna w konsumpcji: stosujemy mniej dla pożądanego efektu.

Jednym z najważniejszych czynników powodujących wzrost produkcji THC u konopi, jest promieniowanie UBV, co potwierdziło amerykańskie badanie z 1987. Udział THC w kwiatostanach konopi, które były traktowane lampami UVB, zwiększył się w badaniu nawet o 5%, ale tylko w przypadku tzw. chemotypów psychoaktywnych, czyli mających genetyczny potencjał do produkcji kannabinoidów.

cannabis_calyxes_zoom
Kielich na kwiecie konopi

Chemotyp przemysłowy służący do produkcji włókna, znany także jako konopie przemysłowe lub cannabis sativa (choć genetycznie należący do podgatunku indica), nie zareagował w badaniu większą produkcją THC, co potwierdziło zasadniczy podział konopi na odmiany użytkowe i medyczne/rekreacyjne – wynik wieloletniej działalności hodowlanej człowieka.

Te drugie, należące do podgatunku sativa, są tradycyjnie uprawiane w okolicach równika, często na dużych wysokościach, co pozwala im na pełne rozwinięcie psychoaktywnego potencjału. Zasługą są krótsze noce i dłuższe dnie z większą aktywnością promieniowania słonecznego, które promuje wyższą produkcję THC, dochodzącą w przypadku odmian afrykańskich nawet do 27%.

Z drugiej strony, szybciej kwitnący i produkujący obfite ilości trichomów podgatunek indica, który jest często identyfikowany z odmianami takimi jak Afghani, Pakistani czy Hindu Kush, przyjął się jako roślina autochtoniczna w strefie zwrotnikowej, ale przede wszystkim na górskich wyżynach, gdzie dociera więcej UVB, którego ilość zwiększa się proporcjonalnie do wysokości i gdzie panuje suchy klimat, co jest dodatkowym czynnikiem stymulującym produkcję trichomów.

Współczesne próby dostosowania odmian autochtonicznych do szerokości północnych (często w zimniejszych klimatach) zakończyły się połowicznym sukcesem, gdyż naturalizowane rośliny bardzo często nie produkowały marihuany tej samej jakości i nie zawsze dobrze reagowały na nowe warunki, co sprawiło że hodowcy zaczęli ze sobą krzyżować różne odmiany.

kosher_kush_strain
Kosher Kush / indoor

Z pomocą przyszła uprawa indoor, która była w stanie stworzyć optymalne warunki wielu powstałym hybrydom, ale często za cenę utraty oryginalnej charakterystyki.

By utrzymać poziom THC w sztucznych warunkach przez dłuższy czas, rośliny trzeba było poddać dokładnej selekcji, a także propagować w formie klonów. To pozwoliło jednak na utrzymywanie stabilnych linii nasion F1 lub produkcję marihuany, która nie traciła z czasem na jakości na skutek kojarzenia krewniaczego (inbreeding).

Marihuana outdoor uzyskiwana legalnie w Kalifornii czy Waszyngtonie, okazuje się jednak nie być wcale słabsza od marihuany indoor, gdyż jak potwierdzają wyniki testów laboratoryjnych, klony z tej samej matki uprawiane outdoor często produkują więcej THC niż indoor, przynajmniej w warunkach dużej aktywności słonecznej i przy optymalnym typie uprawy, co wskazuje że pewne odmiany konopi entuzjastycznie reagują na UVB, które rzadko używane jest indoor z powodu wysokich kosztów.

Conradino Beb