Archiwa kategorii: Blog

Woody Harrelson nie imprezuje już tak jak kiedyś, przestał nawet palić trawę!

Woody Harrelson promuje obecnie swój nowy film Wilson, w którym zagrał tytułową rolę malkontenta, który przegrał swoje życie osobiste 17 lat temu, kiedy opuściła go żona, ale próbuje je naprawić zanim naprawdę będzie za późno. Przepytywany przez magazyn The Vulture aktor zdradził przy okazji kilka szczegółów z życia osobistego.

Jak słyszymy z ust Woody’ego: Ludzie myślą, że jestem duszą towarzystwa, którą… jestem duszą towarzystwa. Ale to tylko jedna strona medalu. Jestem duszą towarzystwa. Ale z dugiej strony nie… jestem obecnie bardzo powściągliwy… od prawie roku nie palę nawet trawy.

Zapytany co było powodem tej decyzji, Woody odpowiada, że „30 lat kurewsko grubego imprezowania zrobiło swoje”.

Poproszony o wyjaśnienie, w jaki sposób powstrzymuje się przed powrotem do nawyku, aktor mówi: No na przykład wczoraj w nocy ktoś miał nie tylko dobre zioło, ale sativę, naprawdę dobrą sativę. Więc jest joint, pięknie skręcony joint. A ja lubię pięknie skręcone jointy… więc myślę sobie, że nie paliłem już tak długo, ale byłoby dziwnie porwać się na jedną chmurę i szybko wrócić do palenia dużych ilości non stop… ale nie mam żadnego problemu z paleniem. Sądzę, że to wspaniałe. To wspaniały drag, jeśli chodzi o… nawet psy mówią, że efektem ubocznym jest euforia. Czy… jak tam to nazywasz?

Dalej aktor przyznaje jednak: Efektem jest euforia. Ale kiedy używasz go cały czas, staje się to… wiesz o czym mówię. Czuję się, jakby ograniczało mnie to emocjonalnie (…) Wciąż piję, ale próbuję też ograniczyć picie.

Trailer do „Wilsona”

Źródło: The Vulture

Faza wegetatywna konopi dla początkujących

Poprzez wzrost wegetatywny u roślin rozumie się różnicowanie (czyli stopniową zmianę ekspresji komórek, która jest zaprogramowana genetycznie) i wzrost łodyg oraz liści. Konopie nie odbiegają w tym względzie od innych roślin, rozwijając w fazie wegetatywnej system korzeniowy, liściowy i łodygi, co zapewnia podstawy pod zdrowe kwitnienie, które kończy cykl życiowy rośliny, jeśli nie dokonamy rewegetacji.

Faza wegetatywna jest bardzo istotna dla konopi, gdyż w tym czasie roślina przyzwyczaja się do klimatu (temperatury i wilgotności powietrza), medium, w którym zapuszcza korzenie, a także poziomu dwutlenku węgla i składników odżywczych. To wszystko będzie miało później znaczenie w fazie kwitnienia, w której roślina zacznie produkować kwiatostany.

Faza wegetatywna u konopi może być dowolnie wydłużana i skracana, a indoor nawet pomijana poprzez stosowanie fotoperiodu stymulującego kwitnienie od wyjścia nasiona z gleby, co nie znaczy jednak że roślina od razu zacznie kwitnąć, gdyż by osiągnąć dojrzałość płciową musi i tak przejść ZAPROGRAMOWANĄ GENETYCZNIE wegetację, która trwa minimalnie 3-4 tygodnie.

Konopie są w fazie wegetatywnej rośliną raczej mało wymagającą, choć nie jest to już niestety reguła ze względu na zalew rynku hybrydami, które wyhodowane zostały (bardzo często nieświadomie) z dużymi wymaganiami w stosunku do warunków uprawy, czego należy być świadomym.

W pierwszym tygodniu po wyjściu z ziemi konopie rosną głównie dzięki liścieniowi, który stanowi źródło wszystkich składników odżywczych na czas rozwoju korzenia, formującego się przynajmniej przez kilka dni zanim będzie on w stanie efektywnie wychwytywać cokolwiek z gleby. Z tego powodu w pierwszym tygodniu wzbronione jest absolutnie podawanie jakichkolwiek nawozów, odżywek czy innych preparatów stymulujących wzrost!

W tym samym okresie ważne jest obfite zraszanie roślin oraz podłoża czystą wodą z samego rana spryskiwaczem i pilnowanie, żeby donica była cały czas lekko wilgotna. PODLEWANIE NALEŻY ZACZĄĆ JEDNAK NIE WCZEŚNIEJ NIŻ PO TYGODNIU OD WYJŚCIA Z ZIEMI, A WILGOTNA DONICA NIE ZNACZY TONĄCA W WODZIE. 

Wyjątek stanowią temperatury powyżej 30°C w słońcu na zewnątrz, kiedy młoda roślina jest narażona na śmierć z wysuszenia, a więc należy zapewnić stały dostęp wody w ramach zdrowego rozsądku.

Konopie zaczynają zazwyczaj pobierać składniki z gleby, gdy dojrzałość osiągnie pierwszy poziom liści. W tym okresie roślina szuka przede wszystkim fosforu, wapnia i magnezu do wzmocnienia korzenia i łodygi, co zmienia się jednak wraz z przyrostem kolejnych liści, kiedy coraz większą rolę zaczyna odgrywać fotosynteza, do której niezbędny jest chlorofil, a którego podstawowym budulcem jest azot.

Młoda konopia z liścieniem i pierwszym poziomem liści

Azot jest przez konopie pobierany w dwóch formach: amoniaku i azotynów. Ta druga jest formą anionową (posiadającą ładunek ujemny), preferowaną w fazie wegetatywnej, pobieraną wraz z wodą.

Azot odpowiada za szybki przyrost liści i łodyg, a więc zapewnia dynamiczny wzrost wertykalny rośliny, jednak w zbyt dużym stężeniu wywołuje efekty niepożądane takie jak: wiotkość łodyg, zastopowanie wzrostu korzenia, a także ciemnienie i skręcanie lub zginanie się liści, co jest oznaką zablokowania przyswajania innych składników odżywczych.

Zbyt dużo azotu wywołuje kolosalny stres u konopi, który bardzo trudno jest naprawić. Anionów azotynowych można wprawdzie stopniowo pozbyć się z gleby stosując płukanie (tzw. flush), co jednak wywołuje kolejny stres wywołany brakiem stabilności pokarmowej i zabijaniem mikroflory bakteryjnej. To w następstwie może spowodować gnicie korzenia, żółknięcie i zrzucanie listowia, a nawet śmierć rośliny.

Wczesna faza nadmiaru azotu u konopi

Rzadszym problemem u konopi jest brak azotu, który objawia się stopniowym żółknięciem dolnego listowia, które ostatecznie usycha z tego powodu, iż roślina transportuje ten związek na bieżąco do młodych liści, które stają się głównym źródłem fotosyntezy. Prawdziwym problemem jest żółknięcie, które przesuwa się z dolnych części rośliny do środkowych, co oznacza iż niedobór azotu jest zaawansowany.

Jako że azot jest jednak związkiem bardzo mobilnym w glebie, jego brak może być szybko naprawiony poprzez podanie odpowiedniego nawozu. W uprawie organicznej preparatem bezpiecznym ze względu na niską zawartość, ale wysoką przyswajalność związku, jest przykładowo kompost lub wermikompost, czyli popularny biohumus, który stosować można również w formie herbatki. „Azotowym sterydem” jest z kolei wysuszona krew (bloodmeal).

Azot odgrywa niezwykle ważną rolę zarówno w fazie wegetatywnej, jak i w fazie kwitnienia, ale należy pamiętać, że należy do nawozów azotowych podchodzić bardzo ostrożnie, gdyż jeśli medium (szczególnie podłoże komercyjne, często na bazie torfu, które zostało nawożone) zawiera dostateczną ilość tego składnika, dodatkowe nawożenie może szybko doprowadzić do toksycznej koncentracji, która wywołuje ww. efekty uboczne. W wypadku niepewności co do składu medium, grower powinien stosować max. 1/3 sugerowanej dawki nawozu raz na jakiś czas i obserwować na bieżąco reakcję rośliny.

Uschnięte liście prezentujące klasyczny niedobór azotu

Faza wegetatywna to także okres, w którym stymulować wzrost można zapewniając optymalną temperaturę i wilgotność powietrza (przynajmniej indoor), które w przypadku indik/hybryd powinny oscylować w granicy 50-55% przy temperaturze 25-28°C, a 60-70% przy temperaturze 25-30°C dla sativ/hybryd. Przy wyższych temperaturach wskazane jest zapewnienie stałego dopływu dwutlenku węgla – konopie tolerują stężenie dochodzące do 500 ppm – który skutecznie pomaga w fotosyntezie.

Inną ważną kwestią jest w fazie wegetatywnej stosowanie tzw. suchego/mokrego cyklu, czyli czekanie z podlewaniem aż gleba całkowicie się wysuszy, co można łatwo sprawdzić wbijając patyczek lub pałeczkę głęboko w ziemię. Jeśli patyczek jest suchy, to podlewamy, a jeśli jest wilgotny, to czekamy kolejny dzień. Mokry/suchy cykl pozwala konopiom szybciej i skuteczniej rozwijać korzenie, które wnikają głęboko w ziemię tylko wtedy, gdy brakuje w niej wody, jest to więc swoisty trening.

Konopia po przycięciu stożka wzrostu

W fazie wegetatywnej rozpocząć można także trening nadziemnej części rośliny. Podstawowym jest tzw. topping, czyli przycięcie stożka wzrostu, co sprawia że roślina rozwija dwie równoległe łodygi, które następnie można rozciągać na boki, stosując LST (low stress training), by zwiększyć produkcję poprzez wzrost horyzontalny.

Pokrewną techniką jest FIM, który prowadzi do wzrostu czterech łodyg. Innymi są lollipopping (pozbywanie się dolnego i środkowego listowia) oraz super cropping (miażdżenie wewnętrznej części łodygi), które stosuje się tuż przed rozpoczęciem kwitnienia – obydwie sugerowane jedynie doświadczonym growerom.

Conradino Beb

Medyczna marihuana może zostać zalegalizowana na Filipinach po tym jak przywrócono karę śmierci za łamanie prawa antynarkotykowego!

Dzień po tym jak filipiński parlament przywrócił karę śmierci za ciężkie przestępstwa narkotykowe, komisja ds. zdrowia zaaprobowała projekt legalizacji medycznej marihuany. Autorzy projektu zwracają uwagę, że legalizacja pomoże tysiącom pacjentów cierpiącym na ciężkie schorzenia, którzy będą mogli skorzystać z leczniczych właściwości rośliny. Projekt ustawy popiera sam prezydent Rodrigo Duterte, którego prywatna Wojna z Narkotykami przyniosła do tej pory 7 tys. ofiar.

Projekt ustawy przewiduje stworzenie systemu identyfikacji chorych, zakładanie marihuanowych centrów opieki, a także szkolenie lekarzy i terapeutów w korzystaniu z marihuany. Projekt oprócz sejmowej komisj ds. zdrowia ma poparcie Filipińskiego Stowarzyszenia Walki z Rakiem.

Inicjatywa, co ciekawe, cieszy się również dużym poparciem walczącego bez pardonu z narkotykami prezydenta Rodriga Duterte, który dał policji przyzwolenie do mordowania dilerów i użytkowników narkotyków bez sądu, a często nawet bez żadnych dowodów, na ulicy, w barach czy w mieszkaniach.

Promotor projektu, poseł Seth Jalosjos powiedział: Pokładam wielkie nadzieje w administracji Duterte na przegłosowanie tego projektu. W końcu mamy nadzieję dla naszych ludzi, szczególnie dzieci, którzy cierpią z powodu wielu dolegliwości takich jak rak czy stwardnienie rozsiane. W przeciwieństwie do wielu lekarzy, prezydent Duterte ma otwarty umysł w sprawie medycznej marihuany.

Faktem jest, że tu „otwarty umysł” Duterte się kończy, gdyż polityk nie ma już tego samego zdania o używaniu marihuany w celach rekreacyjnych, które absolutnie potępia. Tak dla medycznej marihuany, ponieważ jest to teraz składnik współczesnej medycyny. Obecnie pracuje się nad lekarstwami lub są one już obecne na rynku, które mają w składzie marihuanę – powiedział Duterte zanim został prezydentem.

Jednak już po objęciu urzędu oświadczył: Nigdy nie pozwolę na palenie jej jak papierosów. Pozostaje ona środkiem zabronionym i zawsze grozi ci aresztowanie. Jeśli będziesz walczył z organami ścigania, zginiesz. Faktycznie, po tym jak nowe prawo antynarkotykowe wejdzie w życie, posiadanie marihuany na użytek rekreacyjny będzie karane dożywotnim więzieniem.

Tymczasem pomysłodawczyni ustawy, Isabela Rep. Rodito Albano zachęca flipińskie społeczeństwo do otwarcia się na roślinę i odrzucenia antymarihuanowej propagandy, która zasiała w nim ziarno niepewności. Odrzuć swój strach przed nieznanym – powiedziała posłanka, stwierdzając ponadto, że „marihuana nie jest szkodliwa tak jak tytoń czy alkohol”.

Źródło: Asian Correspondent

1999: Anal Cunt debiutują w brytyjskiej telewizji jako „zespół, którego nazwy nie można wymienić”

Oto Anal Cunt w swoim najbardziej żywiołowym okresie, w trakcie europejskiej trasy koncertowej w 1999, promujący swój świeżo wydany album It Gets Worse, który zawiera – dla przypomnienia – takie legendarne hity jak: I Convinced You To Beat Your Wife On A Daily Basis, I Sent A Thank You Card To The Guy Who Raped You, I Sold Your Dog To A Chinese Restaurant, I Made Your Kid Get A.I.D.S. So You Could Watch It Die czy wreszcie słynny I Got An Office Job For The Sole Purpose Of Sexually Harassing Women.

Seth Putnam i spółka z Bostonu zostają schwytani przez brytyjski program telewizyjny UK Raw (nadawany w okresie 1994-1999 późną nocą przez Channel Five), zajmujący się głównie fetyszami i ciekawostkami z dziedziny pornografii, którego gospodarz przytacza nazwy wspomnianych kawałków, ale nie wymienia nazwy zespołu, gdyż jak mówi „jest ona zbyt obraźliwa”.

W trakcie koncertu, zagranym w jakimś zapomnianym przez szatana miejskim bunkrze, Putnam najpierw prowokuje publikę, a potem wdaje się w walkę na pięści z najbardziej napalonym fanem.

Przepytywany chwilę później Dan Tobin z Earache Records twierdzi, że „label nie popiera przemocy, ale ten zespół zagraża jedynie status quo, bo mówi rzeczy, które powinny być powiedziane”.

Putnam kończy materiał filozoficznie, mówiąc: Grałem jeden gig, podczas którego wszyscy się napierdalali, a ja wyrzygałem się jakiemuś kolesiowi na twarz i zacząłem to zjadać. Fantastyczny obrazek przypominający, co reprezentowała grupa w swoim złotym okresie.

Wszyscy kłamią, ale politycy robią to znacznie częściej

Znany amerykański dowcip mówi: „Skąd wiesz, że polityk kłamie? Bo rusza ustami”. Duża część społeczeństwa jest świadoma, że w polityce prawda jest o wiele bardziej względna, niż w książkach Richarda Rorty’ego. Ale nauczyliśmy się z tym żyć, bo przyjęliśmy do wiadomości, że traktować politykę jako ostoję szczerych intencji się po prostu nie da. Wiedzą to też politycy wszystkich opcji, którzy w erze post-prawdy z kłamstwa uczynili wygodne narzędzie polityczne, zdając sobię sprawę, że władza ważniejsza jest od prawdy.

Nikt nie jest bardziej świadomy roli kłamstwa w naszym życiu od psychologów, którzy od przynajmniej dwóch dekad badają wyczerpująco to zagadnienie. Jednym z najważniejszych naukowców zajmujących się kłamstwem jest profesor Kang Lee z Uniwersytetu w Toronto, specjalista od kognicji społecznej, który twierdzi, że uczymy się kłamać w wieku 2 lat.

Profesor Lee przeprowadził wiele badań na dzieciach, z których najbardziej znanym jest „doświadczenie z zabawką”. W jego ramach psycholog zainstalował monitoring wideo w pokoju, w którym umieścił dzieci w różnym wieku. W pierwszej fazie badania profesor powiedział dzieciom, że za ich plecami znajduje się zabawka, którą dostaną w prezencie, ale tylko w wypadku, gdy nie będą się oglądać za siebie.

W drugiej fazie naukowiec opuścił pokój, by wrócić po krótkiej chwili i spytać, czy dzieci faktycznie nie oglądały się za siebie? Wyniki: w wieku 2 lat zaledwie 30% dzieci kłamie, w wieku 3 lat jest to już 50%, ale w wieku 5-6 lat ten współczynnik podskakuje aż do 90%… co sprawiło, że profesor Lee oświadczył, że boi się o pozostałe 10%, bo badanie to objawia uniwersalny charakter kłamstwa, potwierdzany na bieżąco przez inne doświadczenia.

Profesor Lee twierdzi także, iż w rozwijaniu zdolności kłamania dużą rolę odgrywają rodzice, którzy każą na przykład swoim dzieciom udawać zadowolenie z prezentów od babci, żeby sprawić przyjemność swoim rodzicom/teściom.

Profesor Lee tłumaczy, w jaki sposób dzieci kłamią

Inną badaczką zainteresowaną kłamstwem jest psycholog z Harvardu, Bella DePaulo, której książka The Hows and Whys of Lies, wydana w 2010, pobiła rekordy popularności, opisując banalność i powszechność kłamstwa. Znacznie wcześniej, bo w 1996, DePaulo przebadała swoich studentów pod kątem prawdomówności, żeby stwierdzić, iż kłamią oni średnio w co trzeciej rozmowie trwającej 10 minut. Dorośli zaskakująco kłamali w tym doświadczeniu tylko raz na pięć rozmów.

Podobne wnioski wyłaniają się z badań Roberta Feldmana z Uniwersytetu w Massachusetts czy Maurice’a Schweitzera z Wharton School of Business Uniwersytetu w Pensylwanii. Ten drugi twierdzi, że kłamiemy zasadniczo cały czas.

Ze względu na powszechność kłamstwa dla psychologów znacznie ważniejsze są jego skutki uboczne czy cel. Czy bowiem kłamstwo, które nazwać można „społeczną lubrykacją” lub dobrym wychowaniem, polegające na unikaniu niewygodnego faktu i komplementowaniu, przykładowo, wyglądu swojej żony jako idealnego pomimo 20 kilogramów nadwagi i stresu na twarzy uznać można za moralnie niewskazane? Nie ma znaczenia, że fakt był motywowany dobrymi intencjami i że była to mało znacząca kwestia – mówi jednak DePaolo.

Ale jak twierdzi Feldman: Zostaliśmy wytrenowani do oszustwa. Jeśli tego nie robimy i zawsze jesteśmy całkowicie prawdomówni, nie jest to wcale dobre i będziemy musieli za to zapłacić. Nie lubimy ludzi, którzy zawsze mówią nam prawdę. A stąd jest już tylko mały krok do tego, co robią politycy. Kłamstwa, które akceptujemy obecnie z ust polityków, wydają się do zaakceptowania, gdyż właśnie to chcemy usłyszeć – podsumowuje Feldman.

Ludzie nauczyli się akceptować kłamstwo jako narzędzie polityczne, usprawiedliwiając i racjonalizując je takimi stwierdzeniami jak „polityka to brudna sprawa, nie da się inaczej” albo „musi kłamać, bo w innym wypadku go zagryzą”. I faktycznie, sami politycy bardzo często działają na zasadzie „cel uświęca środki” lub „liczą się powody”, co oznacza iż będą kłamać ile wlezie, jeśli tylko pomoże im to osiągnąć dany cel polityczny.

Robert Feldman o tym, że ludzie kłamią wszędzie i cały czas

Ale eksperci są zszokowani „nową falą polityki”, którą ochrzczono jako post-prawdę, co oznacza iż prawda przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, a politycy są zainteresowani tylko i wyłącznie komunikatami ułatwiającymi im sprawowanie lub zdobywanie władzy.

Inną sprawą jest mechanizm psycholgiczny znany jako „efekt potwierdzenia” polegający na tym, że ludzie mają tendencję do wiary w to, co wzmacnia i potwierdza ich dotyczasowe wierzenia/założenia, więc korzystają ze stronniczych źródeł, z którymi się zgadzają i którym często bezgranicznie ufają, co bez skrupułów wykorzystują politycy, oferując wizję rzeczywistości zaprojektowaną specjalnie pod swój elektorat (czyt. kłamstwa), zawiązując polityczne sojusze (często nieformalne) z mediami dającymi się łatwo manipulować lub zawłaszczyć.

Dodatkowo, w badaniach socjo-psychologicznych kłamstwo zostaje ujawnione jako zjawisko społeczne, które bardzo często skorelowane jest z indeksem korupcji. Im bardziej skorumpowany kraj, tym częściej politycy i zwykli obywatele rozmijają się z prawdą, tłumacząc sobie to w ten sposób: „Wszyscy oszukują, więc nie jestem inny od reszty”.

Ostatecznie, jak twierdzą psychologowie, ludzie przywykają do kłamiących polityków na zasadzie stopniowej znieczulicy. Gdy ich faworyci zostaną złapani na kłamstwie po raz pierwszy, mogą wprawdzie na chwilę zastygnąć w niewygodnym bezruchu, ale za drugim czy trzecim razem nie zwracają już w zasadzie uwagi.

Jak twierdził w końcu Machiavelli: Książęta, którzy dokonują wielkich czynów, przywiązują małą wagę do swojego słowa i wiedzą, jak zwodzić ludzkie umysły bystrością i przebiegłością.

Conradino Beb

 

Źródło: AP

„The Birth Of Body Horror” objaśnia korzenie kultowego gatunku filmowego

Body horror zaczyna się upowszechniać w połowie lat ’70 wraz z pierwszymi dziełami Davida Cronenberga takimi jak Dreszcze czy Wściekłość, do czego wkrótce dochodzi Obcy w reż. Ridleya Scotta, który zapoczątkował jedną z najdłużej eksploatowanych franczyz w historii przemysłu filmowego.

The Birth of Body Horror tłumaczy korzenie i losy gatunku, który efektownie straszy widzów mutacjami, chorobami i pasożytami ludzkiego ciała!

(Materiał z angielskimi napisami)

Niemcy zaczną uprawiać medyczną marihuanę w 2019

Niemiecki Federalny Instytut ds. Leków i Produktów Medycznych (BfArM) ogłosił, że uprawa konopi do celów medycznych rozpocznie się w 2019. Medyczna marihuana została zalegalizowana przez niemiecki parlament w styczniu tego roku, dzięki czemu 1000 pacjentów uzyskało natychmiastowe prawo do wypisywania leku na receptę.

BfArM jest obecnie na etapie powoływania „agencji konopnej”, która zajmie się nadzorowaniem programu medycznej marihuany, a także rozpisze przetargi dla firm z obszaru Unii Europejskiej mogących uprawiać konopie na potrzeby chorych. W międzyczasie marihuana medyczna będzie importowana z Holandii i Kanady, tak jak działo się to dotychczas.

Jak powiedział The Local Josef Mischo z Niemieckiego Stowarzyszenia Medycznego: Przewiduję zwiększone zainteresowanie tą terapią, ale nie mam pojęcia do jakiego stopnia. Jako społeczność medyczna w pełni akceptujemy fakt, że zwiększyły się teraz nasze możliwości terapeutyczne.

Na mocy nowego prawa niemieccy lekarze mogą przepisywać medyczną marihuanę chorym cierpiącym na stwardnienie rozsiane, chroniczny ból, utratę apetytu, efekty uboczne chemioterapii przy leczeniu raka lub inne dolegliwości (ustawa nie definiuje ich konkretnie). Firmy ubezpieczeniowe zostały przy tym zobowiązane do pokrycia kosztów terapii.

W 2016 Niemcy importowały 170 kg medycznej marihuany, a rok wcześniej zaledwie 92,8 kg, jak wynika z oświadczenia rządowego. W związku z legalizacją, która w dużej mierze pozostawia lekarzom decyzję, czy wykorzystywać marihuanę w terapii, zapotrzebowanie jednak najprawdopodobniej się zwiększy.

Krótko po oświadczeniu BfArM Niemieckie Stowarzyszenie Konopne (DHV) zażądało większej jasności w sprawie organizacji przetargów na uprawę rośliny. Jak czytamy w oficjalnym liście: Trzeba wyjaśnić, jakie ilości można uprawiać, jakie odmiany, jakie są wymagania co do jakości, jakie wymogi muszą spełniać firmy i ile licencji zostanie wydanych.

Źródło: The Local

Holenderski sejm zalegalizował komercyjną uprawę konopi

Holenderski sejm przegłosował minimalną różnicą głosów ustawę legalizującą komercyjną uprawę konopi, dokument musi teraz zostać zatwierdzony przez senat. Ustawa została przygotowana przez postępową partię D66, która od dłuższego czasu wspierała liberalizację prawa dotyczącego marihuany.

Holenderski rząd przez wiele lat stosował politykę przymykania oka, co przekładało się na to, że marihuanę można było kupić bez problemu w coffee shopach, jak i od ulicznych dilerów, którzy byli tolerowani przez policję.

Konsumpcja używki również odbywała się w coffee shopach, które były otwarte dla wszystkich, aż do wprowadzenia restrykcji przez holenderski wyrok sądowy w 2012. Ten zabronił wstępu turystom, ale nie objęło to Amsterdamu i innych większych miast w Holandii, co zostało szybko potwierdzone przez władze lokalne.

Komercyjna uprawa konopi pozostała z drugiej strony nielegalna, chociaż zdepenalizowano przy tym uprawę na własny użytek do 5 roślin, które mogą jednak w niektórych okolicznościach zostać skonfiskowane przez policję. Za większe uprawy grozi w Holandii grzywna, której wysokość zależy od liczby roślin.

Do nowej ustawy krytycznie ustosunkował się prokurator generalny, a także ministerstwo zdrowia. Holenderskie media wskazują, iż ustawa ma małe szanse zostać zatwierdzona przez senat, gdyż większość mają w nim konserwatyści.

Jak skomentował to wydarzenie dla AP Joachim Helms, przewodniczący Związku Coffee Shopów: To dobra wiadomość dla przemysłu coffee shopowego, ponieważ jeśli ustawa przejdzie przez senat, zakończy to wiele problemów wynikających z braku przejrzystości i normalności.

Helms wydaje się mieć na myśli to, że pomimo quasi legalnego statusu marihuany w Holandii, uprawa i dostawa produktu do coffee shopów musiała się latami odbywać w nielegalny sposób.

Źródło: BBC

Hunter S. Thompson demaskuje demokrację, wdając się w wymianę ognia ze swoim sąsiadem

Hunter S. Thompson był wielkim adwokatem prawa do posiadania broni, z czego korzystał z ochotą, strzelając na Owl Ranch do wszystkiego co popadnie (głównie do tarczy, butelek i innych przedmiotów), choć jego bliskie grono twierdzi, że najlepszym strzelcem nie był.

Zawsze zadziwiało mnie, że ktoś tak niewyćwiczony w użyciu broni palnej jak Hunter, może być tak w niej zakochany. Hunter był dobrym atletą, a jego koordynacja wzrokowo-ruchowa zawsze zdawała się wystarczać do innych zadań.

Ale w trakcie tych wszystkich lat, w których strzelałem razem z nim i patrzyłem jak strzela, nigdy nie zauważyłem, żeby trafiał w cel, szczególnie z dystansu – pisze długoletni przyjaciel pisarza, Ray Cowan, w swojej znakomitej biografii Hunter S. Thompson: An Insider’s View of Deranged, Depraved, Drugged Out Brilliance.

Poniższy klip, zatytułowany Wieczór na Owl Farm, łapie HST na wymianie ognia z sąsiadem, którego posiadłość graniczyła z Owl Farm (pisarz rzadko żywił ciepłe uczucia do swoich sąsiadów)… to gratka dla fanów, bo pomiędzy salwami z Lugera pisarz znajduje czas, żeby ujawnić swój libertariański stosunek do  amerykańskiej demokracji:

Jeśli ten sukinsyn chce tu psioczyć o swoich krowach i strzelać do mnie, wtedy… to nasz kraj. Nie ich. To nie jest własność bandy sprzedawców używanych samochodów z południowej Kalifornii.

Ludzie, którzy napisali Deklarację Niepodległości i Konstytucję, byli dobrymi ludźmi. To dobre miejsce. Oto jesteśmy w samym jego centrum, na szczycie góry. W demokracji musisz być graczem.

Zobacz klip

Colorado zarobiło $1,3 mld na marihuanie w 2016!

Sektor marihuanowy w Colorado pobił rekord w 2016, jak informuje Stanowy Departament Podatków Dochodowych. Punkty sprzedaży zanotowały w zeszłym roku obrót w wysokości $1,3 mld na sprzedaży marihuany medycznej i rekreacyjnej.

Marihuanowy rynek w stanie Colorado wykazuje jak na razie roczną tendencję wzrostową. W 2014, który był pierwszym rokiem legalizacji marihuany, sprzedawcy zdołali sprzedać produktów konopnych (kwiatostanów, koncentratów i produktów żywnościowych) wartych $699,2 mln. Rok później było to $996,2 mln, a w 2016 $1,3 mld.

Colorado miało naprawdę dobry okres, bo było pierwszym stanem, który wszedł na nowy rynek. Ale ze względu na to, że marihuanę zalegalizowano w międzyczasie gdzie indziej, niektóre z aktualnych, zewnętrznych korzyści, zostaną podkopane – mówi Miles Light, ekonomista z Marijuana Policy Group, firmy konsultingowej pracującej w sektorze marihuanowym.

2016 był rokiem, który pobił rekord $100 mln obrotu na marihuanie miesięcznie z bardzo zielonym latem (lipcem, sierpniem i wrześniem), które zostawiło w kasach punktów sprzedaży $376,6 mln. Ostatecznie, 8 z 12 miesięcy przekroczyło tę magiczną barierę, z grudniem, w którym zanotowano obrót warty $114,7, co oznacza 13% wzrost w skali rocznej.

Ale trzeci rok legalizacji przyniósł także pierwsze problemy. Widzimy stały wzrost liczby pacjentów i klientów, ale wyniki sprzedaży są raczej płaskie – mówi Sally Vander Veer, właścicielka Medicine Man, jednego z największych punktów sprzedaży w Denver.

sour_diesel_bud
Sour Diesel

Jak mówi Light, jest to wynik zmniejszającej się roli marihuanowej turystyki, która w 2016 zaczęła wracać do normy. Odwiedzający stan kupowali mniej marihuany niż rok wcześniej czy dwa lata temu i można się spodziewać, że ze względu na legalizację marihuany w innych stanach, przede wszystkim w Oregonie i Kalifornii, Colorado będzie musiało coraz bardziej polegać na popycie wewnętrznym.

Podatki od sprzedaży marihuany zapewniły fiskusowi w zeszłym roku przychód w wysokości $199 mld, wspomagajac budowę szkół, szpitali i płacąc za sprzęt, z którego korzysta policja.

Conradino Beb

 

Źródło: The Cannabist