Ken Kesey (1935-2001)

Odpowiedź nigdy nie jest odpowiedzią. To, co naprawdę interesujące, jest tajemnicą. Jeśli szukasz tajemnicy zamiast odpowiedzi, zawsze będziesz szukał. Tak naprawdę nigdy nie widziałem osoby, która znalazłaby odpowiedź – myślą że ją mają, tak więc przestają myśleć. Jednak zadaniem jest szukanie tajemnicy, ewokowanie tajemnicy, zasadzenie ogrodu, w którym rosną dziwne rośliny, a tajemnice rozkwitają. Potrzeba tajemnicy jest znacznie większa niż potrzeba odpowiedzi.

Ken Kesey

 

Ken Elton Kesey urodził się 17.09.1935 w La Junta w amerykańskim stanie Colorado. Jego rodzice, Geneva i Fred Kesey, byli prosperującymi hodowcami krów mlecznych i wyznawali baptyzm. Podczas II Wojny Światowej Ken przeprowadził się wraz z nimi do Springfield w stanie Oregon, spędzając dużą część swojej młodości na farmie, na której czytano Biblię i słuchano opowieści babci na temat przodków rodzinnych, którzy emigrowali kolejno ze stanów Tennessee i Arkansas do Texasu i Nowego Meksyku, aby w końcu osiąść w Colorado i wreszcie w Oregonie.

W czasie swojego dzieciństwa Ken chwytał książki Zane Grey i Edgara Rice’a Burroughsa, komiksy i tanie powieści science-fiction, które ukształtowały jego młodzieńczy światopogląd i fantazję. Przyszły pisarz spędzał także czas na nauce polowania, pływania, futbolu amerykańskiego, boksu i zapasów, wyrastając na wysokiego i barczystego mężczyznę. W czasach szkoły średniej, a później na studiach wyższych, Kesey stał się mistrzem zapasów i ustanowił kilka rekordów stanowych, które pozostają nie pobite do dnia dzisiejszego.

Ken Kesey na swojej farmie w Oregonie

Po ukończeniu szkoły średniej Kesey poślubił 20 maja 1956 Faye Haxby, swoją szkolną miłość, z którą spłodził i wychował trójkę dzieci – córeczki, Shannon i Sunshine i oraz syna Zane’a – pozostając żonaty przez całe swoje życie. W 1957 Kesey ukończył Uniwersytet Stanowy w Oregonie ze stopniem B.A. w Drama and Communication Studies, a rok później otrzymał za swoje osiągnięcia studenckie, nagrodę Woodrow Wilson National Fellowship, co pozwoliło mu załapać się na program kreatywnego pisania na prestiżowym Uniwersytetcie Stanforda.

Kesey przeprowadził się na Perry Lane w Palo Alto, będące w tym czasie skupiskiem artystycznej bohemy, kojarzonej z Bitnikami. Tam ukończył End of Autumn (1957-58), nigdy nieopublikowaną powieść, opowiadającą o środowisku sportowców uniwersyteckich. Natknął się tam również na swoje pierwsze literackie znajomości, wśród których znalazł także długoletnich przyjaciół tj. Larry McMurtry, Ken Babbs, Bob Stone oraz Wendell Berry. Wkrótce, będąc już zakorzeniony w programie, Kesey napisał także powieść Zoo (1960), ale ta również nigdy nie znalazła wydawcy.

Za namową swojego przyjaciela i sąsiada, Vica Lovella, Kesey zgłosił się w 1959 jako ochotnik do programu testowania środków enteogennych, który był prowadzony w Veterans Administration Hospital, w pobliskim Menlo Park i był częścią programu MK-Ultra, finansowanego przez CIA, mającego dać agencji narzędzia do prowadzenia nowego rodzaju wojny wywiadowczej, w której uzyskiwałoby się bezpośrednią kontrolę nad ludzkim umysłem.

W szpitalu tym Kesey po raz pierwszy zapoznał się bezpośrednio z całą generacją nowych środków psychedelicznych tj. LSD-25, LSD-6, psylocybina, meskalina, IT-290 (AMT) oraz wiele innych. Uczestnictwo w płatnej serii testów, jak sam twierdził, stało się punktem zwrotnym jego życia i pozwoliło mu w pełni zrozumieć ograniczenia, ale także wielki potencjał ludzkiego umysłu.

Wyzwalając się z pomocą tych środków z ograniczeń mieszczańskiej moralności, jak też z negatywnych, purytańskich wdruków, zaszczepionych mu w dzieciństwie, Kesey zaczął tworzyć w Palo Alto zaczątki tego, co przeszło do historii jako kontrkultura psychedeliczna. Stał się on wizjonerem, magiem, pomostem dzięki któremu twórczość społeczna i artystyczna Bitników znalazła nowy wymiar eksresji, co doprowadziło po 1964 do wykształcenia się psychedelicznej kultury Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych, której centrum stała się dzielnica Haight Ashbury w San Francisco.

W 1962, wiedziony wciąż świeżymi doświadczeniami psychedelicznymi, które przeżył w szpitalu w Menlo Park, Kesey opublikował swoją pierwszą wielką powieść, Lot nad kukułczym gniazdem, która przyniosła mu natychmiastową sławę literacką w całym kraju, jak i pierwsze poważne dochody. Stała się ona jednym z podstawowych dla kontrkultury lat ’60 dzieł pisanych, eksploatując w jednym szeregi wątki ważne zarówno dla awangardy literackiej, anarchizmu, antypsychiatrii i kultury psychedelicznej.

Dzieło to opisuje trudną lecz nieustępliwą walkę o wolność jednostki, jej zmagania z dusznym, technokratycznym systemem i pozostaje jednym z najważniejszych głosów w sprawie obrony ludzkiej indywidualności. Dzięki niej autorem zainteresowali się natychmiast tacy twórcy i herosi Beat Generation, jak Jack Kerouac czy Neal Cassady, oraz psychologowie tj. Richard Alpert czy Timothy Leary, z którymi Kesey nawiązał z czasem dłuższy kontakt.

Wraz z sukcesem swojej powieści Kesey zapragnął nieco odpocząć od gwaru nagłej popularności i przeniósł się z rodziną do wiejskiej posiadłości w La Honda, mieszczącej się w górach nieopodal San Francisco (którą kupił za dochód z książki). W tym miejscu zrodził się jego kolejny wielki pomysł. Mając dostęp do dużych ilości LSD-25 – początkowo ze źródeł rządowych, później zaś dostarczanych przez legendarnego Stanleya Owsleya – i swojej własnej przestrzeni, Kesey począł organizować najpierw w swoim domu, a później w opuszczonych magazynach San Francisco, „kwasowe imprezy” razem z komuną The Merry Pranksters.

Były one reklamowane przez pisarza jako Próby Kwasu (i zostały opisane dość wiernie w książce Toma Wolfe’a: Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie). Pierwsza, legendarna Próba Kwasu, odbyła się pod koniec 1964 w posiadłości Kena Babbsa, w Soquel (nieopodal Santa Cruz) i była minimalnie nagłośniona, jednak z czasem The Merry Pranksters zaczęli przyciągać na te legendarne imprezy tłumy ludzi z Los Angeles, San Francisco i okolic.

Po raz pierwszy w historii wykorzystano na nich stroboskop i ultrafiolet jako część oprawy wizualnej, a swoją drogę do sławy Próbom Kwasu zawdzięcza do tego kultowy zespół Grateful Dead, który występował na nich początkowo jako The Warlocks. Wsród grup, tłumnie odwiedzających posiadłość Keseya w La Honda, znaleźli się w końcu także członkowie klubu motocyklowego Hells Angels, słynący z całkowitego braku poszanowania dla norm moralnych, a także notorycznego łamania prawa, z którymi Kesey zetknął się przez Huntera S. Thompsona.

W 1964 wyszła również kolejna powieść pisarza, Czasami Wielka Chętka, która została niezbyt dobrze przyjęta przez czytelników ze względu na znacznie większą objętość i trudny, eksperymentalny styl, a w efekcie pozbawiona rozgłosu poprzedniego dzieła. Książka ta uzyskała jednak wielką uwagę krytyki i bez żadnej wątpliwości może być uznana za największe dzieło Keseya. Wielogłosowa narracja, bardzo ciekawe tło społeczne, wątki psychedeliczne oraz nowatorskie obserwacje psychologiczne tworzą jedyną w swoim rodzaju strukturę, która potwierdza geniusz pisarza jako jednego z najwybitniejszych twórców XX wieku.

Tuż po opublikowaniu książki Kesey zostaje zaproszony do Nowego Jorku, aby wziąć udział w jej promocji. Nie namyślając się długo wychodzi ze swoim następnym, niezwykłym pomysłem, odbycia podróży do Nowego Jorku razem z The Merry Pranksters, której staje się „nie-nawigatorem”. Brygada, uzbrojona w bogaty zapas LSD, amfetaminy i marihuany, rusza niebawem w drogę przez Stany Zjednoczone ręcznie przez siebie pomalowanym autobusem (rocznik 1939) z napisem FURTHER (Dalej).

Droga przez USA przechodzi do legendy, jako że za kółkiem maszyny siedzi sam Neal Cassady, a moment ten uważany jest przez wielu badaczy kontrkultury i kultury psychedelicznej za oficjalne narodziny „lat ’60”! Późniejsze Próby Kwasu stają się niejako kontynuacją tej podróży!

Niestety, W 1965 Kesey zostaje dwukrotnie aresztowany i oskarżony o posiadania marihuany. Za drugim razem, nie czekając na wyrok, ucieka w przebraniu do Meksyku, gdzie przebywa od stycznia do września 1966. Nie mogąc jednak wytrzymać odosobnienia i paranoi przez dłuższy czas, wraca wkrótce do USA, aby przeprowadzić następną Próbę Kwasu, po czym ukrywa się przez kolejny rok, wiele razy cudem unikając złapania.

W końcu z własnej woli oddaje się w ręce policji i otrzymuje wyrok pół roku pozbawienia wolności, który odsiaduje w Stanowym Więzieniu Kalifornijskim. Tuż po wyjściu z więzienia przeprowadza się z rodziną na stałe do Oregonu, gdzie mieszka i pracuje – wbrew rozpowszechnionym opiniom dużo pisze, tyle że mało publikuje – aż do swojej śmierci, która dopada go ostatecznie 11 października 2001.

Nieoceniona jest inspiracja Kena Keseya dla kontrkulturowych eksperymentów drugiej połowy XX wieku. Szczególnie chodzi tu o jego pionierskie podejście do roli multimediów i środków psychedelicznych, używanych wspólnie do sprzęgania ludzkiego umysłu. Pozostanie też jego wielką zasługą bezkompromisowa walka o wolność wypowiedzi, myślenia i stylu życia z położeniem szczególnego nacisku na wewnętrzną potrzebę transgresji i wyzwalania ukrytych pokładów ludzkiej motywacji, których stał się tak gorącym orędownikiem.

Kesey pozostanie też na zawsze jednym z największych mistrzów i wizjonerów w historii zachodniej literatury, gdyż jego pionierskie podejście zrewolucjonizowało narrację literacką, umożliwiając tym samym rozwój wielu nowym, eksperymentalnym technikom pisarskim. Jego idee z czasem potwierdziły zaś swoją wielkość, absolutnie nie odchodząc w niepamięć,a znajdując następców wśród takich osobistości, jak Genesis P-Orridge.

Jego twórczością odurzyła się także śmietanka twórców filmowych tj. Milos Forman (choć Kesey nigdy nie obejrzał jego ekranizacji swojej książki) czy Oliver Stone. W latach ’80 jego eksperymentami psychedelicznymi zainspirował się także – wyrastający częściowo z kultury industrialnej, a częściowo z kultury disco/garage – ruch rave. Transgresja i apolityczność Keseya na stała zadomowiła się także w myśli współczesnych rewolucjonistów umysłu.

Conradino Beb

 

Przeczytaj też w MGV:

Sztuka fikcji – wywiad z Kenem Keseyem [Robert Faggen / Paris Review]

 

Polecane Stronki na temat Kena Keseya oraz The Merry Pranksters:

Key-Z Productions
Intrepid Trips
Prankster History Project
Selected Bibliography
Ken Kesey (1935-2001) and the Merry Pranksters

Śmierć w świetle reflektorów – odlotowe zanurzenie Timothy Leary’ego

timothy_leary_1967
Timothy Leary w parku Golden Gate / 1967

 

„To chyba najgorsze miejsce w domu, żeby je tu zostawić”, Tim warczy na piękną, młodą asystentkę, która oczyszcza mu drogę ze stosu kaset video, kiedy nadjeżdża w swoim elektrycznym wózku. Wtem zatrzymuje się na chwilę. „A w ogóle, co to za filmy?” „Dead Man Walking, Nixon, Babe, kilka dokumentalnych…”, fioletowo-włosa dziewczyna odczytuje etykiety na kasetach. „Wiesz, dała mi je Susan”, mówi Leary mówiąc o swojej długoletniej przyjaciółce, Susan Sarandon, która szmugluje mu specjalne, promocyjne taśmy nadsyłane Członkom Akademii. „Bierz co chcesz. Wszystkie już widziałem.” Gapi się na napis umieszczony na jednej z kaset odpływając w głębokie rejony umysłu.

„Jest tu Oliver Stone”, przypomina mu asystentka, „Na tylnym ganku.” „Wiem to!”, mówi Tim, jak gdyby nie dbał o to kim jest ta osoba. „Więc chodźmy.”

Jego zabandażowana dłoń (krwawiące, rakowe ropienie) zręcznie manipuluje przy joysticku sterującym wózkiem sprawiając, że Leary zaczyna pędzić przez oświetlone stroboskopowym światłem sypialniane wejście w głąb blado-niebieskich korytarzy w pasy ze sztucznego futra, które prowadzą do reszty wynajętego przez Leary’ego domu w Beverly Hills.

Obrazy zbyt liczne aby je powiesić leżą na podłodze, podczas gdy plastik, lustra i białe płótna pokrywają każdą pozostałą powierzchnię, nawet okna. Dom jest żarowiastą katakumbą. Tim rozbija się o obraz podpisany Kenny Sharf i zatrzymuje się ponownie na moment. „Czy Kenny przyjdzie w tym tygodniu? Musimy się upewnić, że to gdzieś zawiśnie! W jakimś miłym miejscu.” Tim lubi kiedy odwiedzający go artyści widzą na ścianach samych siebie.

Znowu zaczyna się martwić i powoli sięga ku przełącznikowi światła, ruch wywołuje w nim grymas, ale jest zdecydowany go wykonać i ostrożnie przełącza przycisk w jedną i drugą stronę czekając na odpowiedź światła. Nic.

„Idź znaleźć świetlówkę.” „Skończyły się”, odpowiada asystentka głupio ściskając mały, srebrny krążek w pępku. „Dostaniemy ich więcej jutro.” „W porządku”, mówi Tim prawie przejeżdżając dziewczynie stopę kołem swojego wózka, wytaczając się w kierunku słonecznego, dużego pokoju. „Cześć cześć cześć!”, krzyczy do zebranych gości.

Dyrektor filmowy i dwie gwiazdy, kilku starych kumpli z Harvardu, muzyk rockowy i trzech dziennikarzy prasowych czekający na wywiad na łożu śmierci, wszyscy siedzą w pokoju łamiąc lody, pijąc wino Leary’ego, paląc jego zioło lub trzymając coś, co chcą żeby Leary podpisał czy wylegitymizował w inny sposób. Wszyscy prócz Stone’a i psychedelicznych ekspertów z Bay Area – którzy pogrążeni są w głębokiej konwersacji na temat cracku w skrytce limuzyny Kennedy’ego – przerywają swoje zajęcia i zwracają się ku Leary’emu, klejnotowi koronnemu upadającego, psychedelicznego imperium.

Obcy w domu pierwszy wita Leary’ego. Młody człowiek klęka i poddańczo wymawia sylaby. „Cześć Timothy”, mówi, „Jak się masz?” „Umieram”, odpowiada bez pauzy Leary. „Jak myślisz, że się mam?”

Timothy Leary ćwiczył swoją śmierć przez 30 lat. Jako długoletni wielbiciel i osobisty przyjaciel Leary’ego od 10 lat, byłem jednak przestraszony i zniesmaczony cyrkiem towarzyszącym mu w jego ostatniej podróży. Dla człowieka, który wymyślił koncepcję „nastawienia i otoczenia” („set and setting”) jako kluczowych prognostykatorów jakości sesji psychedelicznej, Tim stworzył dla swojego ostatniego lotu środowisko i nastawienie umysłu, które było jednocześnie inspirujące i przerażające.

Leary zawsze postrzegał środki psychedeliczne jako praktykę nastawioną na końcowy proces zamierania, który reszta z nas nazywa śmiercią. Jedna z jego pierwszych książek na temat LSD, The Psychedelic Experience jest adaptacją starożytnej „Tybetańskiej Księgi Umarłych”, którą Leary i jego koledzy z Harvardu uważali nie tylko za przewodnik ku ostatniemu wyjściu, w życie po śmierci, ale za jazdę próbną tej podróży doświadczaną po LSD.

Leary zaczął swój akt umierania jako kontynuację trwającego przez całe życie pokazu scenicznego – potwierdzenie jego diabelskiego sprzeciwu wobec bezużytecznych norm społecznych, od obrony użytkowników dragów do prześladowania palaczy.

Jako naukę ze swojego, nie dającego się operować raka prostaty, wyciągnął świadomość bycia ciosem w centrum następnego, wielkiego tabu: umierania.

I ponownie, zgodnie ze swoim charakterem, nie miał zamiaru poddawać się lękowi i wstydowi, z którymi we współczesnych czasach utożsamiamy śmierć. Nie, to miała być impreza. Święto. Nasz znawca mediów i kulturowy renegat zamierzał korzystać z tego przez każdą chwilę czasu antenowego i każdą kolumnę w gazecie, jaką to było warte. Timothy Leary, Najwyższy Kapłan LSD i Mistrz Cyberprzestrzeni wrócił.

Najpierw było 75. i Ostatnie Przyjęcie Urodzinowe w listopadzie „95, na którym Timothy i około 500 najbliższych znajomych – od Tony’ego Curtisa i Lizy Minelli do Perry’ego Farrela i Yoko Ono – konsumowało szampana, podtlenek azotu i gigantyczny tort urodzinowy starannie zaprojektowany na wzór blotterowej sztuki kwasowej z lat „60 w mozaikę głowy Leary’ego.

Najpierw go podziwialiśmy, a następnie zjedliśmy; całą przyjemność zawdzięczamy szczodremu budżetowi na wyżywienie dyrektora filmowego, Tony’ego Scotta. Kiedy nad zadowolonych wzeszło następnego dnia słońce, podstawieni pracownicy zburzyli nad nami ostatnie pozostałości domu Sharon Tate, w którym rodzina Charliego Mansona wyprawiła sobie przyjęcie z zupełnie innej bajki nadając wizji psychedelicznej przyszłości Ameryki Leary’ego o wiele bardziej mroczny, medialny rozgłos.

Potem była strona IT – www.leary.com – Tutanchamon w cyberprzestrzeni. Myśli, teksty i zdjęcia z życia Timothy’ego wrzucone na wieczność do infosfery. Kolejna, wspaniała rzecz dla mikroczipowej świadomości; strona internetowa została zaprojektowana tak aby mogła żyć długo po jego śmierci wciąż się rozrastając, podczas gdy niezwykłe, liczące tysiące kartonów archiwum Leary’ego będzie skanowane i kompresowane cyfrowo, a odwiedzający stronę poświęcać mu będą eseje czy rozmawiać w czat pokojach. Dla wypromowania umierającej polityki, Leary wystawił listę swojego dziennego spożycia dragów, zarówno legalnych i nielegalnych, jak również stan swojej choroby.

Wkrótce pojawiła się za tym propozycja napisania książki (dla której służę jako agent literacki). Design for Dying zostanie opublikowana na wiosnę przez HarperCollins. W książce tej Leary spiera się o przejęcie dowodzenia nad swoim własnym procesem śmierci, od krionicznego zamrożenia mózgu do samobójstwa przy asyście.

Szczegółowy appendix daje czytelnikowi szansę na skalkulowanie swojej „Jakości Punktów z Kart Życia”, tak aby lepiej mógł ocenić swoje pragnienie pozostania żywym po utracie różnych fizycznych, mentalnych i społecznych umiejętności. David Prince, szybko pnący się w górę dziennikarz i promotor rave z Chicago, został zaproszony do współpracy przy książce opartej na rozległych szkicach Leary’ego i długich, robionych późną nocą wywiadach z nim.

Najważniejszym i najbardziej kontrowersyjnym wydarzeniem była decyzja Leary’ego o tym, w jaki sposób postanowił zainicjować własną śmierć: poprzez świadome samobójstwo, które będzie transmitowane w sieci na żywo, tak aby dotarło do każdego świadka, program WidzęCiebieWidziszMnie. „Uczyniłby” w ten sposób śmierć taką, jak czynił inne rzeczy: publicznie i w wielkim stylu. Bez strachu i bez przeprosin.

Oficjalne media szybko podchwyciły ten spektakl. Razem z Kervokianem, który wciąż trzymał w garści główne nagłówki w Michigan, zaprojektowana śmierć stała się gorącym punktem. Tuziny z sieci programów informacyjnych, narodowych gazet i magazynów poczęły się ścigać o przedśmiertne rozmowy z Learym. Wozy transmisyjne były parkowane na podjeździe o wiele częściej niż nie, a dziennikarze wypełniali duży pokój w oczekiwaniu na swoje 15 minut Pytań i Odpowiedzi. Dokumentarzyści faksowali kontrakty na wyłączność praw do filmu z momentu śmierci. Leary był zbyt-szczęśliwy aby protestować. Do czasu.

„Jest prawie jak w Millbrook”, mówi mi Rosemary Woodruff – trzecia ex-żona Tima, obierając ziemniaki w kuchni. A powinna wiedzieć. Będąc członkiem podmiejskiej, nowojorskiej, kwasowej komuny Leary’ego w latach „60, Rosemary spędziła parę lat na wygnaniu z Timothym, po tym jak pomogła mu w ucieczce z więzienia, a potem przez wiele lat bunkrowała się w podziemiu, w Stanach Zjednoczonych. Jak na ironię, nawet wtedy gdy Tim został uwolniony ze swoich zarzutów, wyrok na Rosemary utrzymano w mocy.

Rosemary znała Tima w okresie szczytu jego popularności i dna jego niesławy. Mimo, że zapłaciła drogo za transgresje Tima przeciwko państwu, wydaje się że spokój niesławy był lepszy niż zoo popularności. Para nigdy nie była samotna – nawet wtedy gdy obozowali razem w lasach w pobliżu posiadłości Millbrook, zwolennicy Tima przychodzili do ich namiotu w środku nocy aby powalczyć z Wielkim. Rosemary zbierała drewno na ognisko i gotowała dla zdumionych gości.

Z trudem to wtedy tolerowała i teraz też nie zamierza tego tolerować. Krzyczy spoglądając na scenę z tłumem w dużym pokoju, następnie decyduje się wyjść i zostać w cichym łóżku jedząc śniadanie do północy, zaledwie jeden dzień po przyjeździe tutaj.

Na tylnym tarasie, z którego panoramicznie widać smog nad Los Angeles, hippisowscy pomocnicy Leary’ego – pół tuzina młodych artystów i komputerowych maniaków pozostających na jego usługi dzień i noc – ustawiają kamerę video aby nagrać jego interakcje z Oliverem Stonem. Ale młody człowiek, który niezręcznie przedstawił się Leary’emu jest tak nieznośnie uparty, że Tim decyduje się najpierw skończyć z nim aby już mieć to za sobą.

Chłopak opowiada przekręconą opowiastkę o swoim ojcu, który był studentem piątego roku na Harvardzie kiedy Leary prowadził swoje sesje z LSD. Student był wielkim przeciwnikiem używania psychedelików i kiedy zabłąkał się na jedno z nieoficjalnych, poza kampusowych przyjęć Leary’ego, był wstrząśnięty jego przebiegiem.

„I co z tego?”, odpowiada podrażniony Leary. „Dlaczego mówisz mi to właśnie teraz? Ja to wszystko wiem.” Leary niecierpliwie wyciąga chłopakowi wniosek z tej historii. Leary ma większe rybki do smażenia. „Mój ojciec poszedł do swojego terapeuty”, wyjaśnia chłopak, „i powiedział mu co zobaczył oraz jak go to przybiło. I to terapeuta, a nie ojciec poszedł na wydział i powiedział im o imprezie i o dragach.”

Leary mógł dbać mniej o uspokojenie sumienia podżegacza sprzed 30 lat, szczególnie że przed chłopcem przeminęła już jedna generacja. Długi list, który ojciec chłopaka przysłał Timowi wyjaśniając w nim swoją winę spoczywał nie przeczytany na imitacji jadalnianego stołu obiadowego Keitha Haringa przez przeszło dwa tygodnie.

„W porządku”, mówi Leary, odsyłając interesanta i zwracając się ku Stone’owi aby przejść do prawdziwego wydarzenia popołudnia. „Oliver”, woła przez krąg ogrodowych krzeseł. Stone pogrążony jest w następnej, głębokiej konwersacji o efektach i możliwościach DMT – krótko działającego środka psychedelicznego wywołującego jazdę o epickich proporcjach – i nie odpowiada na pierwsze zawołanie. „Oliver”, ponawia Leary trochę głośniej wręczając do napełnienia białym winem swój kieliszek. (Kieliszki z nóżką zostały w domu zakazane, ponieważ zbyt łatwo się przewracają.)

Stone w końcu odwraca się ku Leary’emu uśmiechając się. Siła całego przemysłu rozrywkowego wydaje się siedzieć na jego krześle razem z nim. Autobiografia Tima, Flashbacks, została uwzględniona przez Interscope kilka razy, a częste wizyty Stone’a w domu mogą zwiastować jego zainteresowanie podjęciem się jej reżyserowania – dając w końcu projektowi „zielone światło”. Tim nie jest pewien czy chce zostać zapamiętany jako kolejna ikona Stone’a, ale po tym jak Larry Flynt rozpłynął się wczoraj w zachwycie nad tym jak dobrą robotę wykonał Oliver produkując jego biograficzny film, Tim zapalił się do tego pomysłu.

„Co mogę dla ciebie zrobić, Tim?”, pyta uprzejmie Stone. Jego twarz jest jasno-czerwona od słonecznego żaru ostro kontrastując ze śnieżno-białą, morską falą. Tim nie owija w bawełnę. Nie spał dobrze ostatniej nocy i zużył sporo energii ubierając się, wsiadając na wózek, zbierając poklask i wyjeżdżając na ganek. Tim jest dość pewien, że Stone jest tu zawrzeć umowę, tak więc przystępuje do rozgrywki.

„Czy jesteś zainteresowany zrobieniem o mnie filmu?”, bez ogródek pyta Leary. Jest nas na tarasie przynajmniej tuzin i wszyscy zamieramy w napięciu. Jesteśmy świadkami transakcji i obydwoje ją zawierających o tym wie. „Co?”, odpowiada Stone. Gra na zwłokę, jak sądzę. Musiał zrozumieć co Leary ma na myśli. Tim powtarza buńczucznie . „Czy jesteś zainteresowany zrobieniem filmu o moim życiu lub na podstawie jednej z moich książek?” Innymi słowy odezwij się albo zamknij. „Znaczy w tej chwili? Nie.”, odpowiada Stone. „Nie rozważam zrobienia tego teraz.” „Więc w takim razie dlaczego tu jesteś? Czy chcesz czegoś?” „Nie, Tim.”, mówi Stone. „Jestem tu aby cię odwiedzić. Jedynie jako przyjaciel.” „W takim razie dobrze”, odpowiada Tim bez sekundy wahania. „Nie chcę żeby ktokolwiek robił taki film.” Wszyscy jesteśmy zszokowani. Tim rozmawiał o tym od tygodni. Zrobił nawet wywiad o filmie dla „LA Times”. Wtedy mnie to uderza. Jak inaczej mógłby odpowiedzieć zachowując twarz? „Naprawdę?”, Stone próbuje dowiedzieć się czegoś więcej, a być może nie powinien. „Dlaczego nie? Nie chcę go teraz.”

Po minucie takiej małej pogawędki Leary znika z tarasu we wnętrzu domu i wynurza się z powrotem. Właściciel małej kompanii literackiej daje Leary’emu do podpisania parę tuzinów ponownie wydrukowanych dzieł. Każdy podpis sprawi, że cena towaru wzrośnie. Podpisując każdą książkę Tim pyta z nadzieją „Dla kogo jest ta?” aby zostać za każdym razem upomnianym, że po prostu powinien ją podpisać swoim nazwiskiem. To interes, a nie sprawa osobista.

Zanim Stone opuści dom wraz ze swoją ekipą, zdobywa numer kogoś z dojściami do egzotycznych psychotropów i oddaje swój własny numer do fotografa sprzedającego dla celów charytatywnych portrety Tima. Uczciwa wymiana.

Później, tego samego popołudnia, większość nieznajomych już odeszła i Tim zostaje ze swoimi lojalnymi asystentami – adeptami Uczelni Leary’ego – przedzierając się przez pudła fotografii, podpisując tył każdego z nich i identyfikując przedmioty. Wygląda to tak, jakby chciał wypełnić swój mózg obrazami własnego życia – załadować swoje neuronalne czipy RAM aby w momencie śmierci móc zabrać to wszystko ze sobą na drugą stronę.

„Kto to?”, pyta piękna blondynka z satynową uzdą. Pokazuje Timowi zdjęcie mężczyzny w dziwnym mundurze trzymającego drinka. „To kapitan Al. Hubbard”, odpowiada Tim wpatrując się w zdjęcie. „Kim był?”, pyta ktoś inny. „On, hmm”, Tim próbuje odtwarzać ze swojego neuronowego dysku twardego, „ukradł całe LSD z CIA i oddał je nam w San Francisco.” Cofa się pamięcią jeszcze dalej. „Pamiętam, że miał odznaki szeryfów ze wszystkich okręgów i immunitet dyplomatyczny. Dziwny gość.”

Te ciche chwile są najlepszą porą – inną niż 4 rano w jego sypialni – aby wydostać to co naprawdę dzieje się w głowie umierającego. Czekam na chwilę przerwy aby przejść do delikatniejszej kwestii.

„Co miałeś na myśli”, pytam w końcu, „kiedy powiedziałeś Oliverowi, że nie chcesz żeby ktokolwiek kręcił ten film?” Tim nie odpowiada. Przystopowuję. „Wciąż kręcił się w pobliżu tak jakby chciał go nakręcić”, sugeruję. „Powiedziałem mu, że tego nie chcę i naprawdę tak myślałem”, odpowiada Tim. ‚ale co jeśli przyszedłby z walizką wypełnioną $100.000 i powiedział „Masz, zróbmy ten film.” „Hmm”, odpowiada Tim, „po pierwsze, to się nie dzieje ot tak. Byłoby to o wiele bardziej skomplikowane.” ‚ale powiedziałeś, że tego nie chcesz.” „Niczego nie chcę”, Tim przeszywa mnie spojrzeniem. On tu wciąż jest, w porządku. „To wszystko, co miałem na myśli. Nie chcę. Nie prosiłem go o zrobienie czegoś, bo tego chcę.” Po dalszych kilku minutach gapienia się w zdjęcie Timothy wraca do swojej sypialni aby popracować nad malowanymi piórkiem słownymi obrazami razem z artystą-fotografem z Los Angeles, Deanem Chamberlainem. Te szkice są chyba jedyną twórczą działalnością, którą Tim ma cierpliwość kontynuować i zgodnie z platynowym-blond artystą do tego go ośmielającym, mogą być kiedyś warte fortunę. Jeśli jednak nie, ich wykonywanie dostarcza Timowi chociaż trochę prywatności.

Cala reszta spędza popołudnie dekorując aparat, który ludzie z CryoCare przywieźli ze sobą aby przetoczyć do niego krew Timothy’ego w momencie śmierci jako przygotowanie do zamrożenia jego mózgu. To naprawdę mroczny sprzęt: wielkie, plastikowe tuby i butle do trzymania krwi, tlen do jej chłodzenia, wiadra, igły, kroplówki, oświetlenie, a w centrum tego wszystkiego aluminiowa komora, w której spocznie ciało.

W międzyczasie artyści i projektanci strony internetowej już skończyli, sprzęt został przemieniony w pogańską świątynię Timothy’ego. Komora została wypełniona rzeczami, których Tim mógł pragnąć po drugiej stronie, takimi jak wino, trawa, bong, tylenol, balony na podltenek, poezja Allena Ginsberga, książka Williama Burroughsa, zdjęcia przyjaciół Tima i szybkie żarcie. Tam gdzie spocznie Tim, leży teraz błyszczący, oświetlony manekin z maską Yody przyczepioną do głowy. Światła zostały pożelowane na niebiesko i czerwono, a sznury paciorków wiszą wszędzie dookoła. Zdjęcie Tima udekorowane kwiatami mieści się w środku całej instalacji.

Zamiast tego powinni pewnie pracować teraz nad stroną internetową. Pomimo prawie rocznego wysiłku, cztery z pięciorga dzieciaków przypisanych do projektu Leary.com zrobiły zdumiewająco mało. Szkielet strony jest genialny – wycieczka przez prawdziwy dom Leary’ego, gdzie klikanie na drzwi wprowadza cię do różnych pokojów. Ale jak dotąd, pokoje wciąż są puste. Każda okładka książki i gabinet, mimo że starannie opatrzone napisem ‚archiwum” czy „niepublikowane prace” prowadzi cię tylko do pustej strony przepraszając za „bycie w trakcie tworzenia”.

Starsi przyjaciele i sponsorzy Tima – w większości odwiedzający na pół etatu – skarżyli się od tygodni, że dzieciaki, choć słodkie do głębi i oddane dobrobytowi Tima, są tylko obibokami. Sponsorzy wypominają, że Tim dał tym dzieciom miesięczną pensję i że pieniądze, które mu „pożyczyli” przez te wszystkie lata zaczynają wyciekać szybciej niż na siebie zarabiać.

Dlaczego nie widzą tego, że te dzieciaki są z Timem 7 dni w tygodniu, 24 h na dobę zmieniając mu podomki, odpowiadając na jego zachcianki i wkraczając do akcji kiedy tylko zakrzyczy „Halo???!!!”, jedynie po to by znaleźć go przewróconego, krwawiącego i zdezorientowanego. Jeśli wygląda na to, że siedzą sobie tylko opowiadając bzdury i paląc papierosy, to dlatego że są do głębi wstrząśnięci. Te dzieciaki są razem z Timem w jego nasiąkniętej krwią i szczynami, powoli przegrywanej bitwy ze śmiercią. A kiedy właśnie potrzebują swojego mentora najbardziej – aby wytłumaczył im jak sobie z tym wszystkim radzić – on powoli blaknie. To traumatyczne przeżycie.

W międzyczasie dzieciaki obserwują każdego z weekendowych gości Tima ze zmartwionym wzrokiem. Każdy ma do Tima jakiś „interes” i nikomu nie można ufać. W większości przypadków jest to usprawiedliwione – rekiny nachodzą dom każdego dnia – ale czasem jest to czysty refleks. Danny Goldberg, osławiony dzięki Gold Mountain (Nirvana), długoletni filar kariery Timothy’ego, nakłaniał Tima aby ten zgodził się na wydanie albumu w jego hołdzie. Wierzy, że może nakłonić gwiazdy tj. Madonna do nagrania piosenek z użyciem wielu jego tekstów lub sampli z głosem. Ale dzieciaki z domu także mają pomysł na wypuszczenie swojego własnego albumu w hołdzie, na którym zagraliby mniej znani, ale za to o wiele bardziej „fajni” artyści.

Oglądają dokładnie kontrakt Goldberga po tym jak opuszcza dom protestując przeciwko niektórym z punktów i drobnym wymuszeniom – częściowo bez zainteresowania bogactwem Tima, ale tak samo zainteresowani konkurencją, którą ta umowa mogłaby stworzyć dla ich własnego projektu. Jakkolwiek próbują szczerze oddzielić swoje własne interesy od interesów Timothy’ego, konflikt jest nieunikniony. Tim jest dla nich zarówno największym przyjacielem na tym świecie i najlepszym stopniem do osobistego rozwoju i dobrej kariery. Miłość zmieszana z aspiracjami i strachem, zmieszana z winą.

Nikt z nas w domu nie jest w stanie sprawdzić wielkiego, miesięcznego kalendarza na ścianie aby dokładnie zanotować jaka sława zamierza się kiedy pokazać. Ram Dasss i Ralph Metzner w sobotę po południu przyciągają właśnie rozwijających się psychedelicznych naukowców, podczas gdy Larry Flynt zachęca zaczynającego pracować w zawodzie dziennikarza. Wszyscy widzimy nazwiska Winony Ryder i Williama Burroughsa, mimo że ten drugi nie przybędzie aż do połowy kwietnia, co okaże się datą zbyt późną.

Jeszcze gorszy los spotka archiwa. Co stanie się kiedy Tim umrze? Czy archiwa zostaną sprzedane Stanford? Czy goście z IRS – którzy zgodzili się zostawić posiadłość Tima w spokoju aż do jego śmierci – wskoczą i zabiorą wszystko? Czy wytwórnia filmowa ma do nich prawa? Gdzie jest ten kontrakt? Co z prawami elektronicznymi?

Tim nie jest w stanie pomóc nam w rozstrzyganiu tych pytań. Jak guru z oddanymi czcicielami, Tim rozkręca wizje wszystkich, a następnie pozwala im walczyć między sobą. Mówi po prostu „tak” wszystkim prowadząc do tego, że każdy z nas zaczyna wierzyć, iż to właśnie on sam wypełnia prawdziwą wolę Tima. Gdybyśmy go tylko usłyszeli – „Nie chcę niczego!”

Do wieczora Timothy jest z powrotem w łóżku ze świeżym opatrunkiem fenantylowym dla uśmierzenia bólu i z balonikiem podtlenku azotu w dłoni. Każdy napełnia swój balonik ze świeżego zbiornika stojącego obok łóżka Tima z głośnym „SHHHHH!” Tim kurczy się na ten dźwięk. „Możesz powiedzieć wiele na temat danej osoby patrząc na to, w jaki sposób napełnia swój balonik”, wyjaśnia Tim.

Dave Prince, współautor książki Leary’ego wchodzi z wrogim faksem od biografa o nazwisku Peter O. Whitmer. Na swój sposób Whitmer wierzy, że jest oficjalnym biografem Leary’ego opierając swoją argumentację o porozumienie, które podpisał z Learym w latach ’70, kiedy Leary siedział w więzieniu. Whitmer chce wiedzieć jak Leary może w tej chwili podpisywać umowy biograficzne z innymi ludźmi (włącznie ze mną).

Ale Leary odwrócił się od Whitmera, który napisał biografię szkalującą życie Huntera S. Thompsona i przypuszczalnie podał się za doręczyciela kwiatów aby dostać się do domu matki Huntera. Leary deklaruje, że bezczelność pisarza musi zostać pomszczona – ze stylem. Po próbie sklecenia kilku dowcipów na własny temat, każe Prince’owi wysłać faks do Huntera.

„Jestem szantażowany przez literackiego skunksa”, dyktuje Leary modląc się do Thompsona o jego zdolność do „poradzenia sobie z tym szakalem” i prosząc go o pomoc w uknuciu sprytnego scenariusza mającego na celu „ukaranie go i jego manier”. Thompson w końcu odpowiada telefonicznie i knuje spisek aby zaprosić Whitmera do posiadłości Leary’ego pod pozorem podpisania umowy; Thompson będzie czekał przy drzwiach ze strzelbą i nastraszy tego pisarzynę. Podczas gdy taka odpłata nigdy nie dojdzie do skutku, ciepła rozmowa pozwala dwóm starym przyjaciołom połączyć się raz jeszcze.

Każdy, kto przychodzi, mówi na swój sposób do widzenia. Yoko Ono optuje za względnie prywatną audiencją w sypialni Tima – chaotyczny stos artykułów, zdjęć, poplamionych prześcieradeł, buteleczek po lekach, pustych szklanek, paru karaluchów i starych balonów oraz wielki zbiornik do deprywacji sensorycznej szumiący nieprzyjemnie w kącie. Dzieła sztuki wykonane przez przyjaciół – niektóre wielkie, a niektóre po prostu dziwne – wiszą wszędzie, nawet na suficie. Wszystkie cztery siedzenia w pokoju to wózki inwalidzkie, tak więc Yoko Ono oczyszcza sobie miejsce na łóżku tuż obok Tima. Gigantyczne, mierzące 5 na 6, zdjęcie Timothy’ego z Johnem i Yoko podczas „bed-in”, w trakcie nagrywania „Give Peace a Chance” po prostu wisi sobie na ścianie.

„Byłeś wielkim człowiekiem”, mówi mu dotykając jego kolana. „Byłem?”, odpowiada. Śmieją się obydwoje z tej gafy. Po tym jak już wyszła, Tim mówi nam, „Przychodzi tylko wtedy kiedy chce”. Na swoich własnych zasadach.” Patrzę na Tima gotowy ją znieważyć. ‚ale to jest w porządku”, mówi. „Kocham ją tak bardzo. Czy nie jest urocza?” Nic nie sprawia, że Tim jest szczęśliwszy, niż słuchanie pochwał swoich przyjaciół. Niestety, musiał już wysłuchać większości z nich.

William Burroughs dzwoni trochę później tego samego popołudnia. Timothy wychwala zalety swoich uśmierzających ból opatrunków fenentylowych aby następnie zapisać sobie adres pocztowy Billa. Weteran „beat generation” chce ich sam spróbować. Tim jest zaszczycony nawracając „wielkiego Billa Burroughsa” na nowy opiat. Wysyłamy to do Kansas za pośrednictwem Federal Express.

John Lilly składa wizytę kilka dni z rzędu aby podzielić się swoim ulubionym dragiem, ketaminą. Daje jedną strzykawkę Timothy’emu, a drugą bierze dla siebie i w dwójkę leżą razem na łóżku, jak tylko odłączający i znieczulający środek wynosi ich z niedoskonałych ciał na pewien czas. To pierwsze doświadczenie Timothy’ego z ketaminą – która jest teraz wciągana w małych dawkach jako drag klubowy – i to nie jest jego najlepszy lot.

„Cały wszechświat zamienił się w książkę”, mówi mi około 3 nad ranem. ‚ale zszycie puściło i kartki fruwały wolno. Wiedziałem, że dojście do tego która strona jest właściwa zajęłoby trochę czasu.”

Wszyscy przyjaciele Tima mówią mu „żegnaj” na swój własny sposób – niektórzy poprzez wzięcie czegoś, a niektórzy poprze danie czegoś. Timothy akceptuje i przyjmuje wszystko z tą sama wytwornością.

„Każdy szuka swojego własnego Timothy’ego, mówi mi by odpłynąć za chwilę w coś, co wygląda jak sen. Nagle trzęsie się, patrzy na mnie i pyta, „czego ty chcesz?” „Niczego nie chcę”, żartuję. Śmieje się. „Tu mnie masz! Teraz wiesz jak się czuję!”

To była długa noc, ale Tim łapie drugi wiatr i wszyscy zostajemy przez niego porwani. Zmusza nas do wzięcia go na dwa przyjęcia i do studia nagrań, gdzie szybko wysłuchuje pewnego zespołu z LA, którego członkowie są jego przyjaciółmi. W drodze powrotnej kieruje nas kiedy kradniemy wielkie, okrągłe lustra drogowe z pobocza Benedict Canyon Drive. Umieszczamy je w jego sypialni – komora zamierania – tak żeby mógł widzieć cały pokój bez ruszania głową.

„Czy boisz się umierać?”, pytam go po tym jak ostatnie lustro zostaje umieszczone na miejscu. ‚ani trochę.” „I zamierzasz dalej ciągnąć ten numer z zamrażaniem głowy?” „To może boleć.” ‚ale co jeśli już jesteś martwy, przechodzisz przez Bardo, o czym pisałeś w „The Psychedelic Experience” i wtedy nagle zatrzymujesz się – proces zostaje zamrożony?” „Hmm”, mówi, na chwilę odpływając, „Nie sądzę żeby to zadziałało w ten sposób. Mam nadzieję, że nie.”

Nagle jestem przez moment przytłoczony winą. Jak mogę próbować wciągać go w krzywą jazdę? Dlaczego czuję potrzebę projekcji na niego własnego lęku przed śmiercią? Ponieważ dla mnie, tak jak dla każdego innego, jest lustrem dla moich, własnych, niedokończonych interesów.

Jeśli nawet nie wierzę w to, że moje pytania spowodowały u niego moment wahania, kilka dni później jeden z reprezentantów „Krio-opieki” składa wizytę wraz z maskującym się fotografem i w Timothym coś drga. Wykopuje ich z domu, a oni rozbierają świątynię i zabierają swój sprzęt. Później Timothy sprzedaje tą wiadomość mediom: „Byli tak poważni, że aż przestraszyłem się tego, iż obudzę się i będą tam ci wszyscy ludzie stojący obok mnie z wykresami.” Wciąż sądzę, że miało to związek z „więzami przytrzymującymi” jego krioniczną umowę. Chcieli wykorzystać swój dostęp do jego śmierci i zamrożenia aby dać zdjęcie do „Wired”. Tim wolałby po prostu umrzeć niż być reanimowanym dzięki jakiejś obcej fobii.

W przeciągu następnych tygodni Timothy staje się coraz bardziej dbały o swoją prywatną przestrzeń. Fotografka, która zna go od lat rozpływa się w łzach kiedy słyszy, że jest zbyt wymagająca i ma wyjść. Kilkoro ludzi zostaje wygnanych w ten sposób. Potem daje wywiady jedynie tym, których zna lub którzy za to płacą. Kiedy jego przybrany syn Zach wraca ze szkoły muzycznej, Tim zaczyna cenić czas spędzany z rodziną i przyjaciółmi ponad wszystko inne.

Służące pielęgniarki mówią nam, że jego poziom bólu jest niesamowicie wysoki i że nie powinniśmy być zdziwieni nowymi humorami. Ale co zaskakuje nas wszystkich najbardziej, to jego ostateczna decyzja aby nie pokazywać się ze swoją śmiercią, tak jak z początku planował. Mówi, że nie chce żadnemu z nas sprawiać kłopotów związanych z możliwym postawieniem zarzutów o udział w asystowanym samobójstwie i następnie odwołuje śmierć na żywo.

W następnym tygodniu, po tym jak koncertuje jeden z członków Ministry, a on, John Barlow i dzieciaki uczestniczą w wózkowym konwoju, Tim staje się zbyt słaby aby podejmować jakiekolwiek decyzje. Nikt nie ma pełnego zaufania aby podjąć decyzję o samobójstwie za niego, a my uświadamiamy sobie, że Timothy Leary zakończy swój żywot pewnie tak jak większość z nas: cicho prowadzony przez to, co nieuniknione. Poza tym uświadamia sobie, że kocha życie tak bardzo, że nie może nawet podjąć decyzji o jego zakończeniu. Wytrzyma każdą dawkę bólu aby zakosztować przyjemności następnego dnia.

Zach, Rosemary, dzieciaki w domu i kilku bliskich przyjaciół są przy jego łóżku w tych ostatnich momentach. To intymny i czuły finał, w którym polityka, sprawy osobiste i medialna otoczka otaczająca go dają przejście głębokiej miłości i szacunku, jaki wszyscy jego przyjaciele mają dla niego. Cyfrowa ósemka dyskretnie nagrywa ostateczną ciszę.

Tuż przed utratą świadomości po raz ostatni Timothy pyta „dlaczego?” Pokój milknie. Czy się boi? Czy czuje się potępiony? Potem się uśmiecha i mówi „dlaczego nie?”. Wszyscy się śmieją. Powtarza „dlaczego nie” jakieś piętnaście razy, za każdym razem innym głosem. Komicznie, czule, tragicznie, ze strachem. Pociesza swoją publiczność tworząc cyrkowy występ, który w jakiś sposób daje mu siłę potrzebną aby zmierzyć się z ostatnią kurtyną. Ostatnia rzecz, którą robi, jest aplauz, dla siebie i dla publiczności. W tym paradoksalnie wyrażającym szacunek stylu, Tim stwarza komiczną ulgę dla swojej własnej śmierci. O świcie nadlatują helikoptery kręcąc z powietrza dom; ale Leary już opuścił budynek.

Podczas gdy niektórzy postrzegają ostateczny odwrót Tima w samotność śmierci jak brak przekonania lub poddanie się tym samym siłom, które zwyciężają każdego, sądzę że zrobił więcej niż tylko udowodnił swój punkt widzenia. Umarł tak jak chciał, nawet jeśli wybrana przez niego metoda i tego wyraz wciąż się zmieniały. Nie był nam winny spektakularnej śmierci na żywo bardziej, niż był winny konsensusowi kultury to aby umrzeć haniebnie w szpitalu.

Tak jak w latach ’60, kiedy został uwięziony za nakłanianie nas do podłączenia się, to właśnie my wokół niego nie byliśmy zdolni pozwolić wolnej duszy zrobić tego, na co miała ochotę. Timothy Leary był więziony dwa razy przez kulturę niezdolną zobaczyć kim jest ze względu na swoje lęki i uprzedzenia.

To właśnie my, a nie Timothy Leary, zawiedliśmy w walce toczonej w świetle reflektorów.

Douglas Rushkoff

(tłum. Conradino Bob)

 

Źródło: Esquire, sierpień 1996

Alejandro Jodorowsky

Apokalipsa jest teraz! Amerykanie wiedzą, że jedyną nadzieją są latające spodki. Czy wiesz jak postrzegam świat? Jak osoba, która umiera. Jak poczwarka, która umiera, żeby stać się motylem. Nie wolno nam powstrzymywać poczwarki przed śmiercią, musimy jej w tym pomóc, żeby mógł narodzić się motyl. Musimy tańczyć ze śmiercią. Ten świat umiera, ale to nic wielkiego. Stwórzymy ogromnego, kolosalnego motyla. Ty i ja będziemy jego pierwszymi skrzydłami, ponieważ sami o tym zdecydowaliśmy.

Alejandro Jodorowsky

 

Alejandro Jodorowsky to reżyser, scenarzysta komiksów, okultysta i psychoterapeuta, uważany za jednego z najwybitniejszych surrealistów i filmowców XX wieku. Ten niezwykły człowiek urodził się w 1929 r. w Chile w rodzinie żydowskiej, należącej do tradycji Ashkenazi, która wyemigrowała po I Wojnie Światowej z Rosji, goniona koszmarem komunistycznych (bolszewickich) prześladowań.

Jodorowsky już w najmłodszych latach fascynował się sztuką, a szczególnie teatrem i ekspresją ludzkiego ciała, co wykazał podczas zajęć na Uniwersytecie w Santiago. Aby móc konsekwentnie realizować swoją pasję, wyemigrował w 1955 r. do Paryża. Tam mógł bez przeszkód zgłębiać ukochaną sztukę mimiczną i być bliżej środowiska surrealistów, u studni ruchu. Tam też nakręcił wraz z Mauricem Chevalierem swój pierwszy film krótkometrażowy, The Severed Head (1957), długo zagubiony lecz w końcu odnaleziony i odrestaurowany w 2007.

W Paryżu Jodorowsky pobierał nauki u mistrza pantomimy Marcela Marceau, który znacząco wpłynął na jego twórczość filmową i pojmowanie ekspresji aktorskiej. Dla niego napisał dwie sztuki: The Cage oraz The Mask Maker. W tym samym miejscu zaprzyjaźnił się też z wybitnymi surrealistami: Rolandem Toporem i Fernando Arrabalem, z którymi utworzył w 1962 eksperymentalny Teatr Paniki. Projekt ten był hołdem dla pogańskiego boga Pana i nawiązywał do rytualnej ekstazy, w którą popadali jego wyznawcy.

Lata ’60 sprzyjały wszelkiego rodzaju eksperymentom twórczym, transgresjom duchowym i życiowym odjazdom, toteż nic dziwnego, że pokazy Teatru Paniki wyznaczyły nowy kierunek w sztuce teatralnej. Jego występy miały charakter pół rytuału, pół performance’u, odwołującego się do Teatru Okrucieństwa Antoina Artauda, krwawych pokazów Akcjonistów Wiedeńskich oraz pradawnych, greckich, misteriów dionizyjskich. Niedługo później, w opuszczonym przez wszystkich bogów i inne demony kraju, zwanym Polską, w czyn poodobne reformy teatralne wprowadzać zacznie niejaki Jerzy Grotowski.

teatr_paniki
Teatr Paniki / początek lat ’60

Po upewnieniu się, że jego finanse pozwalają mu na większą elastyczność, Jodorowsky zaczął kursować pomiędzy Paryżem, a Meksykiem, przenosząc swój eksperymentalny teatr częściowo na drugą stronę oceanu. Tam podczas pracy nad sztuką Arrabala zrodził się pomysł na pierwszy film pełnometrażowy Fando i Lis (1967).

Historia filmu traktuje o parze kochanków – z których jedno jest niepełnosprawne – podróżujących do mitycznego miasta Tar. Post-apokaliptyczna, pustynna sceneria, zaludniona onirycznymi obrazami, jest surrealistycznym traktatem mroków ludzkiej podświadomości i opowieścią o niepokoju duchowym, trawiącym istotę ludzką.

W filmie tym Jodorowsky z wielkim powodzeniem wykorzystał swój niebanalny warsztat teatralny, tworząc hybrydę teatru i filmu. Pomimo niezwykłej głębii, dzieło to nie spodobało się meksykańskim władzom. Film ukazał się w samym srodku politycznej zawieruchy roku 1968, tuż po tym, jak armia zmasakrowała ponad 200 studentów w trakcie krwawego tłumienia rozruchów w Mexico City.

Podczas swojej premiery na międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Acapulco spowodował on istną wrzawę. Festiwal został zawieszony, a film zbanowany w Meksyku. Nie zniechęciło to jednak reżysera, a wręcz utwierdziło go w obranym przez siebie kierunku.

Fando i Lis rozpoczyna w twórczości Jodorowsky’ego serię mistycznych dzieł artystycznych, które z głęboką i nieposkromioną pasją zgłębiają zagadkę człowieczeństwa oraz rozwijają temat duchowego potencjału jednostki.

We wszystkich nie brakuje też starannych odniesień społecznych o krytycznym zabarwieniu. Jego kolejne dzieło Kret (1970), łączące stylistykę spaghetti westernu w stylu Sergia Corbucciego z hermetyczno-freudowskim traktatem inicjacyjnym, okazuje się filmem kultowym i wielkim fenomenem tzw. północnych pokazów, a dzisiaj bywa nazywany acid westernem.

Nie stroniąc od okrucieństwa i tajemnych symboli, artysta ukazuje nam losy rewolwerowca-awanturnika, poszukującego ścieżki duchowej. Porzucając za namową uratowanej z rąk bandytów kobiety swoje dziecko, wyrusza on na pustynię w celu odszukania czterech mistrzów, których ma zabić jednego po drugim. Czyn ten udaje mu się lecz za cenę bolesnego oświecenia (wpasowującego się w mit ścieżki lewej ręki), które prowadzi go do odbycia pokuty, a ostatecznie ponownych narodzin.

Obmyty z winy, żyjący nowym życiem bohater zostaje jednak w końcu odnaleziony przez porzuconego na początku filmu syna – jego mroczne alter ego. W ostatniej scenie dokonuje on samospalenia, dzięki czemu opowieść zyskuje jakby buddyjski wydźwięk. W filmie tym Jodorowsky bardzo wyraźnie deklaruje swoje niezwykłe fascynacje duchowe, które będzie przenosił na taśmę filmową we wszystkich późniejszych dziełach.

alejandro_jodorowsky_kret_kadr
Alejandro Jodorowsky w „Krecie” (1970)

W tym samym czasie, gdy Jodorowsky kręcił Kreta, zaczął też na dobre odchodzić od teatru, porzucając złudzenia, co do jego rewolucyjnej roli. Niepokojony coraz bardziej przez cenzurę i doskwierający brak funduszy na życie, pisał na początku lat ’70:

Zdajemy sobie sprawę, że praktykujemy autocenzurę i że nasza sztuka jest hamowana. My reżyserzy dobrze wiemy, że jesteśmy u schyłku w momencie, w którym zaczynamy produkować papkowate dzieła bez żadnego wpływu na odbiorców. Recenzje są dekadenckie; ochraniają jedynie teatr aktorów, którzy są dupkami, żonglującymi słowami… Uważam teatr w Meksyku za definitywnie martwy.

Nie zważając na te drobne trudności, Jodorowsky dokonuje następnego kroku i zaczyna pracę nad scenariuszem do swojego opus magnum, dzieła które przejdzie do klasyki undergroundowej, autorskiej, surrealistycznej i okultystycznej kinematografii. Chodzi o Świętą Górę (1973). Jodorowsky chciał w filmie początkowo obsadzić Johna Lennona, który obejrzał Kreta na pokazie w Nowym Jorku i z miejsca zafascynował się jego twórcą. Do zagrania przez Lennona w filmie jednak nie doszło. Ten, chcąc się przyczynić do powstania produkcji, którą uważał za potencjalnie genialną, przekonał byłego menedżera The Beatles, Allena Kleina, żeby ten sfinansował całe przedsięwzięcie.

holy_mountain
Scena ze „Świętej góry”

W Świętej Górze Jodorowsky po raz pierwszy wykorzystał swoje badania nad Tarotem i zastosował zwarty system Enneagramu, stworzony przez Oscaro Ichazo (ktory zwany bywa peruwiańskim Carlosem Castanedą). Uczeń Georgija Gurdżijewa – wybitnego mistyka, myśliciela i okultysty gruzińskiego – zawarł w nim najważniejsze osiągnięcia jego specyficznej, inicjacyjnej psychoastrologii. Dzieło Jodorowsky’ego ma charakter piramidowy. Zaczynając od najniższego poziomu mamy bardzo ograniczoną perspektywę, aby na końcu zdać sobie sprawę z całego układu i symbolicznej pełni niejako ze szczytu.

Głównym bohaterem filmu jest „Złodziej”, naznaczony przez reżysera rodzimym układem Tarota: kartami Głupca, Wisielca, Księżyca i Piątki Mieczy (ostatnia karta reprezentuje jego pierwotny instynkt i jest jednocześnie symbolem umysłowego egotyzmu, hamującego duchowy rozwój). Poszukiwanie przez niego szczęścia jest jednocześnie metaforą poszukiwania oświecenia i prawdziwej mądrości. Cały film jest bardzo wyraźnie naznaczony tym alchemicznym wydźwiękiem.

Niesamowita, psychedeliczna aura unosząca się nad Świętą Górą, jest skutkiem specyficznego podejścia Jodorowsky’ego, które bez żadnej wątpliwości można nazwać podejściem magicznym w sensie formuły Aleistera Crowleya. Wielki mag i okultysta w swoich dziełach tłumaczył, iż magia to nic innego, jak nauka powodowania zmian zgodnie z Wolą.

Inspirowany tym podejściem, twórca zebrał w filmie obsadę, której charaktery miały dokładnie odzwierciedlać postaci, przez nią grane. W tym założeniu tkwiła pewna ścisłość, wiążąca się z zastosowaniem systemu Enneagramu.

Wraz ze swoimi aktorami Jodorowsky przebył także miesięczne odosobnienie, na którym sesje z użyciem LSD łączono z medytacją zazen. W ten sposób wykrystalizowała się też, grana przez niego samego, postać alchemika, która jak mówi sam reżyser, jest połączeniem osoby Gurdżijewa i znajomego mistrza ZEN.

Współtworzenie przez Jodorowsky’ego muzyki do Świętej Góry (wraz z Donaldem Byrdem) jest także konsekwentną realizacją rytualnego założenia, wg. którego każde dzieło jest systemem paralelnych układów znaczeniowych (przekazywanych głównie w sposób symboliczny).

Przyporządkowanie pomocników „Złodzieja” planetom (lub raczej domom astrologicznym) staje się kolejnym przykładem systematyczności zapisu treści w tym filmie, mogącym się wydawać chaotycznym, bezsensownym, wizualnym palimpsestem. Każdy szczegół ma tu jednak swoje znaczenie i jedynie systemowe oglądanie jest w stanie ujawnić nieprzebrane bogactwo dzieła Jodorowsky’ego.

Film ten tak silnie wpłynął na niektórych, że nigdy nie mogli się uwolnić od jego czaru. Przykładem może być tania gwiazdka pop – Marilyn Manson, na którego filmowa osobowość alchemika wywarła tak wielki wpływ, że poprosił on samego Jodorowsky’ego, aby ten udzielił mu ślubu w swoim filmowym stroju, w Irlandii, w grudniu 2005 roku.

Jak dodaje także Jodorowsky, film ten miał być od początku materiałem terapeutycznym dla psychiki człowieka, która odnajdując w nim pewne elementy dotąd niezrozumiałe, zaczyna dostrzegać ich znaczenie i w efekcie zachodzi w niej psychologiczna i duchowa przemiana. Jest to więc także pragmatyczny manifest, wynalezionego przez niego w tym mniej więcej czasie, systemu psychomagii.

Jak twierdzi także wiele osób, charakterystycznym dla tego filmu doświadczeniem jest relatywne zakrzywienie czasu, dzięki czemu wydaje się jakby trwał on cztery razy tyle, ile pokazują wskazówki zegara. Jeszcze jeden dowód na wielkość tego obrazu, po którym niejeden człowiek wyszedł z mózgownicą, parującą od niezapomnianych przeżyć.

Oprócz wymienionych wyżej reżyser nakręcił jeszcze równie genialną Świętą krew (1989) i dwa filmy zaliczane do porażek lub nieporozumień. Są to Złodziej tęczy (1990), romans artysty z kinem familijnym nakręcony w Gdańsku oraz Tusk (1980), który okazał się porażką od strony produkcji.

W 2008-2009 świat obiegła wiadomość o planowanym przez reżysera sfilmowaniu drugiej części kultowego Kreta, która miałaby być opowieścią o jego synu. W związku z wykupieniem jednak przez Allena Kleina prawa do tej nazwy, wstępny tytuł musiał zostać zmieniony na Abelcain, a następnie King Shot.

Ostatecznie produkcja całego filmu stanęła pod znakiem zapytania w związku z brakiem funduszy, ale Jodorowsky zrealizował w 2013 inny film: Taniec rzeczywistości, pokazany na Festiwalu w Cannes.

O ile tworzenie filmów jest dla Jodorowsky’ego polem eksperymentów ze stworzoną przez siebie psychomagią, to sprawą priorytetową są badania nad Tarotem, które prowadzi od ponad 40 lat! Jodorowsky od dłuższego czasu jeździ z wykładami na ten temat po całym świecie będąc jedną z najbardziej uznanych osobistości, zajmujących się jego wykładnią.

Współpracuje przy tym z samym Philippem Camoin – spadkobiercą rodziny Camoin, zajmującej się drukiem oryginalnego Tarota Marsylskiego od 1760 r. Jodorowsky wierny jest bowiem talii, stworzonej przez Nicolasa Convera i w tej chwili zajmuje się przywróceniem jej oryginalnego wyglądu.

Artysta od czasu ukończenia filmu Tusk jest też niezwykle twórczy na polu komiksowym. Do jego najbardziej znanych dzieł należą: The Incal (stworzony razem z Jeanem Giraud), Metabarons, The Technopriests, Moonface i Megalex. Komiksy te, swoją stylistyką wahające się pomiędzy dark-punkiem, space-operą, a futurystyczną dystopią, są często naznaczone okultystycznymi inspiracjami (często bezpośrednimi odniesieniami do symboliki Tarota) i wysoce poważane w świecie komiksu i magii.

W tym obszarze – analogicznie wobec sztuki filmowej i teatralnej – staje się też widoczne, subtelne oddziaływanie magiczne Jodorowsky’ego na kulturę. Z racji osobowości nie wahającej się eksplorować najbardziej mrocznych pokladów ludzkiej nieświadomości i bez żadnych kompromisów realizującej niezwykle nieraz trudne wyzwania artystyczne, Jodorowsky doczekał się już prawdziwego kultu i pozostaje legendą kina autorskiego oraz uznanym „prorokiem” kontrkultury.

Conradino Beb

 

Polecane strony na temat Alejandro Jodorowsky’ego:

Alejandro Jodorowsky [esp]
Profil filmowy w serwisie FILMWEB [pl]
Stronka poświęcona twórczości komiksowej artysty [fr]
The film you will never see (tekst Jodorowsky’ego na temat Diuny )[en]

Timothy Leary (1920-1996)

Nasza rewolucja kreuje nowe, post-polityczne społeczeństwo oparte na Ekstazie tzn. na doświadczeniu Indywidualnej Wolności. Ten ruch jest „zachwytem” antycypującym rok 2000. Jest kulminacją mistycznych, transcendentnych, upiornych, pełnych halucynacji marzeń, które przejawiały się jako wizje w naszych najwyższych psychedelicznych (umysłowo otwartych stanach).

Timothy Leary, Polityka Ekstazy

 

Gdyby spytać która z wielkich osobistości XX wieku w znaczący sposób wpłynęła na współczesną kulturę undergroundową, to odpowiedzi mogłoby być kilka, ale jedna z nich z pewnością brzmiałaby – Timothy Leary. Renegat z Harvardu, „szalony naukowiec”, psychedeliczny guru, rewolucjonista społeczny, wizjoner oraz więzień polityczny, który dzięki Richard M. Nixonowi zyskał miano „najgroźniejszego człowieka w Ameryce”, był jedną z najbardziej barwnych i kontrowersyjnych postaci epoki kontrkulturowego zrywu, w której przemiana świadomości i wyzwolenie seksualne wdarły się z dziką energią na sztandary.

To właśnie dzięki „apostołowi chaosu” postulaty, traktowane przez Nową Lewicę jedynie jako elementy walki politycznej, poszerzyły swoje znaczenie o głębszy wymiar, tym samym przyciągając do kulturowej rebelii tysiące młodych ludzi. W argumentach, reprezentowanego przez niego ruchu psychedelicznego spoczywało duchowe uzupełnienie batalii o prawa ekonomiczne i społeczne.

Timothy Leary w latach ’80

I nikt inny, ale właśnie Timothy Leary doprowadził do zjednoczenia tych dwóch sił uświadamiając wielu ludziom, że wojna tocząca się w kulturze Zachodu, nie rozgrywa się wyłącznie o wyzwolenie klasy, grupy społecznej czy też mniejszości etnicznej, ale jej polem jest walka o coraz bardziej zagrożoną represjami prawnymi, wolność wewnętrzną.

Ponadto w jego dziełach, wywiadach i przemowach najwyraźniej uwidacznia się doświadczenie pokolenia roku 1968 w Stanach Zjednoczonych, które wychodząc z epoki ekonomicznego prosperity, nagle wchodziło w bolesne doświadczenia imperialistycznych zapędów swojego kraju, dla którego jedyną opcją stylu życia był drobnomieszczański konsumeryzm (tak doskonale sportretowany przez sytuacjonistów). W okresie rewolucji Święty Timothy stał się prawdziwym symbolem ideałów tej generacji, dla której przez wiele następnych lat był też przewodnikiem.

Jeśli porównać ruch psychedeliczny lat ’60, który narodził się z doświadczeń akademickich ze środkami enteogennymi, do hydry o kilku głowach, to jedną z nich stanowił Timothy Leary, drugą zaś Ken Kesey. Oczywiście naukowców, popierających idee rozwoju świadomości i głoszących potrzebę zgłębiania potencjału środków enteogennych było o wiele więcej, ale to właśnie tych dwóch ludzi nadało mu szyk, cel i rozgłos. Oczywiście konserwatyści zawsze będą wytykać Leary’emu błędy, fałszować jego biografię, a przede wszystkim wydawać mu świadectwo niepoczytalności.

Nie ulega jednak wątpliwości, że wszystkie jednostki, skupione wokół kontrkultury, będą Leary’ego szanować i kochać za to co zrobił dla wyzwolenia jednostki z sideł represyjnej, judeochrześcijańskiej kultury. To właśnie Leary bowiem miał tyle odwagi, żeby rzucić rękawicę w twarz systemu kontrolnego tym samym wypowiadając jej wojnę… wojnę informacyjną, która toczy się po dziś dzień.

Timothy Francis Leary urodził się 22 października 1920 r. w Springfield, w stanie Massachusetts. Jego rodzina należała do irlandzkich imigrantów wyznania katolickiego, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych z powodu zwiększającego się ucisku i represji politycznych, jakich doznawała Irlandia z rąk okupantów brytyjskich. Ojciec Timothy’ego był dentystą-alkoholikiem, który na zawsze porzucił rodzinę, gdy ten ukończył 13 rok życia.

Na straży wychowania dziecka stanęły wtedy jednak jego matka oraz ciotka, które dostrzegając wrodzoną inteligencję dziecka zajęły się jego staranną edukacją. Wkrótce po zdaniu matury skierowano go do College of the Holy Cross w pobliskim Worcester – jezuickiej uczelni o silnych katolickich korzeniach, z której Tim wyleciał po dwóch latach za picie, podrywanie panienek i opuszczanie zajęć.

Za namową matki młodzieniec szybko przeniósł się na United States Military Academy, znaną również jako West Point – kuźnię amerykańskich kadr wojskowych. Szybko jednak został z niej wydalony za „złamanie kodu honorowego” czyli za przemycanie alkoholu na ćwiczenia taktyczne. Tytułu Bachelor of Psychology dorobił się jednak szczęśliwie w 1943 r. na University of Alabama kończąc kurs korespondencyjnie.

Przedtem jednak został z tej uczelni wydalony za sypianie z kobietami w żeńskim akademiku, przez co musiał się przenieść na University of Illinois (w trakcie powołano go jednak wojska, w którym służył na frontach II Wojny Światowej jako rehabilitant głuchych). Już w tamtych latach widać było wyraźnie, że Tim jest urodzonym hedonistą i niezbyt się przejmuje zdaniem autorytetów, których burzenie stało się potem jego życiową misją.

W 1944 r. w życiu Leary’ego nadchodzi pierwszy wielki moment – poznaje swoją pierwszą żonę, Marianne, podczas ćwiczeń w Pensylwanii. Zakochani biorą ślub i przenoszą się do kalifornijskiego Berkeley, gdzie rodzi im się też dwójka dzieci. W 1946 r. Timothy Leary powiększa swój dorobek naukowy otrzymując tytuł Master of Science na Washington State University, a w 1950 r. tytuł Ph.D na University of California w Berkeley (który dziwnym trafem ukończyło większość „świrów” mających znaczący wpływ na kontrkulturowy dyskurs drugiej połowy XX wieku, m.in. Philip K. Dick oraz Carlos Castaneda).

Tam też rozpoczęła się kariera naukowa Leary’ego, który służył na uczelni jako profesor asystujący w latach 1950-1955. Niedługo jednak dosięgają go kolejne efekty wybranego przez siebie stylu życia. W ostatnim roku swojej pracy w Berkeley samobójstwo popełnia jego żona (dokładnie w jej 35. urodziny Leary znajduje ją martwą w garażu, za kierownicą samochodu) podejrzewając go o to, że ma kochankę, co było prawdą, gdyż krótko po śmierci żony Leary bierze z nią ślub. Niestety, kolejny związek rozpada się również w nagłych okolicznościach.

Dzięki The Henry J. Kaiser Family Foundation, Timothy Leary przez trzy lata (1955-58) piastuje stanowisko dyrektora ds. badań psychiatrycznych w Kaiser Permanente Hospital, w Oakland. W międzyczasie umiera jego ojciec, a ten będąc w stanie załamania nerwowego podróżuje do Europy spotykając Davida McClellanda – behawiorystę, psychologa społecznego i dyrektora Center for Personality Research na Harvard University (twórcę Teorii Potrzeb), który zauroczony jego wdziękiem i błyskotliwością oferuje mu na tej samej uczelni posadę wykładowcy w semestrze 1959/1960.

leary_millbrook
Timothy Leary w Millbrook / 1964

Zachęcony przez swojego kolegę, Franka Barrona, który relacjonuje mu swoje świeże doświadczenie z magicznymi grzybami, Leary odbywa latem 1960 r. wycieczkę do Cuernavaca w Meksyku, gdzie po kilku kieliszkach tequili spożywa pierwszy w swoim życiu psychedelik i odbywa, obfitujący w następstwa trip. Jak pisze w swojej książce High Priest: Zjadłem siedem świętych, meksykańskich grzybów i odkryłem, że piękno, objawienie, zmysłowość, komórkowa historia przeszłości, Bóg, Diabeł – wszystko to spoczywa wewnątrz mojego ciała, poza moim umysłem. Wiele lat później będzie wspominał o tym doświadczeniu, że w ciągu pięciogodzinnego tripu nauczył się więcej o psychologii i zasadach działania ludzkiego umysłu, niż przez piętnaście lat studiowania tej nauki na uniwersytecie.

Po powrocie na Harvard jesienią tego samego roku, Timothy Leary wraz z Ralphem Metznerem i Richardem Alpertem zakładają Harvard Psilocybin Project, który uzyskuje aprobatę ich przełożonego – Davida McClellanda. Moment ten wyznacza cezurę i staje się oficjalnym początkiem ery eksperymentów ze środkami psychedelicznymi, które oficjalnie i nieoficjalnie trwają do dziś. W ramach tego projektu cała trójka podaje psylocybinę (wówczas całkowicie legalną), pochodzącą z Zakładów Sandoza w Szwajcarii (której syntezy dokonał Albert Hofmann) ochotnikom, wśród których są: Allen Ginsberg, Jack Kerouac, Neal Cassady, William S. Burroughs, Arthur Koestler, Thelonious Monk i Peter Orlovsky, a także wielu pracowników uniwersytetu i studenci.

Eksperymenty okazały się wielkim sukcesem, gdyż znaczna większość wywiadów, przeprowadzanych po podaniu psylocybiny wykazywała, że doświadczenie odmiennego stanu świadomości było najważniejszym przeżyciem, z jakim jednostki te kiedykolwiek się zetknęły. W międzyczasie eksperymentom z psychedelikami poddaje się w Menlo Park, Ken Kesey. Dalszym eksperymentom impetu nadaje pojawienie się cudownego środka, jakim jest LSD-25, które na Harvard trafia dzięki kolejnemu, nieprzypadkowemu spotkaniu.

W wrześniu 1961 Timothy Leary zostaje zaproszony do Cambridge przez Michaela Hollingsheada, filozofa pracującego dla Institute for British American Cultural Exchange. Ten będąc świeżo po swoim pierwszym doświadczeniu z tym środkiem kontaktuje się z nim z kolei za namową Aldousa Huxleya, który miał stwierdzić, że potencjał duchowy LSD jest w stanie ogarnąć tylko ktoś taki, jak Timothy Leary. Hollingshead z miejsca spodobał się Leary’emu, który zaoferował mu mieszkanie w swoim harvardzkim domu, jak również posadę wykładowcy.

W międzyczasie (1961-62) Timothy Leary przeprowadza słynny eksperyment, który do akt więziennictwa wszedł pod nazwą Concord State Reformatory Rehabilitation Study. W ramach tego eksperymentu podano 32 więźniom psylocybinę, co miało udowodnić skuteczność rehabilitacyjną i terapeutyczną tego środka dla recydywistów.

Leczenie odbywało się przez sześć tygodni i było wspomagane terapią grupową oraz sesjami analitycznymi. Po 18 miesiącach kontynuacja badań nad efektami eksperymentu wykazała, iż z 24 przesłuchanych więźniów, 19 wykazało znaczącą poprawę i zostało zwolnionych, a pięciu zostało odesłanych z powrotem za kratki. Mierzalna skuteczność psylocybiny dla rehabilitacji kształtowała się więc w granicach 80%.

Wkrótce Timothy Leary wraz ze swoimi kolegami rozpoczyna na Harvardzie doświadczenia z użyciem świeżo dostarczonego ze Szwajcarii LSD-25, na które uzyskał oficjalny grant z uczelni. W ramach eksperymentu podano 3.500 dawek ponad 400 jednostkom. 90% uczestników deklarowała chęć powtórzenia eksperymentu, 83% twierdziła, że nauczyła się czegoś nowego lub doznała wglądu, a 62% była przekonana, że ich życie zmieniło się na lepsze.

Doświadczenia z LSD i psylocybiną zaczynają się jednak powoli wymykać spod kontroli naukowców, kiedy okazuje się, że coraz więcej studentów jest nimi zainteresowanych. Temat powoli zaczyna stawać się sensacją. Oliwy do ognia dolewa artykuł w uniwersyteckiej gazecie, The Harvard Crimson, opublikowany 20 lutego 1962 r., w którym spekulowano na temat niezdrowego entuzjazmu wobec psylocybiny dr Alberta i dr Leary’ego i porównywano ją do somy z Nowego Wspaniałego Świata Aldousa Huxleya. Sami zainteresowani natychmiast odpowiadają zgodnie ze swoimi poglądami na tą sprawę broniąc mocno „nowej metodologii”, która angażuje w badanie samych badaczy.

W ten sposób rozpoczyna się najdłuższa wojna współczesnej kultury – front o wykorzystywanie środków psychedelicznych dla celów rozwoju ludzkiej świadomości. W maju 1963 Timothy Leary wraz z Richardem Alpertem stają ostatecznie przed Corporation of Harvard – najwyższym ciałem, zarządzającym uniwersytetem, które postanawia nie przedłużać im kontraktów tym samym skazując na wydalenie.

Już rok wcześniej kontrowersyjni badacze czując pismo nosem zakładają jednak własną organizację – International Federation for Internal Freedom, która za swoją siedzibę obiera Cambridge, by przenieść się wkrótce do opuszczonego budynku na Kenwood Avenue w małym Newton. To tam zaczął się ruch tworzenia komun, żyjących w układzie wielorodzinnym, które wg. Leary’ego były społecznym skutkiem rozwoju ruchu przemiany świadomości i wkrótce miały stać się rozpoznawalnym znakiem masowego ruchu hippisowskiego.

Działania Leary’ego stawały się coraz głośniejsze w mediach i wkrótce zainteresowali się nimi spadkobiercy fortuny Andrew W. Mellona – Peggy, Billy oraz Tommy Hitchcock, którzy pomogli mu przenieść się do opuszczonej rezydencji w Millbrook, nieopodal Nowego Jorku, w której mógł kontynuować swoje badania. W posiadłości tej Leary przebywał do 1968 r. i tu właśnie wykrystalizowała się większość jego oryginalnych teorii na temat świadomości i funkcji środków psychedelicznych, łącznie z przekonaniem o zbawczej roli, jaką mogą odegrać środki psychedeliczne w kulturze Zachodu.

Miejsce to stało się szybko celem ataków policji i FBI pod dowództwem G. Gordona Liddy’ego, który starał się uprzykrzać życie profesorowi, jak to tylko było możliwe wielokrotnie aresztując członków komuny za posiadanie dragów. To tam wspólnie z Ralphem Metznerem i Richardem Alpertem, Timothy Leary pisze swoje pierwsze wielkie dzieło, Doświadczenie psychodeliczne w 1964. We wrześniu 1966 Leary zakłada zaś organizację religijną – League for Spiritual Discovery, w której LSD staje się świętym sakramentem (przez co miał zamiar zalegalizować ten środek korzystając z argumentu „wolności wyznania”; sam przechodzi w międzyczasie na hinduizm). LSD zaczyna szybko rozpowszechniać się w Stanach Zjednoczonych stając się prawdziwym hitem.

Teorie dr Leary’ego pod wpływem cudownego środka układają się w słynne, zgrabne hasło, które brzmi: „Podłącz się, dostrój się, odpadnij”. Jak tłumaczy to sam w wywiadzie udzielonym w 1966 pismu Playboy (rozdział z Polityki Ekstazy): „Podłączyć się” to być w kontakcie ze starożytną energią i wiedzą, które są wbudowane w twój układ nerwowy. Dostarczają one niewysłowionej radości i odkryć. „Dostroić się” to zaprząc i porozumieć się z tymi nowymi perspektywami w harmonijnym tańcu ze światem zewnętrznym. „Odpaść” oznacza odłączenie się od plemiennych rozgrywek.

Nie trzeba już dzisiaj dodawać, że takie poglądy z miejsca przysporzyły mu natychmiastowych kłopotów z prawem federalnym. W grudniu 1965 r. podczas przekraczania granicy z Meksykiem osiemnastoletnia córka Leary’ego zostaje złapana z 14,2 g marihuany, ten zaś oskarżony o złamanie Marijuana Tax Act. Wyrok w sprawie brzmi: 30 lat więzienia i 30.000$ grzywny!!!

Odwołując się od wyroku do Sądu Najwyższego Leary argumentuje jednak niekonstytucyjność aktu, na podstawie którego został skazany, gdyż ten wymaga, aby oskarżony wnosił sprawę sam przeciwko sobie. Dzięki temu Sąd Najwyzszy przyznaje mu w maju 1969 r. rację na podstawie złamania przez prokuratora Piątej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

W grudniu 1968 r. Leary zostaje ponownie aresztowany za posiadanie zioła, gdyż do popielniczki samochodowej policja podrzuca mu dwa blunty. W styczniu 1970 r. zapada w tej sprawie wyrok, który skazuje naszego ulubieńca na 10 lat więzienia przy kaucji wynoszącej 5 mln$. Zanim zapada wyrok, Timothy Leary ogłasza jeszcze swoją kandydaturę na fotel Gubernatora Kalifornii, na kampanię wyborczą nie ma jednak szans z powodu więzienia.

Cała sprawa nosi oczywiste znamiona prowokacji, która ma go wykluczyć raz na zawsze z życia publicznego. „Szalonemu doktorowi” udaje się jednak dzięki odpowiedniej manipulacji testem psychologicznym trafić do słabo strzeżonego sektora więzienia, który umożliwia mu przygotowanie ucieczki, do której dochodzi 13 września 1970 r.

Akt ten jest prawdziwą legendą, gdyż Timowi udaje się uciec w wyjątkowo sprytny sposób. Po wejściu na dach zakładu wdrapuje się na słup telefoniczny, z którego zjeżdża po kablu nad dziedzińcem lądując tuż obok autostrady, z której zabiera go podstawiony oddział Weatherman (Timothy przez pewien czas gorąco popiera ich rewolucyjną retorykę). Następnie zostaje przeszmuglowany z fałszywym paszportem do Meksyku razem z żoną, Rosemary, by polecieć do Algierii, gdzie przez pewien czas przebywa w kwaterze Czarnych Panter.

Ich przywódca, Eldridge Cleaver okazuje się nie być jednak pozytywnie usposobiony wobec doktora zamierzając go zatrzymać jako zakładnika na wypadek negocjacji z rządem (z dużym prawdopodobieństwem zamiary te zostały zainspirowane przez CIA), przez co para musi uciekać do Szwajcarii.

Timothy wraz z żoną spędzają tam 18 miesięcy, podczas gdy Stany Zjednoczone domagają się bezskutecznie ekstradycji Leary’ego. Pełen napięć okres doprowadza do rozwodu, który rzuca Leary’ego w stronę kolejnego romansu, tym razem z francuską socjalistką, Joanną Harcourt-Smith. Wkrótce świeżo poślubiona para znowu ucieka, tym razem do Kabulu w Afganistanie, gdzie zostaje schwytana nielegalnie przez amerykańskich agentów w 1973 r. Po przetransportowaniu do Ameryki, Leary dostaje wyrok 100 lat więzienia w zakładzie o zaostrzonym rygorze w Folsom, gdzie spędzą trochę czasu w jednej celi z niesławnym Charlesem Mansonem.

Postawiony przed tak okrutnym werdyktem systemu, Leary jednak nie załamuje się, ale zaczyna jeszcze bardziej rozwijać swój optymizm za kratkami medytując i przeprowadzając serię projekcji astralnych, które doprowadzają do napisania krótkiego dokumentu pt. Starseed (1973). Tekst ten nosi ślady objawienia, jakiego Tim doznał podczas przelotu przez System Słoneczny, komety Kohouteka oraz na wieść o odnalezieniu śladu pozaziemskiego DNA w miejscowości Orgeuil we Francji.

Od tej pory datuje się też zmiana kierunku refleksji Leary’ego w stronę kosmologii, ufologii i Nowej Nauki. Wszystko każe mu szukać źródła życia poza ziemią, pojawiają się też pierwsze wzmianki o „elektronicznej seksualności” oraz „odbieraniu i transmitowaniu fal elektromagnetycznych”.

Jak dowodzą świadkowie, Leary zaczyna młodnieć, a jako swój nowy symbol przyjmuje „kosmiczne nasienie” – miniaturę znaku nieskończoności, ukształtowaną na wzór nukleotydu. Przy okazji Timothy zakłada także nową organizację o nazwie P.R.O.B.E., której celem ma być likwidacja wszystkich więzień. Wkrótce wydaje też kolejny manifest, noszący nazwę Terra II… A Way Out (1974), w którym objawia się jako zwolennik podróży kosmicznych i klonowania planet. W międzyczasie pisze też ze swoją żoną kolejną książkę Neurologic, w której rozwija swoją psychedeliczną neuropsychologię. Po raz pierwszy deklaruje w niej głębokie zainteresowanie myślą największego, współczesnego okultysty – Aleistera Crowleya.

W tym samym czasie do prasy amerykańskiej zaczynają przeciekać informacje o domniemanym sprzedawaniu działaczy kontrkultury przez Leary’ego, który zgodził się w zamian za zwolnienie z więzienia współpracować z FBI. Szczególnie narastają spekulacje, że Tim zdążył już wskazać miejsce ukrycia członków lewackiej grupy Weatherman oraz oskarżanego o międzynarodowy handel narkotykami, Bractwa Wieczystej Miłości. Jak twierdził jednak sam Timothy Leary, a potwierdzają to także najwięksi giganci kontrkultury w swoim FBI AND MEDIA KICK A MAN WHILE HE’S DEAD – An Open Letter from the Friends of Timothy Leary, żadna współpraca nigdy nie miała miejsca.

Ujawnione przez rząd zapisy zeznań Leary’ego wskazują, że zasypywał agentów różnymi bzdurami, a także sprzedawał wiadomości, które już były doskonale znane. W ten sposób nikomu nie zaszkodził i co najwazniejsze, nikogo z powodu jego zeznań nigdy nie skazano. Wprost przeciwnie, sprawił iż FBI przestało szukać wyimaginowanej siatki przestępczej, do której wydania chciano go zmusić.

Ponadto, należy zwrócić uwagę, iż kontrolowane uwolnienie danych na temat jego „współpracy z FBI” nosi znamiona rządowej prowokacji, a udostępnione po jego śmierci akta mają postać, która może mu zaszkodzić jedynie w oczach wrogów i potencjalnych poszukiwaczy niewygodnych faktów. Smaczku dodaje jeszcze fakt, iż przecieki do prasy w czasie, gdy przebywał w więzieniu były częścią tajnej operacji wywiadowczej o kryptonimie COINTELPRO, prowadzonej od 1968, a ujawnionej po aferze Watergate.

W ramach operacji FBI inwigilowało, fałszowało dokumenty, rozpowszechniało paranoję, podżegało do zbrodni oraz inspirowało do podwójnej działalności i dyskredytowało szeroko pojęte środowisko kontrkulturowe. Była to istna zabawa w kotka i myszkę, która jednak odbiła się neokonserwatywnym elitom głęboką czkawką, gdy udowodniono, iż FBI świadomie łamało zarządzenie Sądu Najwyższego, które wyraźnie zabraniało takich operacji.

Timothy Leary wychodzi ostatecznie z więzienia, lecz nie, jak się powszechnie uważa – a kłamstwo to lub niewiedzę powiela się nawet w anglojęzycznej Wikipedii – dzięki swoim zeznaniom (które były całkowicie dla FBI bezwartościowe), a na skutek interwencji amerykańskiego PEN Clubu, którego członkowie napisali w jego sprawie list do Kongresu, zaniepokojeni drastycznym łamaniem prawa przez organa ścigania. Więzienie Tim opuszcza ostatecznie w kwietniu 1976 r., by zaszyć się z żoną w górach Nowego Meksyku.

W wywiadzie, który Robert Anton Wilson zamieszcza w swojej książce Kosmiczny Spust, Timothy Leary bardzo trafnie podsumowuje ten okres swojego życia mówiąc: Nauczyłem się sporo na temat polityki ssaków. Udało mi się pozostać sobą w kontaktach z Departamentem Sprawiedliwości, biurem antynarkotykowym, FBI, CIA, Weather Underground, algierskim Al Fatah, lokalnymi glinami w kilkunastu stanach, strażnikami więziennymi i administratorami dwudziestu dziewięciu więzień na trzech kontynentach, nie mówiąc już o wszystkich gangach więziennych archipelagu kalifornijskiego – grupie Mansona, Bractwie Aryjskim, JDL, czarnych muzułmanach, mafii meksykańskiej i sycylijskiej… Nie wiem, czy jest taki drugi psycholog społeczny, który by miał pole do badań terenowych nad tymi gangsterami potrafiącymi zabić w jednej chwili, jeśli tylko okażesz słabość. Było to najbardziej pouczające doświadczenie w moim życiu.

Po wyjściu z więzienia Leary przenosi się na krótko do San Diego, gdzie rozwodzi się po serii kłótni ze swoją żoną. Następnie przenosi się na Laurel Canyon w okolicy Hollywood Hills, w Los Angeles. Tam też po raz kolejny żeni się, tym razem z reżyserką, Barbarą Blum, której pomaga wychowywać dziecko; ich rozwód następuje dopiero w 1993.

W ostatnim okresie swojego życia, który przypada na lata ’80 i ’90, Timothy Leary nie ustaje w produkowaniu kolejnych wizji dla świata. Pomaga Robertowi Diltsowi dopracować znany w świecie biznesu system NLP, który staje się pragmatyczną konsekwencją jego słynnego Modelu Ośmiu Obwodów Neurologicznych. Stwarza także przestrzeń porozumienia pomiędzy doświadczeniem psychedelicznym, a doznaniem towarzyszącym rodzącej się kulturze informacyjnej.

Do jego domu przybywa William Gibson, który zapoznaje go ze swoimi cyberpunkowymi wizjami. Z tego okresu pochodzą następne maksymy Leary’ego, który stwierdza: „Dragi to technologie” oraz „VR to elektroniczne LSD”. Zainteresowania rewolucją komputerową owocują ostatnią książką wydaną przed śmiercią, Chaos & Cyberculture (1994). Dzięki pomocy przyjaciół startuje w tym samym roku ze swoją audiowizualną prezentacją How To Operate Your Brain, z którą objeżdża całą Amerykę głosząc swoje nieśmiertelne przesłanie: „Myśl samodzielnie, kwestionuj autorytety”.

Timothy Leary odchodzi 31 maja 1996 r. umierając na raka prostaty przy okazji czyniąc ze swojej śmierci multimedialny spektakl. Jego ostatnie słowa, które powtarza kilka razy w zupełnie inny sposób, brzmią: „Dlaczego nie?”. Głowa, odcięta w chwili śmierci od ciała, zostaje zamrożona, na wypadek, gdyby dało się zreplikować jego umysł, gdy pozwoli na to technologia w przyszłości.

Jego świadomość zostaje zaś sklonowana w cyberprzestrzeni pod adresem Leary.com. W lutym 1997 skremowane zwłoki „szalonego doktora” zostają wystrzelone w kosmos, w ostatnią podróż. W ten sposób kończy swoją karierę jedna z najwybitniejszych osobowości XX wieku, która stała się wielkim kontrkulturowym bohaterem na długo przed swoją śmiercią.

Conradino Beb

 

Zobacz także w MGV:

„Ona dochodzi kolorowo” – wywiad z Timothym Learym [Playboy]

Śmierć w świetle reflektorów – odlotowe zanurzenie Timothy Leary’ego [Douglas Rushkoff]

 

Polecane strony na temat Timothy Leary’ego:

Strona oficjalna [en]
Profil filmowy [pl]
Materiały wizualne o Timothym w zgodzie z drogą YO [en]
Timothy na Deoxy [en]
Timothy Leary Erowid Vault [en]
Pokaźna stronka o Timie [ru]/[en]
Archiwa legendarnego pisma Psychedelic Review [en]
Polityka Ekstazy – wersja online [pl]
Timothy Leary Archives [en]
The Psychedelic Experience – wersja online [en]
Timothy Leary – wersja digitalno-komórkowa [en]
Starseed – wersja online [en]
The Eternal Philosophy of Chaos – rozdział Chaos and Cyberculture [en]
Książki Tima wydane przez Ronin Publishing [en]
Pokłosie lat ’60 Leary’ego w Okulturze [pl]
Timothy Leary Image Gallery [en]
I2 czyli skocz w rozwoju wg. Timothy’ego [en]

Buddyjski anarchizm

vipassana
Młodzi mnisi buddyjscy praktykujący vipassanę

Buddyzm utrzymuje, że wszechświat oraz wszystkie istoty w nim się znajdujące, są częściowo w stanie kompletnej mądrości, miłości i współczucia; wiązane ze sobą przez naturalne reakcje i wzajemną współzależność. Osobiste spełnienie tego od-początkowego stanu, nie może być zawłaszczone wyłącznie przez i dla jednego – „ja” – ponieważ nie jest ono w pełni zrealizowane, jeśli jednostka nie przestała się do niego przywiązywać.

Z buddyjskiego punktu widzenia tym, co utrudnia naturalną manifestację tego stanu, jest Ignorancja, która objawia się strachem i bezużytecznym pożądaniem. Historycznie rzecz biorąc, buddyjskim filozofom nie udało się wydedukować stopnia, do którego ignorancja i cierpienie są spowodowane lub inspirowane przez czynniki społeczne, uznając strach-i-pożądanie za akceptowane fakty ludzkiej kondycji.

Konsekwentnie, największy nacisk filozofii buddyjskiej jest położony na epistemologię i „psychologię” bez zwracania uwagi na problemy historyczne czy socjologiczne. Mimo, że Buddyzm Mahayana posiada wielką wizję uniwersalnego zbawienia, aktualnym osiągnięciem Buddyzmu jest wynalezienie praktycznego systemu medytacji nakierowanego na zakończenie wyzwolenia kilku oddanych jednostek z psychologicznych sideł i kulturowych uwarunkowań. Instytucjonalny Buddyzm jest, jak łatwo zauważyć, gotowy na zaakceptowanie czy też zignorowanie nierówności i tyranii każdego systemu politycznego, pod którym przyszło mu żyć. Może być to śmierć Buddyzmu, ponieważ to śmierć dla każdej znaczącej funkcji współczucia. Mądrość bez współczucia nie czuje bólu.

Nikt nie jest w stanie pozwolić sobie dzisiaj na niewinność czy pogrążenie się w ignorancji na temat natury dzisiejszych rządów, polityki i porządków społecznych. Rządy narodowe we współczesnym świecie podtrzymują swoje istnienie poprzez starannie realizowaną promocję pożądania i strachu: potworne wyłudzanie haraczu. „Wolny świat” stał się ekonomicznie zależny od fantastycznego systemu stymulacji chciwości, która nie może być wypełniona, pożądania seksualnego, które nie może być zaspokojone i nienawiści, która nie posiada swojego wyrazu, chyba że skierowanego na siebie samą, osób, które powinno się kochać lub też rewolucyjnych aspiracji żałosnych, doświadczonych przez nędzę, marginalnych społeczeństw takich jak Kuba czy Wietnam.

Warunki Zimnej Wojny zmieniły wszystkie współczesne społeczeństwa – łącznie z komunistycznymi – w zawistnych niszczycieli prawdziwego potencjału człowieka. Kreują one preta – głodne duchy, z gigantycznymi apetytami i gardłami nie większymi, niż igły. Gleba, lasy i całe życie zwierzęce są konsumowane przez te chore na raka kolektywizmy; powietrze i woda planety są przez nie wykorzystywane.

Nie ma nic w ludzkiej naturze czy też w wymaganiach społecznej organizacji człowieka, co nieodzownie żąda, aby kultura była sprzeczna, represyjna oraz produkowała agresywne i sfrustrowane osobowości. Świeże odkrycia w antropologii i psychologii uwidaczniają to coraz bardziej. Można tego dowieść samemu oglądając własną naturę dzięki medytacji. Od kiedy osoba posiada już tyle wiary i wglądu, musi zostać doprowadzona do głębokiego zainteresowania potrzebami radykalnej zmiany społecznej poprzez różnorodność środków, jak mam nadzieję, nie wymagających użycia siły.

Radosne i dobrowolne ubóstwo buddyzmu staje się siłą pozytywną. Tradycyjna bezbronność i odmowa wzięcia życia w jakiejkolwiek formie posiada implikacje wstrząsające narodami. Praktyka medytacji, do której potrzeba jedynie „gruntu pod stopami”, wymywa góry śmieci wpompowywane do umysłu przez mass media i supermarketowe uniwersytety. Wiara w spokojne i szczodre spełnienie naturalnych żądz kochania niszczy ideologie, które oślepiają, omamiają i więżą – wyznacza drogę do rodzaju społeczeństwa, które zadziwiłoby „moralistów” i przetransformowało armie ludzi, którzy są wojownikami, ponieważ nie są w stanie być kochankami.

Avatamsaka (Kegon) – buddyjska filozofia postrzega świat jako szeroką, współzależną sieć, w której wszystkie obiekty i istoty są potrzebne i oświecone. Z jednego punktu widzenia, rządy, wojny lub też wszystko to, co nazywamy „złem”, jest bezwzględnie zawarte w tej totalności. Jastrząb, pościg i zając są jednym. Z „ludzkiego” punktu widzenia, nie możemy żyć w tych kategoriach dopóki wszystkie istoty nie będą spoglądać tym samym, oświeconym wzrokiem. Bodhisattva żyje według standardów cierpiącego i musi być efektywny w pomaganiu tym, którzy cierpią.

Łaską Zachodu była społeczna rewolucja; łaską Wschodu był indywidualny wgląd w podstawę jaźni/pustki. Potrzebujemy obydwóch. Obydwa z nich zawierają się w trzech tradycyjnych aspektach ścieżki Dharmy: mądrości (prajna), medytacji (dhyana) i moralności (sila). Mądrość jest intuicyjną wiedzą kochającego umysłu i klarownością, która leży ponad ego – wiedzionego lękami i gniewem. Medytacja jest udaniem się w głąb umysłu, aby zobaczyć to własnym wzrokiem – znowu i znowu, aż stanie się to umysłem, w którym żyjesz. Moralność jest ponownym wnoszeniem tego na drogę, na której żyjesz, poprzez osobisty przykład i odpowiedzialne działanie, ostatecznie poprzez prawdziwą społeczność (sangha) „wszystkich istot”.

Ten ostatni aspekt oznacza dla mnie wspieranie każdej kulturowej i ekonomicznej rewolucji, która porusza się jasno w kierunku wolnego, międzynarodowego, bez klasowego świata. Oznacza to używanie takich środków jak nieposłuszeństwo obywatelskie, bezpośrednia krytyka, protest, pacyfizm, ochotnicze ubóstwo, a nawet subtelna przemoc, jeśli dochodzi do sprawy powstrzymywania jakiegoś porywczego wieśniaka.

Oznacza to afirmację najszerszego możliwego spektrum nieinwazyjnego, indywidualnego zachowania – obronę prawa jednostek do palenia konopi, jedzenia pejotlu, bycia poligynicznym, poliandronicznym czy homoseksualnym. Światów zachowań i zwyczajów, długo zwalczanych przez judeo-kapitalistyczno-chrześcijańsko-marksistowski Zachód. Oznacza to respektowanie inteligencji i uczenie się, ale nie jako chciwość lub środki dające osobistą władzę. Praca nad swoją własną odpowiedzialnością, ale z ochotą na współdziałanie w grupie. „Formowanie nowego społeczeństwa w skorupce starego” – slogan IWW sprzed pięćdziesięciu lat.

Tradycyjne kultury są w każdym wypadku skazana na zagładę i zamiast trzymać się beznadziejnie i ciasno ich dobrych aspektów, należy pamiętać o tym, że cokolwiek jest czy kiedykolwiek było w jakiejś innej kulturze, może być zrekonstruowane z nieświadomości poprzez medytację. Faktycznie, moim własnym poglądem jest to, że nadchodząca rewolucja zamknie krąg i połączy nas na wiele sposobów z najbardziej twórczymi aspektami naszej zamierzchłej przeszłości. Jeśli będziemy mieć szczęście, możemy w końcu dotrzeć do totalnie zintegrowanej, światowej kultury z matrylinearnym upadkiem, wolną formą małżeństwa, opartą na naturalnym kredycie komunistyczną ekonomią, mniejszym przemysłem, o wiele mniejszą populacją i o wiele większymi parkami narodowymi.

Gary Snyder

(tłum. Conradino Beb)

 

Źródło: Journal for the Protection of All Beings #1, City Lights, 1961.

Kontrkultura

Jeśli istnieje alternatywa dla technokracji, musi także istnieć sprzeciw wobec racjonalności, wymuszanej przez obiektywną świadomość. To zaś, jak dowodzę, jest głównym celem naszej kontrkultury: proklamowanie nowego nieba, nowej ziemi tak szerokiej i tak wspaniałej, że wygórowane żądania technicznej adekwatności muszą w obliczu takiego splendoru zostać odrzucone i w efekcie stać się zaledwie pobocznym, marginalnym czynnikiem ludzkiego życia.

Theodore Roszak, The Making Of a Counter Culture

theodore_roszak
Theodore Roszak (1933-2011)

Pierwszym znanym człowiekiem, który użył słowa „kontrkultura” (counter culture) był Theodore Roszak – amerykański socjolog i twórca tzw. „głębokiej ekologii” (deep ecology), a także lewicowy krytyk społeczny, znany również z działalności pisarskiej.

W 1969 roku, u schyłku rewolucji społecznej w Stanach Zjednoczonych, opublikował on książkę The Making of a Counter Culture: Reflections on the Technocratic Society and Its Youthful Opposition, w której zainspirowany m.in. pismami Arnolda Jospeha Toynbee’ego udowadniał, że kontrkultura jest rewolucyjną formacją, rywalizującą z materialistyczną kulturą Zachodu, wytworzoną w jej własnym obrębie, której celem jest walka z autorytarnym systemem zarządzania mentalnością zbiorową. Jej celem jest zmiana sposobów organizowania życia duchowego i politycznego oraz wytyczenie nowych dróg myślenia o jednostce ludzkiej i społeczeństwie.

W swoim dziele Roszak skrytykował kulturę, opierającą się na życiu w kłamstwie, nietolerancji, braku wyobraźni i z kompletnym brakiem szacunku do świata. Jak sugerował, wytworzenie się kontrkultury było naturalną reakcją wobec technokratycznego systemu, zdominowanego przez kody władzy, nie pozwalającego realizować naturalnych ludzkich potrzeb (fizycznych i duchowych), w którym wolność jest fikcją, a do władzy dochodzą najmniej uzdolnieni do jej pełnienia, ale za to niezwykle utalentowani w jej zdobywaniu.

Roszak próbował ponadto udowodnić, nie jako pierwszy zresztą, że rewolucja kulturalno-obyczajowo-artystyczna lat ’60 w Stanach Zjednoczonych, dla której hasło „kontrkultura” jest tam powszechnie używane, miała swoich poprzedników, ojców czy też „nauczycieli”, a więc całą linię przekazu, dzięki której można ujrzeć czy też zrekonstruować jej duchową sukcesję i obszar jej działalności.

Tym samym zaś, historyczny obszar działalności kontrkultury można rozciągnąć do pierwszej, mitycznej chwili, gdy bliżej nam nieznany, anonimowy Prometeusz sprzeciwił się istniejącemu status quo. Roszak faktycznie wyciąga nawet przykłady z okresu Cesarstwa Rzymskiego.

Termin „kontrkultura”, sprowadzony do esencji, oznacza u Roszaka coś na kształt: nowej, rozproszonej formacji społecznej, która zwalcza dotychczasową kulturę wybranymi metodami, tworząc na jej miejsce rewolucyjne społeczności, wyznające alternatywne idee kultury i żyjące w odmienny od powszechnie przyjętego sposób.

Definicja ta jest oczywiście niezwykle pojemna, choć z drugiej strony więcej zaciemnia niż wyjaśnia, gdyż kontrkultura niezwykle kocha niedopowiedzenia. Jej bagaż jednak ciąży do dziś na definicjach akademickich, a więc wchodzi także do wyobrażeń i definicji potocznych; przy czym należy podkreślić, że mało kto zdaje się dawać lepszą.

Dodać do tego trzeba, że większość z autorów piszących o kontrkulturze ma słabe albo żadne pojęcie o jej fenomenie (wtedy występuje w ich opracowaniach syndrom powtarzania powierzchownych haseł) albo zna ją jedynie z badań czysto teoretycznych (co w najlepszym wypadku prowadzi do krytycznej eseistyki o konserwatywnym zabarwieniu).

W oparciu o prace samych zainteresowanych – współczesnych, kontrkulturowych pisarzy tj. Timothy Leary, Alan Watts, Abbie Hoffman, Ken Kesey, Robert Anton Wilson, Genesis P.-Orridge, William S. Burroughs, Terence McKenna, Herbert Marcuse, Thomas S. Szasz, Aldous Huxley i wielu innych, należałoby uznać, że kontrkulturę stanowi bardziej: memetycznie przekazywana świadomość rebelii wobec kultury jako zorganizowanego systemu duchowej i fizycznej przemocy, która łączy się z tworzeniem grup oporu, próbujących walczyć przeciwko tym represjom lub nawet zniwelować je poprzez eksperymentalne struktury, projekty i działania. Nacisk kładzie się tu przed wszystkim na świadomość bycia uczestnikiem pewnego specyficznego zjawiska, które objawia się poprzez wielość form!

W takim kontekście rewolucja społeczna lat ’60 (powszechnie lecz mylnie uważana za początek kontrkultury lub czasem jej jedyny wyraz) jest tylko momentem powszechnego ujawnienia się kontrkulturowych dążeń, momentem jej wysokiego triumfu.

Parafrazując Hakima Beya, należałoby tą chwilę określić jako moment transgresji, zrealizowania się rewolucji w sferze osobistej, której istota tkwi w samym momencie jej zrywu, w poczuciu jednostki wypełnionej wolą mocy. Doskonale rozumieją to oczywiście wszyscy, którzy tą rebelię wygrali.

Jeśli chodzi o kulturowy obszar aktywności kontrkultury, to z całą pewnością można uznać, że wchodziłaby ona w takie zagadnienia działalności społecznej i duchowej, jak: magia, okultyzm, hermetyczna alchemia, misteria inicjacyjne, sztuka, kultura psychedeliczna, skrajna działalność polityczna, terroryzm, kulty opętania, kulty seksualne, eksperymenty społeczne, herezje religijne i wszelkiego rodzaju działania niepokorne.

Weather Underground / 1968

Jeśli chodzi o historycznych przewodników duchowych, którzy mieliby dać podstawę istnienia współczesnej kontrkulturze oraz stworzyć najróżniejsze techniki dekonstrukcji świadomości, prowadzące do wyzwolenia jednostki z sideł kultury, to najczęściej wskazuje się na xięcia Gautamę Siddarthę (zwanego buddą, wynalazcę medytacji w pozycji siedzącej), Hassana Ibn Sabbaha (przywódcę Izmailickiej sekty Nizarytów), anarchistycznego taoistę Czuang-Tsy, nieortodoksyjnych mistrzów ZEN tj. Ikkyu, Diogenesa (cynika-anarchistę, który lubił mieszkać w beczce), Apolloniusza z Tiany (słynnego greckiego maga, wyznawcę bogin Eris), Theophrastusa Paracelsusa (renesansowego alchemika, farmaceutę i okultystę), Giordano Bruno (heretyka i mistyka), a także mniej lub bardziej znanych wichrzycieli, czarowników i reformatorów, żyjących w mniej lub bardziej identyfikowalnej przeszłości.

Kontrkultura wyjaśniona w ten sposób wydaje się już mówić o sobie znacznie więcej niż w standardowej definicji, jednak wciąż nie daje szczegółowych wskazówek dotyczących jej form ideowych i organizacyjnych, co na pewno nie pomaga nikomu w jej rozgryzaniu.

A że przyznających się do kontrkultury jako krytyków poczynań naszej cywilizacji jest wielu i posiadają oni swój silny głos, bardzo ciężko mówić jest o jednej, fizycznej kontrkulturze. Wobec tego warto byłoby jeszcze dodać, że kontrkultura wykazuje generalnie niezwykle słabą podatność na interpretację i szufladkowanie, a najczęściej sama tą interpretację utrudnia. NA POCZĄTKU BYłO SłOWO I SKREŚLIł JE PAWIAN!!!

Do tego wszystkiego dodać jeszcze należy, że praca wykonywana przez bojowników kontrkultury jest wielopoziomowa, często subtelnej natury i mieści się na marginesie powszechnego życia społecznego.

Mimo tego, jej owoce są z pewnością dostrzegalne wszędzie tam, gdzie kultura jest skazana na czerpanie ze źródeł znajdujących się poza jej głównym nurtem. Tak więc myśląc o kontrkulturze nie można nigdy zapominać, że to wpływ na kulturę głównego nurtu zdaje się decydować o jej potędze i dawać wyobrażenie sprytu i mądrości ludzi z nią związanych

Conradino Beb

 

Zobacz też w MGV:

Wyprawy na kraniec widnokręgu lub o pasji życia Beat Generation

W ogniu eksplodującej pomarańczy czyli o kontrkulturowych wizjach wolności

Kapłani taśmy celuloidowej – niezwykła historia filmu eksperymentalnego

 

Podstawowe lektury:

– Theodore Roszak, The Making of a Counter Culture: Reflections on the Technocratic Society and Its Youthful Opposition
– Robert Anton Wilson & Robert Shea, Trylogia Illuminatus (Oko w piramidzie, Złote jabłko, Lewiatan)
– Tom Wolfe, Próba kwasu w elektrycznej oranżadzie
– Hunter S. Thompson, Lęk i odraza w Las Vegas
– Hunter S. Thompson, The Great Shark Hunt
– R.U. Sirius, Counterculture Through The Ages
– William S. Burroughs, Nagi Lunch
– Ken Kesey, Lot nad kukułczym gniazdem
– Ken Kesey, Czasami wielka chętka
– Aleister Crowley, Magija w teori i praktyce
– Aleister Crowley, Xięgi Bestii
– Timothy Leary, Polityka ekstazy
– Timothy Leary, High Priest
– Timothy Leary, Flashbacks
– Genesis P-Orridge, Szara książeczka
Book Of The Beats, /ed./ Holly George-Warren
– Wilhelm Reich, Funkcja Orgazmu
– Carlos Castaneda, Nauki Don Juana
– Robert Anton Wilson, Powstający Prometeusz
– Robert Anton Wilson, Kosmiczny Spust
– Robert Anton Wilson, Sex, narkotyki i okultyzm
– Arthur Marwick, The Sixties
– Allen Ginsberg, Kadysz i inne wiersze
– Allen Ginsberg, Skowyt i inne wiersze
– Douglas Rushkoff, The Ecstasy Club
– Jack Kerouac, W drodze
– Jack Kerouac, Włóczędzy dharmy
– Abbie Hoffman, Steal This Book
– Peter Biskind, Easy Riders, Raging Bulls
– Robert Sabbag, Snowblind
– Raoul Vaneigem, Rewolucja życia codziennego
– Theodore Kaczyński, Manifest Unabombera
– Andre Breton, Manifest surrealistyczny
– Howard S. Marks, Mr. Nice
– Albert Hofmann, LSD… moje trudne dziecko

Anarchizm (Ruch anarchistyczny)

Gdzie jest władza, tam nie ma wolności

hasło niesione na czarnych flagach przez anarchistów w trakcie pochodu pogrzebowego Piotra Kropotkina

 

Anarchizm uformował się jako wolnościowa ideologia społeczno-polityczna, wyrastając z XVIII/XIX wiecznej myśli utopijnej, poszukującej w swoich wizjach formuły nowego systemu społecznego, który mógłby się stać alternatywą dla przeżywającego wtedy schyłek systemu monarchistycznego oraz świeżo wyłaniającego się kapitalizmu. Przykładem tego rodzaju, prekursorskich dla anarchizmu, jakkolwiek nie dających się łatwo sklasyfikować idei, jest twórczość i działalność Charlesa Fouriera, Williama Godwina, a także Roberta Owena.

Snucie w tym okresie refleksji tego rodzaju było związane z wprowadzaniem przez całą rzeszę reformatorów kulturowych podstaw modernistycznego paradygmatu, który zawierał w sobie nieznane wcześniej idee takie jak: postęp technologiczny (jednoznaczny wówczas z uprzemysłowieniem), znoszenie przywilejów klasowych, powszechna pomoc socjalna i medyczna, ekspansja terytorialna, a także laicyzm i naukowość w tłumaczeniu rzeczywistości.

To umożliwiło także implicite rozwój myśli dyskursywnej, której anarchizm jest jednym z idealnych przykładów. Jednak społeczna geneza myśli anarchistycznej nosi w przeciwieństwie do kapitalistycznych ideologii, mniej lub bardziej drobnomieszczańskich, które wyrosły z tego samego pnia – najlepszym przykładem pozostaje tu liberalizm Adama Smitha – wyraźne piętno ruchu robotniczego, który wyodrębnił się jako uboczny fenomen industrializacji na początku XIX wieku i stał się głównym ośrodkiem rozpowszechniania anarchizmu.

W łonie tego ruchu powstała masa całkowicie ze sobą sprzecznych – o czym należy pamiętać – idei, ale większość myślicieli zgadzała się z poglądem mówiącym, iż w kulturze zachodzi pewnego rodzaju „walka klas”! Ta potoczna na początku idea została wkróce przejęta przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, którzy wzorując się na klasycznym idealizmie heglowskim stwierdzili, iż procesy historyczne posuwają siędo przodu dzięki wiecznie zachodzącej walce klas, tworząc tym samym podstawę ideologii zwanej marksizmem lub materializmem dialektycznym.

O ile myśliciele anarchistyczni również postulowali ideę „walki klas”, której towarzyszy „rewolucja robotnicza” jako główny sposób zniesienia rosnących nierówności społecznych, od początku potępiali oni instytucję władzy jako takiej i sprzeciwiali się wszelkim formom jej sprawowania (co oznaczało także sprzeciw wobec głównej praktyki demokracji pośredniej, którą jest głosowanie)!

anarchists

Pierwszym myślicielem, który użył słowa „anarchista” w sensie jednostki, wyznającej anarchizm (jako że wczesniej było to jedynie obraźliwe, kolokwialne określenie) i przypisał mu współczesny sens, był Pierre-Joseph Proudhon – twórca teorii, nazwanej przez niego samego mutualizmem, a przez historyków lewicy anarchofederalizmem lub też anarchosyndykalizmem.

W 1840 r. opublikował on swój pierwszy pamiątnik: Qu’est-ce que la propriete?, w którym postulował pozbycie się z sektora społecznego wszelkich form władzy i własności państwowej oraz wyzysku ekonomicznego, które chciał zastąpić własnością spółdzielczą, bankami społecznymi i wolnymi stowarzyszeniami wytwórców (syndykatami), do których utworzenia miały doprowadzić pokojowe reformy. Pod koniec życia, kiedy wyszła na jaw utopijność jego postulatów, zmienił on jednak nieco swoją linię polityczną, upatrując we własności prywatnej lub spółdzielczej pewnej formy ochrony przed wyrachowaniem rządu.

Ale jeszcze przed opublikowaniem tego dzieła, amerykański wolnościowiec, Josiah Warren (wcześniejszy członek eksperymentalnej komuny „New Harmony”, założonej przez Roberta Owena), wydawał w Stanach Zjednoczonych pismo The Peaceful Revolutionist (pierwszy numer wyszedł w 1833 r.), które było prawdopodobnie pierwszym czasopismem anarchoindywidualistycznym, a być może nawet pierwszym czasopismem w histori ruchu anarchistycznego, w którym jednak nie pada ani razu kluczowy termin.

Idee anarchistyczne twórczo rozwinąli szczególnie dwaj myśliciele rosyjscy: Michaił Bakunin i Piotr Kropotkin, znani jako twórcy anarchosocjalizmu lub też anarchokomunizmu – najbardziej lewicowej odmiany anarchizmu – a także pisarz Lew Tołstoj, który stworzył podwaliny anarchizmu chrześcijańskiego.

Oprócz nich, do klasycznych ideologów ruchu należą Max Stirner, który w dziele Jedyny i jego własność sformułował teorię anarchoindywidualizmu – anarchizmu skrajnie prawicowego – a także amerykański myśliciel, redaktor pisma Liberty, Benjamin Tucker, który jako pierwszy sformułował podstawy późniejszego libertarianizmu w wersji anarchokapitalistycznej (w drugiej połowie XIX wieku nurt ten jednak wciąż był utożsamiany z anarchoindywidualizmem). Do ważnych odnóg nurtu zaliczyć należy także anarchofeminizm, którego podstawę teoretyczną stworzyła Emma Goldman.

Anarchizm zaczął tworzyć aktywne platformy polityczne od pojawienia się na scenie europejskiej I Międzynarodówki w 1870. W tym samym czasie ujawnił się także jako oddzielny ruch polityczny. Toczony w tym okresie spór pomiędzy Michaiłem Bakuninem, a Karolem Marksem i jego zwolennikami, (toczony wczesniej przez samego Pierre’a-Josepha Proudhona), który przerodził się w bezpośrednią wojną, prowadzoną niezwykle nieczystymi metodami, sprawił że obydwa nurty rewolucyjnej myśli robotnicznej, do tej pory zjednoczone, nie były już w stanie ze sobą dłużej współpracować.

To zawocowało z kolei podziałem ideologicznym pomiędzy obydwoma obozami, który trwa do dziś. Różnice zasadzały się przede wszystkim na podejściu do przeprowadzenia rewolucji, ale też na odmiennym rozumieniu potencjalnych struktur zarządzania powstałych po rewolucji. Jako że żaden z klasycznych zrywów anarchistycznych nigdy nie doszedł jednak do punktu, w którym anarchiści mogliby w pełni wprowadzić w życie swoje idee, a najbardziej znana rewolucja socjalistyczna – rewolucja bolszewicka, z miejsca odwróciła się od głoszonych wcześniej postulatów, spór ten pozostaje w praktyce bez żadnego znaczenia.

Anarchizm, objawiający od początku swojego istnienia skrajną niechęć do jakichkolwiek hierachicznych struktur organizacyjnych, próbował się organizować w alternatywne rady, kolektywy, syndykaty i stowarzyszenia, któe miały być także podstawowymi strukturami społeczeństwa porewolucyjnego.

Jak pisze w swoim Komunizmie Anarchistycznym Piotr Kropotkin: Społeczeństwo, które zniesie własność prywatną, bedzie musiało, zdaniem naszem, zorganizować się na zasadach komunizmu anarchistycznego. Anarchizm prowadzi do komunizmu, komunizm zaś do anarchizmu, zarówno bowiem jeden jak i drugi są wyrazem zasadniczej tendencji społeczeństw dzisiejszych – dążenia do równości.

Jak więc widzimy, od samego początku anarchizm częściowo czerpał z innych prądów lewicowych nie stanowiąc prawie nigdy samoistnej odpowiedzi teoretycznej na problemy polityczne czy ekonomiczne. Dodatkowo, wielość nurtów anarchizmu – do dzisiaj zwiększająca się raczej, niż malejąca – utrudniała często jakiekolwiek porozumienie w tworzeniu jednej, zwartej teorii, która do dzisiaj nie została wypracowana i wobec oddalania się libertarianizmu od anarchosocjalizmu raczej nie zostanie wypracowana.

proudhon
Pierre-Joseph Proudhon (1809 –1865)

W praktyce, anarchistów łączyć zaczęła od lat ’80 XIX wieku idea tzw. strajku generalnego (wprowadzona przez George’a Sorela) oraz szeroko pojęta walka o wolność wypowiedzi, równość społeczną, równouprawnienie kobiet oraz pozbawienie państwa jego kluczowej siły politycznej. Zrywy, rewolty oraz inne działania anarchistyczne przybierały do II Wojny Światowej różne postaci, wśród nich zaś najbardziej znanymi są: wiec na Haymarket, wojna domowa w Hiszpanii, powstanie w Kronstadt, działalność Armii Wyzwoleńczej Nestora Machno na Ukrainie, oraz utworzenie IWW (Industrial Workers of the World).

W tym aktywnym społecznie anarchizmie widoczna jest przede wszystkim realizacja powszechnej równości uczestników tych wydarzeń, a także sprzeciw wobec władzy politycznej i ekonomicznej. Rzadko dochodziło przy tym do tworzenia sieci wymiany towarowej bez udziału wartości dodanej – temu mechanizmowi klasyczny anarchizm jest zaś z gruntu przeciwny jako elementowi kapitalistycznego wyzysku.

Pomimo niewielkich sukcesów na polu rewolucji społecznej przed II Wojną Światową, anarchizm został przyjęty niezwykle ciepło przez rewolucjonistów sztuki, wśród których prym wiodą dwa symultanicznie się rozprzestrzeniające ruchy okresu Międzywojnia: surrealizm i dadaizm. To ukazuje nam w oczywisty sposób, że anarchizm pomimo swojej trudnej drogi miał jednak od samego początku pewien potencjał dla życia twórczego i artystycznego.

Po II Wojnie Światowej, w trakcie której anarchiści tworzyli gdzieniegdzie małe ogniska ruchu, krytyka ideologiczna nieco przyblakła, aż do wypuszczenia znowu czułków przez kontrkulturę pod postacią różnego rodzaju ruchów rewolucyjnych, do których z pewnością można zaliczyć letrystów oraz ich bezpośrednich kontynuatorów: sytuacjonistów – krytyków konserwatywnego anarchizmu lecz jednocześnie jego reformatorów. Do odnowy ruchu przyczynił się jednak przede wszystkim, zasilany przez nich czynnie i ideowo, studencki Ruch 22 Marca (1968).

W tym samym momencie, w którym do głosu dochodzi pokolenie Baby Boomers, a kontrkultura osiąga swój szczyt, dochodzi również do przeskoku ideowego, którego efektem jest neoanarchizm. Pokrywający się częściowo z Ruchem Praw Obywatelskich, ideologią samoobrony Partii Czarnych Panter, manifestami SDS, happeningami Yipisów (Youth International Party), estetyką gwiazd rocka, sceną psychedeliczną i działalnością libertariańskich dilerów marihuany, będący częścią zarówno Nowej Lewicy, co i prawicowego libertarianizmu, restytuuje on stare idee programowe w boju rewolty społecznej, a także odświeża oraz przenicowuje źródła i obiekty krytyki, tworząc świeży grunt dla rozwoju współczesnej myśli wolnościowej w ogóle.

W innych krajach (w tym i w Polsce), na skutek silnej bariery informacyjnej, anarchizm często nadal obecny jest jednak w klasycznym tego słowa znaczeniu. Nie wychodzi on daleko poza założenia XIX-wiecznych klasyków ruchu i z trudem idzie przestawienie mu się na tory myślenia, wypracowane przez kontrkulturę lat ’60 oraz współczesną filozofię, ekonomię czy socjologię.

Conradino Beb

 

Polecane strony na temat ruchu anarchistycznego:

Blackened.net [en]
Polskie Wiki Wolnościowe [pl]
Partia Libertariańska (strona oficjalna)[pl]
Sniggle.net [en]
Anarchy Archives [en]
Anarchy Around The World [en]
Federacja Anarchistyczna Łódź [pl]
Anarchizm – najczęściej zadawane pytania [pl]
Squat „Rozbrat” [pl]
Strona Oficjalna Federacji Anarchistycznej

William S. Burroughs (1914-1997)

Urodzony 5 lutego 1914 w St. Louis, a zmarły 2 sierpnia 1997 w Lawrence, William Seward Burroughs pozostaje do dziś prawdziwą legendą kontrkultury oraz jedną z najznakomitszych postaci Beat Generation i awangardy literackiej drugiej połowy XX wieku.

Pisarz, malarz, poeta, filmowiec, aktor, podróżnik, narkoman, gangster, psychonauta, mag chaosu, teoretyk społeczny, nigdy nie skrywający przed światem swojej biseksualnej tożsamości seksualnej, był i będzie jednym z niewielu przykładów ludzi, którzy całkowicie odrzucili wszelkie konwencje społeczne i codzienne tabu na rzecz celu podstawowego, jakim jest spełnianie w życiu swojej woli i prowadzenie rozwoju osobowości ku wolności absolutnej. Do historii kontrkultury przeszedł także jako przyjaciel Briona Gysina, z którym przez wiele lat tworzył jeden z najciekawszych tandemów magiczno-artystycznych XX wieku.

Pomimo wychowania w rodzinie, należącej do wyższej klasy średniej, nie wpłynęło to w żaden sposób na dokonywane przez Burroughsa wybory życiowe i jego fascynacje, na które składały się: homoerotyzm, broń palna, zbrodnia, narkotyki i jazz. Dorastając na południu Stanów Zjednoczonych, w St. Louis, pośród synkretycznej, czarnej kultury i okazjonalnych egzekucji Ku-Klux-Klanu, młody William ponad wszystko pokochał książki, które już wtedy zawojowały jego wyobraźnię. Jak sam wyznawał, już wtedy miał ochotę spróbować swoich sił w literaturze, na to jednak kolej miała przyjść dużo później.

Po burzliwym okresie życia w stanie Missouri, podczas którego co najmniej dwa razy zmieniał szkołę średnią, William dostał się na prestiżowy Harvard University w Cambridge, którego Wydział Sztuk ukończył w 1936. Z przyznanym mu przez rodziców z okazji ukończenia studiów stypendium w wysokości $200 miesięcznie, rozbijał się następnie po klubach gejowskich i spelunach Chicago oraz Nowego Jorku. Włóczył się także przez pewien czas po Europie.

william_burroughs_in_paris
WSB nie miał wiele cierpliwości dla bezpiecznego życia…

Próbował studiować medycynę (będzie to później często wspominać) i podrywać chłopców w łaźniach miejskich w Wiedniu, co jednak skończyło się koniec końców romansem z Ilse Klapser – Żydówką uciekającą przed prześladowaniami nazistowskimi z Niemiec. Burroughs poślubił ją w Chorwacji, aby umożliwić jej wyjazd do Nowego Jorku, gdzie ostatecznie się rozwiedli, pozostając jednak przyjaciółmi do końca życia.

W Nowym Jorku zaczął się nowy, choć wcale nie różowy, okres życia Burroughsa. Wałęsając się bez celu, pijąc i waląc heroinę, spotkał w końcu podobnego do niego wyrzutka, złodzieja i narkomana Herberta Huncke’a – niewiele mniej znaną od niego legendę Beat Generation. Jak głosi wieść, do spotkania doszło, kiedy Burroughs chciał sprzedać komuś rewolwer i ampułki z heroiną.

W Nowym Jorku Burroughs podjął także pracę tępiciela robactwa, potem był zaś pracownikiem fabrycznym, copywriterem i barmanem (czego motywy znajdą się później m.in. na kartach Nagiego Lunchu). Niedługo później poznaje przez swoich przyjaciół – Davida Kammerer i Luciena Carra – trójkę nowych, nonkonformistów, wśród których są: Allen GinsbergJack Kerouac oraz jego przyszła żona, Joan Vollmer.

W 1942 Armia Amerykańska powołuje go na komisję wojskową, ale szybko wycofuje powołanie ze względu na negatywne wyniki testów psychiatrycznych. W środowisku Bitników powstają wtedy pierwsze powieści, poematy i kluły się postawy, mające zrewolucjonizować całą, amerykańską kulturę, Burroughs jest zaś jednym z naczelnych cyników, nadających szyk całej tej legendzie, mimo tego, że wciąż niczego nie napisał. W 1944 przyszły pisarz rozpoczyna jednak wspólne życie z Joan Vollmer w jednym mieszkaniu dalej popadając w uzależnienie od opiatów.

Jego żona (oficjalnie od 1945, kiedy to zerwała ze swoim poprzednim mężem) popada symultanicznie w uzależnienie od amfetaminy. Niedługo później Burroughs zostaje skazany przez sąd za podrabianie recept na morfinę i prawomocnym wyrokiem odesłany pod opiekę swoich rodziców do St. Louis. W 1947 na świat przychodzi jedyny syn Burroughsa, nazwany po ojcu William S. Burroughs Jr. Rodzina przeprowadza się rok później do Nowego Orleanu.

Uciekając z Nowego Orleanu przed policyjnymi podejrzeniami, łączącymi go z handlem i posiadaniem marihuany (faktycznie hodował ją u siebie na polu, na potrzeby swoje i przyjaciół), emigruje do Meksyku. Jego rodzina podąża za nim. Tutaj dochodzi do pechowego wydarzenia. Podczas jednej z pijackich imprez, Burroughs chcąc popisać się swoimi umiejętnościami strzeleckimi, każe swojej żonie ustawić kieliszek na głowie, aby mógł wykonać numer Wilhelma Tella.

Numer kończy się strzałem w głowę i śmiercią Joan na miejscu. Burroughs zostaje jednak oczyszczony z zarzutów przez meksykański sąd, z powodów przypadkowości zajścia i okoliczności łagodzących. Wychodzi z aresztu po 13 dniach. Incydent ten powoduje jednak w Burroughsie dramatyczną przemianę każąc mu poważnie przemyśleć karierę pisarską.

Podróżując do Ameryki Południowej w poszukiwaniu oczyszczenia, Burroughs natyka się na wieści o istnieniu legendarnego środka enteogennego, umożliwiającego bezpośredni wgląd w umysł. Tym środkiem jest ayahuasca (yage), którą udaje mu się w końcu po wyprawie w amazońską dżunglę odnaleźć i zażyć w towarzystwie indiańskiego brujo. Zamiast spodziewanej, błogiej wizji, Burroughs wpada jednak w narkotyczną paranoję wietrząc spisek na swoje życie. W tym okresie powstają jego pierwsze (niemal szkolne) powieści: Ćpun (1953) i Pedał (1963), podpisywane jako William Lee oraz zbiór listów do Allena Ginsberga, The Yage Letters (1963).

WSB kochał broń palną!

Jego droga prowadzi go następnie do Tangieru w Maroku, gdzie spotyka m.in. Timothy Leary’ego. Natyka się tam także po raz pierwszy na swojego długoletniego przyjaciela, Briona Gysina. Ten genialny artysta, wyrastający bezpośrednio z zuryskiego dadaizmu, będący świadkiem manifestów i wystaw tej grupy, wprowadza Burroughsa w świat swojej ulubionej techniki, czerpiącej z wypracowanego przez nią kolażu. Technika ta, nazwana cut-up, bierze swój początek z jego słynnej idei, iż: Pisarstwo jest 50 lat w tyle za malarstwem.

Tak powstaje pierwsza z cyklu eksperymentalnych powieści Burroughsa, legendarny, mroczny, psychedeliczny twór, operujący na granicy snu, urojeń i narkotycznych, paranoicznych wizji pt. Nagi Lunch(1959). Następnymi z kolei są: The Soft Machine (1961), The Ticket That Exploded (1962) orazNova Express (1963). Wszystkie dokonują przełomu w myśleniu o literaturze i jej pisaniu stając się inspiracją dla wielu genialnych artystów i rewolucjonistów społecznych, z których najbardziej znanym jest Genesis P-Orridge.

W 1957-59 r. Burroughs przebywa razem z Brionem Gysinem w Paryżu, w słynnym „Beat Hotel”, przy ulicy 9 Rue Git-le-Coeur, gdzie zapraszają go, zafascynowani tym miejscem, Allen Ginsberg oraz Peter Orlovsky. Tam też natyka się na kontrowersyjną legendę filmu undergroundowego, Antony’ego Balcha, przyjaciela i dystrybutora filmów Kennetha Angera.

Wraz z nim powstają trzy perły podziemnej kinematografii: Towers Open Fire (1963), The cut-ups (1966), Ghost at no 9 (1963-1972) oraz krótkie kilka ujeć, William Buys a Parrot (1959) – wszystkie realizowane metodą cut-up. Zdjęcia do filmów powstają w Tangierze, Londynie, Paryżu i Nowym Jorku. W tym miejscu razem ze swoim kochankiem, Ianem Sommervillem, Burroughs przeprowadza też pierwsze próby ze skonstruowaną przez Gysina, „maszyną snów” (dream machine) – urządzeniem wywołującym w mózgu stany alfa.

Jednak jego wielki nałóg nie mija. Pomimo tego, że w 1957 poddaje się kuracji apomorfinowej w Londynie, która przynosi skutek na pewien czas uwalniając go od heroiny, powraca do narkotyku w Nowym Jorku, gdzie osiada na początku lat ’70, by nauczać w City College of New York. Od opiatów Burroughs będzie faktycznie uzależniony aż do śmierci (tuż przed jej nadejściem wciąż uczestniczy w programie rządowym i zażywa metadon).

Przez ten czas nawiązuje jednak nowe, bardzo twórcze przyjaźnie i wchodzi we współpracę artystyczną z takimi osobistościami, jak: Andy Warhol, John Giorno, Patti Smith, Susan Sontag, Dennis Hopper, Terry Southern, David Bowie, Iggy Pop i Mick Jagger. W tym czasie Bitnicy stawali się już w Stanach Zjednoczonych legendą, dzięki ruchom kontrkulturowym lat ’60, które wyniosły ich do rangi kultu, poświęcano im więc coraz więcej opracowań naukowych i artykułów w prasie codziennej, a oni sami bez trudu znajdowali zajęcie.

Wciąż wyglądający jak tajemniczy suchotnik, Burroughs staje się teraz ulubieńcem następnego pokolenia artystów, muzyków, pisarzy, reżyserów i dziennikarzy, zafascynowanych ciemną stroną życia. Wielu z nich traktuje go niemal, jak guru i nauczyciela pragnąc skorzystać z jego głębokiej wiedzy na temat ludzkiej natury. Zespół Ministry kręci teledysk Just One Fix (1992) z jego udziałem. Grupa Sonic Youth pomaga produkować jego album spoken word pt. Dead City Radio(1990).

Występuje także w czarnej komedii Drugstore Cowboy (1989) w reż. Gusa van Santa, oraz w cyberpunkowej dystopii Decoder (1984), w reż. Muschy. Powstają o nim także filmy dokumentalne tj. William S. Burroughs: Commissioner Of Sewers (1991) w reż. Klaus Maecka. W międzyczasie przystępuje do kontrowersyjnego Kościoła Scjentologicznego, z którego jednak szybko odchodzi nie mogąc się przekonać do jego struktury i szemranych działań.

Ostra polemika pomiędzy nim, a tą organizacją sięgnie nawet znanego miesięcznika muzycznego Rolling Stone. W 1993 Burroughs staje się za to członkiem międzynarodowego paktu – Illuminati Of Thanateros, utworzonego z inicjatywy magów chaosu tj. Peter Carroll. Jego członkostwo będą też próbowały dorabiać sobie niektóre loże thelemicznego O.T.O.

william-burroughs.allen-ginsberg
William Burroughs i Allen Ginsberg

Przez ludzi, związanych z kontrkulturą kochany za obnażanie najmroczniejszy tendencji ludzkiej jaźni, a przez tradycjonalistów znienawidzony za trudny, graniczący z bełkotem język i zniszczenie linearnej tradycji literackiej Zachodu, jest William S. Burroughs z pewnością jednym z największych geniuszy sztuki XX wieku. Wprowadził do niej oprócz swoich powieści, pisanych w stylu cut-up, także specyficzny rodzaj twórczości – shooting art, polegający na strzelaniu do puszek z farbą, umieszczonych nad czystym płótnem i tworzeniu w ten sposób abstrakcyjnych obrazów.

Obiekt natchnienia wielu pisarzy, krytyków społecznych, reżyserów, aktorów, muzyków i malarzy tj. J.G. Ballard, William Gibson, Bill Laswell, Douglas Rushkoff i wielu innych. Twórca oryginalnej idei „języka jako wirusa” i wczesny prorok cyberprzestrzeni dał początek wielu niezwykłym koncepcjom we współczesnej kulturze. Jako żywy przykład świadczy także o tym, że jednostka ludzka, o ile tylko posiada wystarczającą wolę przeżycia, jest w stanie wytrzymać wszystko…

Conradino Beb

 

Polecane strony:

Profil filmowy [pl]
Filmy Antony’ego Balcha do ściągnięcia [en]
Nagrania audio on-line [en]
Stronka poświęcona Burroughsowi [en]
Stronka poświęcona Burroughsowi [en]
Wywiady audio dla BBC [en]
Konkretny portal poświęcony Burroughsowi!!! [en]
Zdjęcia Burroughsa [en]

Beat Generation (Bitnicy)

Tnij linie słów
Tnij linie muzyki
Rozwal obrazy kontrolne
Rozwal maszynę kontrolną.

William S. Burroughs, Szybki strzał –

 

Bitnicy, w oryginalnym znaczeniu tego słowa, byli małą grupą ludzi obdarzonych duchem twórczego działania, z których część można z pewnością nazwać artystami, mimo tego że sztuka w ich wykonaniu odbiegała od jej konwencjonalnego pojmowania i często przekraczała jej granice w stronę totalnego przeżywania życia.

Bitnicy po raz pierwszy w historii kultury Zachodu zaczęli konsekwentnie eksplorować mistyczno-religijne ścieżki poznania pochodzące z kultury Wschodu, doprowadzając w krótkim czasie do eksplozji zainteresowania ZEN, Thelemą, taoizmem i tantrą w Stanach Zjednoczonych – gdzie głównie działali – skąd prąd ten natychmiast przeniknął do Europy.

Dzięki rozpowszechnianiu azjatyckich wątków duchowych Bitnicy przyczynili się niezmiernie do eksplozji swoistego synkretyzmu we współczesnej kulturze Zachodu.

Bitnicy zajmowali się także: literaturą, malarstwem, fotografią, filmem, jeżdżeniem stopem, chodzeniem na dziwki, uprawianiem magii, zażywaniem środków psychedelicznych i narkotyków, a niektórzy także wywoływaniem dymów, prowokowaniem kontrowersji, jumaniem fur, szmuglowaniem dragów oraz strzelaniem z broni palnej.

Do kluczowej grupy Bitników należeli: Jack Kerouac, Allen Ginsberg, Neal Cassady i William S. Burroughs, którzy poznali się w okolicy otaczającej Uniwersytet Columbia na górnym Manhattanie, w połowie lat ’40, przedstawieni nawzajem przez niejakiego Luciena Carra.

W Greenwich Village natknęli się oni na Gregory’ego Corso, a w okolicach Times Square znaleźli wałęsającego się Herberta Huncke’a. Podróżując po Stanach Zjednoczonych dotarli też w końcu do San Francisco, gdzie skład grupy powiększył się o takie postaci jak: Gary Snyder, Lawrence Ferlinghetti, Michael McClure, Philip Whalen i Lew Welch.

Im sława działań Bitników rosła, tym coraz więcej amerykańskich artystów i frików zgłaszała pretensje do tego miana, niemniej za koryfeuszy ruchu uważa się czterech pierwszych wymienionych. Jednak do uznanych później za Bitników ze względu na przynależność do tego samego nurtu należą także: Alan Watts, Brion Gysin, Maya Deren, Harry Smith, a czasem zalicza się do nich także Kena Keseya.

Zwrot Beat Generation wg znanej legendy został stworzony podczas rozmowy telefonicznej w 1948 r. prowadzonej przez dwóch pisarzy: Jacka Kerouaca i Johna Clellona, którzy w ten sposób określili styl życia, jaki sami prowadzili. W innej został zaś podłapany od Herberta Huncke’a – nowojorskiego alfonsa, narkomana i największego wyrzutka całej sfory – który miał gdzieś powiedzieć I’m beat, man czyli Jestem zajechany.

Początkowo zwrot nie denotował nic więcej poza bezpośrednim znaczeniem czyli: pobitym pokoleniem – generacją pozbawioną złudzeń przez wielką tragedię II Wojny Światowej, ale w miarę upływu czasu nabrał ideologicznej nadbudowy w postaci interpretacji pochodzącej od słowa beatific, czyli święty, co prowadzić z kolei zaczęło do magicznych i inicjacyjnych treści, które pokolenie to odkrywało w swoich „podróżach na kraniec widnokręgu„.

Mimo, że słowo trip (wycieczka, podróż), spopularyzowane dopiero przez słynną Wielką Trójkę z Harvardu na początku lat ’60, nie miało wtedy jeszcze tak silnie zinterioryzowanego znaczenia, to włóczęgi stopem po bezdrożach Stanów Zjednoczonych właśnie dzięki Bitnikom zaczynają nabierać znaczenia duchowej inicjacji, rodząc pierwszy powojenny zryw kontrkultury.

John Clellon w swoim słynnym artykule This is the Beat Generation pisał o niej tak: Jej członkowie posiadają instynktowną indywidualność, niepotrzebującą cyganerii czy udawanej ekscentryczności, aby ją wyrazić. Dorastający podczas zbiorowych, fatalnych okoliczności koszmarnej depresji, postawieni przed życiem w czasie zbiorowego exodusu wojny światowej, nie ufają kolektywizmowi. Ale nigdy nie zapomnieli o swoich snach przeżywania świata (…)

Literacka sława Bitników zaczyna się od słynnego wieczorku poetyckiego w Six Gallery, w San Francisco, który odbył się 7 Października 1955 r. Wieczorek ten stał się w przełomem dla amerykańskiej literatury i poezji, a Michael McClure pisał o nim w Scratching The Beat Surface tak: We wszystkich naszych wspomnieniach nikt nigdy nie był wcześniej tak wymowny w swojej poezji – doszliśmy do punktu, z którego nie było odwrotu.

Nikt z nas nie chciał wracać do szarej, zimnej, militarystycznej ciszy, do intelektualistycznej pustki – do świata bez poezji – do duchowej bezbarwności. Chcemy ją stworzyć na nowo i na nowo, a ponadto włączyć w to proces, dzięki któremu do niej doszliśmy. Pragniemy głosu i pragniemy wizji. Wtedy właśnie Allen Ginsberg zaprezentował po raz pierwszy swój słynny poemat Skowyt, a Gary Snyder swoją rytualną Ucztę Jagodową.

Charakterystycznym dla artystów Beat Generation, niepowtarzalnym stylem, dzięki któremu wywarli niezatarty wpływ na sztukę XX wieku i stali się mistrzami w krainie kontrkulturowej tradycji, jest przede wszystkim złamanie niewidzialnej granicy, oddzielającej sztukę od życia, dzięki czemu sztuka zaczyna płynnie odzwierciedlać życie i vice versa – przez co staje się to kontynuacją odnowy sztuki zapoczątkowanej przez surrealistów. Takie pojmowanie własnej twórczości – oddanie się życiu w całości – jest w tym kontekście konsekwentnie przez nich realizowanym postulatem duchowym.

Poprzez zaś tę, niemal alchemiczną działalność, bazującą na ZEN i buddyzmie tantrycznym, Bitnicy starali się obezwładnić macki wszechogarniającej szarości społecznego spektaklu i doprowadzić swój umysł do stanu wrzenia, dzięki któremu dojść mogło do chwili przebłysku, zwanego oświeceniem. Byli więc Bitnicy w istocie poszukiwaczami Świętego Graala w krainie opanowanej przez telewizyjne maski.

jack_kerouac

Trzymając się intuicyjnie tej zasady, Bitnicy przestali stawiać także ostra granicę pomiędzy tym co jest rzeczywistością, a tym co nią nie jest. Życie zdefiniowane jako Droga  byłodla nich bowiem przede wszystkim ciągłym pasmem zmian, a granice tylko słupkami pełniącymi bardziej funkcję estetyczną niż tradycyjną funkcję nomotetyczną, zgodną z chrześcijańskim wartościowaniem rzeczywistości, którego Bitnicy – oprócz Jacka Kerouaca – byli zajadłymi wrogami.

Wyrwanie się z pułapki kulturowego dualizmu, dzielącego doświadczenia na dobre i złe, sprawiło z kolei, że uwolnieni od bicza bożego kreowali w swoim mniemaniu wolność totalną, nie znającą tych wartości i ich nie tworzącą. Życie Bitników w zgodzie z Drogą zdaje się być więc spełnioną przepowiednią Nietzschego o „duchach dostojnych”.

Łabędzim śpiewem Beat Generation jest kilka dzieł, do których oprócz słynnych poematów Ginsberga (Skowyt i Kadysz), wierszy-mantr czy haiku Snydera, należą psychedeliczne powieści drogi Kerouaca (W Drodze czy Włóczędzy Dharmy) oraz mroczno – narkotyczno – eksperymentalne dzieła Burroughsa (Nagi LunchSoft MachineThe Ticket That Exploded czy The Western Lands).

W dziełach tych przewijają się charakterystyczne dla Beat Generation wątki: nieposkromiona miłość do narkotyków, seksu i szlajania się po najbardziej zapadłych dziurach tego świata, które łączy jednak poszukiwanie wyższej świadomości własnego ja.

Brud miesza się w nich dokładnie z czystością, a każda chwila jest niepowtarzalna bez względu na swój charakter. Moralność mieszczańska, negująca potrzebę gwałtownej ekspresji, jest w tych utworach ośmieszana i prowokowana… a wszystko to żeby uzyskać dostęp do sfery wolności absolutnej.

Bitnicy poprzez swoją konsekwentną kontestację wartości, zakorzenionych w judeochrześcijańskich dogmatach oraz modernistycznym racjonalizmie, poszukujący technik wyzwolenia z tego konsensusu, skupiają na sobie wzrok całego, następnego pokolenia, które obwołuje ich „prorokami rewolucji” i zaczytuje się w ich dziełach, drążąc własną drogę, mającą eksplodować podczas gorących lat ’60 w rewoltach studenckich, ruchu psychedelicznym, nowej sztuce oraz duchowości, oderwanej od konsumencko-niewolniczych wartości swoich rodziców.

Jako silnie wspierający to młodsze pokolenie poprzez stałe uczestnictwo w manifestacjach, wykładach, warsztatach, koncertach, be-inach, pochodach itp. (oprócz Jacka Kerouaca) Bitnicy potwierdzają też w praktyce swoje silne zaangażowanie w kontrkulturową rebelię wobec reżimu próbującego rządzić za pomocą strachu i represji, udowadniając że sztuka może odgrywać rewolucyjną czy obronną rolę.

Pomimo wielu prześladowań, procesów sądowych i inwigilacji tajnych służb Bitnicy prowadzą też do końca życie zgodne ze swoimi osobistymi wizjami. Stają się przy tym pionierami nowych technik artystycznych i ezoterycznych, które na stałe wchodzą do arsenału kontrkultury, sztuki i aktywizmu społecznego, by zostać z powodzeniem wykorzystane w latach ’70 przez ruch industrialny, który pełni z kolei rolę pomostu dla kultury rave, a potem protestów alterglobalistycznych.

Bitnicy mają też duży wpływ na rozwój ruchów ekologicznych w latach ’70, na muzykę Boba Dylana, na prozę J.G. Ballarda, na performance w sztuce, na poezję współczesną czy wreszcie na film eksperymentalny i niezależny (jednym z największych fanów Beat Generation jest Gus van Sant).

Conradino Beb

Wywiad z Terencem McKenną [David Jay Brown & Rebecca McClen / High Times]

Czy halucynogeny grały decydującą rolę w ludzkiej ewolucji? Terence McKenna poświęcił większość swojego życia aby odpowiedzieć na to pytanie. Specjalista od etnomedycyny Dorzecza Amazonki, McKenna razem ze swoją partnerką Kate Harrison McKenna ufundowali Botanical Dimensions (Wymiary Botaniki), fundację nonprofit poświęconą ratowaniu amazońskich roślin, które były używane przez szamanów w ciągu długiej historii naszego trwania.

Przenoszą rośliny do 19 akrowego gospodarstwa na Hawajach i zachowują szczegóły dotyczące ich używania dzięki wpisaniu do komputerowej bazy danych. Obok zachowywania ważnych roślin, Botanical Dimensions jako organizacja nonprofit ubiega się o wsparcie w publikowaniu biuletynu informacyjnego i o pomoc w zbieraniu i zachowywaniu wiedzy ludowej rdzennych grup etnicznych z obszaru Amazonii. Kombinacja akademickiego podejścia McKenny – ma on stopień BS (Bachelor of Science), przyznany przez Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley wraz z rozszerzonym stopniem naukowym na ekologię, konserwację zasobów i szamanizm – jego szerokie doświadczenie podróżnicze i unikalne, wizjonerskie perspektywy tworzą z niego najbardziej poszukującego oratora i pisarza. Jego najnowsze książki to: Food of the Gods (Bantam) i The Archaic Revival (Harper/San Francisco) – w których pojawia się skrócona wersja tego wywiadu. Troszeczkę inna wersja tego wywiadu pojawia się także we wkrótce mającej ukazać się książce, której autorami są David Jay Brown i Rebecca McClen pt. Voices of Vision.

High Times: Powiedz nam jak zainteresowałeś się szamanizmem i rozwojem świadomości?

Terence McKenna: Odkryłem szamanizm poprzez zainteresowanie tybetańską religią ludową. Bon, przed buddyjska religia Tybetu jest rodzajem szamanizmu. Idąc od szczegółu do ogółu, zacząłem studiować szamanizm jako fenomen ogólny. Wszystko zaczęło się od zainteresowania historią sztuki, a przede wszystkim buddyjskiej ikonografii malowideł tanka.

HT: Kiedy to było?

TM: W 1967, kiedy byłem studentem drugiego roku w college’u. A zainteresowanie odmiennymi stanami świadomości wyszło po prostu z tego – nie wiem czy byłem przedwcześnie dojrzałym dzieckiem czy co – ale bardzo wcześnie odkryłem scenę literacką Nowego Jorku. Mimo tego, że mieszkałem w małym miasteczku w Colorado, popierałem Village Voice, a tam natknąłem się na propagandę związaną z LSD, meskaliną i wszystkimi innymi eksperymentami, w które byli zaangażowani późni bitnicy. Potem przeczytałem Drzwi Percepcji i Niebo i Piekło, a wtedy to już się potoczyło. To było coś, co naprawdę mnie podkręciło. Szanowałem Huxleya jako powieściopisarza i dokładnie czytałem wszystko co kiedykolwiek napisał i kiedy natknąłem się na „Drzwi Percepcji” powiedziałem sobie: „Tu się coś na pewno kręci”.

HT: Niedawno przemawiałeś do prawie 2000 osób w Teatrze Johna Ansona Forda w Los Angeles. Czemu przypisujesz swoją wzrastającą popularność i jaką rolę widzisz dla siebie w sferze społecznej?

TM: Bez żadnego cynizmu, główną sprawą, której zawdzięczam swoją rosnącą popularność są lepsze stosunki z odbiorcami. Do momentu, w którym gram tę rolę, to nie wiem. Mam na myśli to, że przyjmuję iż każdy, kto ma coś konstruktywnego do powiedzenia względem naszego związku z substancjami chemicznymi – naturalnymi czy syntetycznymi – będzie miał rolę społeczną do grania, ponieważ sprawa dragów będzie wywoływać coraz większy niepokój na wokandzie publicznej, aż wreszcie znajdziemy dla niej jakieś rozwiązanie. Przez rozwiązanie nie mam na myśli jej stłumienia czy powiedzenia nie. Uprzedzam nową otwartość umysłu narodzoną z desperacji spowodowaną działaniami Establishmentu. Dragi są częścią ludzkiego doświadczenia i musimy stworzyć bardziej wyrafinowany system radzenia sobie z nimi.

HT: Powiedziałeś, że termin „New Age” trywializuje znaczenie następnej fazy ludzkiej ewolucji i zamiast tego odniosles sie do archaicznego odrodzenia. Jak rozróżniasz te dwa sposoby ekspresji?

TM: New Age jest zasadniczo psychologią humanistyczną, ukształtowaną w zgodzie ze stylem lat ’80 z dodatkiem neoszamanizmu, channelingu, leczenia kryształami i ziołami. Archaiczne odrodzenie jest znacznie większym, bardziej globalnym fenomenem, który przyjmuje, że przywracamy formy społeczne późnego neolitu i sięga znacznie dalej do początków XX w., do Freuda, do surrealizmu, do abstrakcyjnego ekspresjonizmu – nawet do fenomenu takiego jak Narodowy Socjalizm – który jest negatywną siłą. Ale nacisk na rytuał, na zorganizowaną działalność, na świadomość rasy/przodków – to są tematy, które były wypracowywane przez cały XX w., a archaiczne odrodzenie jest tego ekspresją.

HT: Zebrałem wiadomości z twoich prac, które wskazują na to, że podpisujesz się pod myślą mówiącą o tym, iż grzyby psylocybowe są gatunkiem o wysokiej inteligencji – które dotarły na tą planetę jako zarodniki przybyłe z przestrzeni kosmicznej i próbują ustanowić symbiotyczny związek i z istotami ludzkimi. W bardziej holistycznej perspektywie, jak postrzegasz tą myśl w kontekście teorii bezpośredniej panspermii Francisa Cricka, hipotezy mówiącej o tym, że całe życie na tej planecie i jego bezpośrednia ewolucja zostały zasiane lub być może zapylone przez zarodniki zaprojektowane przez wyższą inteligencję?

TM: Jeśli dobrze rozumiem teorię panspermii Cricka , dotyczy ona tego jak życie rozwinęło się we wszechświecie. To co ja sugerowałem – i nie wierzę w to tak mocno, jak ty to implikujesz – wygląda tak, że inteligencja, nie życie, ale inteligencja mogła przybyć tu poprzez te zarodnikowe formy życia. Jest to bardziej radykalna wersja teorii panspermii Cricka & Ponampuramy. Faktycznie twierdzę, że ta teoria się obroni. Sądzę, że w ciągu stu lat, jeśli ludzie będą studiowali biologię, będzie się wydawało całkiem głupie, że kiedyś ludzie myśleli, iż zarodniki nie mogą być wystrzelone z jednego systemu gwiezdnego do drugiego przez ciśnienie, spowodowane promieniowaniem kosmicznym.

Dotąd, aż rola grzybów psylocybinoowych lub ich związek z nami i z inteligencją pozostaje nierozstrzygnięty, jest to coś co musimy rozważyć. Naprawdę nie jest ważne to, że twierdzę iż są one pochodzenia pozaziemskiego; to czego naprawdę potrzebujemy to gromada osób potwierdzających ten fakt lub mu zaprzeczająca, ponieważ to o czym rozmawiamy, to doświadczenie grzyba.

Zaledwie kilkoro ludzi zajmuje pozycję, która pozwala rozstrzygnąć czy są one pochodzenia pozaziemskiego, ponieważ kilkoro ludzi z nauk ortodoksyjnych doświadczyło kiedykolwiek pełnego spektrum psychedelicznych efektów spuszczonych ze smyczy. Nie można się dowiedzieć czy wewnątrz grzyba istnieje pozaziemska inteligencja czy nie, aż nie będzie się miało ochoty, aby go zjeść.

HT: Masz unikalną teorię na temat roli, jaką odegrały grzyby psylocybinoowe w procesie ludzkiej ewolucji. Czy możesz nam o tym powiedzieć?

TM: Czy grzyby przybyły z przestrzeni kosmicznej, czy nie, obecność substancji psychedelicznych w diecie wczesnych istot ludzkich stworzyła pewną liczbę zmian w naszej sytuacji ewolucyjnej. Kiedy dana osoba bierze małą dawkę psylocybiny, aktywność wzrokowa wzrasta. Oni po prostu mogą widzieć trochę lepiej, a to oznacza, że zwierzęta przyjmujące psylocybinę w swoim pożywieniu zwiększyłyby sukces w polowaniu, co oznacza zwiększone zasoby pożywienia, co z kolei oznacza zwiększony sukces reprodukcyjny, który jest nazwą gry ewolucyjnej.

To jest organizm, który jest w stanie rozmnażać się pokaźnie, który odnosi sukces. Obecność psylocybiny w diecie wczesnych, polujących grupą naczelnych spowodował, że osobniki przyjmujące psylocybinę zwiększały swoją aktywność wzrokową. Przy trochę wyższych dawkach psylocybiny pojawia się pobudzenie seksualne, erekcja i wszystko to co można nazwać pobudzeniem centralnego systemu nerwowego. Ponownie, czynnik który zwiększyłby sukces reprodukcyjny jest wzmocniony.

HT: Czy nie jest prawdą, że psylocybina powstrzymuje orgazm?

TM: Nie w dawkach, o których mówię. Może w dawkach psychedelicznych, ale w dawkach trochę wyższych, niż „możesz to poczuć” działa stymulująco. Pobudzenie seksualne oznacza zwracanie uwagi, oznacza zdenerwowanie, wykazuje pewien poziom energetyczny organizmu. A wtedy, oczywiście we wciąż wyższych dawkach, psylocybina powoduje tą aktywność w językowo-formalnej części mózgu, która manifestuje się poprzez pieśń i wizję. To jest jak gdyby enzym, który stymuluje wzrok, popęd seksualny, wyobraźnię. A te trzy czynniki razem tworzą używającego języka naczelnego. Psylocybina mogła synergetyzować wyłanianie się wyższych form psychicznej organizacji z prymitywnych, protoludzkich zwierząt. Można na to patrzeć, jak na ewolucyjny enzym lub ewolucyjny katalizator.

HT: Jest duże zainteresowanie starożytną sztuką technologii dźwięku. W niedawnym artykule pisałeś że w pewnych stanach świadomości jesteś w stanie stworzyć rodzaj obrazowego rezonansu i manipulować „topologicznym kolektorem” używając wibracji dźwiękowych. Czy możesz nam powiedzieć coś więcej na temat tej techniki, jej etnicznych źródeł oraz potencjalnych zastosowań?

TM: Tak, ma ona dużo wspólnego z szamanizmem, który jest oparty na użyciu DMT w roślinach. DMT jest prawie lub pseudo-neurotransmiterem, który przyjęty i nakłoniony do spoczęcia na synapsach mózgu pozwala widzieć dźwięk, tak więc można używać głosu do produkowania nie muzycznych kompozycji, ale obrazkowych i wizualnych. To w mojej opinii wskazuje na to, że jesteśmy na wierzchołku jakiegoś rodzaju ewolucyjnej zmiany w obszarze formalno-językowym, zamierzamy przejść od języka słyszanego do języka widzialnego poprzez zmianę wewnętrznego przebiegu.

Język wciąż będzie tworzony z dźwięku, ale będzie on wyglądał jak nośnik wizualnego wrażenia. To właściwie dzieje się u szamanów w Amazonii. Pieśni, które śpiewają brzmią jakby raczej czynili to patrząc w pewien sposób. To nie są muzyczne kompozycje w naszym sensie rozumienia tego słowa. Są obrazkowe i tworzone przez sygnały audio.

HT: Jesteś uważany przez wielu ludzi za jednego z największych odkrywców XX w. Przeszedłeś przez dżungle amazońskie i przedarłeś się przez nieznane rejony umysłu, ale być może twoje ostateczne podróże tkwią w przyszłości, kiedy ludzkość opanuje technologię kosmiczną i podróż w czasie. Jakie możliwości podróży w tych dziedzinach przewidujesz i co sądzisz o tym jak te nowe technologie wpłyną na przyszłą ewolucję gatunku ludzkiego?

TM: Przypuszczam, że większość ludzi wierzy w to, że podróż w czasie jest tuż za rogiem. Też oczywiście mam taką nadzieję. Sądzę, że powinniśmy się wszyscy uczyć rosyjskiego wyprzedzając fakty, ponieważ rząd U.S.A. najwyraźniej nie jest zdolny do utrzymania programu kosmicznego. Pytanie o podróż w czasie jest znacznie bardziej interesujące. Prawdopodobnie świat doświadcza kompresji technologicznej innowacji, która doprowadzi do wynalazków bardzo podobnych do tego, jak wyobrażamy sobie podróż w czasie.

Możemy się zbliżać w swojej zdolności do transmisji informacji w stronę przyszłości i do stworzenia informacyjnej domeny komunikacji pomiędzy różnymi punktami w czasie. Jak to się stanie jest sobie trudno wyobrazić, ale rzeczy takie jak: matematyka fraktalna, nadprzewodnictwo i nanotechnologia oferują nowe i innowacyjne podejście do realizacji tych starych marzeń. Nie powinniśmy upierać się, że podróż w czasie jest niemożliwa tylko dlatego, że jeszcze nie miała miejsca. Jest wielka rozpiętość praw w fizyce kwantowej pozwalających na ruch informacji w czasie w różne strony. Najwyraźniej można poruszać informacją w czasie tak długo, jak nie porusza się nią szybciej od światła.

HT: Dlaczego tak się dzieje?

TM: Nie mam zielonego pojęcia. Czy jestem Einsteinem?

HT: Jak myślisz, co jest ostatecznym celem ludzkiej ewolucji?

TM: Oh, niezła impreza….. :PPPP

HT: Czy miałeś kiedykolwiek doświadczenia ze świadomym śnieniem – procesem, dzięki któremu można stać się świadomym wewnątrz swojego snu – a jeśli tak, to jak można to porównać z twoimi innymi, szamańskimi doświadczeniami?

TM: Naprawdę nigdy nie doświadczyłem świadomego snu. Jest to jedna z rzeczy, które mnie bardzo interesują. Jestem wobec niej trochę sceptyczny. Mam nadzieję, że to prawda, bo co to byłaby za cudowna rzecz.

HT: Nigdy żadnego nie miałeś?

TM: Miałem świadome sny, ale nie posiadam techniki pozwalającej na ich powtarzanie na żądanie. Stan snu prawdopodobnie wyprzedza tą kulturową granicę, ku której się przesuwamy. To, że posuwamy się naprzód ku czemuś bardzo przypominającemu wieczny sen, idziemy w stronę wyobraźni i zostajemy tam, a to będzie jak świadomy sen, który nie zna końca, ale co to za ciasne, proste rozwiązanie. Jedną z rzeczy, która interesuje mnie w snach jest to – mam sny, w których palę DMT, a to działa. Jest to dla mnie skrajnie interesujące, ponieważ wydaje się implikować fakt, że nie trzeba palić DMT, żeby tego doświadczyć. Musisz jedynie przekonać swój umysł, że to zrobiłeś, a wtedy on dostarcza tego wstrząsającego, odmiennego stanu.

HT: O, kurwa.

TM: Jak wielu ludzi, którzy mieli czasami sen o paleniu DMT tego doznało? Czy ludzie, którzy nigdy nie palili DMT mieli kiedykolwiek doświadczenie tego rodzaju we śnie? Założę się, że nie. Założę się, że trzeba tego doświadczyć w życiu, aby uzyskać wiedzę jego istnienia i wyobrażenie tego, jak to jest możliwe, ale wtedy takie doświadczenie może Ci się przytrafić bez żadnej chemicznej interwencji. Jest to znacznie silniejsze, niż joga, tak więc przejęcie kontroli nad stanem snu byłby z pewnością niezwykłą rzeczą i zaniósłby nas na wielki dystans naprzeciwko kulturowej transformacji, o której rozmawiamy. Jak to właściwie zrobić, nie jestem pewien. Dragi psychedeliczne, doznania w chwili śmierci, świadome śnienie, stany medytacyjne….. wszystkie z tych rzeczy, to puzzle mówiące nam jak budować nowy wymiar kultury, w którym będziemy mogli wszyscy żyć trochę zdrowiej, niż żyjemy dotychczas w tych wymiarach.

HT: Rupert Sheldrake niedawno udoskonalił teorię pola morfogenetycznego – niematerialnego, zorganizowanego, pola zbiorowej-pamięci, które wpływa na wszystkie systemy biologiczne. To pole można sobie wyobrazić jako hiper przestrzenny rezerwuar informacji, który promieniuje i przelewa się do znacznie większego obszaru kontroli, kiedy zostaje osiągnięta masa krytyczna – do punktu nazywanego morficznym rezonansem. Czy sądzisz, że ten morficzny rezonans może być uznany za możliwe wyjaśnienie dla fenomenów duchów oraz innych metafizycznych istot i czy metoda ewokacji bytów ze świata duchów może być zwykłym przypadkiem łamania morficznego kodu?

TM: To brzmi rozsądnie. Jeśli starasz się dotrzeć do tego czy uważam pola morfogenetyczne za dobrą rzecz lub czy istnieją, to odpowiedź brzmi tak; uważam, że jakiś rodzaj takiej teorii oczywiście staje się niezbędny. I dodatkowo, że następnym, wielkim krokiem w intelektualnym podboju natury, jeśli wolisz, jest teoria mówiąca o tym, jak z szeregu rzeczy możliwych niektóre w końcu się dzieją.

HT: Jak patrzysz na zwiększającą się liczbę sztucznych psychedelików i maszyny zwiększające wydajność mózgu w kontekście teorii pól morfogenetycznych Ruperta Sheldrake’a?

TM: Mam nadzieję, ale jestem trochę podejrzliwy. Sądzę, że dragi powinny pochodzić ze świata natury i być używane-testowane przez zorientowane na szamanizm kultury, wtedy mają one bardzo głębokie pole morfogenetyczne, ponieważ są używane od tysięcy lat w magicznym kontekście. Drag wyprodukowany w laboratorium i nagle rozdystrybuowany na cały świat, w prosty sposób wzmacnia globalną obecność hałasu przy kryzysie historycznym. A jest w tym bardzo praktyczny punkt widzenia mówiący, że nie można przewidzieć długoterminowych efektów wywoływanych przez drag stworzony w laboratorium.

Coś takiego jak peyotl, nasiona powoju czy grzyby jest używane od długich czasów bez żadnych szkodliwych, społecznych konsekwencji. Wiemy to. Dopóki pytanie o technologię jest na czasie – maszyny mózgowe i wszystko – życzę im powodzenia. Chcę przetestować cokolwiek, co ktoś mi przyśle, ale jestem sceptyczny. Sądzę, że jest to coś w rodzaju maszyny do pisania sterowanej głosem. Odstawi nas za sobą. Problemy będą o wiele bardziej kompleksowe, niż te z początku zakładane.

HT: Nie sądzisz, że prawdą jest to, iż sztuczne psychedeliki i maszyny mózgowe nie mają żadnego pola morfogenetycznego, tak więc w pewnym sensie tworzy się nowe pole morfogenetyczne wraz z ich użyciem. Konsekwentnie, byłoby więcej możliwości, żeby zaczęły zachodzić nowe procesy – w przeciwieństwie do substancji psychoaktywnych, o których mówisz, że mają starożytne pola morfogenetyczne i są znacznie bardziej obwarowane w przewidywalności i wzorze – tak więc nie tak wolne na nowe typy ekspresji?

TM: Możliwe, mimo że nie wiem, jak chwytasz pole morfogenetyczne nowo stworzonego dragu. Na przykład, powiem o swoim własnym przeżyciu na ketaminie. Moje wrażenie na ketaminie było takie – to jakby zupełnie nowy drapacz chmur, wszystkie ściany, wszystkie podłogi są wyłożone białym dywanami, wszystkie fontanny z wodą do picia działają, windy chodzą bez szemrania, fluoroscencyjne światła rozchodzą się nieskończenie we wszystkich kierunkach wzdłuż korytarzy. Tylko nikogo tam nie ma. Nie ma maszynerii biur, nie ma spieszących się sekretarek, nie ma telefonów – jest tylko ta ogromna, pusta, czekająca struktura. Więc nie mogę się wprowadzić do 60 piętrowego biurowego budynku.

Mam wystarczająco dużo rzeczy, żeby zapełnić nimi kilka małych pokojów, tak więc odczuwam to trochę przedziwnie, kiedy wchodzę do tych pustych pól morfogenetycznych. Jeśli weźmiesz grzyby, no wiesz, wspinasz się wtedy na pokład statku kosmicznego obsadzonego przez każdego szamana, który kiedykolwiek to zrobił, na twoich oczach, a to jest prawdziwa załoga, oni odwalili kawał dobrej roboty w ciągu millenniów i to wszystko tam jest: taśmy, które mają być puszczone; ale sztuczne wytwory powinny być traktowane bardzo ostrożnie.

HT: To interesujące, że John Lilly miał zupełnie odmienne doświadczenie po ketaminie. Czy sądzisz, że jest jakiś związek pomiędzy samo przetwarzającymi się, mechanicznymi elfami, na które natrafiłeś podczas swoich szamańskich wędrówek i istotami solidnego kształtu, które napotkał John Lilly w czasie swoich miedzy wymiarowych podróży?

TM: Nie sądzę, żeby była jakaś znacząca kongruencja. Istoty o solidnych kształtach, z którymi się skontaktował wydawały się wprawiać go w ponury nastrój. Mechaniczne, elfie istoty, które ja napotkałem są wcieleniem radości i humoru, ale miałem o tym taką myśl niedawno, o której ci opowiem. Jedna z fantazji science-fiction, która nawiedza zbiorową nieświadomość jest wyrażana przez „świat rządzony przez maszyny”. W latach 50′ było to po raz pierwszy wyrażone w stwierdzeniu: „Być może przyszłość będzie okropnym miejscem, gdzie światem będą rządziły maszyny”.

Tak więc pomyślmy przez chwilę o maszynach. Są ekstremalnie bezstronne, bardzo przewidywalne, nie ulegają moralnej perswazji, są neutralne wobec wartości i bardzo długo żyją w swoim funkcjonowaniu. Teraz pomyślmy o tym z czego zrobione są maszyny, w świetle teorii pól morfogenetycznych Sheldrake’a. Maszyny są zrobione z metalu, szkła, złota, silikonu, plastiku – są zrobione z tego z czego jest zrobiona ziemia. Czy nie byłoby to dziwne, że biologia jest drogą dla ziemi, aby ta mogła się alchemicznie przetransformować w samo odbijającą się rzecz? W którym więc wypadku, to ku czemu zmierzamy nieuchronnie, to co w istocie tworzymy, jest światem rządzonym przez maszyny?

A odkąd te maszyny zajmą swoje miejsce, można się spodziewać, że będą sterowały naszą ekonomią, językami, aspiracjami społecznymi itd., w taki sposób, że przestaniemy się nawzajem zabijać, zagładzać, niszczyć naszą ziemię itd. W końcu, strach przed byciem rządzonym przez maszyny jest męskim, egoistycznym strachem przed porzuceniem kontroli nad planetą na rzecz żeńskiej matrycy Gai. Ha. O to właśnie chodzi. To tylko myśl.

HT: Niedawne wynalezienie fraktalnych obrazów wydaje się implikować, że wizje i halucynacje mogą być rozbite na dokładny, matematyczny kod. Czy wiedząc to sądzisz, że zdolności ludzkiej wyobraźni mogą być replikowane w super komputerze?

TM: Tak. Mówiąc, że składniki halucynacji mogą być złamane i zduplikowane przez matematyczny kod nie odejmuje się im nic. Rzeczywistość może zostać rozdzielona i zreduplikowana za pomocą tego samego matematycznego kodu – to właśnie to sprawia, że idea fraktalna jest taka silna. Można wklepać pół strony kodu i otrzymać na ekranie systemy rzeczne, pasma górskie, pustynie, paprocie, rafy koralowe, wszystko wygenerowane z pół strony komputerowego kodu. Wydaje się to implikować fakt, że w końcu odkrywamy naprawdę potężne reguły matematyczne, które stoją za wizualnymi przedstawieniami. I tak, sądzę że super komputery, grafika komputerowa i symulacje środowiska to bardzo obiecująca rzecz. Kiedy światem będą rządziły maszyny, będziemy w filmach. O, kurde.

HT: Lub będziemy kręcić filmy.

TM: Lub będziemy filmami.

HT: Kiedyś myślałem, że to co widzisz jako formującą się symbiozę pomiędzy ludźmi i roślinami psychoaktywnymi może być w istocie przejmowaniem kontroli nad naszym życiem i rozkazywaniem nam przez nie. Czy myślałeś kiedyś w ogóle o tym?

TM: Symbioza nie jest pasożytnictwem, jest to sytuacja wzajemnie korzystna dla obydwóch stron, tak więc musimy przypuszczać, że rośliny wyciągają z tego tyle samo co my. To co otrzymujemy, to informacja z innego poziomu duchowego, ich punkt widzenia – innymi słowy – jest tym co nam dają. To co im dajemy, to opieka, pokarm, propagowanie i przetrwanie, tak więc dają nam swój podwyższony, wyższo-wymiarowy punkt widzenia. My z kolei odwdzięczamy się poprzez ułatwianie im drogi w fizycznym świecie. a to wydaje się rozsądną wymianą. Oczywiście mają one trudności w fizycznym świecie, rośliny nie ruszają się za bardzo dookoła. Mówisz o Tao, roślina ma Tao. Nie rąbie nawet drewna i nie nosi wody.

HT: Przewidywanie przyszłości jest często oparte na studiowaniu wcześniejszych wzorów i trendów, które są wtedy rozciągane, jak kontury mapy aby ekstrapolować kształt rzeczy, które mają się wydarzyć. Przyszłość może być także postrzegana jako rozwijająca się, dynamiczna i twórcza interakcja pomiędzy przeszłością i teraźniejszością – obecna interpretacja przeszłych wydarzeń aktywnie służy formułowaniu tych wzorów i trendów. Czy jesteś w stanie pogodzić te dwie perspektywy tak, żeby ludzkość była w stanie nauczyć się ze swoich doświadczeń bez bycia związanym przez nawyki historii?

TM: Te dwie rzeczy są antytetyczne. Nie wolno ci być uwiązanym przez nawyki historyczne jeżeli chcesz się uczyć z doświadczenia. To Ludwig von Bertalanffy, wynalazca ogólnej teorii systemów, wypowiedział słynne zdanie o tym, że: „Ludzie nie są maszynami, ale we wszystkich sytuacjach, w których mają okazję, będą się zachowywać jak maszyny”, tak więc trzeba im wciąż przeszkadzać, ponieważ zawsze zostają osaczeni przez rutynę. Tak więc, historyczne wzory są w większości cykliczne, ale nie ciągle; jest ostatecznie najwyższy poziom tego wzoru, który się nie powtarza i to jest część odpowiedzialna za przejście w prawdziwą oryginalność.

HT: Część, która się nie powtarza. Hmm. Pozytywni futuryści dzielą się jak gdyby na dwie grupy. Niektórzy wyobrażają sobie przyszłość jako coraz jaśniejszą z każdym dniem i to, że jako rezultat tego procesu nastąpi światowa iluminacja, inni wyobrażają sobie okres trwającej właśnie dewolucji – mrocznego wieku, przez który musi przejść ludzka świadomość, zanim zostaną osiągnięte bardziej zaawansowane szczeble. Który scenariusz widzisz jako najbardziej prawdopodobny do wyłonienia się i dlaczego utrzymujesz taki pogląd?

TM: Sądzę, że jestem trochę Mroczno Widzący. Sądzę, że przejdziemy przez łagodne Średniowiecze. Nie sądzę, że będzie to cokolwiek przypominającego Średniowiecze trwające tysiąc lat – sądzę, że potrwa to szybciej pięć lat – i będzie czasem ekonomicznej zapaści, religijnego fundamentalizmu, odwrotem w zamknięte wspólnoty pewnych części społeczeństwa, feudalnych wojen pomiędzy drobnymi państwami i tego rodzaju rzeczami.

Sądzę, że utoruje to drogę w późnych latach 90′ nadchodzącej globalnej przyszłości, na którą wszyscy pracujemy. Potem nastąpi zasadniczy 15 letni okres, w którym wszystkie te rzeczy zbliżą się do siebie z coraz większą i większą komplikacją, znacznie w taki sposób, w jaki nowoczesna nauka i filozofia zaczęły się komplikować w jednym kierunku od czasów Renesansu. Gdzieś około roku 2012 wszystko to zmiesza się jak w alchemicznym destylacie historycznego doświadczenia, który będzie bramą wejściową w życie wyobraźni.

HT: Morficzny rezonans Ruperta Sheldrake’a, teoria chaosu Ralpha Abrahama i twój falowy model czasu, wszystkie wydają się zawierać komplementarne wzory, które operują na podobnych, pokrywających się ze sobą regułach – że systemy energetyczne przechowują informację, aż osiągnięty zostanie pewien poziom i informacja jest wtedy przetwarzana w większy układ odniesienia, jak woda w kondygnacyjnej fontannie. Czy przepracowałeś te teorie we wszystko obejmującą meta teorię tego, jak wszechświat funkcjonuje i operuje?

TM: Nie, ale pracujemy nad tym -:P Jest prawdą, że trójka z nas, a ja dodałbym jeszcze Franka Barra, który jest mniej znany, ale ma także w tym swój udział. Jesteśmy wszyscy komplementarni. Teoria Ruperta jest – w tym punkcie – hipotezą. Nie ma odpowiedników – nie ma przewidywalnej maszynerii – jest to sposób mówienia o podejściach eksperymentalnych. Moja jazda z czasem falowym jest, jak ekstremalnie formalny i specyficzny przykład tego o czym on mówi ogólnie. A wtedy robota Ralpha zapewnia most od rodzaju rzeczy, które robimy Rupert i ja do granicznej gałęzi zwyczajnej matematyki nazywanej dynamicznym modelowaniem. Frank jest ekspertem od powtarzalności procesu fraktalnego. Potrafi ci pokazać dzianie się tej samej rzeczy na wielu, wielu poziomach, na wiele, wiele różnych sposobów. Tak więc nazwałem nas Kompresjonistami lub Psychedelicznymi Kompresjonistami. Kompresjonizm twierdzi, że świat staje się coraz bardziej i bardziej skomplikowany, skompresowany, związany razem, tak więc holograficznie kompletny w każdym punkcie i to zasadniczo tu stoi cała nasza czwórka, tak sądzę, choć z innych punktów widzenia.

(tłum. Conradino Beb) 

 

Źródło: High Times Magazine, nr. 4, kwiecień 1992.

"Nigdy nie było dla mnie wystarczająco dziwnie." – Hunter S. Thompson