Archiwa tagu: ekonomia

Gubernator Nevady ogłosił „stan wyjątkowy”… bo w sklepach zabrakło marihuany!

Od legalizacji rekracyjnej marihuany w Nevadzie nie minęły nawet dwa tygodnie, a sklepom już brakuje towaru, jak potwierdza Departament Podatkowy. W związku z tym gubernator stanu, Brian Sandoval, ogłosił „stan wyjątkowy”, który ma ułatwić dostęp do rynku większej ilości dystrybutorów.

Na dzień dzisiejszy w Nevadzie zaledwie 50 punktów sprzedaży posiada wymaganą licencję na obrót marihuaną lub produktami z marihuany i tylko te otworzyły podwoje 1. lipca. Ale zgodnie z nowym prawem, nie mogą one legalnie dokonywać zakupu mającego na celu uzupełnienie asortmentu, gdyż na pośrednictwo pomiędzy growerami, a sprzedawcami, wyłączność mają hurtownicy alkoholu.

Ten stan rzeczy jest wynikiem wyroku sądowego, który został przedłużony w czerwcu tego roku i ma na celu „promocję regulacji marihuany w podobny sposób do alkoholu”, a także ochronę sklepów monopolowych przed bankructwem na skutek wzrastającej popularności marihuany. Nevada jest jedynym stanem z prawem tego typu!

Uprawa konopi indoor

Stan wyjątkowy może zmienić zaistniałą sytuację, rozszerzając pulę aplikantów, którzy mogą ubiegać się o licencję na dystrybucję marihuany, o przedsiębiorców spoza branży alkoholowej. Stanowa Komisja Podatkowa ma głosować nad wprowadzeniem tej regulacji w życie w czwartek

Jak powiedziała Reno Gazette-Journal Stephanie Klapstein z Departamentu Podatkowego, niewydolny rynek marihuany może mieć daleko idące konsekwencje finansowe, gdyż 15% podatek od uprawy konopi generuje przychody przeznaczane na edukację publiczną i blokada tego rynku mogłaby mieć katastofalne skutki dla budżetów szkolnych.

Conradino Beb

 

Źródło: Business Insider

Colorado zarobiło $1,3 mld na marihuanie w 2016!

Sektor marihuanowy w Colorado pobił rekord w 2016, jak informuje Stanowy Departament Podatków Dochodowych. Punkty sprzedaży zanotowały w zeszłym roku obrót w wysokości $1,3 mld na sprzedaży marihuany medycznej i rekreacyjnej.

Marihuanowy rynek w stanie Colorado wykazuje jak na razie roczną tendencję wzrostową. W 2014, który był pierwszym rokiem legalizacji marihuany, sprzedawcy zdołali sprzedać produktów konopnych (kwiatostanów, koncentratów i produktów żywnościowych) wartych $699,2 mln. Rok później było to $996,2 mln, a w 2016 $1,3 mld.

Colorado miało naprawdę dobry okres, bo było pierwszym stanem, który wszedł na nowy rynek. Ale ze względu na to, że marihuanę zalegalizowano w międzyczasie gdzie indziej, niektóre z aktualnych, zewnętrznych korzyści, zostaną podkopane – mówi Miles Light, ekonomista z Marijuana Policy Group, firmy konsultingowej pracującej w sektorze marihuanowym.

2016 był rokiem, który pobił rekord $100 mln obrotu na marihuanie miesięcznie z bardzo zielonym latem (lipcem, sierpniem i wrześniem), które zostawiło w kasach punktów sprzedaży $376,6 mln. Ostatecznie, 8 z 12 miesięcy przekroczyło tę magiczną barierę, z grudniem, w którym zanotowano obrót warty $114,7, co oznacza 13% wzrost w skali rocznej.

Ale trzeci rok legalizacji przyniósł także pierwsze problemy. Widzimy stały wzrost liczby pacjentów i klientów, ale wyniki sprzedaży są raczej płaskie – mówi Sally Vander Veer, właścicielka Medicine Man, jednego z największych punktów sprzedaży w Denver.

sour_diesel_bud
Sour Diesel

Jak mówi Light, jest to wynik zmniejszającej się roli marihuanowej turystyki, która w 2016 zaczęła wracać do normy. Odwiedzający stan kupowali mniej marihuany niż rok wcześniej czy dwa lata temu i można się spodziewać, że ze względu na legalizację marihuany w innych stanach, przede wszystkim w Oregonie i Kalifornii, Colorado będzie musiało coraz bardziej polegać na popycie wewnętrznym.

Podatki od sprzedaży marihuany zapewniły fiskusowi w zeszłym roku przychód w wysokości $199 mld, wspomagajac budowę szkół, szpitali i płacąc za sprzęt, z którego korzysta policja.

Conradino Beb

 

Źródło: The Cannabist

O czym mówiono na konferencji poświęconej medycznej marihuanie w Brukseli?

Reprezentanci 11 krajów członkowskich zebrali się w zeszłym tygodniu w Brukseli, by obradować w gmachu Parlamentu Europejskiego nad przyszłością medycznej marihuany w Unii Europejskiej. Konferencja została zorganizowana przez koalicję GUE/NGL (European United Left–Nordic Green Left).

W ramach dwóch paneli dyskusyjnych gorący temat omówiło 14 mówców. Centralne miejsce na konferencji zajęła reforma planowana przez irlandzki rząd, która została przedstawiona przez Grahama de Barrę, dyrektora organizacji Help Not Harm.

Ten przypomniał zgromadzonej publice o irlandzkim doktorze Williamie Brooke’u O’Shaughnessym, który w 1880 roku opublikował pierwszy artykuł naukowy traktujący o konopiach w historii zachodniej medycyny. Dzisiaj Irlandia pozostaje inkubatorem dla badań nad kannabinoidami. Jednak marihuana medyczna jest zabroniona przez prawo kryminalne – podsumował de Barra.

HSO-Green.Crack-Large
Green Crack / uprawa outdoor

Jak się okazało, kilka dni później Dáil (parlament irlandzki) przegłosował wstępną legalizację medycznej marihuany, po tym jak minister zdrowa Simon Harris ogłosił, że nie będzie sprzeciwiał się zmianom w prawie.

Szybkich zmian na konferencji domagał się praktycznie każdy z referentów, w tym niemiecki parlamentarzysta Stefan Eck, który powiedział na samo zakończenie konferencji: Przez 5 tys. lat konopie były wykorzystywane w medycynie i moim zdaniem nadszedł teraz czas, by zalegalizować je w Unii Europejskiej.

Dominique Lossignol, belgijski specjalista od leczenia raka i bólu, dodał iż większość z jego kolegów wciąż posiada mylne przekonania co do zastosowania konopi w medycynie: Wielu z neurologów nie wie nic na temat konopi. Wiedzą tylko, że to narkotyk Rastamanów. Myślą, że to dla ludzi słuchających reggae.

Doktor podkreślił, że konopie nie przyniosą poprawy wszystkim pacjentom, ale jeśli komuś pomagają, obowiązkiem lekarzy jest im je zapewnić.

Leżąc na przenośnym łóżku szpitalnym, dr. Franjo Grotenhemen, przewodniczący International Association for Cannabinoids in Medicine (IACM), zdał sprawozdanie z postępu w Niemczech, mówiąc: Niemiecki rząd przygotował ustawę. Został do tego zmuszony przez sądy. Ale jako przywódca polityczny mówisz: „Nikt mnie nie zmusił, zmieniłem zdanie”. Tak więc politycy ze wszystkich partii w Niemczech zmienili zdanie, opowiadając się za prawem pacjentów do produktów z konopi, jeśli ich potrzebują.

Wielu z mówców skupiło się na potrzebach pacjentów i niesamowitych rezultatach terapii medyczną marihuaną, ale pojawiły się także głosy wskazujące na korzyści ekonomiczne. Jednym z nich był Saul Kaye, izraelski farmakolog i aktywista, który zaakcentował, w jaki sposób jego kraj czerpie korzyści z marihuanowego programu medycznego, obecnie najstarszego na świecie.

grandma_smoking_weed
Obywatelka Kalifornii paląca medyczną marihuanę

Dla prawodawców nie jest to już pytanie czy, ale jak i kiedy. Każda decyzja, którą podejmujecie, będzie miała implikacje dla wartości tworzonego łańcucha produkcji i dystrybucji. To przemysł, który przeżywa boom na całym świecie, który będzie niezwykle zyskowny, co jest oczywiście głównym napędem. Powinniście pomyśleć o tym, czy chcecie tę inicjatywę blokować, czy być jej częścią – podsumował Kaye.

Wielkie wrażenie wywołało przemówienie młodej Very Twomey z Irlandii, która opowiedziała o swojej sześcioletniej córce Avie, cierpiącej na Zespół Dravet.

Jej córka została zdiagnozowana, gdy miała cztery miesiące, a lekarze nie dawali jej szans ani na chodzenie, ani na mówienie. Vera próbowała 11 różnych lekarstw, ale żadne nie skutkowało i dopiero terapia olejem CBD sporządzonym ze słynnej odmiany Charlotte’s Web, rozpoczęta we wrześniu tego roku, przyniosła dramatyczną poprawę zdrowia.

W październiku, który był pierwszym pełnym miesiącem, w którym Ava przyjmowała olej CBD, częstotliwość jej napadów spadła o 90%. Jej życie całkowicie się zmieniło i widzimy teraz zupełnie nową osobę – podsumowała Vera.

Conradino Beb

Źródło: Leafly

Dlaczego kalifornijscy growerzy nie chcą pełnej legalizacji?

Kalifornijscy wyborcy będą mogli się opowiedzieć za pełną legalizacją marihuany już 8. listopada, ale nowe prawo ma niespodziewanych wrogów w postaci growerów, którzy są w tej kwestii mocno podzieleni. Nowe prawo znane jako Propozycja 64 lub AUMA (The Adult Use of Marijuana Act) zakłada pełną regulację rynku, co łączy się z nowymi podatkami, normami, koncesjami oraz kontrolami administracyjnymi, które mogą znacznie zwiększyć koszty funkcjonowania małych farm, operujacych przez lata w szarej strefie.

Wielu z growerów ze Szmaragdowego Trójkąta powtarza, że wprowadzenie nowego prawa zakończy tradycyjny model uprawy konopi, który obecny jest w tej odosobnionej części północnej Kalifornii od późnych lat ’60. A marihuana jest tu produkowana głównie przez małe, rodzinne biznesy, z których większość nie jest nigdzie zarejestrowana i nigdy nie płaciła podatków, uznając je za zwyczajny haracz.

Ta anarchistyczno-libertariańska mentalność ma swoje źródła w kontrkulturowej tradycji sprzeciwu wobec wyzysku fiskalnego. Administracja stanowa jest wśród growerów z pokolenia Baby Boomers traktowana jako bezduszna machina blokująca prawo do indywidualnego stanowienia i wymuszająca postępowanie zgodne z korporacyjną logiką masowego obrotu, która nie jest obca kalifornijskim rozwiązaniom prawnym.

organic_outdoor_grow
Uprawa outdoor w północnej Kalifornii

By uciec od biurokracji, growerzy w pólnocnej Kalifornii przez lata operowali w podziemiu, uprawiając konopie z dala od ciekawskich oczu. Obecnie na małej farmie maksymalnie kilka osób zajmuje się całym procesem, od wykiełkowania nasion po ścinkę, suszenie i trymowanie, a gotowa marihuana jest rozprowadzana na własną rękę w obrębie regionu lub w ramach układu z pojedynczym dystrybutorem, który eksportuje ją za znacznie lepszą cenę do innych stanów USA. Po legalizacji ten nieoficjalny system runie jednak, jak domek z kart!

Ale inaczej na tę zmianę zapatrują się młodsi growerzy w wieku 20-40 lat, wśród których znajdziemy zwolenników legalizacji takich jak Tim Blake z hrabstwa Mendocino, który mówi The Cannabist: Czas zakończyć kryminalizację. Dużo z farmerów, szczególnie małych farmerów, boi się utraty swojego źródła utrzymania i nadejścia nowych czasów. Ale tak naprawdę już to stracili.

Blake ma na myśli stany takie jak Kolorado czy Oregon, które zalegalizowały marihuanę do użytku rekracyjnego, dając tym samym pole dla dynamicznego rozwoju marihuanowego biznesu, a jednocześnie reprezentując groźbę dla Kalifornii, która na dzień dzisiejszy pozostaje największym producentem kwiatostanów konopi w USA, ale bez legalizacji będzie jej coraz trudniej utrzymać tę pozycję. Nie możemy sobie pozwolić na zostanie z tyłu – dodaje Blake.

og_kush_nug
OG Kush / szczyt medyczny

Faktem przy tym pozostaje, że California Growers Association, największe stowarzyszenie kalifornijskich growerów, które zrzesza 450 growerów i 350 firm związanych z branżą, zdecydowało się pozostać dyplomatycznie neutralne w kwestii legalizacji, gdy wewnętrzne głosowanie ujawniło, iż 31% jej członków jest przeciwna AUMA, a 38% niezdecydowana, jak napisał The Humboldt Independent.

Nikt, nawet zwolennicy legalizacji, nie sądzi, że na tym sprawa się zakończy. Wielu z nas uważa, iż Kalifornia może wprowadzić znacznie lepsze rozwiązania – mówi The Cannabist Hezekieh Allen, przewodniczący CGA, który jest jednym ze współtwórców 62-stronicowej ustawy, odpowiedzialny za wprowadzenie zapisu blokującego wielkie operacje przez pierwszych pięć lat legalizacji, co ma dać szansę małym farmerom na dostosowanie się do nowych warunków.

Insajderzy nie mają jednak wątpliwości, że po pięciu latach ustawowej blokady Kalifornię nawiedzi zielona gorączka, napędzana korporacyjną chciwością i wielki przemysł zacznie dominować rynek, oferując tanie szczyty z wielkopowierzchniowych upraw hydroponicznych, obniżających koszty produktu do minimum, z którymi mali przedsiębiorcy nie będą w stanie konkurować.

W istocie, od początku 2016 przez Kalifornię już przetacza się bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, która sprawia, że ceny szybują w górę nawet o 100%. Przyczyną jest poparcie Kalifornijczyków dla AUMA, które zależnie od sondażu wynosi od 58-71%, a także nowe regulacje, wprowadzane przez poszczególne hrabstwa, nakazujące uprawę marihuany w strefach przemysłowych, jak pisze Newsweek.

Jednak największym problemem dla małych farmerów, którzy będą musieli nabyć koncesje dla swoich upraw, pozostają podatki, wprowadzane przez AUMA, a które dla komercyjnych operacji wynoszą: $9,25 za uncję (ok. 28 gramów), 15% akcyza, 7,5% podatek stanowy od sprzedaży (podobny do europejskiego VAT-u), a także dodatkowe podatki lokalne (miasta w Kalifornii mają prawo do uchwalania własnych podatków, jeśli widzą taką potrzebę).

Blue_Dream_bud
Blue Dream / szczyt marihuany

Z drugiej strony AUMA gwarantuje każdemu obywatelowi Kalifornii prawo do uprawy 6 roślin na terenie własnej posiadłości, a pacjentom zarejestrowanym w systemie odstępstwo od płacenia podatku od sprzedaży na mocy upoważnienia wprowadzanego przez ustawę. Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, chorzy będą jednak traktowani znacznie bardziej rygorystycznie przez lekarzy i niemożliwe będzie już uzyskanie recepty na przysłowiowy ból kolana i inne łagodne dolegliwości.

Ale legalizacja marihuany w Kalifornii ma oprócz tego znaczenie symboliczne dla globalnej ekonomii, bo jak pisze Business Insider: Jeśli 8. listopada Kalifornia przegłosuje Propozycję 64, a sprzedaż zacznie się 1. stycznia 2018, stan może liczyć na dodatkowe obroty wynoszące $1,5 mld. Ta cyfra sięgnie $3 mld w 2019 i $4 w 2020, jak przewiduje raport ArcView. Szósta gospodarka świata nie może zaś sobie pozwolić na utratę takiego wzrostu, jeśli chce się dalej rozwijać.

Conradino Beb

 

Źródło: The Cannabist / The Humboldt Independent / Newsweek / Business Insider

Epidiolex wykazuje pozytywne działanie w leczeniu epilepsji!

Lek na bazie konopi o nazwie Epidiolex przeszedł pomyślnie trzecią fazę testów klinicznych pod kątem leczenia epilepsji w USA. Producentem leku jest brytyjska korporacja farmaceutyczna GW Pharmaceuticals, której akcje z tego powodu poszybowały natychmiast w górę.

Firma GW została założona w 1998 w celu eksploatacji medycznych właściwości konopi. Produkowany przez GW Sativex jest w tej chwili dystrybuowany w 20 krajach, ale nie w Stanach Zjednoczonych. W związku z powodzeniem Epidiolexu w testach klinicznych przedstawiciele GW wkrótce złożą podanie o wprowadzenie leku do obrotu na terenie USA.

Jeśli FDA zatwierdzi lek, stanie się on pierwszym na amerykańskim rynku dostępnym legalnie ekstraktem z konopi. Składnikiem aktywnym Epidiolexu, który ma formę syropu, jest CBD – kannabinoid nieposiadający właściwości psychoaktywnych.

GW posiada w Wielkiej Brytanii licencję na uprawę konopi. Spółka notowana jest na NASDAQ od 2013 roku. Jak twierdzi Reuter, rada nadzorcza GW z powodu wzrostu wartości akcji planuje teraz jej sprzedaż większemu inwestorowi.

Wpływ testów klinicznych na wartość finansową GW jest niebagatelny, ale jest także szerszym sygnałem zasadności twierdzeń co do skuteczności wyciągów z konopi w leczeniu padaczki lekoopornej, syndromu Dravet i zespółu Lennoxa-Gastauta, który powoduje bardzo poważne zaburzenia psychomotoryczne. Jak twierdzą rzecznicy GW, statystyczna poprawa stanu pacjentów w ostatniej fazie testów była znacząca.

Źródło: Reuter

Microsoft otwiera się na zieloną gorączkę!

Microsoft złamał korporacyjne tabu w tym tygodniu, ogłaszając że podejmuje współpracę ze start-upem Kind, który pracuje nad stworzeniem oprogramowania śledzącego sprzedaż marihuany „od ziarna do szczytów”, jak lubi to nazywać przemysł marihuanowy.

Jak mówi CEO Kind, David Dinenberg: Każdy biznes pracujący w sektorze konopnym żąda teraz większej legalności. Skłaniam się ku wnioskowi, że jest to pierwsza z upadających kostek domina.

Jednak droga dla wielu start-upów jest jeszcze daleka, bo inwestorzy potencjalnie zainteresowani „zieloną gorączką”, jak określa się powszechnie konopny boom w stanach USA, gdzie marihuana została zalegalizowana do użytku rekreacyjnego, boją się kontrkulturowej aury, którą używka epatowała przez wiele lat.

Software rozwijany przez Kind, który Microsoft ma zamiar sprzedawać w „legalnych stanach”, ma dać sprawne narzędzie służące rejestrowaniu tego co dzieje się z marihuaną, trafiającą z dużych upraw na rynek i pomóc tworzącemu się przemysłowi pozbyć się otoczki nielegalności.

A warto dodać, że zaledwie tydzień temu, po długiej walce toczonej przez aktywistów z sektorem finansowym, komisja senacka dała zielone światło bankom, które chcą robić interesy ze sklepami marihuanowymi, zmuszonymi od samego początku do operowania wyłącznie gotówką ze względu na prawo federalne zabraniające transakcji finansowych związanych z handlem narkotykami, które traktowane w świetle amerykańskiego prawa były wcześniej jako pranie brudnych pieniędzy.

colorado_dispensary
Rekreacyjna marihuana w Colorado

W tym kontekście decyzja znanej korporacji o wkroczeniu na rynek marihuanowy wydaje się silnym sygnałem, że marihuana przestaje być tabu dla wielkiego biznesu, co potwierdza Kimberly Nelson, dyrektor wykonawczy ds. rozwiązań stanowych i rządowych Microsoft, mówiąc: Sądzimy, że wzrost będzie znaczący. W miarę jak biznes będzie się regulować, będzie też więcej transakcji. Wierzymy, że wzrośnie również zapotrzebowanie na skomplikowane narzędzia przeznaczone do jego obsługi.

Kind, nowy partner Microsoft, ma swoją bazę w Los Angeles, gdzie próbuje podbić rynek, oferując podobne do bankomatów terminale, obsługujące sprzedaż medycznej marihuany poprzez banki uprzywilejowane przez stan Kalifornia do prowadzenia tego rodzaju transakcji i chcące kapitalizować przepływające coraz szerszymi strumieniami środki finansowe.

Ale Microsoft nie chce wchodzić w proces tworzenia oprogramowania i ma się zająć z początku wyłącznie marketingiem, sprzedażą i dystrybucją gotowych rozwiązań informatycznych, które będą oferowane instytucjom stanowym i federalnym chcącym nadzorować przejrzystość nowego rynku. Szefostwo korporacji nie wyklucza jednak bliższego związania się z marihuaną w przyszłości.

Decyzję Microsoft przyjął z zadowoleniem sektor konsultingowy, reprezentowany m.in. przez Green Wave Advisors, firmę zajmującą się głównie monitoringiem przemysłu marihuanowego, której założyciel Matthew A. Karnes oświadcza: Można powiedzieć, że nikt na razie nie wyszedł z szafy. To bardzo znaczące, że biznes tego kalibru ryzykuje otwierając się i angażując we współpracę z firmą związaną z przemysłem marihuanowym.

organic_weed_california
Uprawa outdoor w Kalifornii

Jednak w dyskusji o łamaniu tabu nie należy w żadnym wypadku pomijać motywów czysto ekonomicznych, jako że krok ten Microsoft wykonuje zmuszony do szukania nowych źródeł przychodu, po tym jak zarząd zdecydował o kupieniu LinkedIn i kilka miesięcy przed referendum w Kalifornii, które najprawdopodobniej zalegalizuje marihuanę do użytku rekreacyjnego, dając wschodzącemu przemysłowi kolejnego kopniaka.

Karnes twierdzi, że wartość rynku legalnej marihuany, medycznej i rekreacyjnej, osiągnie $6,5 mld pod koniec tego roku, notując astronomiczny wzrost wobec $4,8 mld w roku ubiegłym. Liczba ta może zaś osiągnąć nawet $25 mld do 2020 pod warunkiem, że Kalifornia powie tak rekreacyjnej marihuanie.

Conradino Beb

 

Źródło: The New York Times

Brak zgody ekspertów na kontynuowanie Wojny z Narkotykami w przeddzień Specjalnej Sesji Zgromadzenia Generalnego ONZ!

Specjalna Sesja Zgromadzenia Generalnego ONZ, której głównym tematem będzie Wojna z Narkotykami, odbędzie się w dniach 19-21 kwietnia w Nowym Jorku. Ale hasła o świecie wolnym od narkotyków będą tym razem grać znacznie mniejszą rolę od głosów wołających otwarcie o zmianę polityki międzynarodowej w sprawie substancji psychoaktywnych. Czy jednak zmiana stanowiska ONZ jest nieunikniona? Co do tego można mieć poważne wątpliwości...

Jeszcze w 1998 przedstawiciele państw biorących udział w Specjalnej Sesji Zgromadzenia Generalnego ONZ (UNGASS) deklarowali, iż trzeba prowadzić twardy kurs wobec producentów, przemytników, handlarzy i użytkowników nielegalnych substancji psychoaktywnych, które niszczą zdrową tkankę społeczną, zagrażają rozwojowi ekonomicznemu, a ostatnio wspierają też terroryzm (patrz deklaracja z 2008)!

W preambule do Deklaracji Politycznej, przyjętej w 1998 przez Zgromadzenie czytamy: Narkotyki niszczą istnienia ludzkie i społeczności, podminowują zrównoważony rozwój i generują przestępczość. Narkotyki wpływają na wszystkie sektory społeczne we wszystkich krajach, nadużywanie narkotyków w szczególności wpływa na wolność i rozwój młodych ludzi, nasze najcenniejsze dobro. Narkotyki są śmiertelnym niebezpieczeństwem dla zdrowia i dobrobytu ludzkości, niezależności państwowej, demokracji, stabilności narodów, struktury wszystkich społeczeństw, a także godności i nadziei milionów ludzi oraz ich rodzin.

Jednym słowem, nie ma na świecie gorszego zła niż narkotyki, nawet jeśli porównać je z otyłością, smogiem, bezrobociem, alkoholizmem, stresem, deforestacją i globalnym ociepleniem. A przynajmniej taką wersję rzeczywistości sprzedają nam wszystkie reżimy polityczne, dla których narkotyki są idealnym wrogiem poprzez uosobienie cech „obcego” lub „niewidzialnego obcego”, który nie daje żadnych szans racjonalności i względnej obiektywności badań naukowych, pokazujących zupełnie inną wersję rzeczywistości.

Czym jest obcy? Pojęcie to wywodzi się z antropologii kultury (a konkretnie z prac Ruth Benedict i antropologów społecznych), w której używa się go często do zobrazowania kolektywnych fobii, najgłębszych lęków wspólnoty. Obcy symbolizuje grozę rozpadu pierwotnych więzi, utraty kontroli, powrotu do stanu zwierzęcego i chaosu. Konotuje również przy okazji wszelkie negatywne cechy, wobec których grupa może się postawić w opozycji, homogenizując swoje struktury wyobrażeniowe, czyli „zwierając szyki” na poziomie politycznym czy społecznym.

Problem w tym, że społeczeństwa na całym świecie zgodnie przestają wierzyć w mity i domagają się empirycznych dowodów, które potwierdzałyby zasadność Wojny z Narkotykami, kosztującej obecnie amerykańskich podatników $51 mld rocznie, brytyjskich £3,355 mld, australijskich $1,3 mld, a meksykańskich $9 mld, co równa się na poziomie międzynarodowym $100-150 mld rocznie wg raportu watchdoga Count The Costs.

Ale nawet gdyby budżet ten zwiększyć dwukrotnie, nie wystarczy on do zlikwidowania międzynarodowego rynku narkotykowego wartego $321 mld (który ten poziom osiągnął w 2005 zgodnie z raportem ONZ, bo od tego czasu na pewno się powiększył), z którego korzysta bardzo dużo obywateli Unii Europejskiej. Ci wydali w 2015 na narkotyki ponad €24 mld – głównie na marihuanę, która stanowi także najpopularniejszą nielegalną używkę na świecie – co ujawnił kilka dni temu raport EMCDDA.

A nie da się tego zrobić, gdyż jak trąbią dzisiaj na alarm wszystkie szanujące się media, agencje informacyjne i organizacje pozarządowe, nie udało się tego zrobić do tej pory… a mieliśmy czas od 1961, kiedy z inicjatywy Harry’ego J. Anslingera sygnowano pierwsze porozumienie międzynarodowe, wprowadzające globalną prohibicję, którego kolejne ratyfikacje ani na chwilę nie doprowadziły do zmniejszenia dostępności substancji uznanych za nielegalne! Nie, w ostatnich latach dostępność ta nawet się zwiększyła, Wojna z Narkotykami okazała się więc bardzo drogą porażką!

Udało się za to zapełnić więzienia, doprowadzić do niespotykanej wcześniej eskalacji przemocy, epidemii chorób zakaźnych i do minimum obniżyć zaufanie do organów ścigania, które zmuszone zostały do egzekucji absurdalnego prawa! W efekcie, w każdym kraju Zachodu, w tym w Polsce, znajdziemy dzisiaj grupy tworzone przez doświadczonych policjantów, domagające się zmiany prawa antynarkotykowego, których opinii również należy słuchać!

Nic również dziwnego w tym, że największymi wrogami kontynuowania Wojny z Narkotykami są dzisiaj Kolumbia, Ekwador, Wenezuela, Meksyk, Gwatemala i Urugwaj – kraje Ameryki Południowej, których narkotykowa prohibicja dotknęła najgłębiej, gdzie kartele narkotykowe stały się silniejsze niż demokratycznie wybrane rządy… tylko dlatego, że przez 40 lat miały do dyspozycji rynek nielegalnych substancji psychoaktywnych. Można nawet postawić śmiałą hipotezę, że nigdy nie mielibyśmy takiej epidemii kokainizmu i heroinizmu oraz korupcji, gdyby obrót tymi substancjami był legalny!

Potwierdza to bardzo obrazowo Maricio Rodriguez, dyplomata i ekonomista, który na nadchodzącym szczycie będzie reprezentował Kolumbię, mówiąc Los Angeles Times: Wojna narkotykowa w Cartagenie to największa tragedia, którą przeżyliśmy w Kolumbii i prawdopodobnie w całej Ameryce Łacińskiej. Całkowita liczba ofiar w tej wojnie przebija nawet liczbę ofiar wojennych w Syrii. Każdy dzień to strata kolejnych ludzi i setek milionów dolarów.

Rodriguez tłumaczy ten stan rzeczy odwołuje się do słów laureata Nagrody Nobla w ekonomii, Miltona Friedmana, który dorastał podczas prohibicji alkoholowej w Chicago, by zrozumieć wyraźnie, że gdy rząd zabrania sprzedaży jakiejkolwiek substancji (alkoholu, marihuany, MDMA czy kokainy), otwiera drzwi dla czarnego rynku i uzbrojonych gangów, które natychmiast zaczynają walczyć o kontrolę nad nim. Jednak gdy kończy się prohibicja, kończy się też przemoc.

I właśnie z tego powodu przed nadchodzącym szczytem z prohibicyjnego konsensusu wyłamują się także kraje bogate tj. Norwegia, Szwajcaria czy Australia, której sens uczestnictwa w UNGASS zakwestionował kilka dni temu dr Alex Wodak z Australian Drug Law Reform Foundation, mówiąc w wywiadzie dla Guardiana:

Nie sądzę, że Australia zostanie wysłuchana podczas UNGASS. Nie zobaczymy nic z tego, co Australia chciałaby zobaczyć. Co powinniśmy zaś zobaczyć w idealnym świecie, to jasne i wyraźne oświadczenie, że ścieżka obrana przez społeczność międzynarodową kilka dekad temu w ramach przeciwdziałania nielegalnym substancjom, nie doprowadziła do realizacji celów. Faktycznie, strategia kontroli narkotyków okazała się nieproduktywna i doprowadziła do bardzo poważnych, niezamierzonych konsekwencji.

To również potwierdzenie wątpliwości, iż nadchodzący szczyt zakończy się oficjalnym odwrotem od prohibicyjnej strategii narkotykowej. Jak pisze bowiem The Economist: Problem w tym, że na zmianę konwencji ONZ, które wprowadziły globalną prohibicję, potrzebna jest zgoda 193 państw członkowskich, z których wiele wciąż jest przeciwnych choćby minimalnym reformom. Najbardziej prawdopodobne jest więc to, iż samo zebranie skupi się na ględzeniu, konwencje ONZ wcale nie zostaną zreformowane, ale wiele krajów je zwyczajnie zignoruje.

W praktyce jest to bardzo realna możliwość, bo ONZ jako ciało ustawodawcze i kontrolne staje się z roku na rok coraz bardziej niewydolne i zwyczajnie nie jest w stanie powstrzymać reform prawa antynarkotykowego w wielu krajach, które tj. Urugwaj, już się z nich wyłamały, legalizując produkcję i obrót marihuaną. Paradoksalnie, od ONZ grubo dostaje się w ostatnich latach samym pionierom prohibicji, Stanom Zjednoczonym, za postępującą legalizację marihuany na szczeblu stanowym, których rząd mało sobie z tego jednak robi.

Conradino Beb

Na jakich gatunkach przemysł filmowy zarabia najwięcej?

Myśląc o ogromnych pieniądzach, jakie hollywoodzkie wytwórnie zarabiają na filmach, instynktownie myślimy o naładowanych efektami specjalnymi blockbusterach z gwiazdorską obsadą. Jednak filmy te kosztują majątek i zwrot z inwestycji (ROI) jest bardzo niewielki w porównaniu z tymi, które mają średni lub niski budżet i często nie posiadają żadnych znanych nazwisk.

Faktycznie, na liście filmów, które przyniosły największy zwrot z inwestycji w historii przemysłu filmowego, nie znajdziemy Iron Mana, Władcy pierścieni czy Titanica, bo przychód z biletów, licencji telewizyjnych i wydań DVD/Blu-ray tych behemotów musiał zostać pomniejszony o koszty produkcji, promocji i dystrybucji, a także ubezpieczenia, od których na końcu trzeba było jeszcze zapłacić podatek dochodowy.

Oczywiście, Złote Globy i Oscary zwiększają rentowność każdego produktu, więc studia wydają również dużo na bankiety i prezenty dla jurorów, które jeśli poskutkują otrzymaniem nagrody, wydłużają „okres trwałości”, a więc zapewniają długofalowe przychody bez potrzeby kontynuowania wydatków marketingowych, które średnio stanowią 50-70% wydatków produkcyjnych.

Popularne filmy o superbohaterach są zazwyczaj sprzedawane przez Hollywod jako przygodowe kino akcji. Ich produkcja kosztuje majątek, ale dzięki obniżeniu kategorii wiekowej do minimum studia stawiają na szeroki zasięg. Ze względu na to, że promocja obejmuje masowe kampanie marketingowe, które trafiają do bardzo szerokiej publiczności, mogułowie obstawiają pewne wpływy kasowe… ale że wtopy zdarzają się często, ryzyko finansowe tych produkcji jest również niezwykle wysokie!

the-most-profitable-movies-since-2010
Filmy o najwyższym ROI od 2010

Jako że na filmy te wydaje się jednak masę pieniędzy, zwrot z inwestycji jest zazwyczaj bardzo niski. Przykładowo, Avatar zarobił $2,7 mld, ale ROI filmu to zaledwie 500%, co jest liczbą śmiesznie niską w porównaniu z klasykiem kina drogi, Mad Maxem (1979), walczącym w tej samej kategorii, którego ROI to oszałamiające 24.837,5%. Budżet filmu Millera w tym przypadku okazał się wielkim atutem ekonomicznym.

Innymi ważnymi gatunkami dla przemysłu filmowego są melodramat i komedia romantyczna, często targetowane do tej samej grupy odbiorczej. Budżety tych filmów znacząco odbiegają od filmów akcji, a więc w przypadku sukcesu, mogą one przynieść znaczący zwrot z inwestycji, jak irlandzki musical romantyczny Once (2007), który nakręcony za $150 tys. zarobił prawie $19 mln, osiągając ROI w wysokości 6.232,39%.

Wśród innych filmów z tej samej kategorii na liście filmów z najwyższym ROI wszech czasów dziewiąte miejsce zajmuje American Graffiti George’a Lucasa z wynikiem 8.909,01%. Niezależna komedia Napoleon Wybuchowiec (2004) nakręcona za $400 tys., dwunaste z wynikiem 5.667,62%, a klasyczny melodramat Przeminęło z wiatrem piętnaste z wynikiem 4.906,73%. Wśród tych filmów bardzo dużo znajdziemy niestety również finansowych porażek, które nie są jednak dla przemysłu tak znaczące jak porażki blockbusterów.

Ponad nimi znajduje się jednak gatunek, który zajmuje bardzo wyjątkową pozycję w kwestii zwrotów z inwestycji… a jest nim dokument. Z minimalnymi kosztami produkcji, brakiem wysoko opłacanych gwiazd czy efektów specjalnych, dokumenty potrafią przynosić astronomiczne zarobki, jeśli tylko przebiją się do szerokiej publiczności, a zdarza się to coraz częściej w dwóch ostatnich dekadach.

Niezależny hit Tarnation (2003) został nakręcony przez Jonathana Caouette’a za $218, a jego promocja kosztowała $400 tys., czyli cempletki w porównaniu z innymi filmami niezależnymi. W efekcie jego ROI sięgnęło 266.416.97%, co daje mu trzecią pozycję na liście zwrotów z inwestycji wszech czasów. Tuż za nim uplasował się inny hit, Super Size Me, który kosztował $65 tys. i osiągnął ROI w wysokości 22.614,90%. Dodać należy, że dokumenty które na siebie nie zarabiają, praktycznie nie istnieją.

box_office_roi
ROI w latach 2003-2012 podzielone na gatunki

Poza dokumentami, przemysł filmowy nie mógłby istnieć bez jednego gatunku, który jest niemal tak stary jak samo kino, a jest nim oczywiście horror. Paranormal Activity (2007) plasuje się na podium listy najwyższych ROI z budżetem $15 tys. i zarobkami w box office, które sięgnęły prawie $162 mln., dając ROI w wysokości 539.336,30%.

Inny niezależny horror, The Blair Witch Project (1999), który przywrócił modę na konwencję found footage, osiągnął z kolei zwrot w wysokości 20.591%, a klasyczna Noc żywych trupów (1968) 13.057,89%. W pierwszej dwudziestce znajdziemy ponadto Piątek 13-go ze zwrotem 5.332,24%, Ocean strachu (2003) ze zwrotem 5.110,09% , Piłę ze zwrotem 4.195,68% oraz Martwe zło ze zwrotem 3.820%.

Ogólnie rzecz biorąc, horror jako gatunek zajmuje najwięcej miejsc w pierwszej dwudziestce najwyższych ROI w historii przemysłu filmowego, zaliczając także najmniej wtop. W latach 2003-2012 horror zrzucił wprawdzie z tego piedestału dokument, ale w dłuższej perspektywie jest to absolutny król finansowego sukcesu w kinie, którego wspiera dobrze zorganizowana scena fanowska i długa tradycja, co tłumaczy częściowo dlaczego mimo okresów kryzysu gatunek ten zawsze dokonywał rewizji własnych klisz i ponownie stawał na nogi.

Conradino Beb

Źródło: Investopedia

Pornografia będzie główną siłą napędzającą rynek VR

Oculus Rift dopiero wszedł na rynek i liczba gier czy filmów współpracujących z zestawem jest na razie bardzo mała, ale z czasem na pewno będzie się zwiększać. Co jednak znaczące, to że w VR od razu zaczął inwestować przemysł pornograficzny, który już zajął się eksploatacją możliwości nowej technologii, co przełoży się na szybki wzrost wartości nowego rynku, jak przewidują eksperci.

Rzecznicy Pornhub, jednej z największych stron pornograficznych, jeszcze przed premierę Oculus Rift ogłosili połączenie sił z BaDoinkVR, firmą zajmującą się produkcją wirtualnej pornografii. Pierwsze filmy zrealizowane przez BaDoinkVR można już faktycznie oglądać online. 360° optyka została zoptymalizowana dla Androida i iOS i jest kompatybilna zarówno z Oculus Rift, jak i Gear VR Samsunga oraz Google Cardboard.

Jak powtarzają przy tym zgodnie wszyscy eksperci, to właśnie pornografia będzie najważniejszym czynnikiem ekonomicznym wpływającym na rozwój zestawów VR, które dalekie są jeszcze od doskonałości, ale mają wielki potencjał.

Niedawne badanie rynku, zlecone przez Naughty America (kolejnego producenta pornografii), przewiduje że pornografia stanie się wkrótce trzecią najważniejszą kategorią contentu na zestawy VR, tuż po grach i sporcie, a użytkowników wirtualnej pornografii ma być 10 mln do końca 2016. Zgodnie z analitykiem Piper Jaffray, Travisem Jakelem, sektor ten ma osiągnąć wartość $1 mld do 2025.

To wyjaśnia dlaczego właściciele Pornhub z miejsca zaoferowali darmową pornografię na swojej stronie. Taki przyrost użytkowników jest warty świeczki, a konkurencja która nie zainteresuje się szybko możliwościami VR, w przyszłości może całkowicie wypaść z rynku, a w najlepszym razie zostać mocno zmarginalizowana.

Rzecznicy Naughty America podkreślają jednak, że koszty przejścia do technologii VR są bardzo wysokie, a content znacznie trudniej zmonetyzować (w optyce 360° nie da się jak na razie wyświetlać reklam), więc dostęp do niego na stronie będzie kosztował $24.95 miesięcznie.

Jak powiedział CIO Naughty America, Ian Paul: Jesteśmy dumni, że przemysł zgodnie z przewidywaniami otwiera się na VR. Umowa pomiędzy Pornhubem i BaDoinkVR zachęci więcej ludzi do kupna zestawów VR, co jest dobre dla naszej firmy i dla całego przemysłu. Jako lider przemysłu Naughty America pozostanie jednak przy płatnym contencie dla naszych fanów.

W temacie nie zmienia niczego fakt, że Oculus Store, ekskluzywny operator płatnych treści dla Oculus Rift i Gear VR, nie ma zamiaru handlować pornografią, bo ta zawsze znajdzie drogę na rynek, jak robiła to od tysięcy lat. Konsumenci są zaś entuzjastycznie nastawieni, co BaDoink udowodniła na ulicach San Francisco w zeszłym roku, oferując przechodniom darmowe doświadczenie i utrwalając to na filmie promocyjnym.

Potwierdza to również badanie opinii społecznej, przeprowadzone przez SimilarWeb, przewidujące że wirtualna pornografia okaże się jednym z najważniejszych trendów 2016 i że to właśnie strony pornograficzne odcisną największe piętno na popularności konkurencyjnych zestawów, stając się praktycznym egzaminem ich możliwości… i jak na razie zwycięzcą jest Oculus Rift.

Źródło: Fast Company

Vermont: senat stanowy zatwierdza ustawę legalizującą marihuanę

Senat amerykańskiego stanu Vermont zatwierdził ustawę legalizującą marihuanę stosunkiem głosów 17 do 12. Jeśli ustawa przejdzie bez problemów przez Izbę Reprezentantów, zostanie podpisana przez gubernatora i wejdzie w życie wraz z początkiem 2018.

Ustawa legalizuje komercyjne uprawy, do otwarcia których trzeba będzie posiadać licencję stanową. Te będą wydawane pod koniec 2017 i będą kosztować od $1-$25 tys. zależnie od rozmiaru uprawy. Sprzedaż detaliczna miałaby się rozpocząć 2 stycznia 2018.

Na mocy ustawy mieszkańcy Vermont, którzy ukończyli 21. rok życia, będą mieli prawo do jednorazowego zakupu pół uncji marihuany (około 14 g) na użytek osobisty, a turyści do zakupu ćwierć uncji (około 7 g). W przestrzeni publicznej legalne będzie posiadanie jednej uncji (około 28 g).

Nielegalne pozostaną: uprawa na użytek osobisty oraz produkcja i sprzedaż produktów przeznaczonych do jedzenia (edibles). Dodatkowo, opakowanie na marihuanę będzie musiało zawierać ostrzeżenie o szkodliwości dla zdrowia.

Przewodniczący Izby Reprezentantów Shap Smith tak skomentował nową ustawę: Większość ludzi wierzy, że nasza dotychczasowa polityka wobec marihuany zawiodła. Sądzę, że pytanie, na które należy odpowiedzieć brzmi, czy alternatywa zgłoszona przez senat rozwiązuje dotychczasowe problemy? To czy możemy przegłosować nowe rozwiązania jeszcze w tym roku, to otwarta kwestia.

Popierający nową ustawę politycy twierdzą, że jej wprowadzenie w życie zakończy nielegalny handel używką, ponieważ legalny produkt będzie testowany i będzie miał bardzo niską cenę. Ponadto, 25% podatek od sprzedaży zasili budżet placówek rehabilitacji uzależnionych i drogówki. Przyjmuje się ostrożnie, że nowa ustawa wygeneruje w pierwszym roku $30-40 mln. wpływów do budżetu.

Niedawna sonda wskazuje, że na dzień dzisiejszy 80 tys. mieszkańców Vermont (którego całkowita populacja to 626 tys.) regularnie pali marihuanę, kupując ją na czarnym rynku od dilerów, którzy sprzedają także twarde narkotyki. Jeśli ustawa wejdzie w życie, Vermont stanie się oficjalnie piątym stanem USA, w którym rekreacyjna marihuana jest legalna. Losy ustawy przed głosowaniem nad nią w Izbie Reprezentantów są jednak wciąż niepewne.

Conradino Beb

Źródło: WPTZ.com