Archiwa tagu: H.R. Giger

„Obcy – ósmy pasażer Nostromo” nie zostałby nigdy zrealizowany bez „Gwiezdnych wojen” i „Diuny” Jodorowsky’ego

Kto wie ile filmów science-fiction nie ujrzałoby nigdy światła dziennego (czy raczej ciemności kin), gdyby nie Gwiezdne wojny George’a Lucasa? Efektem kasowego sukcesu jednego z pierwszych blockbusterów w historii był dziki pęd hollywodzkich wytwórni do realizacji wszelkiej maści spin-offów i obrazów pokrewnych estetycznie… i tylko dzięki temu na ekrany wszedł Obcy – ósmy pasażer Nostromo!

Pierwsza część gwiezdnej sagi mocno pobudziła wyobraźnię niejakiego Dana O’Bannona, znanego w tym czasie tylko i wyłącznie ze scenariusza do niszowego dzieła Johna Carpentera – Ciemna gwiazda (1974), który szybko wpadł na pomysł horroru sci-fi, nazwanego przez niego roboczo They Bite. O’Bannon odpłynął jednak wkrótce w stronę realizacji Diuny razem z Alejandro Jodorowskym, która nigdy nie doszła do skutku.

Ale praca u boku Jodorowsky’ego nie poszła na marne, gdyż O’Bannon zapłodniony twórczo mrocznym konceptem graficznym H.R. Gigera, który zgodził się pracować nad Diuną, postanowił wykorzystać go w swoim własnym projekcie. Napisany przez niego w 1975 scenariusz nazwany został Star Beast (czyli Gwiezdna bestia), by niedługo później zmienić tytuł na Obcy.

Rok później scenariusz niemal wszedł w fazę produkcji, gdy jego reżyserii podjąć chciał się sam Roger Corman. W międzyczasie scenariuszem zainteresowała się jednak mała filia studia filmowego Fox, którego zarząd miał wielką ambicję zrealizowania własnych Gwiezdnych wojen i zlecił reżyserię Obcego brytyjskiemu reżyserowi Ridleyowi Scottowi. Ten postanowił zaś wejść w świat science-fiction, gdy tylko zobaczył Gwiezdne wojny w Chińskim Teatrze w Los Angeles.

Nigdy w życiu nie widziałem i nie czułem takiego uczestnictwa publiczności. Kino drżało w posadach. Kiedy na samym początku pojawiła się Gwiazda Śmierci, mój plan realizacji Tristana i Izoldy legł w gruzach, postanowiłem znaleźć coś innego. Zanim film skończył się na dobre, byłem zdruzgotany do tego stopnia, że czułem się beznadziejnie.

To największy komplement, jaki mogę dać; czułem się beznadziejnie przez tydzień. Nie znałem wtedy jeszcze George’a, ale myślałem sobie: „Kurwa, George”. I wtedy ktoś przysłał mi scenariusz pt. Obcy, więc powiedziałem „wow”, podejmę się tego – wspomina Scott w wywiadzie dla Deadline.

Dzieło Scotta weszło na amerykańskie ekrany 25.05.1979 i zarobiło $104 mln, pewnym krokiem wchodząc do kanonu filmów kultowych. Jak skomentował film jego producent, David Giler: Obcy jest dla Gwiezdnych wojen tym, czym The Rolling Stones dla The Beatles.

Conradino Beb

Diuna Jodorowsky’ego (2013)

jodorowskys_dune_poster

Kulisy powstawania Diuny Alejandro Jodorowsky’ego były okryte tajemnicą przez długi czas. Enigmatyczność była niesamowicie kusząca, szczególnie jeśli przyjrzymy się ludziom, którzy mieli stać za tym wizjonerskim projektem: Salvador Dali, Orson Welles, Moebius, H.R. Giger czy Pink Floydzi… giganci współczesnej kultury, którzy odcisnęli na niej swoje gorące piętno. Dokument Franka Pavicha odsłania warunki, w jakich przygotowywano film, który miał na zawsze zmienić zarówno kino, jak i sztukę w ogóle. Niestety, nigdy nie został on zrealizowany.

 Pogoń za intuicją

Decyzja Jodorowsky’ego o nakręceniu ekranizacji Diuny Franka Herberta była w pełni spontaniczna. W wywiadzie przyznaje on, że zanim klamka zapadła nie przeczytał książki, a słyszał o niej jedynie wspaniałe rzeczy od swojego znajomego. Nie było to jednak proste rzucenie się na wielkie dzieło, lecz świadoma chęć przerobienia tripu Herberta na coś totalnego. Film miał indukować stan po spożyciu LSD, miał działać jak psychodelik. Miał totalnie zmienić świadomość młodych ludzi na całym świecie. Miało być to dzieło wyzwalające percepcję, wizyjne, psychodeliczne w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Kiedy Jodorowsky zabrał się za pracę nad projektem, nie był już żółtodziobem. W czasach wczesnej fascynacji surrealizmem napisał około stu sztuk teatralnych, a w latach ’70 miał już za sobą takie kultowe dzieła, jak Kret czy Święta góra. Nie był jednak typem artysty, który łatwo spoczywa na laurach, lecz jednym z tych, którzy po rozbiciu jednej ściany mają w planach wysadzenie w gruz wszystkich następnych. Kierując się intuicyjną wizją miał w planach zrealizowanie kolejnego projektu dokładnie tak, jak to sobie wyobraził. Można powiedzieć, że to wyobraźnia i świadomość jej nieskonczoności była głównym motorem jego działania.

 Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Jako że nasz bohater miał przed sobą wizję dzieła przerastającego kompletnie wszystko co zostało zrealizowane wcześniej, w zespole musieli znaleźć się prawdziwi fachowcy. Sam wątek zbierania tej ekipy jest zaś niezwykle urzekający, gdyż pokazuje, że gdy w czyjejś głowie rodzi się genialna idea, w rzeczywistości zaczynają zachodzić dziwne synchronizmy. Jodorowsky, jak sam mówi, potrzebował wojowników duchowych.

Na samym starcie miał on przy sobie francuskiego producenta Michela Seydouxa, który zachwycony wcześniejszymi obrazami reżysera, był w stanie pójść za nim wszędzie. Następnie Jodorowsky poznał Moebiusa, który miał się zająć projektem postaci i będzie z nim później współpracował przy wielu wybitnych komiksach. Początek był świetny, ale dojść miało jeszcze wiele nietuzinkowych postaci.

Opisy spotkań kolejnych duchowych wojowników są przesycone pewnego rodzaju magią. Główną postać w filmie, Paula Atreidesa, miał zagrać syn reżysera, Brontis. Ojciec trenował go całościowo do zagrania tej roli i wynajął nawet jednego z najlepszych mistrzów wschodnich sztuk walki. W końcu zagranie takiej persony to nie przelewki, szczególnie że w filmie pełnił on postać mesjasza. Reszta jednak okazała się o wiele trudniejsza.

Salvador Dali grał na przykład z Jodorowskym w kotka i myszkę, przenosząc go w różne miejsca na świecie, a na końcu oferując horrendalne warunki. Pokazał mu jednak katalog z obrazami H.R. Gigera, do którego reżyser od razu zapałał wielkim zachwytem, co skończyło się podróżą do Szwajcarii i nawiązaniem wstępnej współpracy. Orson Welles został przekonany do wystąpienia w filmie dobrym żarciem, a Pink Floydzi przystąpli do gry po opierdoleniu przez reżysera. Wszystko szło jak po maśle… do czasu.

 Nie w tym świecie takie rzeczy

Jak mówi Jodorowsky: Ten system robi z nas niewolników. Bez godności, bez głębi. Z tymi diabelstwami w kieszeni. Te wszechmocne pieniądze w naszej kieszeni. Te pieniądze. To gówno. To nic. Papiery nie mają nic w sobie. Filmy mają serce. Umysł. Moc. Ambicję.

Przemysł filmowy opiera się w głównej mierze na kopiowaniu sprawdzonych wzorców. Nie ma tu miejsca na wspaniałe dzieła, które mogłby ruszyć światem trzęsąc go w posadach. Takie refleksje nasuwają się przynajmniej, gdy dochodzimy w dokumencie do wątku przedstawienia projektu Diuny wytwórniom filmowym. W kwestii konceptualnej był to bowiem projekt bardziej niż dojrzały. Gotowy był cały scenariusz, a każdy kadr został naszkicowany przez Moebiusa oraz innych artystów.

Filmu nie zrozumiał jednak nikt oprócz Walta Disneya, który mimo że uznał go za rzecz wielką, powiedział wprost, że „tutaj nie ma mowy”. Reszta wytwórni nie była zaś w ogóle gotowa na coś takiego. Duże firmy boją się finansować tego typu graniczne odloty, gdyż nie są to produkty, które zwracają się od razu. A że rządzi tu prosta logika zysku i straty, system ten nie służy zupełnie rozwojowi człowieka. Hamuje jedynie wielki potencjał, jaki nosi w sobie jednostka i z punktu widzenia Jodorowsky’ego jest dysfunkcyjny. Ten przygnębiający problem został mocno wyeksponowany w filmie.

Idee są kuloodporne

Diuna Jodorowsky’ego miała być „gwałtem na Herbercie, ale gwałtem z miłości.” To był totalny odlot reżysera, korzystający tylko częściowo z treści książki, mający na celu transgresję widza i zdjęcie z niego pewnych ograniczeń. Głównym atutem projektu miało być poszerzenie wyobraźni przez ukazanie jednostce rzeczy, które przekraczają jej pojmowanie świata. Miał być to atak na układ kognitywny, wyzwalający w odbiorcy czystą ekstazę i rozszerzający jego percepcję. Tak dokładnie działają wizjonerskie dzieła sztuki i tym dokładnie miała być Diuna.

Z dokumentu można się dowiedzieć, jak miały wyglądać zdjęcia, jak wizualnie prezentował się świat przedstawiony, czy też jak miała wyglądać gra aktorów. Wszystko tutaj było nowością dla języka filmowego i mogło go niesamowicie ruszyć do przodu. Z jednej strony za gardło chwyciło mnie zdziwienie, że ten film nie powstał w swojej oryginalnej formie (wersja Lyncha średnio do mnie trafiła), jednak trzeba pamiętać, że coś tak radykalnego mogło faktycznie powodować strach u magnatów przemysłu filmowego.

Jak mówi jednak cytat, idee są kuloodporne. I nawet jeśli nie dało rady uczynić milowego kroku w kinie, pomysły i koncepcje, które zrodziły się przy przygotowywaniu projektu, ruszyły dalej w świat razem z resztą ekipy. Jodorowsky zaakceptował porażkę, ale nigdy nie rozstał się ze swoimi wizjami. Masę wątków i ujęć umieścił we wspaniałym komiksie Incal, zrobionym na spółkę z Moebiusem. Należy też pamiętać, że estetyka Obcego, zasługa H. R. Gigera, miała swoje źródło we współpracy z Jodorowskym.

Także wytwórnie, które podpatrzyły scenopis Diuny, bardzo na nim skorzystały. W dokumencie wskazuje się bowiem, jak wiele nawiązań do tego projektu znajdziemy w innych znanych dziełach filmowych. I z tego właśnie powodu jest on niewątpliwie warty obejrzenia. Oprócz dużej ilości ciekawostek i wywiadów z reżyserami tj. Nicolas Winding Refn, przedstawia on historię, która jest bardzo inspirująca. Pokazuje jak mocna jest idea i jak wielki może mieć ona wpływ na ludzi, jeśli będzie forsowana konsekwentnie i z determinacją. Również klapa z szukaniem wytwórni przypomina nam o starym morale: droga jest ważniejsza niż cel.

Michał Pasternacki

 

Oryginalny tytuł: Jodorowsky’s Dune
Produkcja: Stany Zjednoczone, 2013
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

„Penis Landscape”: obraz H.R. Gigera, który zaprowadził Dead Kennedys przed sąd

Penis Landscape aka. Work 219 aka. Landscape XX to obraz autorstwa H.R. Gigera namalowany przez zmarłego kilka dni temu artystę farbą akrylową na drewnie pokrytym papierem w 1973. Przedstawia on wele członków w pochwach zaaranżowanych w formie… hmm, uroczystego zgromadzenia. Jeden z nich nosi nawet prezerwatywę. Obraz stał się sławny głównie z powodu afery medialnej, jaka rozpętała się wokół kultowego albumu Frankenchrist HC/punkowego bandu Dead Kennedys, który użył go jako plakatu.

Obraz został wybrany przez wokalistę Dead Kennedys, Jello Biafrę, na skutek rozmowy ze swoim ziomkiem z zespołu, Jayedem Scottim. Biafra pokazał mu reprodukcję w magazynie Omni, który został wydrukowany z okazji paryskiej wystawy Gigera w 1977, a ten zadzwonił do znajomego agenta Lesa Bareny’ego, żeby zorientować się, czy Giger wyraziłby zgodę na użycie swojej pracy jako okładki nowego albumu.

frankenchrist_penis_landscape
Oryginalny plakat-wkladka do „Frankenchrist”, Alternative Tentacles Records, 1985

Giger nie miał nic przeciwko i dał nawet 50% zniżki Mike’owi Bonanno, szefowi Alternative Tentacles Records, który ostatecznie zapłacił za wykorzystanie Penis Landscape $600. Pomysł Biafry zrobienia z obrazu okładki padł jednak podczas spotkania z resztą muzyków Dead Kennedys i ostatecznie zamieniony został w plakat-wkładkę do LP, który został wykonany ręcznie przez Scottiego. Album został do tego opatrzony naklejką ostrzegającą kupujących przed zawartością.

Frankenchrist pojawił się w sklepach muzycznych pod koniec 1985 i był pierwszym sygnałem transformacji brzmienia Dead Kennedys, które obfitowało teraz w trąbki i syntezatory. Jednak stał się również źródłem poważnych problemów prawnych zespołu, gdy płytę kupiła w lokalnym sklepie muzycznym nastoletnia dziewczynka z Los Angeles, której matka wystosowała skargę do prokuratora generalnego Kalifornii.

W ten sposób zespół oraz wytwórnia stanęli przed sądem na początku 1986 oskarżeni o rozpowszechnianie obscenicznych dla nastolatków materiałów. Prokuratura skupiła się w trakcie procesu na treści obrazu Gigera, akcentując jego nieprzyzwoitość, ale sędzina Susan Isacoff przychyliła się do potraktowania go jako jednego z elementów przekazu artystycznego, na równi z muzyką I tekstami. W efekcie, dystrybutorzy i producenci Frankenchrist zostali uniewinnieni.

Jednak Jello Biafra i Michel Bonanno musieli stanąć przed sądem w sierpniu 1987, ale zostali uniewinnieni tego samego miesiąca stosunkiem głosów 7 do 5, co dało prokuratorowi rejonowemu powód do apelacji, która została odrzucona. Sama płyta została jednak zbanowana ze sklepów muzycznych, a koszty procesu niemal zrównały Alternative Tentacles z ziemią! Sam Biafra wspomina, że był w tym czasie intensywnie szpiegowany przez policję.

Archiwalna relacja telewizyjna z całej afery

Conradino Beb