Archiwa tagu: Hunter S. Thompson

Hunter S. Thompson demaskuje demokrację, wdając się w wymianę ognia ze swoim sąsiadem

Hunter S. Thompson był wielkim adwokatem prawa do posiadania broni, z czego korzystał z ochotą, strzelając na Owl Ranch do wszystkiego co popadnie (głównie do tarczy, butelek i innych przedmiotów), choć jego bliskie grono twierdzi, że najlepszym strzelcem nie był.

Zawsze zadziwiało mnie, że ktoś tak niewyćwiczony w użyciu broni palnej jak Hunter, może być tak w niej zakochany. Hunter był dobrym atletą, a jego koordynacja wzrokowo-ruchowa zawsze zdawała się wystarczać do innych zadań.

Ale w trakcie tych wszystkich lat, w których strzelałem razem z nim i patrzyłem jak strzela, nigdy nie zauważyłem, żeby trafiał w cel, szczególnie z dystansu – pisze długoletni przyjaciel pisarza, Ray Cowan, w swojej znakomitej biografii Hunter S. Thompson: An Insider’s View of Deranged, Depraved, Drugged Out Brilliance.

Poniższy klip, zatytułowany Wieczór na Owl Farm, łapie HST na wymianie ognia z sąsiadem, którego posiadłość graniczyła z Owl Farm (pisarz rzadko żywił ciepłe uczucia do swoich sąsiadów)… to gratka dla fanów, bo pomiędzy salwami z Lugera pisarz znajduje czas, żeby ujawnić swój libertariański stosunek do  amerykańskiej demokracji:

Jeśli ten sukinsyn chce tu psioczyć o swoich krowach i strzelać do mnie, wtedy… to nasz kraj. Nie ich. To nie jest własność bandy sprzedawców używanych samochodów z południowej Kalifornii.

Ludzie, którzy napisali Deklarację Niepodległości i Konstytucję, byli dobrymi ludźmi. To dobre miejsce. Oto jesteśmy w samym jego centrum, na szczycie góry. W demokracji musisz być graczem.

Zobacz klip

Wdowa po Hunterze S. Thompsonie będzie sprzedawać gonzo marihuanę!

Anita Thompson, wdowa po legendzie dziennikarstwa gonzo, Hunterze S. Thompsonie, ma zamiar sprzedawać oryginalną marihuanę, którą za życia rozkoszował się jej mąż. W tym celu Anita rozpoczęła proces przywracania do życia prywatnej kolekcji pisarza przy współpracy z firmą konopną operującą w Colorado.

Jak mówi Anita w wywiadzie dla Aspen Times: Właśnie stałam się właścicielką domu, posiadłości, logo i poparcia Huntera. Mogę je teraz chronić, jak to zawsze czyniłam, ale dodatkowo posiadam teraz do tego wszystkie prawa.

Jednym z pierwszych projektów Anity będzie przywrócenie do życia prywatnej kolekcji marihuany HST, która była przez nią pieczołowicie przechowywana od jego śmierci.

Anita jest zaś w posiadaniu sześciu odmian namiętnie palonych przez pisarza, które mają zostać wysiane i sklonowane przez firmę operującą w Colorado, a następnie wprowadzone do sprzedaży jako brand Gonzo.

Odkąd marihuana stała się legalna byłam nagabywana przynajmniej raz w miesiącu przez growerów czy punkty sprzedaży. Miałam około 10 spotkań w ciągu ostatnich 3 lat, ale zawsze mówiłam NIE, bo była to nieustannie ta sama historia: ktoś chciał nazwać swoją odmianę imieniem Huntera – zdradza Anita.

Wdowa nie żałuje długiego wstrzymywania się ze swoją decyzją, gdyż jak twierdzi, po daniu zezwolenia na wykorzystanie imienia pisarza do sprzedawania przypadkowej odmiany marihuany, nigdy nie byłaby w stanie uczynić kroku w tył i powiedzieć: „Nie, ta jest autentyczna”.

Innym problemem było dla niej zepchnięcie literackich dokonań jej męża na boczny plan przez promocję jego narkotykowego lajfstajlu.

Przez 10 lat bardzo ostrożnie staraliśmy się sprowadzać dyskusję o Hunterze na tory jego twórczości, ponieważ nie mieliśmy żadnej gwarancji, iż będzie ona doceniana przez nowe pokolenie – mówi Anita.

Nowa umowa zapewni fundusze potrzebne na renowację siedziby legendy literatury, Owl Farm, która ma zostać zamieniona w muzeum i „pustelnię” dla młodych pisarzy.

Conradino Beb

 

Źródło: Aspen Times

Słynna recepta na kaca Huntera S. Thompsona

Kilka lat temu Playboy opublikował obszerną korespondencję redakcji z doktorem dziennikarstwa gonzo, który w latach ’60 i ’70 publikował regularnie na łamach magazynu. W tym stosie mniej lub bardziej fascynujących listów i notatek, jedna z nich wydaje się absolutnie fascynująca – jedyna w swoim rodzaju recepta na kaca!

Nabazgrana na kawałku papieru przez HST notka ujawnia, że recepty zażądała redakcja Oui (magazynu pornograficznego kupionego przez Playboya w 1972), a jest nią „12 azotanów amylu w połączeniu z tyloma piwami, ile jest to konieczne”. Innymi słowy, pisarz walił klina paczką poppersów i browarami.

Hunter-S-Thompson-hangover-cure
Oryginalna notka

Animowany klip ożywia rzadki wywiad radiowy z HST na temat Hells Angels!

Blank on Blank to projekt tworzony przez PBS (David Gerlach, Patrick Smith, Amy Drozdowska), produkowany we współpracy z nowojorską inicjatywą Quoted Studios. Celem Blank on Blank jest restauracja archiwalnych wywiadów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, lub latami leżały w piwnicach małych stacji radiowych.

Poniższy wywiad z Hunterem S. Thompsonem pochodzi z 1967 roku i został oryginalnie wyemitowany przez stację WFMT-FM z Chicago – jego archiwizacją zajęło się Studs Terkel Radio Archive. Legenda dziennikarstwa gonzo opowiada w nim o roku spędzonym z Hells Angels MC, w trakcie którego powstał jego debiut literacki, Hell’s Angels: The Strange and Terrible Saga of The Outlaw Motorcycle Gangs.

Oto krótki cytat z tego materiału: Wyrobienie goryczy polegającej na tym, że jak ktoś woła za tobą „brudas”, to nie patrzysz w lustro i nie zastanawiasz się, czy pójść umyć twarz, tylko idziesz ubrudzić się jeszcze bardziej jakimś gównem, a potem wracasz, walisz gościa w pysk, zbijasz butelkę i wbijasz mu ją w brzuch, zajmuje trochę czasu.

(Materiał z angielskimi napisami)

Zajaraj z głowy sławnego pisarza lub jednego z twoich ulubionych bohaterów filmowych!

Wreszcie spełnia się marzenie wszystkich potheadów! Teraz możesz być blisko jednego ze swoich pokręconych idoli – fikcyjnych lub prawdziwych – paląc z niego trawę. Macedoński rzemieślnik WOOFterrapipe oferuje na Etsy ceramiczne fajeczki o kształtach sławnych pisarzy, muzyków, bohaterów seriali, filmów, a nawet naukowców w cenie €40.

tom_waits_pipe
Tom Waits
willie_nelson_pipe
Willie Nelson
the_dude_pipe
Ziomal z „Big Lebowskiego”
hst_pipe
Hunter S. Thompson
edgar_allan_poe_pipe
Edgar Allan Poe
bukowski_pipe
Charles Bukowski
breaking_bad_pipe
Walter White z „Breaking Bad”
los_pollos_hermanos_pipe
Los Pollos Hermanos z „Breaking Bad”

„Lek i odraza w Las Vegas” zostanie powieścią graficzną!

fear_comic_1

Klasyk dziennikarstwa gonzo autorstwa Huntera S. Thompsona zostanie zamieniony w powieść graficzną przez Troya Little’a. Adaptacja książki została zatwierdzona przez zarządców spadku zmarłego dziennikarza i zostanie opublikowana w październiku tego roku przez Top Shelf Productions.

Troy Little, który został nominowany do nagrody Eisnera za serię Angora Napkin, powiedział że „przeżywał prawdziwy dylemat” przed przystąpieniem do projektu, ponieważ sztuka Ralpha Steadmana, którego ilustracje zdobią oryginał, „jest synonimem Huntera, tak że od samego początku nic nie może jej dorównać”.

Lęk i odraza to cios w podbrzusze mrocznego humoru i chaotycznej energii, a ja starałem się to uchwycić na swój sposób, ignorując wszystkie głosy w mojej głowie mówiące mi, że to schrzanię. – powiedział Little. – Mam wielki podziw dla Ralpha, ale nie mogę sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek rozważyłby ten projekt.

Na 176 stronach Little wiernie adaptuje przygody Thompsona, który pod pseudonimem Raoul Duke, wraz ze swoim adwokatem, dr Gonzo, udaje się w „Dziką Podróż do Serca Amerykańskiego Snu”, znajdującego się oczywiście w Las Vegas. Thompson, samozwańczy dziennikarz gonzo, opisał w swojej książce m.in. motocyklowy wyścig Mint 400 dla modnego magazynu sportowego z Nowego Jorku oraz zjazd szeryfów, a wszystko na grubym kwasie.

fear_comic_3

Little twierdzi, że kocha wszystkie książki Thompsona, ale Lęk i odraza w Las Vegas to prawdziwy klasyk. Komiksiarz do projektu został zaproszony przez wydawcę Teda Adamsa z IDW, spółki-matki Top Shelf, który kazał mu najpierw napisać próbkę, a że jest on wielkim fanem Huntera od lat, było to coś, czego nie mógł po prostu odpuścić.

Strasznie się wygiąłem psychicznie, próbując wypracować wygląd i styl, który miałem nadzieję uchwyciłby maniakalną energię książki. – dodaje Little – A więc chwyciłem się parodystycznego, kreskówkowego podejścia, które chyba dobrze zostało przyjęte przez zarządców spadku Thompsona, ponieważ zaproponowano mi pracę niemal następnego dnia. Naturalnie, są thompsonowscy puryści, którzy nie polubią rysunków nikogo poza Ralphem Steadmanem i jako fan naprawdę szanuję ich stanowisko.

fear_little_2

A my przypomnijmy słowa Huntera S. Thompsona, obrazujące uczucia, jakie towarzyszyły członkom kontrkulturowej społeczności San Francisco lat ’60, czytając jeden z klasycznych ustępów Lęku i odrazy w Las Vegas, który wydaje się wyjątkowo wymowny: San Francisco w połowie lat sześćdziesiątych było bardzo znaczącym przecięciem miejsca i czasu, szczególnie jeśli byłeś jego częścią. Może miało to jakieś znaczenie. A może nie w dłuższej perspektywie… ale żadne wytłumaczenie, żadna kombinacja słów, muzyki czy wspomnień nie jest w stanie oddać uczucia przebywania samemu w tym zakątku czasu i świata. Cokolwiek miało to znaczyć…

Ciężko jest zrozumieć historię z powodu tego całego, profesjonalnego gówna, ale nawet bez bycia pewnym „historii” całkowicie usprawiedliwionym wydaje się sąd, że co pewien czas energia całego pokolenia kumuluje się w jednym, potężnym wybuchu z powodu, którego nikt w tym momencie tak naprawdę nie rozumie i którego nikt nie jest w stanie wytłumaczyć w retrospektywie (…)

Szaleństwo panowało wszędzie, o każdej godzinie. Jeśli nie po drugiej stronie Zatoki, to w stronę Golden Gate lub na trasie 101, w Los Altos czy La Honda… Wszędzie mogłeś wzniecać ogień. Panowało fantastyczne, uniwersalne uczucie, że cokolwiek robiliśmy, było dobre, że wygrywaliśmy… I to, jak sądzę, było dźwignią – poczucie nieuchronnego zwycięstwa nad starymi siłami zła. Ale nie w podłym czy militarnym sensie; nie potrzebowaliśmy tego. Nasza energia miała po prostu zapanować. Walka nie miała sensu – ani po naszej, ani po ich stronie. To był wyłącznie nasz czas; sunęliśmy po grzbiecie pięknej, wysokiej fali.

Conradino Beb

 

Źródło: The Guardian

Kandydat (1972)

the-candidate-1972-poster

1972 to przełomowy rok dla amerykańskiej polityki, kiedy frustracja powodowana niekończącą się Wojną w Wietnamie osiągnęła swoją kulminację, a z nią przyszło społeczne powołanie dla Partii Demokratycznej, by odsunąć w końcu od władzy Richarda Nixona i skierować USA na bardziej pokojowe tory, zająć się polityką wewnętrzną, spojrzeć na kruszącą się ekonomię i zrobić coś, by zjednoczyć społeczeństwo coraz bardziej podzielone przez pokoleniowy konflikt, rozbite na dwa skrajnie przeciwstawne obozy.

Konflikt pomiędzy fundamentalistyczną, chrześcijańską, otwarcie rasistowską większością amerykańskiego społeczeństwa, a socjaldemokratami, Nową Lewicą, libertarianami i reprezentującymi całe spektrum koncepcji politycznych kontrkulturowymi frikami, stał się w 1972 siłą napędową kampanii wyborczej mało znanego senatora z Południowej Dakoty, George’a McGoverna, który ze swoją pacyfistyczno-socjalną retoryką był symbolem zmian dla wyborców, którzy mieli ze swojego prawa skorzystać po raz pierwszy lub tych, którzy odczuwali zmęczenie wojną na wszystkich frontach.

1972 to także rok, w którym na jaw wyszły nixonowskie machinacje, zmierzające do utrzymania władzy politycznej, określone wkrótce jako Afera Watergate, a które miały zakończyć się pozbawieniem Nixona fotelu prezydenckiego dwa lata później i wsadzeniem większości jego współpracowników do więzienia. Ten klimat pełen napięcia był wodą na młyn dla wielu artystów, do których należał sam Hunter S. Thompson. Pisarz postanowił w tym czasie podjąć się czegoś, czego nie zrobił nigdy wcześniej, napisania książki na temat kuluarów kampanii prezydenckiej, która została opublikowana rok później jako Fear and Loathing on a Campaign Trail ’72 i natychmiast katapultowała go do rangi narodowego celebryty.

Co ciekawe, w lipcu tego samego roku na ekrany wszedł w USA mały osobisty film Michaela Ritchiego – który doskonale znany jest pokoleniu Y ze swoich późniejszych filmów tj. Złote dziecko z Eddiem Murphym – opowiadający historię idealistycznego adwokata, Billa McKaya, który za namową politycznego headhuntera, Marvina Lucasa, daje się namówić do kandydowania na senatora Kalifornii i w trakcie swojej kampanii przechodzi całkowitą metamorfozę pod kierunkiem PR-owych speców, pisarzy przemówień i doradców ds. wizerunku.

W rolę tytułową wcielił sie Robert Redford, a u jego boku stanął Peter Boyle, który rok wcześniej stracił rolę we Francuskim łączniku na rzecz Gene’a Hackmana, ale wcześniej dał się poznać jako przepełniony nienawiścią niebieski kołnierzyk, wysyłający hipisów na tamten świat ze strzelbą w ręku w Joe (1969) Johna G. Avildsena (znanego szerszej publiczności z Rocky’ego), który celnością swoich obserwacji spowodował prawdziwy szok w amerykańskich kinach. Obydwaj stworzyli w Kandydacie doskonały duet – zaprawiony w politycznych bojach, cyniczny menedżer kampanii prowadzi za rękę niepewnego celu, młodego polityka.

Jak pisze Hunter S. Thompson w ww. książce: Tego popołudnia pojawił się (McGovern – przyp. red.) w kinie w Custer, żeby zobaczyć promocyjny pokaz Kandydata, filmu pokazującego idealistycznego młodzieńca przeistoczonego w higienicznego polityka, sprzedającego ideały za sławę. Słychać było rozproszone oklaski w Harney Theater, kiedy jeden z charakterów oznajmił: „Polityka to gówno”. McGovern i jego rodzina śmiali się najbardziej, kiedy polityczny menedżer w filmie powiedział sekretarzowi prasowemu: „Wsadź wszystkich reporterów do autobusu prasowego i zjedź nim z klifu”.

Film Ritchiego w istocie jest pełen satyry na uprawianie polityki, której celność pozostaje zasługą Jeremy’ego Larnera (pisarza przemówień dla Eugene’a McCarthy’ego w 1968), który nie miał zbytniego doświadczenia w pisaniu scenariuszy filmowych, ale był w trakcie swojej pracy szkolony na bieżąco przez samego Roberta Towne’a (Ostatnie zadanie, Szampon, Chinatown), co ostatecznie poskutkowało zdobyciem przez niego Oscara dla pisarzy. Film odniósł także w swoim czasie spory sukces medialny, co jest o tyle znaczące, że został nakręcony dokładnie w 41 dni.

Głównym developerem Kandydata był sam Redford, który zaoferował wyreżyserowanie filmu Ritchiemu, ponieważ był on wcześniej doradcą medialnym przy wielu kampaniach politycznych, tak więc miał insajderską wiedzę na ich temat. Efektem jest wyjątkowy obraz transformacji Billa, człowieka z ambicjami i o dobrym pochodzeniu – jego ojciec jest ex-gubernatorem, co stanie się później ważnym elementem walki o głosy – ale idealistycznie nastawionego do problemów tego świata, działającego u podstaw i chcącego mówić prawdę.

Faktycznie, Lucas wabi Mckaya do gry obiecując mu, że będzie mógł mówić publicznie co tylko dusza zapragnie, bo w pojedynku ze swoim republikańskim rywalem, ubiegającym się o reelekcję senatorem Crocketem, jest przecież i tak stracony. Ale gdy słupki popularności na skutek sukcesu kampanii nagle zaczynają iść w górę, a McKay odkrywa prawdziwe przyjemności uczestniczenia w polityce (sława, wpływy i walenie panienek na boku), jego priorytety szybko zaczynają się zmieniać.

Koniec końców, nie rezygnuje się przecież z władzy na wyciągnięcie ręki, a stojący za młodym politykiem zakulisowi wyjadacze mają zbyt wiele do stracenia, żeby pozwolić swojemu pupilkowi rzucić ręcznik na ring. Raz wprawiona w ruch machina polityczna okazuje się silniejsza niż indywidualne fanaberie, a kandydat zaplątuje się nieuchronnie w sieć wpływów, nawet jeśli osobiście nie potrafi się z nimi utożsamić etycznie. Bo w politycznych rachunkach liczy się tylko to, kto przegrywa, kto wygrywa… i kto czerpie korzyści z wygranej.

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: The Candidate
Produkcja: USA, 1972
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4,5/5

Lęk i odraza w drodze do Hollywood (1978)

fear_and_loathing_in_gonzovision_1978

Ten klasyczny dokument, zrealizowany przez BBC, śledzi wspólną podróż Ralpha Steadmana i Huntera Thompsona z Aspen do Hollywood, gdzie ten udziela reporterom stacji bardzo osobistego wywiadu, podczas którego pali przed kamerą jointa, wciąga koks i chleje whisky, rozprawiając na temat swojego życia, zarówno rodzinnego, jak i artystycznego, a także wolności, polityki i wielu innych rzeczy.

Po drodze partnerzy odwiedzają Las Vegas, by przypomnieć sobie nieco klimaty ze słynnej książki Thompsona. Tam pisarz zaszywa się jednak w pokoju hotelowym, nakładając na twarz biały makeup i kontemplując stosunek swojego otoczenia do własnej osoby. Z innych ciekawostek, w filmie pojawia się Bill Murray (wtedy gwiazda Saturday Night Live), który organizuje szybką manifestację poparcia dla reelekcji Richarda Nixona na prezydenta ku uciesze pisarza.

Jako że jest to zasadniczo pierwszy dokument o HST, który dodatkowo portretuje artystę, gdy ten znajduje się na szczycie popularności, klimat jest bardzo żywy: książki z cyku „lęk i odraza” nie są tu tylko dawnym wspomnieniem, a bardziej świadectwem rewolucji, która miała miejsce niedawno. Sam pisarz ma zaś całkiem sporo do powiedzenia na temat swoich lęków politycznych oraz skutków ubocznych nagłej popularności, do której przyczynił się komiks Doonesbury.

To właśnie w tym dokumencie pojawia się po raz pierwszy wątek pogrzebu HST, który ten planuje wspólnie z Ralphem Steadmanem. Rysownik przedstawia swoje szkice pomniku gonzo z zaciśniętą pięścią – jeszcze bez słynnego serca pejotlowego – które Hunter lekko poprawia. A objaśnia jak ma wyglądać ta ekstrawagancka ceremonia już w Woody Creek, gdzie pokazuje reporterom BBC wzgórza, na granicy których kończy się jego posiadłość, nad którymi jego prochy mają faktycznie zostać rozsypane w 2005 dzięki szczodrości Johnny’ego Deppa.

Brytyjczykom udaje się również wyciągnąć od Huntera parę słów na temat rywalizacji mitu z jego własną osobą – słynnego alter ego, Raoula Duke’a, z pisarzem z krwi i kości. Hunter nie wydaje się być specjalnie szczęśliwy, że jest rozpoznawany wszędzie, gdzie nie pójdzie i wini ludzi, że nie potrafią odróżnić dzieła literackiego od jego twórcy. W kadr trafia przy tej okazji jego rodzina, żona Sandy i syn Juan, którzy przez długi czas zapewniali pisarzowi namiastkę stabilizacji. W tych obrazach życie rodzinne faktycznie wydaje się być jakimś punktem zaczepienia dla HST (co, jak wiemy, nie trwało jednak długo).

Dużo zdjęć pokazuje również pisarza za kółkiem samochodu, pędzącego to na lotnisko, odebrać Steadmana, to przez miasto, czy przez pustynię. Hunter zdradza gdzieś tam w międzyczasie, jaką funkcję pełnią dla niego dragi: Jeśli mam wrócić do żony i syna tak wściekły jak teraz, wolę zapalić sobie wcześniej jointa. Jego osobowość ma jednak zdecydowanie nerwowy rys i pisarz przed kamerą wydaje się czasem całkowicie bezradny, paplając bez sensu zanim złoży zdanie do kupy, co jest częstą cechą pisarzy, którzy zupełnie swobodnie czują się tylko przed narzędziem do pisania.

Lęk i odraza w drodze do Hollywod to jeden z tych dokumentów, które powinni obejrzeć przede wszystki zapaleni fani HST po zapoznaniu się ze wszystkim współczesnymi dokumentami tj. Śniadanie z Hunterem czy Gonzo: Życie i twórczość doktora Huntera S. Thompsona. Nie powiedziałbym, że jest to najlepszy czy najbardziej kompleksowy portret pisarza, jaki został stworzony, ale ma on kilka ciekawych wątków, które zostały później wyeksploatowane w innych dokumentach, bo tu mają swoje źródło. To również jedyny dokument, w którym pisarz wciąga koks przed kamerą.

Conradino Beb

 

Znany pod tytułami: Fear and Loathing in Gonzovision / Fear and Loathing on a Road to Hollywood
Produkcja: Wielka Brytania, 1978
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Do 1967 HST był już grubo wkręcony w scenę acid rockową… i wilkołaki

Poniższy list Hunter napisał do Johna Grabree, wtedy redaktora prasowego Playboya, który po przeczytaniu Hell’s Angels chciał mu zlecić napisanie kilku artykułów. W liście tym Hunter objawia swoją znajomośc sceny acid rockowej San Francisco, której rozwój miał okazję śledzić od samego początku, czyli od 1965, miłość do Jefferson Airplane, a także swoją przejściową pasję: wilkołaki.

4 września, 1967
Woody Creek, Colorado

Drogi Johnie….
Za dwa dni ruszam na wybrzeże, a teraz, w środku tego całego zamieszania, przed startem, nagle przyszedł mi do głowy pomysł. Nie ma on nic wspólnego z twoją akcją „wilkołaki, wampiry i ghule”, której nie mogę nawet ocenić aż nie dostanę od ciebie owoców riserczu. Odkryłem jednak książkę zatytułowaną Man into Wolf, udającą badanie naukowe (lub dwa osobne badania) nad ludźmi, którzy zamienili się w „wilki”. Jedyna istniejąca kopia (chyba, że masz swoją własną) znajduje się w Ketchum, w Idaho… mimo że wkrótce znajdzie się w Woody Creek. W każdym razie, będę nad tym luźno pracował aż dostanę twój risercz; wtedy zobaczę co mamy.

Ten drugi pomysł ma związek z taśmą z około dwugodzinnym wywiadem, nad którym zastanawiałem się przez 3 czy 4 miesiące. Nagrałem go, jak robiłem risercz do artykułu o Haight-Ashbury dla New York Times Magazine, ale po przesłuchaniu tej taśmy stwierdziłem, że lepiej zrobić z tego osobny artykuł. To bardzo długa rozmowa z Edem Densonem, menedżerem Country Joe & The Fish. Zaczęliśmy rozmawiać o hipisach, ale cel szybko się rozmył i zdryfowaliśmy w stronę wszystkich możliwych tematów: Beat Generation, dragów, Goldwatera, różnicy pomiędzy rockiem Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża, Flower Power, praw obywatelskich, Ruchu Wolnego Słowa… całej sprawy. Co więc przychodzi mi teraz do głowy, to przerobienie wywiadu z Densonem w wielowątkowy artykuł zatytułowany jakoś w tym stylu: „Profil grupy rockowej, która osiągnęła sukces”. To nie jest tytuł, a tylko wstępny pomysł. Denson jest bardzo elokwentnym gościem; jest w stanie wytłumaczyć w 3 lub 4 wymiarach, dlaczego grupy rockowe i hipisi nagle stali się kulturową siłą w 1966, zamiast powiedzmy w 1961. On rozumie kontekst, jakby chodziło o jego własne poczynania. A dla mnie to zajebiście interesujący temat.

W każdym razie, właśnie dostałem list od Densona (w odpowiedzi na mój w sprawie taśm), w którym pisze, że będzie w San Francisco, kiedy pojawię się tam około 20 września. Wspomniałem o taśmach jako potencjalnym materiale na artykuł – być może dla The Nation, ponieważ od roku wiszę im materiał – ale dziś wieczorem, gdy dopadła mnie chciwość, zdecydowałem się poszukać zlecenia wartego więcej niż $100. I naturalnie, pomyślałem o tobie.

Pomysł w zarysie to szczegółowo napisany artykuł o słynnym zespole rockowym. Był czas, gdy mogłem taki napisać od samego początku o Jefferson Airplane, ale mój przyjaciel, który zaczął jako ich menedżer, został zwolniony, gdy jego żona – wokalistka śpiewająca na pierwszym albumie – została zastąpiona przez Grace Slick, która była częścią beznadziejnej grupy The Great Society w czasie, gdy wszystkie grupy rockowe z Zachodniego Wybrzeża debiutowały w The Matrix, tanim klubie w dzielnicy portowej San Francisco. Pamiętam debiut Airplane’ów w The Matrix i telefon do Ralpha Gleasona po koncercie.

Może moglibyśmy połączyć drogę do sławy Airplane’ów z konkretnym materiałem, który mam na taśmie. Denson i Country Joe (McDonald) to zapaleni intelektualiści w porównaniu z Martym Balinem, który dowodzi Airplane’ami i Jerrym Garcią z The Grateful Dead. Ale kontrast jest ciekawy i widzę dobry artykuł w szczegółowym spojrzeniu na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość bandów acid rockowych. Coś w stylu „Jak to się stało?” czy „I co teraz?” lub „Czemu?”

Ale to wszystko to tylko dzikie pomysły z mojej głowy. Jeśli idea zaiskrzy po twojej stronie, daj mi szybko znać. Będę w Lake Tahoe w Kalifornii od 8-ego do 17-ego września (możesz się ze mną skontaktować przez sędziego Laurence’a Hyde’a z Uniwersytetu w Nevadzie… (702) 784-xxxx). Proś o pana Thompsona z New York Timesa; to mój pracodawca w tym tygodniu. Po 17-tym aż do 22-giego możesz się ze mną kontaktować przez Petera Colliera z Ramparts w San Francisco. Będę prawdopodobnie rozmawiał z Densonem w tym tygodniu, tak więc jeśli podoba ci się pomysł na artykuł, z chęcią o tym porozmawiam w czasie, gdy będę latał na wolności w San Francisco, śledząc uważnie temat, tak samo jak robiłbym to w jakieś szare popołudnie tu w Woody Creek. Zrób więc to co uważasz za słuszne…

Ciao,
Hunter

(tłum. Conradino Beb)

 

Źródło: Hunter S. Thompson, The Proud Highway: Saga of a Desperate Southern Gentleman 1955-1967, Bloomsbury, London 1998.

Hunter S. Thompson: Szaleńcy nie umierają nigdy (1988)

Ten rzadki dokument (chociaż słowo „rzadki” w erze Internetu szybko traci na znaczeniu), wyprodukowany przez legendarnych imperatorów pornografii, braci Mitchell, rzuca nieco światła na życie Huntera S. Thompsona w drugiej połowie lat ’80, kiedy pisarz przeniósł się ponownie do San Francisco, by pracować przez 2 lata w osławionym O’Farrell Theatre (klubie ze striptizem) jako nocny menedżer (cokolwiek miałoby to znaczyć), a także wygłaszał pogadanki na amerykańskich uniwersytetach, za które słono mu płacono.

Dokument jest ważnym świadectwem charyzmy i sławy HST, która była dużym magnesem dla publiczności kupującej bilety na spotkania z pisarzem, na których ten obrzucał obelgami administrację Ronalda Reagana, wtedy uwikłaną w aferę Iran-Contras, purytańskie odrodzenie i hipokryzję sztabów politycznych, wciągających, jak twierdził, tony koksu w zaciszu pokoi hotelowych (handel kokainą przez CIA był jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów skandalu Iran-Contras).

Półgodzinny film pokazuje HST częściowo w drodze, częściowo w jego biurze w O’Farrel Theatre – który Warren Hinckle określił ważnym centrum kultury alternatywnej San Francisco ze stripitizem tylko jako frontem finansowym – a częściowo w redakcji gazety San Francisco Examiner, dla której Hunter pisał kolumny w latach ’80, opublikowane ponownie w Gonzo Papers Vol. 3: Songs of The Doomed (1991). Przy okazji wychodzi również na jaw znajomość pisarza z Survival Resarch Laboratories – znanym projektem performerskim tego okresu, specjalizującym się w robieniu totalnego rozpierdolu (co dobrze wpasowuje się w łobuzerski charakter Huntera).

Apropos pogadanek publicznych pokazanych w filmie, warto przytoczyć wypowiedź Billa Stankeya, który przez 13 lat pełnił rolę agenta pośredniczącego pomiędzy ich organizatorami, a samym pisarzem: Prawdopodobnie zarezerwowałem dla niego około 100 dat pomiędzy ’83, a ’96 i zawsze zdarzała się jedna z dwóch rzeczy: spóźniał się lub w jedenastej godzinie, kiedy miał wracać do Aspen, otrzymywałem telefon, że „coś się zdarzyło”. W końcu znurzyło mnie obcowanie z szaleństwem i wdaliśmy się w werbalną potyczkę na temat tego, jak nie stawia się na czas i jest nieodpowiedzialny.

Tu HST jest jednak pokazany na tych spotkaniach, na które faktycznie udało mu się przybyć, pomimo tankowania whisky od momentu zwleczenia się z wyra. Ciekawie prezentują się również sceny kultowej postaci z dwoma nagimi striptizerkami (Hunter był już wtedy po rozwodzie ze swoją pierwszą żoną, Sandy), których teoretycznie był szefem. Pomimo tego, że dokument ten nie jest żadnym wielkim dziełem – żeby zajrzeć w duszę pisarza należy obejrzeć Śniadanie z Hunterem – każdem prawdziwemu fanowi Thompsona da na pewno dużo radości.

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Hunter S. Thompson – The Crazy Never Die
Produkcja: USA, 1988
Dystrybucja w Polsce: Magivanga Vaults
Ocena MGV: 3/5