Archiwa tagu: kino kanibalistyczne

Giallo w czasach rewolucji seksualnej – żółta trylogia Umberta Lenziego

Umberto Lenzi urodził 8 czerwca 1931 roku w małym miasteczku Massa Marittima w środkowych Włoszech. Entuzjasta kina od najmłodszych lat, na studiach prawniczych – które w końcu poniechał – prowadził liczne koła dla zainteresowanych filmem. W 1956 roku przeniósł się na rzymską filmówkę, którą ukończył filmem I ragazzi di Trastevere, krótkim metrażem inspirowanym jednym z opowiadań Paola Pasoliniego.

Jego nazwisko jako reżysera stało się znane szerzej w 1961 roku za sprawą nakręconego w Grecji filmu Le Avventure di Mary Read. Lenzi szybko złapał wiatr w żagle i już rok później stworzył dwa filmy: Duello nella sila oraz całkiem niezły Il Trionfo di Robin Hood. Ale jego postać jest dzisiaj znana głównie z kiczowatych horrorów i „żółtych filmów”, czyli kina giallo, które szczyty popularności święciło w latach ’70.

Sławę przyniósł mu prekursorski dla gatunku kina kanibalistycznego film Il paese del sesso selvaggio (1972) oraz legendarny Cannibal Ferox (1981). I mimo że Lenzi pozostał w cieniu swoich rodzimych kolegów po fachu takich jak Dario Argento czy Mario Bava, zebrał wokół siebie niemałą grupę fanów, w tym samego Quentina Tarantino.

Lata 60-te upłynęły Lenziemu na przebijaniu się przy produkcji szalenie popularnych w tamtym okresie filmów euro-spy, takich jak Kriminal (1966) i A 008, operazione Sterminio (1965).

Przełom nastąpił w 1969, kiedy zainspirowany twórczością Alfreda Hitchcocka i zdobywającym coraz większy poklask kinem giallo, Lenzi nakręcił Orgasmo. Jest to pierwszy, składający się na luźną trylogię film, w którym reżyser zmierzył się z pulpowym kryminałem.

umberto_lenzi
Umberto Lenzi za kamerą

Trylogia ta składa się z filmów: Orgasmo (1969), Così dolce… così perversa (1969) oraz Paranoia (1970). Wszystkie trzy łączy motyw morderczych knowań, zdrady i pożądania. W każdym z filmów pojawiła się także amerykańska piękność Carroll Baker, znana choćby z Jesieni Czejenów (1964) Johna Forda.

Orgasmo aka. Paranoia / Orgazm (1969)

Piękna Kathryn West (Carroll Baker), była pop gwiazdka i od niedawna wdowa po bogatym mężu, przybywa na włoską prowincję, by uciec od fleszy tabloidów. Robi to na zaproszenie swojego zaufanego prawnika, Briona (Tino Carraro), właściciela pełnej luksusu i podejrzliwej służby posiadłości.

Wkrótce po przeprowadzce u bram posiadłości zjawia się bezczelny dzieciak, który od razu zaczyna flirt z Kathryn. Znajomość ta wprowadzi kobietę w dekadencki świat pełen narkotyków, dyskotek i rozwiązłego seksu.

Cały film nakręcony został w spójnej, pulpowej stylistyce, podsycanej psychodelicznymi wstawkami. Te drugie idealnie komponują się z fabułą, najczęściej widzimy je bowiem wtedy, kiedy wirujemy razem z naćpaną Kathryn w rytm gitarowej muzyki. Środki psychoaktywne w produkcji Lenziego sprawdzają się także jako wspomagacz dla knującego, niestroniącego od erotycznej dominacji rodzeństwa.

paranoia-lenzi
Kadr z filmu

Odurzona lekarstwami główna bohaterka staje się czymś w rodzaju trzymanej w zamknięciu seks zabawki. Wytwarza to bardzo przyjemny, wręcz klaustrofobiczny klimat, który kamera skrzętnie łapie w ciasnych korytarzach bogatej posesji.

Niepokój, psychodela i marazm Lenzi doprawia, jak sugeruje sam tytuł, erotyzmem. Jednak nie jest to produkcja pod tym względem tak obsceniczna, jak inne B-klasowe, włoskie kryminały. Mógłbym nawet zaryzykować stwierdzeniem, że seks w Orgasmo jest ukazywany ze smakiem.

W ostatecznym rozrachunku, debiut giallo Lenziego można uznać za jak najbardziej udany. Wpisująca się w pre-argentowską – film wyszedł w 1969, rok przed słynnym Ptakiem o kryształowym upierzeniu Argenta – falę żółtego kryminału produkcja, to nie lada gratka dla każdego fana filmowego makaronu.

Choć nie trudno zarzucić Orgasmo przewidywalnej fabuły, niezbyt subtelnych czerwonych śledzi (fałszywych tropów), czy do przesady zapętlonego kawałka grupy Wess & The Airedales pt. Just Tell Me, Lenzi pokazuje że na stołku reżysera potrafi odwalić kawał przyzwoitej, stylowej roboty.

Così dolce… così perversa / Taka słodka… taka perwersyjna (1969)

Umberto Lenzi nie próżnował i już kilka miesięcy po premierze Orgasmo na podbój rodzimego kina gotowy był drugi film trylogii, Taka słodka… taka perwersyjna (Così dolce… così perversa). Powszechnie krążąca plotka głosi, że scenariusz do filmu Lenziego został przepisany z francuskiego Widma (1955) w reż. Henri’ego-Georgesa Clouzota w taki sposób, by trafić to rządnej pulpy włoskiej widowni.

Przerobiony materiał idealnie wpisał się w szalejącą pod koniec lat 60-tych rewolucję seksualną, jaka zawładnęła Zachodnią Europą. Jako że skrypt fabularny pochodził z Francji, Lenzi umieścił akcję swojego filmu właśnie w Paryżu i osnuł ją wokół Carroll Baker.

cosi-dolce-cosi-perversa_2
Kadr z filmu

W popadające w kryzys małżeństwo Danielle (Erika Blanc) z Jeanem (Jean-Louis Trintignant) wchodzi nowoprzybyła sąsiadka, Nicole – w tej roli Carroll Baker.

W urządzonym piętro wyżej gniazdku urocza blondynka przechowuje bogate zaplecze przyrządów do BDSM, które chętnie wykorzystuje do zabaw z nieokrzesanym Klausem (Horst Frank). Gdy zadurzony w Nicole Jean postanawia bronić jej przed apodyktycznym partnerem, pada ofiarą większej intrygi.

Tak jak w przypadku Orgasmo, tak i tutaj Lenzi kontynuuje swoją lustrację dekadenckiego stylu życia klasy zamożnej. Mimo że seks per se występuje tutaj w roli estetycznego dodatku, sztuki wyzwolonej, specyficzne napięcie erotyczne wyczuwalne jest przez większość seansu.

Zastosowanie różnokolorowych filtrów i szkieł na obiektyw skutkuje nieco halucynogennym klimatem, znakiem szczególnym kryminałów maestra Maria Bavy. Kolorowe i nasycone kadry potrafią idealnie uchwycić barwną strukturę rewolucji seksualnej.

Rewolta ta to także fabularny fundament pierwszej, nieco dłuższej połowy filmu. Ta, z dekadenckiego kina obyczajowego, poprzez niespodziewany twist, skręca w stronę klasycznego, żółtego kryminału.

Choć Lenzi nie staje na przekór gatunkowym konwenansom, scenariusz wyraźnie ustępuje miejsca wysublimowanemu stylowi. Jednak Taka słodka… taka perwersyjna to wciąż przykład solidnie zrealizowanego giallo. A wszystko to w iście międzynarodowej oprawie aktorskiej.

Ciche miejsce na zabójstwo aka. Paranoja / A Quiet Place To Kill (1970)

Pierwotnie tytuł trzeciego giallo Lenziego brzmiał Paranoia, identycznie jak ten z amerykańskiego wydania Orgasmo. By nie popaść w chaos przy tytułowaniu, reżyser postanowił zmienić go więc na bardziej wymowny: Ciche miejsce na zabójstwo.

Ale amerykański dystrybutor wykorzystał go później jako podtytuł kolejnego filmu Lenziego, Oasis of Fear (1971). Stąd pod hasłem Paranoia i Orgasmo można znaleźć naprzemiennie oba filmy, ot taka dewiza włoskiego kina.

paranoia_a_beautiful_place_to_kill_1970_poster
Paranoia (1970) / oryginalny plakat

Helen (Carroll Baker) poznajemy, gdy ta, pochłonięta wspomnieniami o swoim byłym mężu, rozbija się wyścigówką. Po udanej rekonwalescencji Helen popada w finansowy ambaras, z którego wybawieniem okazuje się telegraf od wspomnianego wcześniej męża (Jean Sorel).

Ten proponuje jej pozostanie u jego boku, oraz boku nowej żony Konstancji (Anna Proclemer). Nasza bohaterka początkowo przystaje na propozycję zamieszkania z ciągle powracającym w jej myślach mężem. Mimo początkowych turbulencji, między dwojgiem odradza się uczucie sprzed lat, które grać na nerwach zaczyna Konstancji.

Co odróżnia Ciche miejsce na zabójstwo od poprzednich dwóch filmów Lenziego, to próba uchwycenia charakteru filmów Hitchcocka. Mniej więcej w połowie filmu scenariusz odwraca wszystko do góry nogami, a z planowanej ofiary robi mordercę starającego się zatrzeć wszelki ślad po dokonanej na luksusowym jachcie zbrodni.

Niestety, wypada to jednak wszystko na jego niekorzyść. Skrypt przypomina absurdalne wątki z oper mydlanych pozornie prowadzące do psychicznego krachu głównej bohaterki.

Droga od silnej kobiety ścigającej się na torach samochodowych do znerwicowanej alkoholiczki prowadzi nie tyle na skróty, co jest maksymalnie wręcz spłycona.

I choć wydawać by się mogło, że Lenzi podejmuje tutaj na swój dziwny sposób temat równouprawnienia płciowego, wszak zbrodni winna jest zarówno kobieta jak i mężczyzna zmuszeni ze sobą współpracować, to brakuje mu jednak tak trafnej lustracji dekadenckiego pokłosia rewolucji seksualnej jego poprzednich filmów.

quietplacetokill_lenzi
Kadr z filmu

I choć jest to relatywnie najsłabszy segment luźno spiętej trylogii, Umberto Lenzi umiejętnie wpycha między rozwleczone sceny momenty autentycznego napięcia lub popadającej w schizmę urojenia Helen.

Całość grzebie jednak mało oryginalna historia, która od wspomnianego wyżej twistu okazuje się przewidywalna i zbyt mało oferująca widzom pochłoniętym przez kino giallo. Z drugiej strony czyni to film bardziej przystępnym i lekkim dla kogoś, kto dopiero zaczyna swój lot przez meandra włoskiego kina gatunkowego.

Na zakończenie

Ciche miejsce na zabójstwo nie zamknęło Lenziemu rozdziału z napisem giallo na dobre, nakręcił on bowiem w przyszłości jeszcze kilka mniej lub bardziej udanych kryminałów, by finalnie odlecieć w kierunku szalonych horrorów i akcyjniaków.

Jednak to właśnie te trzy filmy wprowadziły do świata kina autorski styl reżysera zafascynowanego wyrzucaniem na wierzch wszelki grzechów ludzi zamożnych taplających się w bogactwie czy cielesnej rozpuście.

W odniesieniu także do jego późniejszych dokonań, trylogia ta wydaje się subtelna i dużo bardziej wysmakowana, tworząc coś na zasadzie mostu łączącego pulpę z wizualnym pietyzmem, jaki przyświecał Lenziemu już na poziomie wyboru pięknej Carroll Baker na swoją muzę.

Filmy te czarownie obrazują kino giallo przed reformacjami gatunkowymi, jakie wprowadził w nim Dario Argento, zbliżając go do krwawego horroru. I jako właśnie pocztówkę z Włoch tamtego okresu należy je dzisiaj oglądać.

Oskar „Dziku” Dziki

On nigdy nie umarł (2015)

he-never-died-poster-2015

Czasem człowiek ma pewne oczekiwania od filmu, które próbuje podtrzymywać nawet wbrew temu co widzi na ekranie, bo czeka na nagły zwrot akcji czy cokolwiek, co ma go przekonać, że nie traci czasu. Niestety, równie często wpada on w sidła własnych oczekiwań i w efekcie dostaje czekoladkę z rzygiem w środku, parafrazując złotą myśl Forresta Gumpa.

Tak mniej więcej streściłbym seans gatunkowego niezależniaka Jasona Krawczyka z główną rolą Henry’ego Rollinsa (może dlatego tyle obiecującego), który próbuje nawiązywać romans z biblijnym mitem Kaina, kinem kanibalistycznym i miejskim thrillerem o małych ludziach, padając na pysk już gdzieś w połowie. Kilka chichów nie rekompensuje niestety chujowego scenariusza i nieskładnej reżyserii, która mogłaby zrobić lepszy użytek z tego mizernego budżetu.

Gwoli wyjaśnienia, pomysł na obsadzenie legendy HC w roli nieśmiertelnego kanibala, który dostaje pierdolca od towarzyszenia ludzkości od jej zarania, był fajny, tyle że egzekucja pozostawia wiele do życzenia. Jack śpi całymi dniami, a w wolnych chwilach chodzi po mieście, gra w bingo z lokalnymi emerytami lub przesiaduje w barze, gdzie zamawia dania wegetariańskie i to tyle… pomysł, na który mógłby wpaść student kulturoznawstwa żyjący przez tydzień na zupkach chińskich i doprowadzony w ten sposób do radykalnego obniżenia hemoglobiny.

Dziwnym trafem Jack pewnego dnia spotyka swoją córkę, bo przecież nigdy nie przestał wierzyć w sens życia małżeńskiego, więc czasem udaje mu się spłodzić potomka… choć miał przecież setki tysięcy lat, żeby nauczyć się czegoś od życia. Ale to tylko jeden z nonsensów On nigdy nie umarł, innym jest kryminalna intryga z udziałem lokalnego gangu, jego córki i pielęgniarza, od którego Jack kupuje świeżą krew – jedyną rzecz, która pozwala mu dzielnie stawiać czoła uzależnieniu od ludzkiego mięsa (czyt. Jack walczy o ludzki pierwiastek).

Całe szczęście, reżyser zdecydował się wprowadzić trochę jatki, bo w wypadku gdyby postawił tylko na psychologię charakteru, widz pewnie musiałby siedzieć przed ekranem z żyletkami gotowymi do użycia na własnych nadgarstkach. Henry Rollins gra dobrze, ale jego charakter przypomina przysłowiowego stracha na wróble, którego jedyną esencją są podkrążone oczy i blada skóra. Nie znajdziemy tu ani głębi Wywiadu z wampirem, ani akcji netfliksowego Daredevil, choć Jack w pewnych momentach wydaje się być charakterem komiksowym.

Jednak największym zarzutem jest to, że Krawczyk nie ma żadnego pomysłu na to, jak rozegrać akcję, ani jak wykorzystać ciekawy w teorii charakter. Jego film w efekcie balansuje na cienkiej granicy czarnej komedii, thrillera, filmu akcji i klasycznego monster movie. O ból głowy przyprawia do tego migająca w tle metafizyka, a gdy dochodzi do dialogu pomiędzy Jackiem, a Śmiercią, człowiek nie wie czy się śmiać czy płakać. Ale jeśli po przeczytaniu tekstu wciąż rozważacie oglądanie tego filmu, to przynajmniej zostaliście ostrzeżeni!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: He Never Died
Produkcja: USA/Kanada, 2015
Dystrybucja w Polsce: Netflix lub brak
Ocena MGV: 2,5/5

Wes Craven (1939–2015)

wes_craven_promo

Najgłębszy strach jest w moim przekonaniu związany z tym, co twoje własne ręce i ręce innych ludzi robią z ciałem.

— Wes Craven –

Wes Craven urodził się 2 sierpnia 1939 w Cleveland w stanie Ohio i dał się poznać przede wszystkim jako reżyser kultowych eksploitów tj. Ostatni dom po lewej (1972) czy horrorów tj. Wzgórza mają oczy (1977), Potwór z bagien (1982), Koszmar z ulicy Wiązów (1984), Wąż i tęcza (1988) oraz Krzyk (1996), który uznawany bywa za ważne dzieło rewitalizujące slasher (film doczekał się trzech sequeli). Oprócz tego Craven próbował sił w innych gatunkach, wyreżyserował nastoletni dramat Koncert na 50 serc (1999) oraz thriller Red Eye (2005).

Craven wychował się w rodzinie fundamentalistycznych baptystów, przez co mógł oglądać tylko nieliczne filmy, wśród których znalazła się jednak Fantazja Disneya. Po skończeniu szkoły średniej w Cleveland Craven zdał do Wheaton College w stanie Illinois. Musiał jednak przerwać naukę po pierwszym roku ze względu na chorobę.

Kiedy wrócił na uczelnię, poświęcił się pisaniu, udzielając się w uniwersyteckim magazynie literackim, którego ostatecznie został nawet redaktorem naczelnym. Studia w Wheaton College zakończył licencjatem z psychologii i języka angielskiego, aby zostać magistrem pisarstwa i filozofii na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w 1964.

Po ukończeniu studiów magisterskich Craven objął na pewien czas profesurę języka angielskiego. W tym czasie pisał także krótkie opowiadania i poezję. Wkrótce porzucił jednak karierę uniwersytecką na rzecz reżyserowania tanich, lecz bardzo dochodowych filmów porno, pod pseudonimem.

Jego debiutem fabularnym stał się kultowy obraz Ostatni dom po lewej, zrealizowany w 1972 w konwencji kina eksploatacji (podgatunek rape’n’revenge), sfinansowany przez grupę producentów z Bostonu, a wyprodukowany przez przyjaciela Cravena, legendarnego Seana S. Cunninghama (Piątek trzynastego).

The-Hills-Have-Eyes-1977
Michael Berryman w filmie „Wzgórza mają oczy”

Nakręcony oszczędnym środkami ($87 tys.), napisany i zmontowany przez niego samego, film opowiadał historię niewinnej dziewczyny zgwałconej przez bandę kryminalistów. Ma on jednak bardzo mało grozy, słaby suspense i miejscami ociera się o farsę lub autoparodię. Z ciekawostek, występuje w nim kolega Cravena z przemysłu pornograficznego, Fred J. Lincoln. Najważniejsze jednak, że film zarobił $3,1 mln w box office i pozwolił twórcy kontynuować karierę.

Jego kolejnym hitem stał się niskobudżetowy horror Wzgórza mają oczy, którego centralnym motywem jest – zgodnie z duchem czasów – zagrożenie ze strony zmutowanych kanibali. W roli głównej wystąpił w nim kultowy aktor, Michael Berryman, cierpiący na hipohydrotyczną dysplazję ektodermalną. Film wyprodukowany za $230 tys. zarobił w 1977 okrągłą sumkę $25 mln.

W 1984 Craven dał światu dzieło, za które jest prawdopodobnie najbardziej pamiętany, horror Koszmar z ulicy Wiązów, w którym pojawia się Freddy Krueger (w tej roli Robert Englund), kultowy zabójca z krainy snów w przystrojonych nożami rękawicach. W filmie pojawia się także młodziutki Johnny Depp w jednej ze swoich pierwszych ról.

a-nightmare-on-elm-street-1984
Freddy w „Koszmarze z ulicy Wiązów”

Tytuł zarobił $25,5 mln i szybko stał się popularną franczyzą, która pociągnęła osiem kolejnych części, bardzo popularnych w Polsce na kasetach VHS, w których Craven grał w zasadzie małą rolę (napisał scenariusz do części trzeciej) aż do Nowego koszmaru Wesa Cravena (1994), który wyreżyserował – film został bardzo dobrze przyjęty przez fanów i krytyków.

W latach ’90, ze względu na kryzys slashera, Craven próbował swoich sił w różnych innych filmach tj. Wampir w Brooklynie z Eddiem Murphym czy Koncert na 50 serc z Meryl Streep (która została za tę rolę nominowana do Oscara), ale gatunek udało mu się zrewitalizować Krzykiem, który w udany sposób igrał sobie z horrorowymi kliszami. Napisany przez Kevina Williamsona, z udziałem Neve Campbell, Courtney Cox i Davida Arquette, film zarobił $100 mln i ponownie przerodził się w franczyzę. W trzeciej części wystąpił nawet sam Roger Corman.

W 2005 Craven wyreżyserował również thriller Red Eye z Rachel McAdams w roli głównej, aby w 2010 powrócić do horroru wraz ze Zbaw mnie od złego i czwartą odsłoną Krzyku. Artysta zmarł 30 sierpnia 2015 po długiej walce z rakiem mózgu w Los Angeles. Pozostawił trzecią żonę, Iyę Labunkę, oraz dwójkę dzieci ze swojego pierwszego małżeństwa: Jonathana i Jessikę.

Conradino Beb

Zjedzeni żywcem (1980)  

Eaten-Alive-1980-poster

Prawda jest taka, że to Umberto Lenzi wywołał szał na filmy o kanibalach swoim Il Paese del sesso selvaggio z 1972, który stał się kasowym hitem w USA. Prawdą jest również, że Zjedzeni żywcem zostali wprowadzeni do kin zanim trafił tam niesławny Cannibal Holocaust… i że tak samo jak film Deodata, także ten został ocenzurowany, dokładnie w 24 krajach. I choć dzieło Lenziego nie jest tak dobre, jak wyżej wymieniony klasyk, a często bywa stawiane niżej od nakręconego przez niego rok później Cannibal Ferox, warto dać mu szansę ze względu na ciekawy scenariusz i kilka rozkosznych pomysłów.

Większość z sekwencji „animalistycznych” – co trzeba wyraźnie podkreślić – została wyjęta przez Lenziego z Góry boga kanibali w reż. Sergia Martina i na chama wmontowana dla podbicia współczynnika okrucieństwa, tak więc reżyser nie posunął się tak daleko, jak Deodato w Cannibal Holocast. Ale miłośnicy zwierząt mogą sobie ten film spokojnie odpuścić, bo będą musieli zamykać oczy średnio raz na 15 minut. Podobnie powinni zrobić widzowie nie potrafiący oglądać na ekranie scen gwałtu. Tych jest tu kilka i choć są one w 100% pozorowane, mogą łatwo zbulwersować bardziej wrażliwych kinomanów.

Tak, mało się robi w naszych czasach takich filmów, ale przykład Srpskiego filmu, Enter The Void, Spring Breakers, a ostatnio Love, czy innych, posługujących się wizualną przemocą, pokazuje dobitnie że ludzi wciąż szokuje coś naprawdę surowego emocjonalnie, nawet jeśli zrobione zostało z artystycznym zacięciem. Czym jest jednak sztuka filmowa, jeśli nie tłumaczeniem osobistej wizji na język audiowizualny za pomocą kamery? Małe ma przy tym znaczenie, czy artysta był idealistą-suchotnikiem chodzącym w berecie i palącym fajki, czy grubaskiem robiącym umowy dystrybucyjne w oparciu o szokujący tytuł filmu, który nie został jeszcze nakręcony.

W Zjedzonych żywcem Lenzi umiejętnie wyeksploatował głośną tragedię Świątyni Ludu Jima Jonesa, która w 1978 popełniła masowe samobójstwo w Gujanie za radą swojego lidera i mesjasza. Z ciekawostek, aplikował on dzieciom elektrowstrząsy, jeśli te nie uśmiechały się na jego widok, sprawował też całkowitą kontrolę nad życiem swoich wyznawców. Lenzi zmienia nazwę grupy na Sekta Oczyszczenia, dodaje trochę akcji w dżungli, kilka pokręconych rytuałów, mnóstwo seksu na łonie natury i obowiązkową dawkę pożerania kończyn przez kanibali.

I wszystko byłoby cacy, gdyby nie Tamile ze Sri Lanki udający Papuasów z Nowej Gwinei, gdzie rozgrywa się akcja filmu, co daje absurdalny efekt. Jeden z nich odpala zresztą całą intrygę, siejąc spustoszenie w Nowym Jorku dmuchawką z zatrutymi strzałkami… zostawiając po swojej śmierci film 8 mm z bogatą Dianą Morris (Paola Senatore) w roli głównej (motyw lost footage), który doprowadza policję do jej pięknej siostry, Sheili (Janet Agren).

Ta, dysponując rodziną fortuną, decyduje się ją odnaleźć w dżungli Nowej Gwinei, gdzie przeniosła się razem z Sektą Oczyszczenia, werbując po drodze dezertera z Wietnamu, Marka Butkera, jako przewodnika i ochroniarza. Przedzierając się przez terytorium kanibali dwójka jest świadkiem horrorów rozgrywających się w dziczy, co ostatecznie doprowadza Sheilę na skraj załamania nerwowego, mimo że na Marku nic nie robi wrażenia, nawet pożeranie małpy żywcem przez anakondę (naprawdę jest taka scena).

Ale Mark jest także jedynym, który z rezerwą traktuje guru Sekty Oczyszczenia, Melvyna Jonasa – gdy ta w końcu zostaje odnaleziona – i czując niepewny klimat nosem próbuje ucieczki przez terytorium kanibali. Tymczasem Sheila (wraz z resztą sekty) jest codziennie faszerowana otępiejącym narkotykiem i gwałcona wielkim drewnianym fallusem polanym krwią węża, co ma nauczyć ją szacunku dla prawdy objawionej. Obserwujemy również pożeranie świeżych cycków przez kanibali i rytualny stosunek na stosie pogrzebowym. Wszystkiego dopełniają zaś sceny walki na dzidy i maczety oraz ostateczne samobójstwo sekty.

Scenariusz, pomimo że sam w sobie ciekawy (filmy w stylu cultsploitation zawsze gwarantują pełen odjazd), został nonsensownie wyreżyserowany. Odsłony historii zostają powiązane bez żadnego ładu i składu, a ekspozycję charakteru Lenzi zostawia tak naprawdę w szafie, jak to zwykle bywa w przypadku klasyków eksploatacji, z braku czasu ekranowego.

Także montaż scen z filmu Martina jest dosyć chaotyczny i nie ma żadnego sensu, ale dodaje Zjedzonym żywcem trochę stylu mondo, co ma swój urok. Gore jest komiczne, ale modelki, przede wszystkim Paola Senatore (w latach ’80 gwiazda filmów erotycznych, a potem porno), uwodzą pięknem swojego ciała. Uwodzi także soundtrack Roberta Donatiego!

Conradino Beb

 

Znany pod tytułami: Mangiati vivi! / Eaten Alive
Produkcja: Włochy, 1980
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3/5

Eli Roth w końcu prezentuje trailer do „The Green Inferno”

Pomimo że Roth ukończył zdjęcia do The Green Inferno w połowie 2013, jego hołd dla kanibalistycznej eksploatacji lat ’70 nigdy nie doczekał się premiery kinowej. Szczęście jednak w końcu się odwróciło i reżyser z dumą zaprezentował trailer do swojego filmu na amerykańskim Comic Con.

Jak mówi reżyser LA Times: Chciałem napisać film o współczesnych aktywistach. Widzę, że wiele ludzi wykazuje troskę i chce pomagać, ale z drugiej strony czuję, że ludzie nie chcą borykać się z trudnościami. Zobaczyłem też, że wiele ludzi reaguje na trudne kwestie w mediach społecznościowych. To są wojownicy o sprawiedliwość społeczną. Mówią: „To jest złe, to jest złe, to jest złe”, ale wszystko co robią to tweetują i retweetują. Nic w zasadzie nie robią.

A że stare kino eksploatacji z chęcią brało na warsztat społeczno-polityczny aktywizm, wykorzystując efekt krzywego zwierciadła, czego pionierem był Roger Corman, Eli Roth wraca do tradycji i pokazuje w The Green Inferno, iż ratowanie świata nie zawsze idzie tak gładko, jak byśmy tego chcieli.

Krwawy obiad (1987)

blood_diner_1987

Kanibalizm to chyba najczęściej łamane tabu w kinie grozy. Od deszczowych lasów Amazonii po zamglone uliczki współczesnej Brytanii, antropofagi zawsze znajdą swoją niszę. I choć temat sam w sobie jest kontrowersyjny, to połączony z groteską czy czarnym humorem, wydaje się być idealny dla ludzi o mocno wypaczonej satyrze. I z myślą o nich właśnie powstał niesławny Krwawy Obiad z 1987 roku, wyreżyserowany przez Jackiego Konga.

Dwójka braci, George (Carl Crew) i Michael (Rick Burks) to kanibale. Prowadzą knajpę, a w przerwach zbierają składniki niezbędne do przywrócenia starożytnego bóstwa Shity. W pozyskaniu części ciał młodych kobiet, w które wcieli się reinkarnacja Shity, pomaga mózg szalonego wujka zamknięty w słoiku. Zwieńczeniem rytuału ma być tytułowa krwawa uczta, podczas której zgromadzony tłum przekroczy wszelkie granice obżarstwa, a ożywionej bogini zostanie złożona ofiara z dziewicy.

Lektor z początku czyta nam ostrzeżenie, w którym przekonuje, że wszystkie sceny w filmie zostały wykonane przez profesjonalistów, a sam seans odradzany jest widzom o słabszych nerwach. Bo Krwawy Obiad to nic innego, jak popularna w latach 80-tych komedia gore. Co prawda nie ma takiego polotu jak Martwica Mózgu, ale fani tego specyficznego nurtu będą z pewnością usatysfakcjonowani.

Humor jest tutaj wyjątkowo niskich lotów, więc jeśli nie śmieszy was rzyganie grubasa po gościach knajpy, czy policjant przepytujący kukiełkę brzuchomówcy, to seans okaże się wyjątkowo nudny. A właśnie kloaczna satyra, klimat szalonej drugiej połowy XX w. i tandetne efekty gore, tak charakterystyczne dla epoki VHS, są głównymi powodami, dla których warto sięgnąć po ten film.

Najsłabiej wypada aktorstwo, choć para kanibali jest jeszcze jako tako przekonująca, ale reszta raczej nie zasługuje na pochwały. Pojawiające się na drugim planie postaci przypominają statystów z filmów Tromy, zwłaszcza liczne postacie żeńskie. George i Michael to zaś typowy duet nieudaczników, którzy tylko dzięki wskazówkom mózgu ze słoika wiedzą co robić, by rytuał doszedł do skutku.

Należy także wspomnieć, że choć film ostrzega nas przed nadmiernym epatowaniem brutalnością, okazuje się to niestety nieprawdą. Mamy tutaj wprawdzie trochę ostrzejszych scen, ale w porównaniu ze wspomnianą Martwicą Mózgu, czy drugą częścią Martwego Zła, to bajeczka dla 16-latków. Do tego wszystkie efekty gore zostały wykonane bardzo tandetnie, choć wpisuje się to w obraną konwencję.

Wisienką na krwawym torcie pozostaje finał, parkiet dyskoteki wypełniony pożerającymi się nawzajem zombie na pigułach, stroboskopy migające w rytm electro, granego przez parę sobowtórów Adolfa Hitlera i stojąca na scenie Sithę, strzelającą do ludzi piorunami z oczu. Dla takich scen warto żyć.

Krwawy Obiad dla wielu kinomanów pozostaje dziełem kultowym, wręcz opus magnum komedii gore, ale ja w tym całym melanżu krwi, kiczu i tandety widzę przede wszystkim ducha najlepszych czasów kina grozy. Nie żałuję poświęconych mu 80 minut życia, ale kultowości tu nie widzę. Filmowi brakuje zdecydowanie ostrzejszego pazura, bo samo ocieranie się o kontrowersyjną tematykę nie wystarczy. Nie osiągnął on zresztą nigdy komercyjnego sukcesu. Jeśli jesteście fanami wymienionych produkcji, to możecie śmiało sięgać po obraz Konga. Jeśli nie, poczekajcie na kolejny seans w telewizji, może akurat Krwawy Obiad okaże się całkiem smakowitym kąskiem.

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Oryginalny tytuł: Blood Diner
Produkcja: USA, 1987
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

Henry Rollins jako kanibal w “He Never Died”

he-never-died-poster-2015

Henry Rollins gra Jacka, długowiecznego kanibala z wyrzutami sumienia, w He Never Died, nowym filmie Jasona Krawczyka (The Briefcase). Film został wyprodukowany przez Zacha Hagena, a w obsadzie znaleźli się także Steven Ogg, Kate Greenhouse, BooBoo Stewart oraz Jordan Todosey. Film swoją światową premierę będzie miał 17 marca na SXSW w Austin w ramach północnych pokazów.

Jak czytamy w materiale promocyjnym: Jack jest w dołku. Depresja i antyspołeczne nastawienie zredukowało jego egzystencję do spania i oglądania telewizji. Widząc w rasie ludzkiej nic więcej, niż tylko mięso z pulsem, Jack nie ma zamiaru się z nią bratać. Poza tym nie ma sensu nawiązywać przyjaźni z kimś, kto zostanie prędzej czy później zjedzony, a do tego jest taki krótkowieczny. Jednak pewnego dnia cała przeszłość staje Jackowi przed oczami, co sprawia że musi on nagle ograniczyć swój kanibalizm do minimum i przemyśleć swoją brutalną ścieżkę życiową

 

Źródło: SXSW

W wieku 87 lat zmarł Riz Ortolani: wybitny kompozytor filmowy

Dzisiaj nad ranem odszedł kompozytor Riz Ortolani, wielka osobistość europejskiej muzyki filmowej. W swojej długiej karierze Ortolani współpracował z niemal wszystkimi znaczącymi reżyserami włoskimi, od Vittoria De Siki, przez Damiana Damianiego, Pupiego Avati, Carla Lizzaniego, Franca Zeffirelliego, Dina Risiego aż po Lucia Fulciego i Ruggera Deodata. Jego muzyka stała się również ozdobą filmów Antony’ego Asquitha, Edwarda Dmytrika, Alberta Lattuada, Terence’a Younga i Roberta Siodmaka. Artysta umarł w rzymskim szpitalu w wieku 87 lat.

Riz Otolani (wł. Riziero) skomponował w swojej długiej karierze ponad trzysta scieżek filmowych, a wiele z jego tematów osiągnęło status kultowych tj. słynny utwór jazzowy Il sorpasso. Kompozytor został wczoraj hospitalizowany w celu operacji, ale jego kondycja zaczęła się szybko pogarszać ze względu na ostre zapalenie płuc. Pogrzeb w Kościele Artystów, znajdującym się na Placu Ludowym w Rzymie, został zaplanowany na 25 stycznia.

Kariera Ortolaniego zaczęła się od muzyki radiowej, ale artysta szybko skierował się w stronę teatru, kina i telewizji. Jego talent był w stanie połączyć klasyczną symofonię z jazzem i muzyką syntezatorową. W 1982 Ortolani odbył tournée po Japonii, gdzie dyrygował prestiżową Wiedeńską Orkiestrą Symfoniczną we wszystkich wielkich teatrach. W ostatnich latach jego kompozycje zostały zaś użyte przez Quentina Tarantino w Kill Bill 1 & 2 oraz Django Unchained.

Artysta urodził się w Pesaro 25 marca 1926 jako najmłodszy z sześciorga rodzeństwa i już w wieku czterech lat zaczął się uczyć gry na skrzypcach pod okiem ojca. Jednak zaledwie po czterech latach nauki wypadek samochodowy zmiażdżył mu lewy łokieć, co oznaczało zmianę kierunku kształcenia. W wieku dwunastu lat Riz został ostatecznie zapisany do prestiżowego Conservatorio Gioacchino Rossini di Pesaro, gdzie podjął naukę kompozycji muzycznej i gry na flecie.

W wieku dziewiętnastu lat Ortolani otrzymał dyplom i rozpoczął grę w orkiestrze miejskiej jako główny flecista. Po trzech latach Riz przeniósł się jednak do Rzymu, gdzie rozpoczął karierę pianisty w salach balowych, by niedługo potem zatrudnić się w korporacji RAI jako aranżer orkiestry radiowej. W 1954 przyszła również pora na pierwszy jazz band oraz pierwszą transmisję jako dyrygent w programie Occhio magico. Ale Włochy przechodzą w tym czasie ciężkie czasy, więc Ortolani wyjeżdza do USA, gdzie aż do lat ’60 dyryguje orkiestrami w Holywood.

Tamże podejmuje również pracę w MGM, United Artists, Paramount i Columbii, jednak nie chce osiadać na stałe w Losa Angeles i w końcu powraca do Włoch na stałe. Filmami, do których realizuje muzykę w Hollywod, są: Maya, Żółty Rolls RoyceAnzio z Robertem Mitchumem, The Seventh DawnHunting PartyValachi Papers i The Glory Guys. W 1956 Ortolani żeni się również z włoską śpiewaczkę i aktorkę Katynę Ranieri w stolicy Meksyku.

Od 1961 Ortolani pracuje ponownie we Włoszech, a jedną z jego pierwszych ścieżek po powrocie jest Mondo cane – kontrowersyjny szokument w reżyserii Gualtiera Jacopettiego, Paola Cavary i Franca Prosperiego. Intro More z tekstem Normana Newella wygrywa Nagrodę Grammy i zostaje nominowane do Oscara, osiągając międzynarodowy sukces.

To rozpoczyna zaś wielką karierę Ortolaniego jako cenionego twórcy muzyki filmowej i w ciągu następnych dwudziestu lat zrealizuje on ścieżki do wielu filmów gatunkowych, eksploatacyjnych jak i bardziej ambitnych. Wśród nich znajdziemy zaś takie perły jak: Il sorpasso (1962), Danza macabra (1964), Africa addio (1966), I giorni dell’ira (1967), Bandyci w Mediolanie (1968)Jedna na drugiej (1969), Addio zio Tom (1971), Fratello sole, sorella luna (1972), Nie torturuj kaczuszki (1972), Sette orchidee macchiate di rosso (1972), Dom na skraju parku (1980) czy niesławny Cannibal Holocaust (1980), z których kilka tematów należy do osiągnięć wybitnych.

Tematy Ortolaniego odznaczają się oryginalnym brzmieniem i wzorową strukturą, często kontrastując z tym, co dzieje się na ekranie, jednak automatycznie zapadając w pamięć! Charakterystyczny dla prac artysty jest pewien eklektyzm stylistyczny, łączenie tak odległych rejonów, jak hinduska muzyka sitarowa, symfonia orkiestrowa, muzyka etniczna czy zdobycze zachodniej awangardy.

Conradino Beb

Źródło: La Repubblica

Laura Gemser

Laura Gemser to kultowa aktorka, modelka i projektantka kostiumów, znana przede wszystkim z udziału w serii Czarna Emanuelle – najpopularniejszej franczyzy erotycznej w historii kina. Urodzona w 1950 na Jawie, w Indonezji, Laura przeniosła się w wieku 4 lat wraz z rodzicami do Holandii, gdzie ukończyła projektowanie mody w Artibus Art School w Utrechcie. We wrześniu 1973 Laura zaczęła swoją karierę jako modelka we włoskim magazynie Playmen, co zwróciło na nią uwagę włoskiego reżysera Piera Ludovica Pavoniego, który obsadził ją w erotycznym filmie Wolna miłość aka. Amore libero (1974) nakręconym na Wyspach Seszeli.

Pomimo tego, że film nie odniósł wielkiego sukcesu kasowego, Laurze zaoferowano szybko małą rolę w Emmanuelle L’antivierge aka. Emmanuelle 2 – sequelu do sensacyjnego filmu z Sylvią Kristel, który został wyreżyserowany przez fotografa Francisa Giacobettiego. Laura Gemser wcieliła się tu w anonimową masażystkę erotyczną, która odgrywa sensualną scenę seksu lesbijskiego w damskiej łaźni, ale to wystarczyło, żeby podbić serca kinowej publiczności i nieznana nikomu egzotyczna piękność już wkrótce była protagonistką w spinoffie Czarna Emanuelle (1975).

Film był próbą eksploatacji serii z Sylvią Kristel poprzez wykorzystanie imienia głównej bohaterki (z którego jednak strategicznie wyrzucono jedną zgłoskę) i okazał się gigantycznym sukcesem, który został zamieniony w długi szereg obrazów erotycznych, które łączy jedynie postać samej Emanuelle. Czarną Emanuelle od Emmanuelle odróżniało jednak wszystko, gdyż francuski reżyser Bitto Albertini odmalowal na ekranie postać silnej, niezależnej kobiety, która uprawia seks wyłącznie dla własnej przyjemności, w przeciwieństwie do niewinnej, manipulowanej przez innych, oryginalnej Emmanuelle.

Ta nieoficjalna franczyza szybko dostała się w ręce włoskiego geniusza kina klasy B, Joe D’Amato, który obsadził Laurę Gemser w filmie Czarna Emanuelle w Bangkoku aka. Emanuelle na wschodzie aka. Emanuelle nera: Orient reportage (1976). Znany z oryginalnie wyreżyserowanych filmów eksploatacji, D’Amato dodał do standardowego szaleństwa zmysłów sporą dawkę akcji i przemocy, co było jego znakiem firmowym. Dzięki temu w filmie można zobaczyć m.in. brutalną walkę kogutów i zbiorowy gwałt.

emanuelle_around_the_world
Laura Gemser w „Emanuelle dookoła świata” (1977)

Współpraca z D’Amato utrwaliła sukces Laury Gemser jako gwiazdy europejskiego kina erotycznego i kina eksploatacji, a sam reżyser obsadził ją w kilku kolejnych filmach – czasem związanych, ale jeszcze częściej zupełnie niezwiązanych z postacią Emanuelle – tj. Czarna Ewa aka. Eva Nera (1976), Emanuelle w Afryce (1976), Emanuelle i niewolnice miłości aka. Emanuelle dookoła świata aka. Emanuelle – Perché violenza alle donne? (1977), Emanuelle i ostatni kanibale (1977), Porno noce świata aka. Notti porno del mondo (1977), Emanuelle w Ameryce (1977), Drogi prostytucji aka. La via della prostituzione (1978) oraz sławne Erotyczne noce żywych trupów aka. Le notti erotiche dei morti viventi (1980).

Oprócz tego aktorka wystąpiła w filmach erotycznych innych reżyserów tj. Czarny aksamit aka. Velluto nero (1976), gdzie kocha się z francuską gwiazdą kina erotycznego, Annie Belle; Siostra Emanuelle (1977), gdzie doprowadza do wrzenia klasztor pełen zakonnic; czy Pragnienie kobiety aka. Voglia di donna (1978), gdzie wciela się w… perwersyjną księżniczkę. Jednak także w tym okresie można Laurę Gemser znaleźć w lżejszych filmach zupełnie pozbawionych wątków erotycznych tj. włoska komedia familijna I due superpiedi quasi piatti (1977) z Terencem Hillem i Budem Spencerem.

Jako że filmy z Laurą Gemser były zazwyczaj produktami klasy B, często reklamowano je pod różnymi tytułami i dubbingowano w wielu językach w celu zmaksymalizowania zysków. Dużo z nich miało także problemy z cenzurą w Europie, a niektóre zostały nawet postawione przed sądem. Do tych należą szczególnie te wyreżyserowane przez Joe D’Amato, z których najbardziej kontrowersyjnymi pozostają Emanuelle dookoła świata i Emanuelle w Ameryce. Obydwa zawierają sceny hardcore porno, w których reżyser użył dubli ze względu na odmowę nakręcenia ich przez samą Gemser.

Podczas kręcenia tego drugiego Laura Gemser poślubiła w końcu aktora Gabriela Tintiego, którego spotkała po raz pierwszy na planie Czarnej Emanuelle i z którym wkrótce osiedliła się na stałe we Włoszech. Ich wspólną scenę seksu pod brooklyńskim mostem można zobaczyć w Emanuelle i ostatnich kanibalach. Małżeństwo nie osłabiło jednak kariery aktorki, która wkrótce współpracowała już z Justem Jaekinem w segmencie L’île aux sirènes antologii filmowej Collections privées (1979) oraz w niemieckim filmie Die Todesgöttin des Liebescamps (1981) o szaleńczym kulcie seksualnym.

emanuelle_womens_prison_massacre
Laura Gemser w „Women’s Prison Massacre” (1983)

Wraz z początkiem lat ’80 włoscy eksploatatorzy zaczęli coraz bardziej ekstremalizować swoje kino za sprawą wielkiej popularności filmów tj. Cannibal Holocaust (1980). Zarówno Joe D’Amato, jak i Bruno Mattei, zwrócili się ku ostrzejszym wątkom. Ten pierwszy rzucił na ekrany Czarny sex aka. Sesso nero (1980), pierwszy film porno w historii włoskiej kinematografii, a ten drugi dwa brutalne filmy women-in-prison: Violenza in un carcere femminile (1982) oraz Emanuelle w więzieniu aka. Emanuelle fuga dall’inferno aka. Women’s Prison Massacre (1983), w których ponownie w roli głównej znalazła się Laura Gemser.

W tym samym okresie aktorka próbowała swoich sił również w innych gatunkach. Jej pierwszym giallo był film Murder obsession (1981), ostatnie dzieło Riccarda Fredy, a pierwszym filmem akcji Ostrze bushido (1981), w którym zagrała żeńskiego samuraja. Zaoferowano jej także rolę w taniej zrzynce z Indiany Jonesa pt. Horror Safari (1982), a wkrótce udział w pierwszym ambitnym filmie: Miłość na wieki (1982), w którym Laura zagrała kobietę-szpiega Keo Sirisomphone zakochującą się w australijskim dziennikarzu podczas brutalnego zamachu stanu w Laosie.

Ze względów marketingowych – by nie prowokować żadnych skojarzeń ze swoją wcześniejszą twórczością – aktorka została jednak zmuszona przez reżysera Halla Bartletta do zmiany nazwiska na Moira Chen, co zminimalizowało możliwość obrócenia tego sukcesu w historię transformacji artystycznej i Laura już wkrótce powróciła pod skrzydła Joe D’Amato, który obsadził ją w szeregu znacznie mniej ambitnych filmów przygodowo-erotyczno-eksploatacyjnych. To właśnie dla niego Gemser zagrała ostatnią scenę rozbieraną w swojej karierze w filmie Top Model (1988), po której artystka zdecydowała się zmienić zajęcie na projektantkę kostiumów filmowych.

Jej kostiumy można zobaczyć m.in. w legendarnym złym filmie Troll 2 (1990) wyprodukowanym przez Filmirage (studiu założonym pod koniec lat ’80 przez samego D’Amato), a także w jednym z ostatnich filmów Lucia Fulciego, Drzwi ciszy aka. Le porte del silenzio (1991). Ostatnimi filmami, w których Laura Gemser pokazała się publiczności, są horror Metamorfoza (1990) w reż. George’a Eastmana, niskobudżetowy śmieć fantasy Hobgoblin aka. Quest for the Mighty Sword aka. Ator 4 (1990) oraz Una tenera storia (1992). Obydwa w reż. Joe D’Amato.

hobgoblin_laura_gemser
Laura Gemser w „Hobgoblinie” (1990), jednym ze swoich ostatnich filmów

Artystka ostatecznie pożegnała się z przemysłem filmowym po śmierci swojego męża, który zmarł na raka w 1991, ale zdarza jej się wciąż udzielać wywiadów oraz występować w dokumentach tj. Emmanuelle – A Hard Look (2000) w reż. Alexa Coxa. Do historii Laura Gemser przejdzie jako egzotyczny symbol seksu lat ’70 – jej urok wciąż mocno opiera się czasowi i przypomina o libertyńskim okresie europejskiej kinematografii, który wyzwolił ludzkie ciało z więzów purytańsko-katolickiej cenzury i pozwolił na swobodne pokazywanie rozkoszy zmysłowych.

Conradino Beb

10 najbardziej przerażających filmów wg Bena Wheatleya

Idź i patrz (1985) / reż. Elem Klimov

Jeśli spytasz kogoś, czy widzieli Idź i patrz, od razu jesteś w stanie stwierdzić, czy tak. Osoba ta wzdryga się, a jej oczy natychmiast się rozszerzają. Idź i patrz to jeden z moich ulubionych filmów wszech czasów. Chwyta cię on za kark i wciąga w wojenny horror. Nie chcesz patrzeć na ekran, ale jesteś zmuszony. Końcowa sekwencja w wiosce jest jedną z najstraszniejszych rzeczy, jakie widziałem. Gdybym zobaczył ten film mając 10 lat, spędziłbym mniej czasu na zabawie z żołnierzykami i pistoletami. Faktycznie rzecz biorąc, gdybym zobaczył go mając 10 lat, prawdopodobnie nigdy nie doszedłbym do siebie.

Nici (1984) / reż. Mick Jackson

Nici to doskonały dokument telewizyjny zrealizowany przez BBC, mówiący o tym, co stałoby się z Wielką Brytanią podczas wojny atomowej. Możesz tkwić przy swoich wampirach i seryjnych mordercach, ale ten film to konkretny strzał. Obejrzałem go, kiedy byłem dzieckiem i wystraszyłem się nie na żarty. Wojna atomowa została w nim przedstawiona nie tak, jakby mogło do niej dojść, ale tak, jakby miała zdarzyć się na pewno.

W tym czasie byłem przyzwyczajony do myśli, że zapuszczę irokeza i będę strzelał z kuszy, siedząc na motocyklu gdy przyjdzie apokalipsa, ale okazało się, że to co szykował dla Wielkiej Brytanii Armageddon (szczególnie dla Sheffield), było o wiele mniej fantazyjne. Później obejrzałem Gry wojenne – suchy blueprint dla Nici – i jest to film równie niepokojący: Eksplodująca czteromegatonowa bomba brzmi, jak walenie drzwiami piekieł.

Fantastyczne. Kilka dni temu myślałem o tym, co przeraża mnie najbardziej i doszedłem do wniosku, że ostrzeżenia publiczne o zabójstwach dzieci na placach budowy i w stawach przez obcych z późnych lat ’70 i wczesnych lat ’80. Niedawno obejrzałem Nici ponownie i stwierdziłem, że są równie przerażające.

Ghosts… Of The Civil Dead (1988) / reż. John Hillcoat

Atmosfera tego filmu jest tak gęsta, że można ją kroić nożem. Oglądając go czułem się tak, jak gdyby jakiś ciężar wciskał mnie w siedzenie – byłem do tego stopnia pełen strachu i przerażenia. Przed seansem myślałem chyba, że więzienie może być tak przyjemnym miejscem jak Porridge, z przyjacielskimi typami w stylu Ronny’ego Barkera pokazującymi ci o co biega. Ale nie. Okazuje się, że więzienie jest żywym piekłem doprowadzonej do ekstremum przemocy, korupcji i gwałtu. Opuściłem kino (to była The Scala na King’s Cross w Londynie – teraz nieistniejąca, ale co za kino) wstrząśnięty i bardzo nieszczęśliwy.

Cannibal Holocaust (1980) / reż. Ruggero Deodato

Czułem się brudny po obejrzeniu tego filmu za pierwszym razem. To perwersyjna mieszanka eksploatacji, nagości, rzeczywistego zabijania zwierząt, bezpretensjonalnego rasizmu i gwałtu. I naprawdę przerażająca. Cannibal Holocaust jest jak ryzykowny wujek podgatunku fałszywego dokumentu w stylu Culloden, 84 Charlie MoPic, Blair Witch Project, Człowiek pogryzł psa czy Cloverfield. Obejrzałem to na trzeciej kopii VHS, co jeszcze bardziej dołożyło się do realizmu. Nigdy nie widziałem nic podobnego. Jeśli coś definiuje video nasties… to właśnie to.

Biedroneczko, biedroneczko (1994) / reż. Ken Loach

Pamiętam, że obejrzałem to z Amy, moją żoną, na Channel 4. To był potworny film. Podczas każdej przerwy reklamowej kręciliśmy głowami i patrzeliśmy się na siebie. Nigdy wcześniej nie oglądałem filmu, podczas którego z ulgą witałbym reklamy. Scena, w której Rock próbuje zdjąć dziecku bandaże, które przywarły do skóry, jest nie do zniesienia. To emocjonalny horror. Nie muszą cię gonić duchy (nie chodzi o to, że jest w tym coś złego), żebyś skończył zryty i straumatyzowany.

Nie oglądaj się teraz (1973) / reż. Nicolas Roeg

Nie sądzę, żebym mógł obejrzeć Nie oglądaj się teraz jeszcze raz. Nie od czasu, gdy zostałem tatą. Nie mogę strawić pierwszej sceny. To dla mnie pierwotny strach, który idzie za daleko. Ale dawno temu, kiedy byłem beztroskim cielęciem, bardzo kochałem ten film. Montaż Roega oraz jego kruszenie i modelowanie czasu jest dokładnie tym, o co chodzi w filmie.

Coś (1982) / reż. John Carpenter

Halloween, Atak na posterunek 13, Dark Star, Oni żyją… jestem wielkim fanem Carpentera. Oglądam Coś kilka razy rocznie. Efekty specjalne kreatury są ciągle rewelacyjne i odpychające. Oko Roba Bottina do szczegółów jest niesamowite: pies opluwający dziwnym płynem inne psy, długie kosmyki wypływające z serca ofiary ataku, pajęcza głowa. Oryginał Hawksa to też as. Naprawdę kocham filmy, które podejmują tematykę profesjonalistów próbujących się uporać z kryzysem (na przykład filmy Hawksa i Michaela Manna). Kocham też filmy oblężeniowe (Atak na posterunek 13, Zulu, Nędzne psy), a ten daje nam elementy obydwóch.

Full Metal Jacket (1987) / reż. Stanley Kubrick

Sądzę, że wiele z flmów Kubricka, to horrory. Full Metal Jacket wchodzi na moją listę ze względu na sekwencję snajperską, która jest absolutnie przerażająca. Pamiętam, jak oglądałem ją w kinie z sercem w żołądku. Chcesz uciec, chcesz się wymknąć, ale nie możesz przestać oglądać. To jak prosty slasher, żołnierze jak grupa nastolatków i snajper jak seryjny zabójca odstrzelający każdego z nich, jednego po drugim.

Świt żywych trupów (1978) / reż. George A. Romero

Kocham zombie movies. Widziałem ich mnóstwo i przeczytałem The Walking Dead (przekształcony w serial telewizyjny) obowiązkowo. Ze wszystkich potworów kinowych zombie to moi faworyci. Piekło to inni ludzie (a jeszcze bardziej, gdy są martwi i chcą cię zjeść). Jest coś słodkiego w Świcie żywych trupów George’a A. Romera. Wciąż góruje on nad wszystkimi współczesnymi horrorami.

Sądzę, że dzieje się tak dlatego, iż jest on tak inteligentny i że mówi wszystko, co należy powiedzieć (konsumenci to zombie, zostaliśmy zdefiniowani przez rzeczy, współczesny świat niekoniecznie jest warty ratowania, zawsze wal w mózg). Remake Snydera jest dobry i straszny, ale pozostaje on mimo wszystko w cieniu oryginału. Uważam, że to zasługa klimatów Nici, faktu że Romero i jego współpracownicy mieli faktycznie nad głową potencjalną apokalipsę nuklearną. W Świcie żywych trupów nie igrają sobie wcale z tymi wątkami, ale pokazują prawdę.

Wideodrom (1983) / reż. David Cronenberg

Istnieje tona fantastycznych horrorów Cronenberga, w których można przebierać. Co jednak bardzo podoba mi się w Wideodromie to fakt, że w radosny sposób przekracza on gatunek (Spectacular Opticals ma nawet numer muzyczny). Jako dzieciak oglądałem ten film i dosłownie urwało mi głowę.

Ben Wheatley

Źródło: Film4.com