Archiwa tagu: marihuana

Colorado zarobiło $1,3 mld na marihuanie w 2016!

Sektor marihuanowy w Colorado pobił rekord w 2016, jak informuje Stanowy Departament Podatków Dochodowych. Punkty sprzedaży zanotowały w zeszłym roku obrót w wysokości $1,3 mld na sprzedaży marihuany medycznej i rekreacyjnej.

Marihuanowy rynek w stanie Colorado wykazuje jak na razie roczną tendencję wzrostową. W 2014, który był pierwszym rokiem legalizacji marihuany, sprzedawcy zdołali sprzedać produktów konopnych (kwiatostanów, koncentratów i produktów żywnościowych) wartych $699,2 mln. Rok później było to $996,2 mln, a w 2016 $1,3 mld.

Colorado miało naprawdę dobry okres, bo było pierwszym stanem, który wszedł na nowy rynek. Ale ze względu na to, że marihuanę zalegalizowano w międzyczasie gdzie indziej, niektóre z aktualnych, zewnętrznych korzyści, zostaną podkopane – mówi Miles Light, ekonomista z Marijuana Policy Group, firmy konsultingowej pracującej w sektorze marihuanowym.

2016 był rokiem, który pobił rekord $100 mln obrotu na marihuanie miesięcznie z bardzo zielonym latem (lipcem, sierpniem i wrześniem), które zostawiło w kasach punktów sprzedaży $376,6 mln. Ostatecznie, 8 z 12 miesięcy przekroczyło tę magiczną barierę, z grudniem, w którym zanotowano obrót warty $114,7, co oznacza 13% wzrost w skali rocznej.

Ale trzeci rok legalizacji przyniósł także pierwsze problemy. Widzimy stały wzrost liczby pacjentów i klientów, ale wyniki sprzedaży są raczej płaskie – mówi Sally Vander Veer, właścicielka Medicine Man, jednego z największych punktów sprzedaży w Denver.

sour_diesel_bud
Sour Diesel

Jak mówi Light, jest to wynik zmniejszającej się roli marihuanowej turystyki, która w 2016 zaczęła wracać do normy. Odwiedzający stan kupowali mniej marihuany niż rok wcześniej czy dwa lata temu i można się spodziewać, że ze względu na legalizację marihuany w innych stanach, przede wszystkim w Oregonie i Kalifornii, Colorado będzie musiało coraz bardziej polegać na popycie wewnętrznym.

Podatki od sprzedaży marihuany zapewniły fiskusowi w zeszłym roku przychód w wysokości $199 mld, wspomagajac budowę szkół, szpitali i płacąc za sprzęt, z którego korzysta policja.

Conradino Beb

 

Źródło: The Cannabist

Czy promieniowanie UVB zwiększa produkcję THC?

UVB stanowi zaledwie 3% ułamek promieniowania ultrafioletowego docierającego do ziemi, gdyż większość zostaje zablokowana i rozproszona przez warstwę ozonową, ale w miarę, jak powłoka ta jest coraz bardziej niszczona przez gazy cieplarniane, ułamek ten się powiększa. UVB w większych ilościach ma bardzo destruktywny wpływ na żywe komórki, ale rośliny nauczyły się jak sobie z tym radzić w toku ewolucji poprzez mechanizmy ochronne, produkując tzw. drugorzędne metabolity.

Do drugorzędnych metabolitów należą głównie flawonoidy i inne fenole, alkaloidy, terpenoidy (zmieniające się w terpeny pod wpływem tlenu), glukozynolany, izotiocyjaniany, a także kannabinoidy (wśród których znajdziemy oczywiście THC), mające niezwykle ważne znaczenie dla farmakologii i medycyny, gdyż pomimo rozwoju technologii farmaceutycznej wciąż 25% naszych lekarstw w skali światowej pozyskujemy z surowców roślinnych (w przeszłości było to znacznie więcej).

Więcej mentolu w mięcie pozwala na większą wydajność przy ekstrakcji i tak samo jest w przypadku marihuany, która przy większej ilości THC pozwala producentom na otrzymywanie mocniejszego haszyszu przesiewanego czy bąbelkowego, olejku haszyszowego, ekstraktu butanowego (BHO), rosinu lub jest po prostu bardziej wydajna w konsumpcji: stosujemy mniej dla pożądanego efektu.

Jednym z najważniejszych czynników powodujących wzrost produkcji THC u konopi, jest promieniowanie UBV, co potwierdziło amerykańskie badanie z 1987. Udział THC w kwiatostanach konopi, które były traktowane lampami UVB, zwiększył się w badaniu nawet o 5%, ale tylko w przypadku tzw. chemotypów psychoaktywnych, czyli mających genetyczny potencjał do produkcji kannabinoidów.

cannabis_calyxes_zoom
Kielich na kwiecie konopi

Chemotyp przemysłowy służący do produkcji włókna, znany także jako konopie przemysłowe lub cannabis sativa (choć genetycznie należący do podgatunku indica), nie zareagował w badaniu większą produkcją THC, co potwierdziło zasadniczy podział konopi na odmiany użytkowe i medyczne/rekreacyjne – wynik wieloletniej działalności hodowlanej człowieka.

Te drugie, należące do podgatunku sativa, są tradycyjnie uprawiane w okolicach równika, często na dużych wysokościach, co pozwala im na pełne rozwinięcie psychoaktywnego potencjału. Zasługą są krótsze noce i dłuższe dnie z większą aktywnością promieniowania słonecznego, które promuje wyższą produkcję THC, dochodzącą w przypadku odmian afrykańskich nawet do 27%.

Z drugiej strony, szybciej kwitnący i produkujący obfite ilości trichomów podgatunek indica, który jest często identyfikowany z odmianami takimi jak Afghani, Pakistani czy Hindu Kush, przyjął się jako roślina autochtoniczna w strefie zwrotnikowej, ale przede wszystkim na górskich wyżynach, gdzie dociera więcej UVB, którego ilość zwiększa się proporcjonalnie do wysokości i gdzie panuje suchy klimat, co jest dodatkowym czynnikiem stymulującym produkcję trichomów.

Współczesne próby dostosowania odmian autochtonicznych do szerokości północnych (często w zimniejszych klimatach) zakończyły się połowicznym sukcesem, gdyż naturalizowane rośliny bardzo często nie produkowały marihuany tej samej jakości i nie zawsze dobrze reagowały na nowe warunki, co sprawiło że hodowcy zaczęli ze sobą krzyżować różne odmiany.

kosher_kush_strain
Kosher Kush / indoor

Z pomocą przyszła uprawa indoor, która była w stanie stworzyć optymalne warunki wielu powstałym hybrydom, ale często za cenę utraty oryginalnej charakterystyki.

By utrzymać poziom THC w sztucznych warunkach przez dłuższy czas, rośliny trzeba było poddać dokładnej selekcji, a także propagować w formie klonów. To pozwoliło jednak na utrzymywanie stabilnych linii nasion F1 lub produkcję marihuany, która nie traciła z czasem na jakości na skutek kojarzenia krewniaczego (inbreeding).

Marihuana outdoor uzyskiwana legalnie w Kalifornii czy Waszyngtonie, okazuje się jednak nie być wcale słabsza od marihuany indoor, gdyż jak potwierdzają wyniki testów laboratoryjnych, klony z tej samej matki uprawiane outdoor często produkują więcej THC niż indoor, przynajmniej w warunkach dużej aktywności słonecznej i przy optymalnym typie uprawy, co wskazuje że pewne odmiany konopi entuzjastycznie reagują na UVB, które rzadko używane jest indoor z powodu wysokich kosztów.

Conradino Beb

Carrie Fisher nabija się z „Gwiezdnych wojen” i zapowiada The Blues Brothers w klasycznym odcinku „Saturday Night Live!”

22 kwietnia 1978 Carrie Fisher pojawiła się jako gość specjalny Saturday Night Live! Razem z aktorką u szczytu sławy możemy podziwiać klasyczną obsadę tego popularnego programu satyryczno-rozrywkowego, która wyniosła go w USA do rangi kultu: Dana Aykroyda, John Belushiego, Jane Curtin, Garretta Morrisa, Laraine Newman, Michaela O’Donoghue, Gildę Radner i Billa Murraya.

Fisher zaczyna ironicznym w zamyśle, ale cherlawo wykonanym monologiem – Czuję się trochę niezręcznie przychodząc tu w stroju księżniczki Lei, ponieważ mogę sprawiać wrażenie, że eksploatuję Gwiezdne wojny, ale zgodziłam się na to, bo gdybym przyszła w swoim normalnym ubraniu, kto by mnie poznał? – który kończy kiepskim kawałem, ale w dalszej części ujawnia swój talent do parodiowania wszystkiego co popadnie.

Załoga wciągą księżniczkę Leię do pastiszu Beach Blanket Bingo (setnej eksploatacji plażowej ze stajni American International Pictures), We Saved Gidget’s Brain (skeczu obyczajowego, w którym Carrie pali nawet jointa), Mercy Killers (w którym dwóch salowych zajmuje się skracaniem cierpienia pacjentów szpitala na Florydzie), wcielając się nawet w Lindę Blair (sic!), która 3 miesiące wcześniej została aresztowana za posiadanie kokainy.

Nie można też oczywiście zapominać o debiucie The Blues Brothers, zapowiedzianych przez aktorkę, którzy z kopniakiem wykonują Hey Bartender i Soul Man, by dwa lata później wystąpić w kultowym dzisiaj filmie, gdzie Carrie Fisher gra Tajemniczą Kobietę z M-16 w ręku.

Conradino Beb

Dogłębny przegląd badań dotyczących marihuany ujawnia zarówno zalety, jak i wady jej stosowania!

Marihuana towarzyszy rodzajowi ludzkiemu od przynajmniej 11 tys. lat, ale wciąż nie wiemy o niej wystarczająco wiele. Nasza wiedza wzbogaciła się jednak znacząco w ciągu ostatnich 20 lat, kiedy używka dostała się ponownie pod lupę naukowców, głównie w USA, gdzie badania przeprowadzają niezależne instytucje naukowe w oparciu o prywatne fundusze.

Marihuana wzbudza wiele kontrowersji medycznych, politycznych, ekologicznych i prawnych, co sprawia, że niełatwo jest odróżnić fakty od uprzedzeń. By zapewnić opinii publicznej fachowy wgląd, na przegląd 10 tys. najważniejszych badań opublikowanych od 1999 roku zdecydował się więc pozarządowy zespół naukowy z National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine, który swoje konkluzje zawarł w świeżym jeszcze sprawozdaniu.

Opublikowano w nim prawie 100 oficjalnych wniosków, które zostały oparte na pięciostopniowym „modelu pewności”. Wyjątkowo silne dowody są w nim nazywane „niewątpliwymi”, te nieco mniej silne „znaczącymi”, średniej wagi „umiarkowanymi”, słabe „ograniczonymi”, a te nie posiadające żadnego poważnego poparcia „ich brakiem”, co oznacza iż aktualnie nie można ich w żadnym stopniu zweryfikować!

Do niewątpliwych raport zalicza trzy medyczne zastosowania marihuany: łagodzenie nudności i wymiotów spowodowanych chemioterapią w trakcie leczenia raka, usuwanie chronicznego bólu u dorosłych, leczenie spastyczności u chorych na stwardnienie rozsiane.

Naukowcy stwierdzają jednak, że istnieją tylko umiarkowane dowody (lub są one słabe) na poprawianie przez marihuanę snu u jednostek cierpiących na zaburzenia takie jak: fibromialgia (gościec mięśniowo-włóknisty), obturacyjny bezdech senny (OBS), chroniczny ból czy stwardnienie rozsiane.

Do ograniczonych (wyjątkowo słabych) argumentów zaliczono z kolei te, twierdzące że marihuana leczy utratę apetytu i wagi u chorych na HIV/AIDS, zespół Tourette’a, PTSD czy zaburzenia lękowe. Naukowcy nie potwierdzają również nic ponad słabe dowody na to, iż marihuana pomaga szybciej dochodzić do siebie po traumatycznym urazie mózgu.

Co ciekawe, raport podważa również uznany wcześniej niemal za wiążący, pozytywny wpływ marihuanę na jaskrę. Marihuanie nie przyznaje się także cech leczących demencję starczą czy depresję związaną ze starzeniem się.

W raporcie naukowcy piszą także o tym, czego marihuana zdecydowanie, raczej lub prawdopodobnie nie powoduje. Wśród umiarkowanie zanegowanych twierdzeń znalazło się m.in. powiązanie pomiędzy używaniem marihuany, a rakiem płuc, mózgu czy karku, a słabo zanegowanych powodowanie przez używkę raka jąder.

Na całkowity brak dowodów wskazuje się jednak przy leczeniu przez marihuanę raka, anoreksji związanej z rakiem, syndromu jelita drażliwego, epilepsji, pląsawicy Huntingtona, choroby Parkinsona, uzależnienia od narkotyków, schizofrenii, stwardnienia zanikowego bocznego czy spastyczności u pacjentów z urazem rdzenia kręgowego.

Nie oznacza to jednak, że marihuana nie posiada właściwości leczniczych w przypadku tych chorób lub urazów, a jedynie że na dzień dzisiejszy brak badań naukowych, które mogłyby je bezwzględnie potwierdzić lub obalić, czy że nasz aktualny stan wiedzy nie pozwala na wysuwanie takich twierdzeń.

I nawet jeśli zespół wciąż nie był w stanie znaleźć ani jednego przypadku zgonu po marihuanie (jeden z mitów o najdłuższym okresie trwałości w świadomości społecznej), znaleziono znaczące dowody na to, iż marihuana może w niektórych przypadkach pogarszać lub wystawiać na ryzyko zdrowie użytkowników.

Do najważniejszych z nich należą: ryzyko chorób układu oddechowego (szczególnie zapalenia oskrzeli) u długoletnich palaczy marihuany, a także większe ryzyko rozwinięcia schizofrenii i innych form psychozy oraz zmniejszenie wagi noworodków matek palących marihuanę w ciąży. Istnieje ponadto faktyczny związek pomiędzy używaniem marihuany, a zwiększonym ryzykiem wypadku samochodowego.

Badacze znaleźli jednak minimalną ilość dowodów na większe ryzyko zachorowania na raka u dzieci, których matki używały marihuany. Bardzo mało znaleziono ich także na powodowanie przez marihuanę ataków serca, chronicznego zapalenia płuc, rozedmy płuc, astmy czy komplikacji ciąży, które przez wielu lekarzy były uważane niemal za pewnik.

Badacze nie znaleźli także wielu dowodów (opisane są one jako umiarkowane lub ograniczone) na pogarszanie przez marihuanę chorób psychicznych takich jak: depresja, zaburzenie dwubiegunowe, syndrom samobójczy, zaburzenia lękowe.

Umiarkowane dowody znaleziono także na upośledzanie przez marihuanę zdolności poznawczych i rejestracyjnych, a bardzo ograniczone na pogarszanie przez używkę wyników w szkole, pracy czy obniżanie zdolności ekonomiczno-społecznych.

Badacze wskazują przy tym, iż związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy stosowaniem marihuany, a zwiększonym ryzykiem pewnych chorób, może być w wielu wypadkach wynikiem rozpowszechnionej formy przyjmowania używki, czyli palenia, która ma swoje alternatywy w postaci przyjmowania doustnego czy waporyzacji. To potwierdzić musiałyby jednak kolejne badania.

Przy okazji kolejny raz zostaje obalona teoria inicjacyjna, znana także jako teoria furtki (gateway theory), gdyż naukowcy znaleźli umiarkowane lub ograniczone dowody na to, iż marihuana prowadzi do innych nielegalnych substancji, wskazując iż teoria ta często miesza związek kauzalny z korelacją, a więc nie ma żadnej wartości naukowej.

Conradino Beb

 

Źródło: Nationalacademies.org

Zwolennicy legalizacji planują rozdawać jointy na inauguracji Trumpa!

DCMJ, grupa zwolenników legalizacji marihuany z Dystryktu Kolumbii, planuje rozdanie 4,200 jointów podczas inauguracji Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie.

Organizatorzy zbiorą się 20 stycznia o 8 rano w okolicach Dupont Circle, by następnie pomaszerować w stronę National Mall, gdzie dokładnie po 4 minutach i 20 sekundach od rozpoczęcia przemówienia przez Donalda Trumpa odpalą jointy.

Jak twierdzi przedstawiciel DCMJ, Adam Eidinger, manifestacja jest w pełni legalna pod warunkiem, że jej uczestnicy przebywają na terytorium Dystryktu Kolumbii, gdzie posiadanie małych ilości marihuany zostało zalegalizowane w 2015.

Eidinger twierdzi, że grupa chce w ten sposób zmusić rząd federalny do legalizacji używki, obawiając się zwrotu o 180° po tym, jak urząd prokuratora generalnego obejmie oficjalnie Jeff Sessions, senator z Alabamy, społeczny konserwatysta i przeciwnik marihuany, wytypowany na ten urząd przez Donalda Trumpa.

Źródło: DCMJ.org

American Honey (2016)

american-honey-poster

Czasem punkt widzenia obcego może rzucić całkowicie nowe światło na kulturę, która pozostaje ograniczona przez własną samoświadomość. Nie inaczej jest w kinie, które zdominowane przez lubujący się w wystawnych produkcjach amerykański przemysł filmowy, zawsze przeżywa szok, gdy ogromne amerykańskie przestrzenie weźmie pod lupę ktoś inny, niż hollywoodzki insajder.

Z Ameryką w istocie mierzyło się w przeszłości wielu europejskich czy azjatyckich twórców i niemało z tych filmów należy dzisiaj do żelaznej klasyki kina. Wystarczy wspomnieć Zabriskie Point (Antonioni), Nocnego kowboja (Schlesinger), Chinatown (Polański), Atlantic City (Malle), czy żeby nie sięgać daleko Las Vegas Parano (Gilliam) i już mamy pewien obraz, który ciężko wymazać z pamięci.

Jestem przekonany, że do tego szeregu można teraz dodać American Honey wyreżyserowany przez brytyjską gwiazdę kina autorskiego, Andreę Arnold, która za swój Fish Tank otrzymała w 2009 Nagrodę Jury na Festiwalu w Cannes, żeby odebrać tę samą nagrodę za swoje najnowsze dzieło, pozostające w mojej skromnej opinii jednym z najlepszych filmów roku!

Andrea Arnold często mówi, że rzadko inspirują ją inne filmy, a znacznie częściej samo życie, co wypisz, wymaluj idealnie definiuje styl American Honey – naturalistycznej, surowej i szczerej opowieści o życiu amerykańskich nastolatków, którzy nigdy nie zaznali szczęścia troskliwej rodziny, dobrej edukacji i trzech posiłków dziennie, balansując przez większość swojego młodego życia na granicy nędzy, rozpaczy i szaleństwa.

Star (Sasha Lane), protagonistka tego niezależnego dramatu, zrealizowanego w dużej mierze z udziałem amatorów zhaltowanych z supermarketowych parkingów, którzy dostali od Arnold ogromne pole do improwizacji, wyprodukowanego za niecałe $3,5 mln, nakręconego kamerą z ręki w trakcie objazdu południa USA, to młoda dreadziara opiekująca się dwójką dzieciaków pozostawionych na lodzie przez rodziców grzejących crystal meth.

Jej sytuacja życiowa jest widoczna od pierwszej sceny, w której dziewczyna skipuje wysyp lokalnego Kmartu, wyciągając z niego zafoliowanego kurczaka i kilka ziemniaków, co ma zapewnić pożywienie dla całej rodziny na kilka kolejnych dni. Ale kilka chwil później na parking obok zawija Ford Minivan z bandą nastolatków, które wyglądają, jakby kończyły weekendowy rave, a Star wpada w oko przystojny Jake (Shia LaBeouf), który zachęca ją, żeby uderzyła nazajutrz razem z nimi do Kansas City.

W ten prosty sposób zawiązuje się akcja dzieła Arnold, łączącego klasyczne kino drogi z filmem o dorastaniu, w którym nie brakuje dymiących bongów, butelek taniej whisky i namiętnych scen seksu (to wszystko podcięło masową dystrybucję), co automatycznie przypomina o innych wielkich dokonaniach gatunku takich jak River’s Edge, Dzieciaki czy Spring Breakers – szokerach o trudnej młodzieży, które skutecznie niszczą idealistyczny obraz dorastania.

Jake wkrótce weźmie Star pod opiekę, żeby pokazać jej kulisy pracy, którą cała załoga wykonuje do znudzenia. A jest to sprzedaż papierowych magazynów w formie abonamentu, czy raczej wyciąganie siana od kogo się da poprzez sprzedaż siebie (swojego wizerunku, swojej osobowości, swojego ciała), w celu zaspokojenia nieograniczonego apetytu na pieniądze Krystal (Danielle Riley Keough) – szefowej tego amerykańskiego przedsięwzięcia.

I tak widzimy jak w kalejdoskopie miasta zmieniające się w wioski, dzielnice nędzy, pola naftowe, kaniony i motele, w których zatrzymuje się załoga, składająca się wyłącznie z nastoletnich wyrzutków, białych śmieci, dzieci osieroconych przez rodziców i los, nie bawiących się w subtelności… które podśpiewują We Found Love Rihanny.

Szefujący im Jake wydaje się starszy i bardziej doświadczony, ale jego kontrola szybko pęka w obliczu miłości do Star, która ujawnia wybuchowy temperament i uliczną mentalność. Ale nawet jeśli mamy do czynienia z kilkoma brutalnymi akcjami, reżyserka oparła się pokusie przerobienia tego wątku na modłę Bonnie i Clyde, oferując rodzaj przedziwnej konsolacji wraz z zakończeniem, które pozostaje tajemnicze i otwarte na interpretację!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: American Honey
Produkcja: USA/Wielka Brytania, 2016
Dystrybucja w Polsce: Gutek Film
Ocena MGV: 4,5/5

O czym mówiono na konferencji poświęconej medycznej marihuanie w Brukseli?

Reprezentanci 11 krajów członkowskich zebrali się w zeszłym tygodniu w Brukseli, by obradować w gmachu Parlamentu Europejskiego nad przyszłością medycznej marihuany w Unii Europejskiej. Konferencja została zorganizowana przez koalicję GUE/NGL (European United Left–Nordic Green Left).

W ramach dwóch paneli dyskusyjnych gorący temat omówiło 14 mówców. Centralne miejsce na konferencji zajęła reforma planowana przez irlandzki rząd, która została przedstawiona przez Grahama de Barrę, dyrektora organizacji Help Not Harm.

Ten przypomniał zgromadzonej publice o irlandzkim doktorze Williamie Brooke’u O’Shaughnessym, który w 1880 roku opublikował pierwszy artykuł naukowy traktujący o konopiach w historii zachodniej medycyny. Dzisiaj Irlandia pozostaje inkubatorem dla badań nad kannabinoidami. Jednak marihuana medyczna jest zabroniona przez prawo kryminalne – podsumował de Barra.

HSO-Green.Crack-Large
Green Crack / uprawa outdoor

Jak się okazało, kilka dni później Dáil (parlament irlandzki) przegłosował wstępną legalizację medycznej marihuany, po tym jak minister zdrowa Simon Harris ogłosił, że nie będzie sprzeciwiał się zmianom w prawie.

Szybkich zmian na konferencji domagał się praktycznie każdy z referentów, w tym niemiecki parlamentarzysta Stefan Eck, który powiedział na samo zakończenie konferencji: Przez 5 tys. lat konopie były wykorzystywane w medycynie i moim zdaniem nadszedł teraz czas, by zalegalizować je w Unii Europejskiej.

Dominique Lossignol, belgijski specjalista od leczenia raka i bólu, dodał iż większość z jego kolegów wciąż posiada mylne przekonania co do zastosowania konopi w medycynie: Wielu z neurologów nie wie nic na temat konopi. Wiedzą tylko, że to narkotyk Rastamanów. Myślą, że to dla ludzi słuchających reggae.

Doktor podkreślił, że konopie nie przyniosą poprawy wszystkim pacjentom, ale jeśli komuś pomagają, obowiązkiem lekarzy jest im je zapewnić.

Leżąc na przenośnym łóżku szpitalnym, dr. Franjo Grotenhemen, przewodniczący International Association for Cannabinoids in Medicine (IACM), zdał sprawozdanie z postępu w Niemczech, mówiąc: Niemiecki rząd przygotował ustawę. Został do tego zmuszony przez sądy. Ale jako przywódca polityczny mówisz: „Nikt mnie nie zmusił, zmieniłem zdanie”. Tak więc politycy ze wszystkich partii w Niemczech zmienili zdanie, opowiadając się za prawem pacjentów do produktów z konopi, jeśli ich potrzebują.

Wielu z mówców skupiło się na potrzebach pacjentów i niesamowitych rezultatach terapii medyczną marihuaną, ale pojawiły się także głosy wskazujące na korzyści ekonomiczne. Jednym z nich był Saul Kaye, izraelski farmakolog i aktywista, który zaakcentował, w jaki sposób jego kraj czerpie korzyści z marihuanowego programu medycznego, obecnie najstarszego na świecie.

grandma_smoking_weed
Obywatelka Kalifornii paląca medyczną marihuanę

Dla prawodawców nie jest to już pytanie czy, ale jak i kiedy. Każda decyzja, którą podejmujecie, będzie miała implikacje dla wartości tworzonego łańcucha produkcji i dystrybucji. To przemysł, który przeżywa boom na całym świecie, który będzie niezwykle zyskowny, co jest oczywiście głównym napędem. Powinniście pomyśleć o tym, czy chcecie tę inicjatywę blokować, czy być jej częścią – podsumował Kaye.

Wielkie wrażenie wywołało przemówienie młodej Very Twomey z Irlandii, która opowiedziała o swojej sześcioletniej córce Avie, cierpiącej na Zespół Dravet.

Jej córka została zdiagnozowana, gdy miała cztery miesiące, a lekarze nie dawali jej szans ani na chodzenie, ani na mówienie. Vera próbowała 11 różnych lekarstw, ale żadne nie skutkowało i dopiero terapia olejem CBD sporządzonym ze słynnej odmiany Charlotte’s Web, rozpoczęta we wrześniu tego roku, przyniosła dramatyczną poprawę zdrowia.

W październiku, który był pierwszym pełnym miesiącem, w którym Ava przyjmowała olej CBD, częstotliwość jej napadów spadła o 90%. Jej życie całkowicie się zmieniło i widzimy teraz zupełnie nową osobę – podsumowała Vera.

Conradino Beb

Źródło: Leafly

Wdowa po Hunterze S. Thompsonie będzie sprzedawać gonzo marihuanę!

Anita Thompson, wdowa po legendzie dziennikarstwa gonzo, Hunterze S. Thompsonie, ma zamiar sprzedawać oryginalną marihuanę, którą za życia rozkoszował się jej mąż. W tym celu Anita rozpoczęła proces przywracania do życia prywatnej kolekcji pisarza przy współpracy z firmą konopną operującą w Colorado.

Jak mówi Anita w wywiadzie dla Aspen Times: Właśnie stałam się właścicielką domu, posiadłości, logo i poparcia Huntera. Mogę je teraz chronić, jak to zawsze czyniłam, ale dodatkowo posiadam teraz do tego wszystkie prawa.

Jednym z pierwszych projektów Anity będzie przywrócenie do życia prywatnej kolekcji marihuany HST, która była przez nią pieczołowicie przechowywana od jego śmierci.

Anita jest zaś w posiadaniu sześciu odmian namiętnie palonych przez pisarza, które mają zostać wysiane i sklonowane przez firmę operującą w Colorado, a następnie wprowadzone do sprzedaży jako brand Gonzo.

Odkąd marihuana stała się legalna byłam nagabywana przynajmniej raz w miesiącu przez growerów czy punkty sprzedaży. Miałam około 10 spotkań w ciągu ostatnich 3 lat, ale zawsze mówiłam NIE, bo była to nieustannie ta sama historia: ktoś chciał nazwać swoją odmianę imieniem Huntera – zdradza Anita.

Wdowa nie żałuje długiego wstrzymywania się ze swoją decyzją, gdyż jak twierdzi, po daniu zezwolenia na wykorzystanie imienia pisarza do sprzedawania przypadkowej odmiany marihuany, nigdy nie byłaby w stanie uczynić kroku w tył i powiedzieć: „Nie, ta jest autentyczna”.

Innym problemem było dla niej zepchnięcie literackich dokonań jej męża na boczny plan przez promocję jego narkotykowego lajfstajlu.

Przez 10 lat bardzo ostrożnie staraliśmy się sprowadzać dyskusję o Hunterze na tory jego twórczości, ponieważ nie mieliśmy żadnej gwarancji, iż będzie ona doceniana przez nowe pokolenie – mówi Anita.

Nowa umowa zapewni fundusze potrzebne na renowację siedziby legendy literatury, Owl Farm, która ma zostać zamieniona w muzeum i „pustelnię” dla młodych pisarzy.

Conradino Beb

 

Źródło: Aspen Times

Izraelski gigant farmaceutyczny Teva będzie dystrybuował inhalator do medycznej marihuany

Izraelski koncern Teva Pharmaceutical Industries Ltd. (NYSE: TEVA) zawarł umowę z firmą Syqe Medical, na mocy której będzie reklamował i dystrybuował jej flagowy produkt, nowoczesny inhalator do medycznej marihuany, pozwalający na aplikację standaryzowanej dawki substancji aktywnej.

Inhalator Syqe, dostępny w dwóch wersjach: kieszonkowej i szpitalnej, został stworzony w 2014 przy wykorzystaniu przemysłowego druku 3D, ale produkt dopiero teraz wkroczył na drogę uzyskania koncesji od izraelskiego ministerstwa zdrowia. Ta ma zostać wydana w przyszłym roku.

precision_chart_transparent_bg
Tabela objaśniająca precyzję dawkowania marihuany przy użyciu inhalatora Syqe

Jest to przełomowy moment dla rynku medycznej marihuany w Izraelu, który ma także spore znaczenie dla rynku światowego, gdyż inhalator Syqe pozwala na aplikację standaryzowanej dawki THC/CBD w wysokości 100 mikrogramów przy precyzji dochodzącej do 74,4%.

Jako że brak standaryzacji jest zaś najczęściej stosowanym zarzutem środowiska medycznego przeciwko wprowadzeniu powszechnej terapii medyczną marihuaną, pojawienie się inhalatora w izraelskich szpitalach może niezwykle przyśpieszyć dostępność medycznej marihuany w innych krajach, które bez problemu mogą importować urządzenie.

Źródło: Reuters

Każdy by chciał!! (2016)

everybody-wants-some-poster

Linklater twierdzi, że Każdy by chciał!! to praktycznie kontynuacja Boyhood, a także swoisty sequel do kultowego Dazed and Confused.

To również film maksymalnie imprezowy, absolutnie bezpretensjonalny, z fantastyczną muzą, doskonałą obsadą i miodnymi dialogami, które puentowane są zawsze jakimś dobrym tekstem (sporo z nich spokojnie można cytować).

Król amerykańskiego kina niezależnego kontynuuje piękną passę, oferując prawdziwy powrót do korzeni w formie studenckiej komedii o drużynie baseballowej, która jeszcze nie zaczęła roku akademickiego, ale już uskutecznia nowe podboje łóżkowe.

Hormonalna gorączka, sex, imprezki, treningi, chlanie do upadłego i jaranie do ostatniego nabicia, to wszystko widzimy w jednym długim pasażu, który dla jednych jest wprowadzeniem w świat hedonizmu, a dla drugich powrotem do normy.

Doskonale dobrana obsada odgrywa swoje role z dobrze zwąchanym dystansem i humorem, czemu na pewno pomagają pieczołowicie wyhodowane przez aktorów wąsy, które tak samo jak szerokie spodnie, w 1980 nie wyszły jeszcze z mody.

Historia, co warto zaznaczyć, ponownie osadzona zostaje w Texasie, gdzie Linklater urodził się i wychował, a nic tak nie inspiruje prawdziwego mistrza kina, jak opowiadanie o swoim własnym podwórku.

Akcja jest szybka i nieskomplikowana, a zostaje zawiązana, kiedy mający w kieszeni stypendium sportowe Jake (Blake Jenner) wprowadza się do domu studenckiego trzy dni przed rozpoczęciem roku akademickiego, gdzie poznaje członków swojej studenckiej drużyny baseballowej.

A że jest to zasadniczo zbieranina gości ze wszystkich stanów, można w niej znaleźć świrów, przygłupów, pijaków, sportowców z temperamentem oraz dobrze wykręconych erudytów i autsajderów.

Mamy więc konfrontacyjnie nastawionych do świata McReynoldsa (Tyler Hoechlin) i Ropera (Ryan Guzman), którzy nie są zainteresowani okazywaniem Jake’owi sympatii.

Inaczej traktują go jednak sportowiec-intelektualista Finnegan (Glen Powell), pothead-Kalifornijczyk Willoughby (Wyatt Russell), czarnoskóry dowcipniś Dale (J. Quinton Johnson) i przygłup-żółtodziób Plummer (Temple Baker), którzy stają się jego ziomkami w świecie wypełnionym wszystkimi przyjemnościami, na które może liczyć dwudziestolatek.

I tak chłopcy ruszają na miasto, w jedną noc prawie podbijając klub disco, w drugą zamieniając się w kowbojów na imprezie country, a w trzecią uczestnicząc w wyrafinowanym melanżu artystyczno-teatralnym… bo wszyscy chcą jak najszybciej zaznać rozkoszy swieżej cipki, choć w większości marnują pierwsze okazje z różnych nieprzewidzianych powodów. Nie dają jednak nigdy popuścić hektolitrom alkoholu i kilogramom trawy, które dumnie przyjmują do płuc lub do żołądka! Brzmi dobrze?

Być może najlepszym składnikiem Każdy by chciał!! jest perfekcyjny rytm, który Linklater w dużej mierze ustawia do muzyki The Knack, Blondie, ZZ Top, Cheap Trick, The Cars, Chic, Stiff Little Fingers i wielu innych. A wspomniałem o dialogach? Może warto przypomnieć, bo są rewelacyjne.

Fajne są też kostiumy, choć styl skręca nieco w stronę American Hustle, co sprawia że film się robi miejscami bardzo odrealniony. To może być jednak zaletą, bo jeśli czegoś w trakcie tego seansu robić nie wolno, to traktować tego co się widzi na poważnie.

Z drugiej jednak strony pod płaszczykiem grubej imprezy Linklater stawia kilka mądrych pytań o wchodzenie mężczyzny w dorosłość i kształtowanie się osobistości pod wpływem środowiska, bo na ekranie szybko pojawia się też postać silnej kobiety, Beverly (Zoey Deutch), która męski testosteron potrafi trzymać w ryzach i roznieca ogień poezji, zmieniający najdzikszego ogiera w romantycznego marzyciela.

Temat transformacji to zresztą naczelny temat w twórczości artysty, który poruszał go na wiele różnych sposobów. Ale to już pewnie zabawa dla fanów reżysera, którzy nie mają się co zastanawiać, szczególnie jeśli pamiętają Dazed and Confused i nie obce są im seanse filmów w stylu Menażerii (1978).

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Everybody Wants Some
Produkcja: USA, 2016
Dystrybucja w Polsce: Annapurna International
Ocena MGV: 4/5