Archiwa tagu: rape’n’revenge

Piję Twoją krew (1970)

i_drink_your_blood_1970_poster

Scenariusz do I Drink Your Blood powstawał w najgorętszym dla Stanów Zjednoczonych okresie minionego wieku, pod koniec lat ’60. Będący u szczytu konfliktu wietnamskiego rząd USA brutalnie spacyfikował studenckie protesty antywojenne na Uniwersytecie w Kent i na Uniwersytecie Stanowym w Jackson, Charles Manson wydał słynny album LIE, a siła ruchu hipisowskiego stawała się odwrotnie proporcjonalna do siły dragów, jakich używała. Na tle tych wydarzeń reżyser David Durston umieścił historię hipisowskiej komuny czczącej Szatana.

Na swoje nieszczęście, Synowie i Córki Szatana – bo takim mianem określa się sekta – gwałcą nie tę dziewczynę co trzeba, narażając się tym samym na zemstę jej dziadka. Stetryczały starzec w swoim ferworze kończy jednak pobity i „poczęstowany” kwasem, co kończy jego zapędy do szukania sprawiedliwości.

Ale z pomocą przychodzi wnuczek, który niczym Pomysłowy Dobromir, wymyśla genialny plan uszlachetnienia ciasteczek krwią chorego na wściekliznę psa i podaniu ich niczego niespodziewającym się gówniarzom.

Jak chce tego pokrętna logika filmu, doprawione skażoną juchą placki zmieniają następnie „hipisów” w krwiożercze bestie, co prowadzi do bestialskiej, absurdalnej rzezi o wyjątkowej formie.

Sugerujący wampiryczne klimaty tytuł to przy tym jedynie marketingowy pomysł producenta Jerry’ego Grossa na sprzedawanie filmu w paczce razem z czarno białym I Eat Your Skin (1964).

Fobia, tytuł oryginalny, sugerowany przez reżysera, wydaje się bardziej adekwatny, bo film Durstona to obskurna eksploatacja wyrwana żywcem z kina samochodowego, będąca zarazem czymś w rodzaju „konserwatywnej krytyki” dla pełnej luzu i dekadencji dekady.

Nie da się ukryć, że Piję Twoją krew jest produktem swoich czasów, jednocześnie wyprzedzającym je w kwestii eskalacji brutalności, choć mowa tutaj raczej o kontekstowości w ukazywaniu śmierci, niż samej realizacji.

Obrywa się zarówno ludziom jak i zwierzętom, odcinane są ręce i nogi, a wiadra krwi radośnie ochlapują ściany pomieszczeń. Wszystko to zaś w aurze uroczej, niskobudżetowej umowności, mimo że sceny takie jak samospalenie, czy wychodzące z rany ciętej wnętrzności, naprawdę robią wrażenie!

Można powiedzieć, że Durston ciekawie połączył klimaty psychodelicznego szokera z charakterystycznym dla lat 70-tych kinem campowym. Łatwo tutaj doszukać się jawnych inspiracji kultową Nocą Żywych Trupów (1968), jednak z drugiej strony czy Romero nie podłapał co nieco z filmu Durstona, kręcąc 3 lata później swoich Szaleńców?

To kino mikro-apokalipsy, w której prym wiedzie wystylizowany na Apacza Horacy (Bhaskar Roy Chowdhury), będące świetną laurką dla jednej z najbardziej szalonych epok w historii ruchomych obrazów. Zdecydowanie warto zobaczyć, choć wspomagacze będą niezbędne, by przetrwać choćby kakofoniczną muzykę.

Oskar „Dziku” Dziki

 

Oryginalny tytuł: I Drink Your Blood
Produkcja: USA, 1970
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3/5

Wes Craven (1939–2015)

wes_craven_promo

Najgłębszy strach jest w moim przekonaniu związany z tym, co twoje własne ręce i ręce innych ludzi robią z ciałem.

— Wes Craven –

Wes Craven urodził się 2 sierpnia 1939 w Cleveland w stanie Ohio i dał się poznać przede wszystkim jako reżyser kultowych eksploitów tj. Ostatni dom po lewej (1972) czy horrorów tj. Wzgórza mają oczy (1977), Potwór z bagien (1982), Koszmar z ulicy Wiązów (1984), Wąż i tęcza (1988) oraz Krzyk (1996), który uznawany bywa za ważne dzieło rewitalizujące slasher (film doczekał się trzech sequeli). Oprócz tego Craven próbował sił w innych gatunkach, wyreżyserował nastoletni dramat Koncert na 50 serc (1999) oraz thriller Red Eye (2005).

Craven wychował się w rodzinie fundamentalistycznych baptystów, przez co mógł oglądać tylko nieliczne filmy, wśród których znalazła się jednak Fantazja Disneya. Po skończeniu szkoły średniej w Cleveland Craven zdał do Wheaton College w stanie Illinois. Musiał jednak przerwać naukę po pierwszym roku ze względu na chorobę.

Kiedy wrócił na uczelnię, poświęcił się pisaniu, udzielając się w uniwersyteckim magazynie literackim, którego ostatecznie został nawet redaktorem naczelnym. Studia w Wheaton College zakończył licencjatem z psychologii i języka angielskiego, aby zostać magistrem pisarstwa i filozofii na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w 1964.

Po ukończeniu studiów magisterskich Craven objął na pewien czas profesurę języka angielskiego. W tym czasie pisał także krótkie opowiadania i poezję. Wkrótce porzucił jednak karierę uniwersytecką na rzecz reżyserowania tanich, lecz bardzo dochodowych filmów porno, pod pseudonimem.

Jego debiutem fabularnym stał się kultowy obraz Ostatni dom po lewej, zrealizowany w 1972 w konwencji kina eksploatacji (podgatunek rape’n’revenge), sfinansowany przez grupę producentów z Bostonu, a wyprodukowany przez przyjaciela Cravena, legendarnego Seana S. Cunninghama (Piątek trzynastego).

The-Hills-Have-Eyes-1977
Michael Berryman w filmie „Wzgórza mają oczy”

Nakręcony oszczędnym środkami ($87 tys.), napisany i zmontowany przez niego samego, film opowiadał historię niewinnej dziewczyny zgwałconej przez bandę kryminalistów. Ma on jednak bardzo mało grozy, słaby suspense i miejscami ociera się o farsę lub autoparodię. Z ciekawostek, występuje w nim kolega Cravena z przemysłu pornograficznego, Fred J. Lincoln. Najważniejsze jednak, że film zarobił $3,1 mln w box office i pozwolił twórcy kontynuować karierę.

Jego kolejnym hitem stał się niskobudżetowy horror Wzgórza mają oczy, którego centralnym motywem jest – zgodnie z duchem czasów – zagrożenie ze strony zmutowanych kanibali. W roli głównej wystąpił w nim kultowy aktor, Michael Berryman, cierpiący na hipohydrotyczną dysplazję ektodermalną. Film wyprodukowany za $230 tys. zarobił w 1977 okrągłą sumkę $25 mln.

W 1984 Craven dał światu dzieło, za które jest prawdopodobnie najbardziej pamiętany, horror Koszmar z ulicy Wiązów, w którym pojawia się Freddy Krueger (w tej roli Robert Englund), kultowy zabójca z krainy snów w przystrojonych nożami rękawicach. W filmie pojawia się także młodziutki Johnny Depp w jednej ze swoich pierwszych ról.

a-nightmare-on-elm-street-1984
Freddy w „Koszmarze z ulicy Wiązów”

Tytuł zarobił $25,5 mln i szybko stał się popularną franczyzą, która pociągnęła osiem kolejnych części, bardzo popularnych w Polsce na kasetach VHS, w których Craven grał w zasadzie małą rolę (napisał scenariusz do części trzeciej) aż do Nowego koszmaru Wesa Cravena (1994), który wyreżyserował – film został bardzo dobrze przyjęty przez fanów i krytyków.

W latach ’90, ze względu na kryzys slashera, Craven próbował swoich sił w różnych innych filmach tj. Wampir w Brooklynie z Eddiem Murphym czy Koncert na 50 serc z Meryl Streep (która została za tę rolę nominowana do Oscara), ale gatunek udało mu się zrewitalizować Krzykiem, który w udany sposób igrał sobie z horrorowymi kliszami. Napisany przez Kevina Williamsona, z udziałem Neve Campbell, Courtney Cox i Davida Arquette, film zarobił $100 mln i ponownie przerodził się w franczyzę. W trzeciej części wystąpił nawet sam Roger Corman.

W 2005 Craven wyreżyserował również thriller Red Eye z Rachel McAdams w roli głównej, aby w 2010 powrócić do horroru wraz ze Zbaw mnie od złego i czwartą odsłoną Krzyku. Artysta zmarł 30 sierpnia 2015 po długiej walce z rakiem mózgu w Los Angeles. Pozostawił trzecią żonę, Iyę Labunkę, oraz dwójkę dzieci ze swojego pierwszego małżeństwa: Jonathana i Jessikę.

Conradino Beb

Przynęta na aligatory (1974)

gator_bait_1974_original_poster

Kobiety w kinie lat 70-tych nie miały łatwego życia. To właśnie w tym okresie powstał niesławny nurt rape & revenge, gdzie niewinne piękności wcielały się w łaknące zemsty, brutalne oprawczynie. Wraz z hektolitrami krwi i wymyślnymi egzekucjami filmy te niosły jednak także rozważania na temat naruszania kobiecej cielesności, na zawsze łamiąc stereotyp ‘’słabszej płci’’. Film rodzeństwa Beverly i Freda Sebastiana pod tytułem ‘Gator Bait jest czymś pomiędzy rape & revenge, a starym, nieco szowinistycznym z dzisiejszej perspektywy, kinem akcji.

Desiree – w tej roli gwiazdka Playboya Claudia Jennings – wraz z niemym bratem i młodszą siostrą zamieszkuje bagna Luizjany. Aby wyżywić rodzeństwo przemierza rozległe moczary, polując na węże i aligatory. Podczas jednego z wypadów zostaje napadnięta przez zastępcę lokalnego szeryfa oraz jego opasłego kumpla Bena. Nachalne zaloty kończą się wrzuceniem do łódki chłopaków worka z wężami, co doprowadza do nieumyślnej śmierci Bena z rąk zastępcy.

Film mógłby się wydawać dość obskurny, ale dobrze broni się wizualnie, szczególnie dzięki rudowłosej Claudii Jennings. Północnoamerykańskie bagna są wyjątkowo klimatycznym miejscem, a ich walory są tutaj podkreślane dodatkowo przez świetne zdjęcia. Pościgi motorówkami między drzewami, czy przedzieranie się przez gęste niczym dżungla zarośla, to widoki, dla którym warto po tę produkcję sięgnąć.

Do tego wizualnie film wzbogacają dobrze ucharakteryzowani bohaterowie, choć Desiree troszkę odstaje od obranej stylistyki. Z początku wygląda jak narzeczona Tarzana, baraszkując w swoim obcisłym i miejscami przykrótkim skórzanym ubranku. Kiedy akcja się rozkręca, zakłada jednak bardziej praktyczny strój, nieśmiertelne dżinsowe szorty i kamizelkę z dekoltem po pępek, w czym śmiga przez chaszcze.

Wraz ze zmianą stroju zmienia się także charakter filmu. Z kina lekko przygodowego przechodzi on w akcyjniak z elementami survivalu i motywem zemsty. Kiedy nagonka, wiedziona fałszywymi zeznaniami zastępcy szeryfa, obwiniającego o śmierć Bena główną bohaterkę, rusza w bagna, produkcja pokazuje pazur. Jak na hixploitation przystało, rednecki gwałcą i zabijają nieletnią siostrę Desiree, która wraz z bratem rozpoczyna zabawę, w której myśliwi stają się ostatecznie zwierzyną.

Im daje w las, tym więcej wymyślnych pułapek, a standardowa wydawać by się mogło próba samosądu, zmienia się w walkę o przetrwanie. Desiree niczym kowboj konia ujeżdża swoją motorówkę i z okrzykiem na ustach strzela do bezzębnych facetów z dubeltówki. Ktoś zostaje pożarty przez aligatora, a inni pokąsani przez jadowite węże, standard w Luizjanie.

Oglądanie tej krwawej vendetty umila nam country, ale naprawdę dobre! Zwłaszcza w świetnej scenie pościgu, w której sielskie zabawy Desiree z rodzeństwem przerywają nam szybkie ujęcia na wykrzywione z nienawiści mordy krewnych Bena. Ale oglądając ‘Gator Bait dzisiaj ciężko nie odnieść wrażenia, że jest to kina bardzo naiwne, jadące na ogranych motywach. Nie zaskoczy was tu praktycznie nic, a momentów budujących napięcie jest niewiele.

Początkowa scena gwałtu na kilkunastoletniej siostrze Desiree, zakończona śmiertelną raną postrzałową w okolicach krocza, może zaszokować słabszych widzów, ale w erze Piły czy Serbskiego filmu nie robią one aż takiego wrażenia. Mimo tego film to dość udany i podejście do niego z przymrużeniem oka zapewni nam półtorej godziny godziwej rozrywki. Jeśli Lara Croft jest kobiecym Indianą Jonesem, to rudowłosy króliczek Playboya z dwururką jest kobiecym Johnem Rambo.

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Oryginalny tytuł:Gator Bait
Produkcja: USA, 1974
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

Dom na skraju parku (1980) [wersja uncut]

house_on_the_edge_of_the_park_1980_poster

Ten klasyczny rape’n’revenge w reż. Ruggera Deodata – znanego wszem i wobec ze względu na jedno wyjątkowo kontrowersyjne dzieło, Cannibal Holocaust, nakręcone kilka miesięcy przed Domem na skraju parku – nawet dzisiaj wzbudza mały dreszczyk emocji, jeśli odpalimy wersję uncut, zawierającą wszystkie sceny rozbierane. Umieszczony w latach ’80 na liście niesławnych video nasties przez brytyjskich cenzorów, film z czasem stał się obowiązkowym seansem dla fanów lubujących się w brutalnym kinie eksploatacji.

Duża w tym zasługa Davida Hessa, który z króla rock’n’rolla (Speedy Gonzales, 1961) przeobraził się w latach ’70 w ekranowego księcia psycholi (przebił się dla wielu kultowym, choć przeze mnie mało lubianym, Ostatnim domem po lewej) oraz Giovanniego Lombarda Radicego, który tu zadebiutował u jego boku, by stać się później jedną z bardziej rozpoznawanych twarzy we włoskim kinie gatunków i jest doskonale kojarzony przez fanów takich filmów, jak Miasto żywej śmierci, Cannibal Ferox czy Kościół.

Obydwoje stanowią idealną parę psychopatów o pięknych imionach Alex i Ricky, których różni głównie inteligencja i bezwzględność. Alex, którego widzimy już w pierwszej scenie brutalnie gwałcącego młodą dziewczynę w centrum Nowego Jorku, jest mózgiem, a Ricky przygłupem wykonującym polecenia. Gdy pewnej nocy do ich warsztatu samochodowego trafi jednak dystyngowana para z klasy średniej, Alex nie omieszka zaprosić siebie i Ricky’ego na ich prywatną imprezę na przedmieściach New Jersey, która szybko przerodzi się w dziwną grę.

Obejrzyj wersję uncut w całości

Deodato z jednej strony celuje w swoim filmie w imprezowy nastrój, wspomagając się przebojowym disco soundtrackiem autorstwa Riza Ortolaniego, a z drugiej mistrzowsko stopniuje napięcie, które powoli, ale nieubłagalnie dryfuje w stronę brutalnej konfrontacji pomiędzy gośćmi i gospodarzami. Rezerwa, granicząca z ironią, właścieli domu i ich przyjaciół  – ujęta częściowo jako wyraz impotencji klasy średniej – pod wpływem zwierzęcej dominacji Alexa, a trochę mniej Ricky’ego, przeradza się w ciągu kilku godzin w otwarty konflikt.

I tu reżyser zaczyna epatować scenami przemocy, seksu, seksualnych tortur i psychicznego znęcania się przez Alexa nad zastraszonymi przez siebie domownikami, które, do czego należy podejść bardziej krytycznie, są wyśmienite, kiedy kamera najeżdża na twarz Hessa czy Radicego lub jedną z wielu wspaniałych par cycków, gdyż mimika reszty obsady to kompletne dno, nad czym należy jednak przejść do porządku dziennego. Skupić się podczas seansu Domu należy przede wszystkim na klimacie, bo tu film jest najmocniejszy i dostarcza najwięcej wrażeń!

Nie zawodzi również scenariusz Gianfranca Clericiego (Nowojorski rozpruwacz to także jego dzieło) i Vincenza Mannina, oferujący wiele drobnych, ale bardzo umiejętnie skomponowanych zwrotów akcji, które rozciągają teatr perwersji niemal do maksimum. Samej końcówce, oferującej obowiązkową zemstę, należą się przy tym osobne pokłony, bo w ciągu pięciu minut zmienia ona całkowicie wydźwięk filmu, który gdy odsłoni już wszystkie swoje tajemnice, da się oglądać ponownie, bo Hess i Radice podtrzymują klimat swoją pokręconą grą aktorską. Nie ma tu zresztą za bardzo o czym gadać! Kult!

Conradino Beb

 

Znany pod tytułami: House on the Edge of the Park / La casa sperduta nel parco
Produkcja: Włochy, 1980
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Uwolnienie (1972)

Deliverance-poster-1972

Dużo filmów oglądamy po to, aby miło spędzić czas. Lubimy pośmiać się z kumplami do jakiejś głupawej komedii, poczuć dreszcz przerażenia przy kolejnym horrorze, czy po prostu wyłączyć intelekt zarzucając jakiś film akcji, gdzie prawa rządzące światem schodzą na drugi plan. Są jednak takie obrazy które zostają w pamięci na zawsze. Co więcej, definiują dla nas pewien gatunek, przez co każdy kolejny film oceniamy przez ich pryzmat.

I tak pewnej bezsennej nocy, przewijając kanały w telewizji, trafiłem na coś, co od razu mnie zaciekawiło. A co zobaczyłem, na zawsze zmieniło moje postrzeganie dramatu połączonego z thrillerem. Nie dane mi było zasnąć tej nocy, nawet długo po napisach końcowych i długo się zastanawiałem, czy to co właśnie obejrzałem, to prawdziwe arcydzieło kinematografii?

Do książki Jamesa Dickeya Wybawienie przymierzałem się od dawna, lecz dopiero niedawno znalazłem dla niej czas. Jednak nie o słowie pisanym tutaj mowa, a o filmie niesławnego Johna Boormana, którego scenariusz opiera się na tej właśnie lekturze. Wydany w 1972 roku obraz zaliczany jest dzisiaj do klasyki thrillerów i sam Quentin Tarantino powiedział kiedyś, że miał on dla niego ogromne znaczenie w kształtowaniu postrzegania kina.

Fabuła w gruncie rzeczy jest prosta, ale patrząc na rok produkcji raczej mało było wtedy tego typu historii w mainstreamowym kinie. Czwórka bogatych mieszczuchów z Atlanty, chcąc przeżyć wielką przygodę życia, wybiera się na spływ kajakowy w dzikie tereny Appalachów. Z początku wszystko idzie po dobrej myśli i mimo mniejszych lub większych problemów nasi bohaterowie czerpią radość z spędzonego wspólnie czasu i obcowania z naturą.

Całą tą sielankę przerywa moment, w którym dwójka z nich przypadkowo konfrontuje się z parą brudnych, bezwzględnych rednecków o zapędach morderczo-homoseksualnych. Kiedy cudem wychodzą z opresji, zabijając przy tym jednego z napastników, rozpoczyna się prawdziwa gra o przeżycie, a widz zostaje brutalnie schwytany za gardło i trzymany w tym stanie do końca filmu.

Boorman nie odbiega zbytnio od historii przedstawionej w książce, skracając tylko niektóre wątki oraz dodając pewne elementy akcji w ciągu dnia. Co pierwsze uderza w nasze oczy, to scenografia, która zapiera dech w piersiach. Rwąca, górska rzeka zdaje się w nieskończoność wić między stromymi brzegami, stanowiąc dla bohaterów rodzaj naturalnej pułapki.

Początkowe sceny kręcone są w obskurnych, małomiasteczkowych miejscówkach, w których wręcz kipi brud i czuć odległość dzielącą je od większego skupiska ludzkiego. Natura zmienia się tutaj w więzienie, rzeka w oprawcę, a ludzie gór – bo tak nazywani są antagoniści, w strażników, którzy pilnują, aby nieproszeni gości nigdy nie opuścili swojego „miejsca odsiadki”.

Twórca perfekcyjnie dobrał także ekipę aktorską. Ed (John Voight), Lewis (Burt Reynolds), Bobby (Ned Beatty) oraz Drew (Ronny Cox) wcielają się tutaj w rolę przyjezdnych biznesmenów pragnących udowodnić sobie, że na łonie matki ziemi radzą sobie tak samo sprawnie jak w przeszklonych biurach. Każdy z nich jest inny, każdy zmienia się wraz z postępem fabuły, choć nie wszystkim dane będzie dotrwać do końca wśród żywych.

Początkowa, paniczna ucieczka przed nieznanym zagrożeniem, ustępuje stopniowo chęci walki o życie, przezwyciężenia własnych lęków i słabości, a w końcu prowadzi do zbrodni… ale wszystko to jest drogą do tytułowego wybawienia. Z drugiej strony, barykady stawiają ludzie z gór, autochtoni z Appalachów, którzy świetnie znają teren i nie mają żadnych moralnych zahamowań wobec przyjezdnych.

Ci są wyjątkowo brudni, na wpół dzicy i odpychający, ale mimo tego z początku nawiązana zostaje między tymi dwoma różnymi światami nić porozumienia. Wystarczy obejrzeć genialną w swojej prostocie scenę na stacji benzynowej z niewidomym chłopcem albinosem grającym na banjo. Postaci są przy tym bardzo ambiwalentnie nacechowane. Głównych bohaterów polubimy od samego początku, zwłaszcza tych granych przez Voighta i Beatty’ego, ale ich oponenci wywołują u nas autentyczny strach, zwłaszcza posiadający homoseksualne zapędy bezzębny facet.

Uwolnienie to pełnokrwisty thriller z silną dramaturgią oraz elementami kina przygodowego, a nawet ośmieliłbym się zaklasyfikować go do szeroko pojmowanego horroru. Nie ma tutaj miejsca na patetyczne przemowy, próby analizy ludzkiej psychiki, jest za to pierwotna chęć przetrwania, która jak motor napędowy popycha akcję do przodu. Wszędzie tutaj wkrada się niepewność i strach przed jutrem. Czy ciała pozostawione w rzece wypłyną kiedyś na powierzchnię? Czy człowiek, którego wcześniej załatwił Ed, to ten sam, który próbował go zgwałcić, czy tylko przypadkowy myśliwy? Takich pytań znajdziecie tutaj całkiem sporo.

Wszystkie te perfekcyjnie połączone elementy podlane zostają odpowiednią dawką brutalności, kurzu, błota i górskiej wody. Film pozbawiony jest muzyki, co znacznie wpływa na jego odbiór. Nie ma tutaj miejsca na sielskie widoczki i chwile oddechu, a kiedy pozornie się pojawiają, szybko zmieniają się w walkę o życie z rwącą rzeką lub czającymi się na jej brzegach oprychami.

Uwolnienie miało jednak pecha, gdyż film wyszedł w tym samym roku co Ojciec Chrzestny, który rozbił w USA box office’owy bank, przez co pozostał on w cieniu swojego wielkiego konkurenta i nawet dzisiaj jest znacznie mniej popularny od słynnej produkcji Coppoli. Ale jest to bez wątpienia produkcja, przez którą rozpoczęła się moja miłość do kina survivalowo-woodowego, dzięki czemu z chęcią zawsze łykam kolejne mniej lub bardziej wyszukane obrazy o zmaganiach grupy ludzi z „tubylczym” wrogiem gdzieś w leśnej głuszy.

Żaden jednak nie dorównuje Uwolnieniu, poza być może zapomnianym filmem Petera Cartera pt. Rituals, który może stanąć na jednym podium z dziełem Boormana. Jednak mimo praktycznie bliźniaczej fabuły, ten drugi to bardziej kino stalk&slash. Uwolnienie znajduje się na mojej liście najlepszych 10 filmów w historii i choć świadomy jestem tego, że dla wielu jest to produkcja co najwyżej poprawna, wyznaczył on dla mnie ramy tego, jak powinno kręcić się prawdziwy męski thriller z wątkami dramatycznymi, po seansie którego czujemy się jakby ktoś wylał na nas kubeł zimnej, górskiej wody prosto z Appalachów. Polecam każdemu.

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Znany pod tytułami: Deliverance / Wybawienie
Produkcja: USA, 1972
Dystrybucja w Polsce: Galapagos
Ocena MGV: 5/5

Kontrabanda (1980)

luca_il_contrabbandiere

Kontrabanda to jedyna próba Lucia Fulciego zmierzenia się z gatunkiem poliziottesco (włoskim kinem policyjno-gangsterskim), który zaczął się do eksperymentalnych filmów a là Bandyci w Mediolanie (1968), by pod koniec następnej dekady zamienić się niemal we własną parodię z absurdalnie krwawymi obrazami w stylu Il cinico, l’infame, il violento (1977) w reż. Umberta Lenziego. Kiedy Fulci zaczął zdjęcia do filmu w grudniu 1979, poliziottesco było już w zasadzie martwe.

Ale każdy, kto dobrze zna styl kultowego reżysera, doskonale zdaje sobie sprawę, że Fulci rzadko trzymał się w granicach jakiegokolwiek gatunku i gdzie tylko nie spojrzeć widzimy, jak odciskał na filmach swoje autorskie piętno. Nie inaczej jest w Kontrabandzie, w której pomimo zamówionego przez producentkę Sandrę Infascelli wątku gangsterskiego znajdziemy sceny znacznie bardziej kojarzące się z gore, czy brutalnym rape’n’revenge. Pomimo dość ciekawego scenariusza i całkiem przyzwoitego aktorstwa, najmocniejszymi momentami filmu pozostają właśnie te wybuchy wizualnego okrucieństwa.

Akcja Kontrabandy jest osadzona w Neapolu, w środowisku bezwzględnej camorry, której klany od dziesięcioleci zwalczają się wszystkimi możliwymi środkami w walce o kontrolę nad czarnym rynkiem. Protagonista, przemytnik papierosów o imieniu Luca Ajello zostaje postawiony w trudnej sytuacji, gdy jeden z jego ładunków zostaje „sprzedany” policji, a brat Michele zabity w brutalnym zamachu kilka dni później. Luca przysięga zemstę na pogrzebie, a jego pierwszym celem staje się głowa konkurencyjnego klanu, Sciarrino. Jednak ten wychodzi cało z zamachu i oszczędza życie Luki, jednocześnie tłumacząc mu, że z zabójstwem jego brata nie miał nic wspólnego.

Intryga się zacieśnia, gdy na jaw wychodzi, że w mieście pojawił się nowy gracz, dystrybutor narkotyków o xywce Marsigliese, Francuz pochodzący z Marsylii, o którym mało co wiadomo (w tej roli znany z Francuskiego łącznika Marcel Bozzuffi) oprócz tego, że nie ma litości dla oszustów, gdyż w jednej z najbardziej brutalnych scen przypala on twarz palnikiem acetylenowym pięknej przemytniczce o imieniu Ingrid. Gra wkrótce okazuje się mieć bezpośredni związek z poszerzaniem strefy wpływów przez Marsigliese w Neapolu przy aktywnym wsparciu pewnego potężnego gangstera, który przez długi czas robił interesy z Luką.

Akcja Kontrabandy jest szybka i bardzo brutalna, ale miejscami mocno chaotyczna, na co wpływ z pewnością miał fakt, że po dwóch tygodniach zdjęć skończyły się pieniądze. Resztę pracy nad filmem (ironicznie) sfinansowała camorra ręką Giuseppe Greco (syna znanego bossa Michele Greco), który wymusił na Fulcim antynarkotykową wymowę filmu. W ostatniej scenie jeden ze starych donów stwierdza bowiem, że narkotyki nie mają związku z życiem lokalnej społeczności, która przywiązana jest do tradycyjnych wartości (vide papierosy) i odchodzi w siną dal.

W roli Luki zobaczyć można Fabia Testiego – kolejną ze znanych osobowości włoskiego kina gatunkowego – który wciela się w swoją rolę z odpowiednim wyczuciem dramaturgii, choć o fajerwerkach raczej nie ma mowy. Jest tu także sporo ciekawych kreacji drugoplanowych, jak Don Morrone grany przez Guida Albertiego (który karierę zaczął u Felliniego).

Jednak praca kamery jest w Kontrabandzie dość nierówna, bo znajdziemy tu zarówno ujęcia genialne (głównie sceny mordów), jak i te nakręcone sprintem. Nie zachwyca też specjalnie montaż, a sama reżyseria jest bardzo chwiejna, co sprawia że za ten film powinni się głównie zabrać fani Fulciego, którzy wybaczą swojemu idolowi wszystko, szczególnie że jego słynne cameo można zobaczyć w scenie masakry podsumowującej film.

Conradino Beb

 

Znany pod tytułami: Luca il contrabbandiere / Contraband
Produkcja: Włochy, 1980
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

=== Obejrzyj cały film ===