Archiwa tagu: terroryzm

„Manhunt: Unabomber” odświeża historię Teda Kaczyńskiego!

Manhunt: Unabomber to nowy serial fabularny produkcji Discovery, który odsłania karierę owianego złą sławą Teda Kaczyńskiego, profesora matematyki z Berkeley, który odrzucił zdobycze cywilizacji i przeprowadził się do małej chatki w Montanie, skąd przez 17 lat siał postrach własnoręcznie skonstruowanymi bombami, wysyłanymi pocztą.

W roli głównej Paul Bettany (bohater drugiego planu, znany z filmu Gangster numer jeden), który w ten sposób interpretuje swój wybór: Poczucie prześladowania Teda i jego motywacje były niewiarygodnie skomplikowane i pokręcone, ale dalekie od jego idealistycznych wizji. Jestem przekonany, że został on zbrutalizowany jako wrażliwy, utalentowany, 16-letni chłopiec i to w pewnym sensie dało mu do ręki broń.

Z kadrów, które widzimy w trailerze możemy dostrzec solidną pracę, jaką wykonał Bettany dokonując transformacji w Kaczyńskiego, czytając jego ulubione lektury, a nawet odwiedzając jego legendarną chatę w leśnej głuszy.

Widzimy w nim wszystkie ikoniczne oblicza eko-terrorysty: zarośniętą twarz pustelnika, anonimową, zakapturzoną twarz w okularach słonecznych (przez wiele lat jedyny ślad dla FBI), a także przygotowaną na wszystko twarz osadzonego w areszcie skazańca.

W ciągu swojej 17-letniej kariery terrorystycznej Kaczyński wysyłał bomby do wyższych uczelni, linii lotniczych, a także sklepów ze sprzętem komputerowym, zabijając w efekcie 3 osoby i poważnie raniąc 29. Jego książka Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość. Manifest wojownika, zawierająca przemyślenia zaszufladkowane jako anarchoprymitywizm, została wydana w Polsce przez wydawnictwo Nowy Świat.

Kaczyński został ostatecznie aresztowany w 1996 na skutek współpracy własnej rodziny z FBI i wysiłków niejakiego Jamesa „Fitza” Fitzgeralda (granego przez Sama Worthingtona), który awansował w produkcji Discovery do roli głównego antagonisty.

Jeśli historia brzmi tak: „Fitz jest bohaterem, a Ted jest potworem, to bardzo króka historia”. Serial nie ma sympatii dla Teda Kaczyńskiego, ale jest próbą jego zrozumienia. To ważne, ponieważ w innym wypadku rozmowa kończy się na „potworze” – podsumowuje Bettany.

Serial będzie miał premierę 1. sierpnia.

Zobacz zwiastun

Teoria domknięcia kognitywnego tłumaczy popularność ekstremizmów politycznych

W czasach silnej polaryzacji społeczno-politycznej powracającym pytaniem dla humanistów jest to, skąd bierze się pociąg ludzi do skrajnych idei? Im większy bowiem rozłam światopoglądowy, tym silniejsze postawy po obydwóch stronach barykady, zbudowane na przekonaniu o wzajemnej wyższości.

Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Arie Kruglanski, amerykański psycholog, zajmujący się m.in. badaniem motywacji ludzi zasilających szeregi organizacji terrorystycznych takich jak ISIS.

Dr Kruglanski jest znany najlepiej z teorii „kognitywnego domknięcia” (cognitive closure), którą powołał do życia w 1989. Domknięcie oznacza tu moment, w którym jednostka dokonuje sądu lub podejmuje decyzję, jednocześnie zamykając się na alternatywny strumień informacyjny.

Jak twierdzi Kruglanski: Poglądy polityczne ludzi są wynikiem ich potrzeb psychologicznych. Ludzie, którzy są nerwowi, ponieważ otacza ich niepewność, widzą ukojenie w komunikatach oferujących pewność.

Potrzeba domknięcia jest potrzebą pewności, posiadania uproszczonej wiedzy. Czujesz, że nie jesteś w stanie uporać się z nadmiarem informacyjnym, że musisz przestać słuchać różnych punktów widzenia i powinieneś się skupić na jakiejś wersji prawdy. Potrzeba domknięcia oszukuje twój umysł iluzją prawdy, która zostaje zaakceptowana bez ostrożnej analizy dowodów.

W teorii Kruglanskiego, jeśli jednostka wykazuje wysoką potrzebę domknięcia, ma ona zwykle tendencję do szybkiego podejmowania decyzji i do podtrzymywania dualistycznej wersji świata (widzenia go w czarno-białych barwach). W przypadku niskiej potrzeby domknięcia, jednostka toleruje jednak ambiwalencję, choć ma przy tym problemy z podejmowaniem decyzji.

arle_kruglanski_promo
Arie Kruglanski

Jednak w czasach dominacji strachu i niepewności – na przykład w tych, w których żyjemy obecnie – potrzeba domknięcia wzrasta u wszystkich jednostek. Wynikiem są szybkie sądy niezależne od faktów i dowodów, a także populistyczne idee. W górę idzie przy tym popularność liderów politycznych, którzy są zdecydowani i proponują proste, bardzo często skrajne rozwiązania.

Przykładowo, tuż po atakach z 9/11 dr Kruglanski razem ze swoim zespołem stwierdził, iż w momencie, w którym wzrosło zagrożenie islamskim terroryzmem, wzrosły też słupki poparcia dla George’a W. Busha (wcześniej borykającego się z drastyczną stratą poparcia).

Opierając się na tym wydarzeniu, w 2010 Kruglanski ponownie przebadał swoją teorię, analizując potrzebę domknięcia kognitywnego w obliczu terroryzmu u wybranych jednostek w serii pięciu eksperymentów, stwierdzając iż wspomnienie ataków na Nowy Jork prowadziło do wzrostu „obecności silnych przekonań, formowania uproszczonych wrażeń, a także klasyfikowania obiektów i wydarzeń w ostro definiowanych kategoriach, w celu doświadczenia pewności i uniknięcia ambiwalencji”.

Jednym z centralnych punktów eksperymentu było pokazanie amerykańskim studentom siedmiominutowej projekcji slajdów, które albo omawiały atak z 9/11, albo zalety pracowania w Google. Następnym krokiem było przebadanie czynności zastępczych (filler tasks) uczestników badania, a wreszcie zmierzenie ich potrzeby domknięcia na 42-punktowej skali, stworzonej w 1994 przez Kruglanskiego i dr Donnę Webster.

Ci, którzy obejrzeli slajdy związane z 9/11, wykazywali znacznie wyższy współczynnik kognitywnego domknięcia, co udowodniło, że do jego podbicia wystarczy obejrzenie materiału na temat kryzysu – nie trzeba go wcale doświadczyć na własnej skórze.

Badacze mieli także okazję, by sprawdzić swoją teorię w naturalnych warunkach, tuż po zamachach na komunikację miejską w Londynie w lipcu 2005, kiedy cztery bomby zabiły 56 ludzi i raniły ponad 700. Psychologowie zwerbowali wtedy dwie grupy liczące ponad 100 osób, każąc im odpowiedzieć na serię pytań. Badanie ujawniło bardzo wysoką potrzebę kognitywnego domknięcia i przewidziało wzrost znaczenia oddziałów antyterrorystycznych.

Teoria Kruglanskiego wyróżnia dwa etapy domknięcia kognitywnego: etap uchwycenia (seize) i etap zawieszenia (freeze). Pierwszy jest motywowany pilnością dokonania domknięcia, czego wynikiem jest chwytanie się każdego możliwego strzępu informacji bez (zwykle przeprowadzanej?) weryfikacji.

Drugi jest natomiast powodowany potrzebą permanencji, czyli zachowania naszego domknięcia na tak długo, jak to tylko możliwe, skutkujący „zamrożeniem punktu widzenia”, którego skutkiem jest z kolei wzrost pewności siebie – ostateczny cel każdej jednostki obcującej z chaosem informacyjnym.

Ale jak tłumaczy psycholog, jest to błędne koło, ponieważ frenetycznie szukamy rozwiązania, ale w momencie, gdy nasz sąd się krystalizuje, na stałe blokujemy jego zmianę. Jeśli potwierdzamy go zaś aktywnie poprzez media społecznościowe lub rozmowę z innymi, utrwalamy go jeszcze bardziej, wszelkie odstępstwa traktując jako odchylenia.

Kruglanski nie sądzi jednak, że jesteśmy zawsze skazani na szybkie domknięcie, gdyż procesowi przeciwdziała m.in. strach przed kosztowną pomyłką, czyli taką, która skazuje nas na osobiste straty. Jeśli na przykład obawiamy się, że nasze poglądy lub wypowiedzi narażą nas na nieprzyjemności, stajemy się bardziej wyważeni w naszych osądach. Im więcej więc ostrożności i zimnej krwi, tym większa szansa na umiarkowanie.

The Price of Certainty / dokument

Conradino Beb

 

Źródło: The New Yorker / The New York Times

Jak na górze, tak i na dole (fragment pracy magisterskiej)

Front Cabaret Voltaire w Zurychu około 1916 r.

W jaki sposób miałem powiedzieć im, że moja wiedza wywodzi się z prochów zmarłych, z kości, które obmywa w ziemi nocny deszcz, z naszych przyszłych prochów i że jest wiedzą, która powstała z nieśmiertelnego i błogosławionego pierwiastka? Wszystko jedno, czy uwierzyliby mi, czy też uznaliby moje słowa za majaczenie wariata.

Jack Kerouac, Włóczędzy Dharmy

Na początku była PUSTKA, która miała dwie córki. Jedna z nich, mniejsza, była BYTEM i nazywała się ERIS, druga, większa, była NIE-BYTEM i nazywała się ANERIS. (Ta fundamentalna prawda, że Aneris jest większa od Eris, jest oczywista dla każdego, kto porówna olbrzymią ilość rzeczy nie istniejących ze względnie małą ilością tych, które istnieją).

– Principa Discordia –

Wejrzę, że od bardzo wczesnych czasów plemiennych zachodzi nieskończony proces, poprzez osady, miasta i industrializację aż do czasów współczesnych. Najzywam to „procesem kontrolnym” istniejącym niezależnie od wszelkich jednostek. Ten „proces kontrolny” może być sterowany przez niemal każdą grupę interesów, w każdym, danym okresie historycznym. Proces ten nie posiada stron, ani moralności, żadnych zobowiązań, ani charakteru, jak również żadnego sensu konieczności. „Proces kontrolny” jest zawsze obecny.

Genesis P.-Orridge, Esoterrorist

 

Pomimo stricte empirycznego wymiaru, w którym kontrkultura próbuje realizować swoje wizje, wprowadzać w życie swoje plany, utopie, marzenia, zgodnie z pojęciem działania wielopoziomowego, łączącego pozornie nie powiązane ze sobą sfery życia ludzkiego, jej działacze wytworzyli na przestrzeni dziejów, szereg struktur intelektualnych lub para-intelektualnych spekulacji filozoficznych i psychologicznych, ideologii zaangażowanych, teorii rewolucyjnych czy też systemów anty-wartości, które stawały się niematerialnym zapleczem kontrkulturowej działalności in statu nascendi.

Pomimo jednak wielu podobieństw do działalności intelektualnej głównego nurtu kultury, konstrukty te dzieli od niej wyraźny brak jakichkolwiek ograniczeń formalnych dla tego typu refleksji, charakteryzujący się (poniekąd dyskursywnie, w konsekwentnej linii) swoistym synkretyzmem w przyswajaniu i rozwijaniu przez nie wątków, będących w obszarze „oficjalnego dyskursu” problemami marginalnymi lub w ogóle nie rozpoznanymi jako przedmiot refleksji.

Przyczyny takiego, a nie innego traktowania twórczości intelektualnej przez kontrkulturowych działaczy są związane przede wszystkim ze specyficznym podejściem do rzeczywistości jako nie dającej się poznać jedynie poprzez percepcję intelektualną (ograniczoną w swoim własnym świecie wyobrażeń), która służyć ma raczej ćwiczeniu umysłowemu, rozwijaniu języka, przykuwaniu uwagi do pewnych wybranych czynników świata i człowieka, a także sztuce przekształcania martwych wyobrażeń oraz zwykłej zabawie formą, nie ma zaś ona jednak nic wspólnego z poznaniem jako takim.

Oczywiście implikuje to zupełnie inne wyobrażenie percepcji, jak też zupełnie inny rodzaj etyki i antropologii, które w większości kontrkulturowych ideologii, są składnikami o wiele większego systemu doświadczenia, łączonymi płynnie i spójnie z praktykami okultystycznymi, rewolucyjnymi czy też artystycznymi, zależnie od charakteru danego konstruktu. W takim wymiarze sfera mentalna musi być związana ściśle ze sferą fizyczną i duchową poprzez dostrzegalne więzy codziennej praktyki, zahaczającej zarówno o problematykę rzeczywistości (czasoprzestrzeni) samej w sobie, jak też wyobrażeń takich, jak człowiek, życie, społeczeństwo.

Dopiero w takim układzie (który funkcjonuje niemal jak piramida złożona z wzajemnie wspierających konstrukcję cegieł) refleksja intelektualna nabiera mocy sprawczej. W związku z tym, każda odmiana kontrkulturowej hermeneutyki, teorii krytycznej czy ezoterycznej spekulacji musi być interpretowana jako „pewnego rodzaju” twórczość artystyczna, która tym silniej tworzy swoją własną nadbudowę teoretyczną, im bardziej nabiera życiowej mocy sprawczej. Działanie, mające na celu nie tyle opisywanie rzeczywistości, co jej „przepisywanie”, a więc przetwarzanie – wątek charakterystyczny dla kultur typu plemiennego, w których poszczególne sfery życia pozostają ze sobą w ścisłym związku, do czego formacja ta w sposób świadomy się odwołuje.

Refleksja tego rodzaju jest bardzo zróżnicowana tematycznie, waha się bowiem od tematyki antropologicznej i filozoficznej, aż po tematykę kosmologiczną, ezoteryczną i futurystyczną. Często też zróżnicowane wątki myślowe przenikają się w niej wzajemnie tworząc jedyny w swoim rodzaju dyskurs, przekraczający wszelkie możliwe granice dyscyplinarne, logiczne, stylistyczne, interpretacyjne, wyobrażeniowe w ukazywaniu wizji rzeczywistości, którą żyją jego twórcy i wyznawcy. Niczym są przecież koryta strumieni rzecznych w porównaniu z morzem, do którego tak nieustępliwe zdążają…

* * *

Jak pisał jeden z największych mistrzów ZEN w kręgu kultury Zachodu, a zarazem bezwzględny krytyk jej wad i mankamentów, Alan Watts: Należy sobie uzmysłowić czym jest wybór wspomnień i przeszłych zdarzeń składających się na tożsamość człowieka. Z niezliczonych zdarzeń i doświadczeń niektóre zostały uznane za ważne i wyłowione ” można by rzec: wyabstrahowane ” przy czym kryterium ważności ustalone zostało, rzecz jasna, podług konwencjonalnych znaków. Esencją wiedzy konwencjonalnej jest właśnie system abstrakcji. (…) Abstrakcje i konwencjonalne znaki są jak owa szklanka: redukują doświadczenie do jednostek prostych na tyle, że możliwe staje się ich zrozumienie jedna po drugiej. 1

Abstrakcja jako martwa tkanka tekstu czy obrazu, objaśnienia czy interpretacji jest u Wattsa charakterystyczną warstwą, na której z konieczności musi się opierać każda kultura. Jest to intersubiektywna sfera konwencji społecznych, dających etyczne wyznaczniki wypełniania personalnych ról i werbalnego języka, który umożliwia grupową komunikację, bez której żadna społeczna całość nie jest w stanie istnieć. Te dwa czynniki są ze sobą wzajemnie powiązane, uzależnione więzami obopólnej użyteczności, jak trybiki w maszynie, produkujące spajający ją konsensus.

Symboliczny gmach kultury, jaki widzimy dzięki takiemu ukazaniu jej istoty – wysoce ustabilizowany system dystrybucji wyobrażeń społecznych – staje się aż nadto wyraźnym pretekstem do obalania jej wszechwładzy nad ludzką świadomością przez kontrkulturowe wizje krytyczne i reformatorskie, które stawiają sobie za cel wyzwolenie człowieka spod władzy wszelkich ograniczeń strukturalnych. Zgodnie z partyzanckim mottem mówiącym, iż: „Należy dokładnie poznać sposób rozumowania i działania swojego wroga”, krytyczno-rewolucyjny dyskurs tworzony jest nie tylko jako przeciwwaga dla logiki funkcjonowania przeciwnika, ale przede wszystkim jako sposób dogłębnego badania podstaw jego istnienia, priorytetów oraz sposobów powielania jego memów.

Każda interpretacja, jak sądzę, może więc być interpretowana jako broń wymierzona w miękkie podbrzusze systemu kontroli, która ma wspierać konkretne działania służące jego destabilizacji czy też niszczyć go bezpośrednio, zależnie od stopnia zaangażowania kontrkulturowych działaczy. Tak głęboko skrajne podejście do zagadnienia manipulacji, której podlega jednostka ludzka, funkcjonująca w systemie kontroli (wewnętrznej: kultury, społeczeństwa; zewnętrznej: państwa, administracji), jest oczywiście powodowane kontrkulturowym Wielkim Dziełem ” operacją mającą przynieść człowiekowi wolność absolutną i obdarzyć go wewnętrznym poczuciem spełnienia.2

Podstawowymi przeszkodami na drodze do tego celu są zaś, jak się powszechnie uważa, wpływy i manipulacja czynników zewnętrznych oraz ograniczenia psychiczne, wynikające z uwarunkowań pedagogiczno-kulturowych, spajane dzięki sieci transmisji kontrolnych, utrwalających w jednostce pożądane dla systemu cechy takie, jak: strach przed represjami za odstąpienie od „niewidzialnych reguł”, lenistwo blokujące rozwój wewnętrzny, brak wyobraźni pozwalający na tworzenie jednostkowego stylu życia oraz pasywność wobec wypaczeń i manipulacji. Ważnym czynnikiem w tym procesie jest kod językowy, nasycony emocjonalno-nostalgicznymi treściami, skierowany do skolektywizowanych jednostek, nie pozwalający im na uświadomienie sobie, z czym tak naprawdę mają do czynienia, z całym impetem starający się przywiązać je do poddanych standaryzacji, wzorów zachowań.

Jedną z najciekawszych grup XX wieku o silnym, kontrkulturowym potencjale, która skupiła się na walce wszelkimi dostępnymi metodami z takim właśnie stanem rzeczy, była Międzynarodówka Sytuacjonistów, której idee rozpowszechniły się głównie wśród członków francuskiego Ruchu 22 Marca, by stać się klasyką teorii krytycznych XX wieku, inspirującą zarówno lewicowych postmodernistów, neoplemiennych rewolucjonistów, piratów cyber-przestrzeni – hackerów czy też aktywistów Indymedia.

Jak pisze Raoul Vaneigem, w jednym z najsłynniejszych, sytuacjonistycznych manifestów: Język człowieka totalnego będzie językiem totalnym; być może, nie będzie miał już nic wspólnego ze starym językiem słów. Wynajdować ten język to odtwarzać człowieka aż po najgłębsze zakamarki jego podświadomości. W rozdartym zespoleniu myśli, słów oraz gestów całość poszukuje siebie w tym, co fragmentaryczne. Będziemy jeszcze musieli mówić aż do chwili, w której fakty pozwolą nam na luksus milczenia.3

„Sytuacjonistyczna konieczność” jest więc mocno związana z problematyką zawłaszczenia znaczeń przez pragnącą na nie zdobyć monopol „konsensualną ośmiornicę” (parafrazując słowa subcommandante Marcosa, przywódcy EZLN), a tym samym zmuszona szukać środków mogących ułatwić zmianę takiego stanu rzeczy, przenicowanie całego systemu językowego, jak i wynikającego z niego, systemu społecznego. Wychodząc od neoanarchizmu i wspomagając go dadaizmem, a także nierzadko specyficzną, anarchofaszystowską taktyką, sytuacjoniści tworzą jedyny w swoim rodzaju system odbijania rzeczywistości z rąk okupanta, w dużej mierze pokrywającego się, jak sądzą, z kapitalizmem na poziomie społeczno-ekonomicznym, na poziomie duchowym zaś z oświeceniową stagnacją i nudą. Podstawą sytuacjonistycznej hermeneutyki jest pojęcie „spektaklu”4 – hiperrzeczywistego stadium rzeczywistości kapitalistycznej, które dzieli społeczeństwo na producentów i konsumentów tym samym zabijając każdą spontaniczną twórczość i koniec końców blokując możliwość przeprowadzenia jakiejkolwiek reformy w istniejącym układzie.5

Jak pisze Guy Debord, sam ortodoksyjny przywódca Międzynarodówki Sytuacjonistów: Spektakl pojmowany w swej całości jest wytworem i zarazem projektem istniejącego sposobu produkcji. Nie jest dodatkiem do rzeczywistego świata, doczepioną dekoracją. Jest samym sercem irrealizmu realnego społeczeństwa. We wszystkich swych poszczególnych formach: w informacji lub propagandzie, w reklamie lub bezpośredniej konsumpcji rozrywki, spektakl stanowi obecnie model społecznie dominującego życia. Jest on wszechobecnym potwierdzeniem wyboru już dokonanego zarówno w produkcji, jak i w wynikającej z niej konsumpcji. Forma i treść spektaklu ” obie w tej samej mierze ” są totalnym uprawomocnieniem warunków i celów istniejącego systemu, ponieważ spektakl pochłania zasadniczą część czasu przeżywanego poza systemem nowoczesnej produkcji, jest on także nieustanną obecnością tego uprawomocnienia.6

Taktyka walki sytuacjonistów z sidłami spektaklu rozwija kilka ciekawych pojęć i technik zarazem, wśród których na uwagę zasługują szczególnie takie, jak: divertissement (przenicowanie), detournament (obejście), derive (dryf) oraz psychogeografia.7 Przenicowanie (systemu) wiąże się z odrzuceniem odgórnie narzuconej jednostkom modalności pasywnego odbiorcy i konsumenta oraz „dyskursu wyborów już dokonanych” i aktywne współuczestniczenie w tworzeniu nowej alternatywy dla sterowanego przez media i polityków rządu dusz przy akceptacji swoich prawdziwych pragnień, pozwalających dokonywać wyłomów w strukturze codzienności. Łączy się to z tworzeniem sytuacji sprzyjających takiemu działaniu, do czego może prowadzić min. dryf, czyli swobodne, nie powodowane niczym więcej niż intuicją i instynktem, para-nomadyczne, wałęsanie się po przestrzeni miejskiej i poddawanie się wszelkim wydarzeniom mogącym przełamać rutynę codzienności.8

Z dryfem związana jest zaś psychogeografia, czyli niemal okultystyczne, aktywne postrzeganie związku przestrzeni z psychiką ludzką.9 Aby uwolnić pragnienia uwięzione w szarym połykaczu przekazów medialnych i wprowadzić go w stan zdumienia czy też osłupienia, sytuacjoniści przejmują też od surrealistów obrazową technikę obejścia, wywodzącą się z teorii o formach malarskich Giorgio di Chirico, a rozwijaną przez Andre Bretona, polegającą na zestawieniu ze sobą w jednym kadrze, obrazie, ujęciu, dwóch wątków, przedmiotów, form, niepowiązanych ze sobą w żaden sposób treściowo i tym samym wyrywającą przypadkowego czytelnika tego „tekstu” ze stanu codziennej percepcji na rzecz doświadczenia niezwykłego.10

Przykładem tego typu twórczości są sytuacjonistyczne filmy, wśród których prym wiedzie Społeczeństwo Spektaklu (1968), wyreżyserowane przez Guya Deborda jako czarno-biała ilustracja do książki pod tym samym tytułem, w którym sytuacjonistyczny wydźwięk tekstu nabiera dodatkowych wartości poprzez manifestację na jego wizualnym poziomie serii obrazów składającej się z pociętych pokazów mody, przemówień politycznych, scen morderstw wojen i manifestacji, a także życia proletariatu miejskiego. Wyjątkowo męczący, nawet dla zaprawionego w bojach z kinem niezależnym odbiorcy, film ten jest praktycznym ziszczeniem teorii sytuacjonistycznych o niszczeniu uporządkowanych wzorców ekspresji artystycznej. Innym przykładem jest zaś Czy dialektyka może kruszyć cegły? Rene Vieneta, w którym pod chiński film kung-fu klasy C podłożono poważne treści polityczno-filozoficzne, ustylizowane jednak z dużym poczuciem humoru, tak aby wywołać w odbiorcy efekt komiczny.

Sytuacjonistyczna strategia, łącząca walkę polityczną z duchowym wyzwoleniem umysłu i sztuki, a zarazem postulująca partyzancki, taktyczny priorytet „bycia niewidzialnym” stała się niezwykle płodnym systemem rewolucyjnym, który wciąż wydaje owoce pomimo dłuższej nieobecności samej Międzynarodówki Sytuacjonistów na arenie boju. W jej zmaganiach ze społeczeństwem spektaklu ponad wszystko wybija się jednak czynnik wolicjonalny i jednostkowy, pragnący wyraźnego zwolnienia człowieka z wszelkich zobowiązań społecznych, do których jest on nieświadomie przywiązywany.

Widoczne są więc u sytuacjonistów odniesienia do takich mistrzów myśli podejrzliwej, jak Charles Fourier, D.A. de Sade czy Friedrich Nietzsche, dodatkowo okraszone wieloma hołdami artystycznymi w postaci książek, filmów i manifestów. W ten sposób stają się oni kolejnymi kontynuatorami w kontrkulturowej sukcesji duchowych rebeliantów, których dzieło nie zostaje odrzucone na śmietnik historii, ale eksploduje w ruchu anty korporacyjnego, kontrkulturowego sprzeciwu, z jakim mamy do czynienia na Zachodzie od późnych lat ’80 (w Polsce będzie to koniec lat ’90), realizującym się poprzez taktykę, zwaną adbusting. 11

* * *

Czuang-tsy, taoistyczny mędrzec, uważany za jednego z pierwszych chińskich anarchistów wypowiedział kiedyś takie oto słowa: Kiedy ktoś spadnie z wozu, może umrzeć, lecz jeśli jest pijany, to nie będzie cierpieć. Jego kości są takie same jak innych ludzi, ale one inaczej reagują na to, co się zdarza. Duch jego jest w stanie bezpieczeństwa. Natomiast on sam nie ma świadomości, że jedzie wozem, ani że z niego spada. Nie jest świadomy takich pojęć, jak życie, śmierć, strach i tym podobne, więc kontakt z bytami obiektywnymi nie przysparza mu cierpienia. A skoro tyle bezpieczeństwa może dać wino, to o ile więcej może dać spontaniczność.12

W tej opowieści zawiera się niezwykła prawda o działaniu ludzkiej psychiki, która może całkowicie uniezależnić się od świata zewnętrznego poprzez wewnętrzną rewolucję. Przy zrozumieniu bowiem, że rzeczywistość jest pewnym aktywnym związkiem, zachodzącym pomiędzy świadomością, a jej przedmiotem, staje się ona konstruktem, który może być zmieniany i dostosowywany do jednostkowych potrzeb, zależnie od sytuacji. Taka interpretacja jest charakterystyczna dla kontrkultury i zakłada oczywiście nietrwałość każdej wytworzonej przez człowieka „struktury osadzenia”, jak również magiczne możliwości pozwalające na przeprowadzenie zmiany w jej porządku organizacyjnym, objawiające się poprzez rewolucję czy też stopniową destabilizację jej punktów zaczepienia. Każdy następny porządek staje się wtedy także punktem wyjścia do utworzenia następnego.

W historii kontrkultury raz po raz zdarza się, że przechodzą do niej jednostki mające wysoki status w oficjalnym porządku społecznym, często o wybitnych osiągnięciach naukowych, społecznych czy artystycznych, które wiedzione instynktem decydują się niczym Książe Gautama, na odrzucenie wszystkiego, co posiadają, by nagle szukać tego, czego im najbardziej brakuje ” wewnętrznej spoistości. Robią to zaś poprzez zupełnie nieoczekiwane działania! 13

Jednym z najciekawszych przykładów takiej drogi jest Theodore Kaczyński, słynny amerykański ekoterrorysta, a zarazem ideolog nurtu głębokiej ekologii, nazwany przez FBI Unabomberem (skrót od dwóch pierwszych celów jego ataków bombowych). Historia Kaczyńskiego jest niezwykła, wychowany w miasteczku Evergreen nieopodal Chicago jako trzecie pokolenie polskich imigrantów, w ekspresowy sposób zaliczał kolejne szczeble edukacji, aby w wieku 16 lat stać się stypendystą renomowanego Uniwersytetu Harvarda, na którym podjął wkrótce studia matematyczne.

Ukończył studia z wyróżnieniem nie wyróżniając się za to szczególnie w życiu towarzyskim, aby rozpocząć studia doktoranckie na Uniwersytecie Michigan w Ann Arbor. Doktorat obronił rozwiązując bez problemu skomplikowane zagadnienie matematyczne, z którym nie potrafił sobie poradzić jeden z profesorów. W 1967 roku zaproponowano mu profesurę na Uniwersytecie Berkeley w Kalifornii, gdzie zyskał opinię wspaniałego naukowca, a szef wydziału widział w nim nawet przyszłego kandydata do najwyższego wyróżnienia, przyznawanego w środowisku matematycznym. Jednak, jak się później okazało, wewnętrzne niezadowolenie z atmosfery panującej na uniwersytecie wciąż narastało, jak też idąca z nią w parze krytyka wobec panującego establishmentu.

W 1969, ku zaskoczeniu rodziny i władz uczelni, Kaczyński rezygnuje ze swojej prestiżowej posady, aby odbyć kilka zagranicznych podróży i osiedlić się koniec końców w 1971, w stanie Montana, nieopodal miasteczka Lincoln. W miejscu tym, praktycznie odciętym od świata, zakupił kawałek ziemi i wybudował sobie własnymi siłami prymitywną chatkę, jak również założył przydomowy ogródek, w którym uprawiał warzywa narzędziami wykonanymi wyłącznie przez siebie samego, świadomie rezygnując z dokonywania ich zakupu! Od tego momentu zaczyna się drugie życie Thedore”a, które miało prowadzić od powrotu na łono natury do bezwzględnego ataku na cywilizację przemysłową, co było realizowane zarówno przez ataki bombowe, jak też prace krytyczne, wśród których najsłynniejszym stało się streszczenie teorii Teda, znane jako Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość 14 albo Manifest Unabombera.

Utrzymując się za około $200-300 rocznie (sic!) Theodore żył jako pustelnik do drugiej połowy lat ’70, aby na chwilę powrócić do cywilizacji i ponownie nawiązać kontakty z rodziną, co nie trwało jednak długo, prawdopodobnie ze względu na odmienność światopoglądową pomiędzy nim, a swoim bratem. Wkrótce po powrocie do swojej chatki w Montanie, Unabomber uderza po raz pierwszy. 25. V 1978 r. na terenie Uniwersytetu Illinois w Chicago zostaje znaleziona paczka, zaadresowana do jednego z profesorów, której nadawca podpisuje się jako naukowiec z pobliskiego Uniwersytetu Northwestern. Paczka zostaje odesłana nadawcy, gdy ten jednak nie rozpoznając jej jako swojej oddaje ją w ręce jednego z pracowników administracji, umieszczony w niej ładunek wybuchowy eksploduje okaleczając go!

Udana kariera Unabombera trwa 18 lat i pomimo wydania 50 milionów dolarów na jego odnalezienie, zaangażowania 80 znakomitych naukowców oraz 150 agentów, mających analizować sposób jego działania, zostaje ona złapany dopiero na skutek donosu członków jego własnej rodziny, która rozpoznając podobieństwo wydrukowanego w The Washington Post manifestu do jego wcześniejszych pism, postanawia skontaktować się z FBI! Po kontrowersyjnym procesie (rodzina zdecydowała się zdradzić Teda tylko pod warunkiem, że sąd nie orzeknie kary śmierci), Theodore Kaczyński zostaje skazany na karę dożywotniego więzienia w 1997 (nie godząc się wcześniej na przedstawienie go przez obronę jako osobę chorą psychicznie).

18 lat zamachów bombowych, w których ginie kilkanaście osób, a kilkadziesiąt zostaje rannych, ujawnia totalną bezradność skomplikowanego systemu masowej kontroli i społecznego monitoringu do namierzenia jednej osoby działającej w wyjątkowo prosty sposób, nie używającej wynalazków hi-tech, a swoje bomby konstruującej domowymi metodami. Ideologia Kaczyńskiego, wyłaniająca się z jego manifestu potwierdza, że nie pisała go osoba niepoczytalna, a wręcz wysoce świadoma konstrukcji współczesnego świata, posługująca się niezwykle logicznym rozumowaniem i wysoce przemyślanymi argumentami.

Oto wyjątek z jego słynnego manifestu: W każdym technologicznie zaawansowanym społeczeństwie los jednostki MUSI zależeć od decyzji, na które w znacznym stopniu nie ma ona żadnego wpływu. Społeczeństwo technologiczne nie może zostać rozbite na małe, autonomiczne wspólnoty, ponieważ produkcja opiera się na kooperacji ogromnej liczby ludzi i urządzeń. Takie społeczeństwo MUSI być wysoko zorganizowane i MUSZĄ być podejmowane decyzje oddziałujące na ogromną liczbę osób. Kiedy decyzja oddziałuje na np. milion osób, wtedy każda jednostka ma średnio jedną milionową udziału w podejmowanej decyzji.

W praktyce zwykle wygląda to tak, że decyzje są podejmowane przez urzędników publicznych, przedstawicieli korporacji lub specjalistów od kwestii technicznych; nawet jeżeli ludność głosuje nad decyzją, to liczba głosujących jest zbyt wielka, by pojedynczy głos miał znaczenie. Dlatego większość jednostek nie jest w stanie wymiernie wpływać na poważne decyzje oddziałujące na ich życie. Nie jest możliwy żaden sposób rozwiązania tego problemu w technologicznie zaawansowanym społeczeństwie. System próbuje „rozwiązać problem” poprzez zastosowanie propagandy mającej sprawić, by ludzie POŻĄDALI decyzji, które zostały za nich podjęte; ale nawet gdyby to „rozwiązanie” odniosło całkowity sukces sprawiając, że ludzie czuliby się lepiej, byłoby to poniżające.15

W swojej pracy, w której wyraźne są inspiracje wieloma wcześniejszymi, krytycznymi myślicielami kontrkulturowymi tj. Friedrich Nietzsche, Henry David Thoreau, Max Stirner, Herbert Marcuse, Jacques Ellul, Gary Snyder czy Aldous Huxley, Kaczyński ujawnia bezkompromisowy stosunek wobec zdobyczy cywilizacji przemysłowej i jej ideologicznej nadbudowy w postaci filozofii, etyki i mediów. Pokazując, że jednostka ludzka jest coraz bardziej ograbiana ze swoich naturalnych praw, a wolność jej wyborów kurczy się do minimum, wytacza wojnę atakując w myśl swojej maksymy: „Uderzaj tam, gdzie boli!”, to co uważa za główne spoiwo współczesnej cywilizacji, węzły komunikacyjne utrzymujące zwartość i spoistość systemu kontroli, a szczególnie jednostki pełniące w nim ważną rolę jako koordynatorzy istniejącego porządku. Odżegnując się od lewactwa, które silnie w swoim manifeście krytykuje, wykazuje że system posiada środki, za pomocą których absorbuje on bezmyślne akty sabotażu i tym samym pożera energię, która jest przeciw niemu obracana.

Formułuje też kilka praw rządzących rozwojem cywilizacji, które określa mianem ZASAD: ZASADA PIERWSZA. Jeżeli dokonuje się małej zmiany, która wpływa na długookresowy trend historyczny, efekt tej zmiany prawie zawsze będzie krótkotrwały – ogólny trend szybko powróci do swego pierwotnego stanu. (Przykład: ruch reformatorski powołany w celu oczyszczenia społeczeństwa z politycznej korupcji odnosi trwałe efekty; prędzej czy później reformatorzy rozluźnią nacisk i korupcja rozwinie się ponownie. Polityczna korupcja ma tendencję do pozostawania na stałym poziomie lub powolnej zmiany wraz z ewolucją społeczeństwa.

Skuteczne polityczne zmiany na lepsze byłyby powszechne tylko w zestawieniu z szeroko zakrojonymi przemianami społecznymi; MAŁA zmiana w społeczeństwie nie wystarczy). Jeżeli drobna zmiana w długookresowym trendzie historycznym wydaje się mieć charakter stały, dzieje się tak dlatego, że owa zmiana działa w tym samym kierunku, w którym trend już zmierzał, a więc trend nie zmienił się, lecz tylko został nieco przyspieszony. Pierwsza zasada jest niemal tautologią. Gdyby trend ” mimo małych zmian ” nie był stabilny, raczej błądziłby przypadkowo, niż podążał w określonym kierunku; innymi słowy, nie byłby wcale długookresowym trendem.

ZASADA DRUGA. Jeżeli dokonuje się zmiany wystarczająco dużej, by na stałe zmieniła długookresowy trend historyczny, wtedy zmienia się również społeczeństwo jako całość. Innymi słowy, społeczeństwo jest systemem, w którym wszystkie elementy są ze sobą powiązane i nie można trwale zmienić żadnej ważnej części bez wywołania zmiany również w innych jego częściach.

ZASADA TRZECIA. Jeżeli dokonuje się zmiany wystarczająco dużej, aby odwrócić długookresowy trend, to konsekwencje dla społeczeństwa jako całości nie mogą być zawczasu przewidziane (Chyba, że poszczególne inne społeczności przeszły przez taki sam proces zmian ” w tym przypadku można na gruncie empirycznym przewidzieć, że następna społeczność, która przejdzie przez taki sam proces prawdopodobnie doświadczy podobnych konsekwencji).

ZASADA CZWARTA. Nowy rodzaj społeczeństwa nie może zostać zaprojektowany na papierze. Oznacza to, że nie można zaplanować nowej formy społeczeństwa zawczasu, później ją ustanowić i oczekiwać, że będzie funkcjonowała zgodnie z wcześniejszym planem.16

Mało ludzi przed Kaczyńskim sformułowało swoją krytykę w tak jasny i przejrzysty sposób nie wahając się nazywać rzeczy po imieniu, tym samym opowiadając się po drugiej stronie barykady, w krainie kontrkulturowego buntu przeciwko wszelkim formom zniewalającym wolę człowieka. Skrajne działanie Unabombera było w tym wypadku także potwierdzeniem całego sposobu myślenia, systemu krytycznego, który zbudował w oparciu o swój styl życia, całkowicie niezależny od wypustek porządku społecznego, a więc tym samym jedyną konsekwentna formą realizacji swoich tez i żądań, mogącą przedrzeć się do ropiejącego serca machiny, z którą walczył!

* * *

Jeśli mielibyśmy wskazać człowieka, który swoją działalnością życiową i eksperymentami wpłynął na współczesną kontrkulturę najbardziej, z pewnością byłaby to jedna osoba – Aleister Crowley. Ten wybitny okultysta, mag, poeta, podróżnik, filozof i psychonauta, już za życia określany jako „najbardziej zwyrodniały człowiek na ziemi”, w swoich pismach i czynach okazał się być niezwykle wyczulony na to, co miała przynieść przyszłość przewidując wiele z rzeczy, które dopiero miały nastąpić, dając wielu z nim bezpośredni początek, a dla innych będąc bodźcem.

Wychowany w skrajnie protestanckiej rodzinie, należącej do fanatycznej sekty Braci Plymouth, Aleister od dzieciństwa stykał się z „ciemną stroną” chrześcijaństwa. W myśl ideologii sekty, członkowie jego rodziny posługiwali się dosłowną interpretacją Biblii jako słów samego Ducha Świętego, głosili powszechne kapłaństwo, wierzyli w boskość Chrystusa i oczekiwali jego ponownego nadejścia; nade wszystko jednak odcinali się od świata zewnętrznego i starali się utrzymywać kontakty tylko między sobą. Dom Crowleyów stanowił miejsce ich spotkań towarzyskich, które zawsze przeradzały się w nabożeństwa, bądź dysputy religijne. Młody Aleister większość czasu spędzał na lekturze Biblii pod bacznym okiem ojca. A kiedy ten wyjeżdżał w kraj głosić słowo boże, dostawał się pod kuratelę nienawistnej mu matki, która nazywała go apokaliptyczną Bestią 666.

Kiedy umarł jego ojciec, paranoicznie obwiniany przez matkę za jego śmierć, dostał się pod skrzydła opieki swojego wuja, który dalej starał się kształcić go w „religijnej atmosferze” nie pozwalając na żadne wychylenie od normy poprzez blokowanie wszelkiej możliwości swobodnego rozwoju intelektualnego młodzieńca. Tyrania wuja okazała się jednak niczym w porównaniu z metodami wielebnego Champneya, prowadzącego w Cambridge szkołę dla chłopców, których ojcowie należeli do Bractwa, a do której młody Crowley został oddany.

W przybytku tym chłopak dowiedział się jeszcze więcej na temat bożego miłosierdzia dzięki mieszance modlitwy i kary chłosty, którą stosowano jako główną terapię na wyczyszczenie duszy z pokus zmysłowych. Po pewnym czasie chłopca, chorego na nerki, rozstrojonego psychicznie i wycieńczonego fizycznie od kar cielesnych przeniesiono do szkoły w Malvern, gdzie znęcano się nad nim ze względu na zły stan zdrowia.

Wzrastający w takiej atmosferze Crowley nie tylko nie podporządkował się religijnemu reżimowi, ale nabrał do niego odrazy i skrajnej wrogości, kiedy tylko natrafił na bardziej liberalny pedagogicznie grunt, co przełożyło się w życiu późniejszym na antypatyczny stosunek do religii chrześcijańskiej w ogóle. Niedługo potem otrzymał spadek po ojcu wynoszący 40.000 funtów, co pozwoliło mu wreszcie realizować swoje wewnętrzne pragnienia, jakimi były poezja, studia i podróże. W międzyczasie Crowley stał się też wybitnym szachistą wygrywając nawet pojedynek z późniejszym mistrzem Szkocji, a jego zainteresowanie wspinaczką uczyniło go ponadprzeciętnym przedstawicielem tej sztuki. Jednak to jego przygoda z magią i okultyzmem miała uczynić z jego osoby legendę współczesnej mistyki i guru kontrkultury.

Crowley, do końca życia oddany naukom tajemnym i magii (dla której ukuł specjalną nazwę „magija”, co miało wskazywać na jej tajemny charakter i odróżnić ją od zwykłego kuglarstwa), napisał przez całe życie mnóstwo książek traktujących o arkanach tej sztuki kontrolowania rzeczywistości, dla której przyjął specyficzną definicję brzmiącą tak: Magija jest nauką i sztuką powodowania zmiany zgodnie ze swoją Wolą.17 Kluczowym słowem dla jego całego systemu ” zwanego Thelemą, jak też życia, które prowadził, była zaś właśnie Wola; pojęcie wywodzące się z mistycznego objawienia, którego Crowley doznał w 1904 r. w Kairze, zapisanego pod postacią świętej dla thelemitów księgi, Liber AL vel Legis.18

Wola, czyli po grecku Thelema, jest u niego głównym wyznacznikiem prawdziwej natury i mocy człowieka, drogowskazem życiowym, jak też jedynym prawem, któremu na imię brak wszelkich ograniczeń. Innymi słowy jest to wyznanie indywidualizmu i pragmatyzmu na gruncie eksperymentalnego okultyzmu. Droga absolutnej wolności, którą proklamowała Liber AL vel Legis, była jednym z najpotężniejszych bodźców dla całej kontrkultury XX wieku, która odbiła się zarówno wśród bitników i w ruchu psychedelicznym, jak też w ruchu industrialnym i neopogaństwie, stając się poważnym czynnikiem w erozji tradycyjnych, wywodzących się z kręgu judeo-chrześcijaństwa i oświeceniowego racjonalizmu, pojęć jednostki, społeczeństwa, życia, szczęścia i śmierci, czyli właściwie wszystkich podstawowych filarów zachodniej cywilizacji. Jego maksymę: „Żyj niebezpiecznie!”, przyswoili sobie wszyscy ci, których celem w następnych dekadach stało się wyłamywanie muru ludzkich ograniczeń oraz dokonywanie transgresji poza poznaną wersję rzeczywistości. Można powiedzieć, że Wielka Bestia 666 stała się w ten sposób niejako kontrkulturowym świętym wyznaczając swoim życiem kierunek, którym podążyli inni śmiałkowie.

W jednym ze swoich najciekawszych dokumentów, noszącym nazwę The Vision and The Voice, opisuje on jedną ze swoich magicznych operacji, dzięki której osiągnął duchowe zrozumienie wszystkich ścieżek duchowej gnozy na naszej planecie. Efekty opisuje on w następujący sposób: Dzięki tym wizjom zaprowadziłem harmonię między wszystkimi systemami doktryny magicznej. Symbolizm kultów azjatyckich, idee żydowskich i greckich kabalistów, arkana gnostyków, panteon pogański, od Mitry po Marsa, misteria starożytnego Egiptu, inicjacje eleuzyjskie, saga skandynawska, rytuały Celtów i Druidów, tradycje meksykańskie i polinezyjskie, mistycyzm Molinosa i islamu sklasyfikowałem tak, aby nie było pomiędzy nimi sprzeczności. Dokonałem przeglądu całego minionego Eonu, a każdy jego element poddałem zwierzchnictwu Horusa – zwycięskiego dziecka w koronie, Pana Eonu zapowiadanego w Księdze Prawa.19

Co nas jednak najbardziej ciekawi, to fakt że Crowley na kilkadziesiąt lat wyprzedził tym samym globalizacyjne tendencje, popularnego od lat ’70 XX wieku, ruchu New Age w dziedzinie duchowości, który bazując jednak na uproszczonym synkretyzmie, nie jest jednak w stanie poprzez powierzchowne łączenie odległych kulturowo wątków, dosięgnąć poziomu wiedzy Crowleya, który studiowaniu wszystkich tych systemów poświęcił całe życie osiągając w efekcie jedyny w swoim rodzaju i całkowicie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności system magiczno-światopoglądowy, który dla współczesnych okultystów jest wzorem do naśladowania.

Innymi słowy, Crowley wyprzedził wszelkie tendencje obecne dziś przede wszystkim w elektronicznych mediach, które spinając odległe od siebie fizycznie obszary geograficzne i kulturowe, zaprowadzają w wizualnym dyskursie rodzaj ruchomej mozaiki, która zmienia naszą mentalność poprzez nagłe rozwarcie ostrza percepcji, zachęcanego jeszcze do ciągłego obserwowania, pochłaniania i przetwarzania tej masy informacji, czego oczywiście żadna świadomość nie jest w stanie uczynić ze względu na zbyt dużą jej dawkę, zmuszona tym samym do wytwarzania reakcji obronnych. Jak potwierdza to wielu jego uczniów, sam Crowley był człowiekiem niezwykłym i niepowtarzalnym, któremu większość z nich zawdzięcza praktycznie całą swą, wysoko rozwiniętą osobowość, dla której osiągnięcia drogę wskazał im właśnie ów wielki mag.

Crowley, jak sam twierdził, zapoczątkował pewien ruch społeczno-światopoglądowy, zwany przez niego „nurtem 93”, a którego zadaniem miałoby być niszczenie resztek panującego paradygmatu, skazującego ludzi na bierne służenie krwiożerczemu porządkowi, wymuszającemu stagnację duchową i powolne ograbianie ludzkości z wszelkich jej zdobyczy: od kultury, po środowisko naturalne. Nurt ten w zamian miałby wyzwolić w jednostkach wolę życia i wskazać drogę w kierunku pojawienia się nadzwyczajnych perspektyw dla rozwoju duchowego, który służyć miałby także rozwojowi całej kultury i w sposób stopniowy oświecałby ludzkość. Zanim to jednak nastąpi, zadaniem tego nurtu jest zniszczenie wszelkich resztek, które mogłyby zagrozić wyłonieniem się w sposób czysty nowej ery ludzkości.

Według tego modelu, przeżywamy właśnie okres wstrząsów duchowych i cywilizacyjnych, które są konieczne dla dalszej ewolucji ludzkości i mają w sposób bezpośredni wykazać, że nie może być porządku bez poprzedzającego go chaosu, na który składają się wojny, okrucieństwa, korupcja, kłamstwa, degeneracja moralna i zwiększające się poczucie alienacji i grozy. Okres ten nazywa Crowley Eonem Horusa. Poprzedzać go zaś miały dwa okresy: Eon Izydy i Eon Ozyrysa, z których pierwszy miałby się charakteryzować indyferentyzmem seksualnym i brakiem zorganizowanych instytucji społecznych oraz praw moralnych, a drugi zaś powstaniem pierwszych ograniczeń moralnych, kodeksów prawnych oraz represyjnych instytucji, z czym miałby współgrać rozwój judaizmu i chrześcijaństwa, jako najbardziej tępiących swobodę duchową systemów religijnych.

Crowleyowi także Europa zawdzięcza pierwsze obok wydawnictw Towarzystwa Teozoficznego, pod przewodnictwem Heleny Bławatskiej, pisma popularyzujące doktryny i ścieżki wyzwolenia pochodzące z Dalekiego Wschodu (Japonia, Chiny, Tybet, Indie), dzięki którym następuje niezwykły wzrost zainteresowanie tymi systemami, który wywołuje w latach „60, dzięki staraniom kontrkultury, prawdziwą rewolucję paradygmatyczną w świecie Zachodu, która różnymi ścieżkami całkowicie zmienia oblicze naszej kultury. Tak więc myśląc o globalizacji duchowości, należy wrócić do jej przyczyn i początków, które spoczywają w często cieniu oficjalnej historii, tam gdzie kiełkowała, chadzająca dziwnymi ścieżkami myśl kontrkulturowa.

* * *

Jeśli weźmiemy do analizy typowe dla myśli europejskiej pojęcie życia ludzkiego, które ukształtowało główny nurt kultury i wszelkie wyobrażenia na jego temat, to musi nam się narzucić wniosek, że życie jest dziwnym, pełnym cierpienia, niekontrolowanym wydarzeniem bez przyczyny, na którego końcu czeka nas przerażająca śmierć. Taka wizja rozpowszechniła się niewątpliwie dzięki religii chrześcijańskiej, która przez wiele wieków była podstawowym fundamentem mentalności społecznej kultury europejskiej. Kontrastuje z tą wizją życia pogląd, jaki możemy wciąż znaleźć u społeczności pierwotnych, nie skażonych, jak dotąd, europejskim nihilizmem i racjonalizmem, a jak się możemy domyślić ” z tego spojrzenia na życie i śmierć, będzie w wielkim stopniu korzystać sama kontrkultura.

Jak pisze Maya Deren, wielka twórczyni kina eksperymentalnego, antropolożka amatorka oraz mambo, 20 dzięki której haitański kult voodoo niezwykle rozpowszechnił się w Nowym Jorku: Żaden człowiek nigdy nie był świadkiem chwili, w której rozpoczyna się życie. To w momencie kiedy ono się kończy, jego granice, a przez to i ono samo, manifestują się najwyraźniej. Śmierć, czyli kraniec, poza który życie nie sięga, nakreśla pierwszą granice istnienia. Stąd też dla człowieka koniec jest początkiem: warunkiem, dzięki któremu po raz pierwszy uświadamia sobie, że żyje. Śmierć jest pierwszą i ostateczną definicją życia.

Po fanfarze na cześć początków kosmosu następuje główna fuga. Rozpoczyna ją lament żyjących nad umarłymi; a głos, który rozprawia o podstawowych sprawach: życiu, miłości i tworzeniu rodzi się z otchłani, podobnie jak ciało powstało i ciągle rodzi się z głębokich mórz chaosu. Bohaterem metafizycznej przygody człowieka, jego uzdrowicielem, odkupicielem, przewodnikiem i strażnikiem jest zawsze trup. Jest on Ozyrysem, Adonisem czy Chrystusem.21

Zanim rozwiniemy myśl zawartą w tej wypowiedzi, chcielibyśmy wspomnieć kilka słów o samej jej autorce, która jest doskonałym przykładem kontrkulturowego tworzenia życia poza sztywnymi kanonami społecznego konsensusu i dokonywania kulturowej alchemii ” wiązania odległych geograficznie i kulturowo wątków duchowych w jedną, wewnętrznie spójną całość. Maya Deren (wł. Eleonora Derenkowska) została wychowana w rodzinie ukraińskich emigrantów, którzy podczas rewolucji bolszewickiej w Rosji uciekli przed pogromem żydowskim do Nowego Jorku, czemu towarzyszyły jeszcze sympatie trockistowskie ojca ” dodatkowy impuls, dzięki któremu rodzina młodej Eleonory szybko zdecydowała się na wyjazd za Ocean.

Ucząc się w Nowym Jorku, Genewie, potem zaś znowu w Nowym Jorku, młoda Maya pogłębiała swoje pasje: taniec, film, poezję i językoznawstwo, aby ukończyć studia z tytułem M.A. w filologii angielskiej. Mieszkając w Greenwich Village, poznawała miejscową bohemę, w której żyli i tworzyli tacy wybitni artyści jak Anais Nin, John Cage czy Marcel Duchamp.

Dzięki tego typu kontaktom Maya szybko zainteresowała się surrealizmem i eksperymentem w sztuce, aby pod okiem wybitnej czarnej choreografki, Katherine Dunham,22 po raz pierwszy poznać smak afro-karaibskich kultów opętania. Ślad ten zaprowadził ją koniec końców na Haiti, gdzie wylądowała w 1947 r. wraz z kamerą 16 mm, zapasem taśmy i intencją zrealizowania filmu dokumentującego ekspresję wuduistycznych rytuałów. Wyjazd ten skończył się trwającą do końca życia fascynacją jednym z najciekawszych kultów religijnych naszej planety oraz bezpośrednim w niego wtajemniczeniem, a także zaowocował prawdopodobnie najlepszym filmem dokumentalnym na temat haitańskiego voodoo, jaki kiedykolwiek nakręcono i z pewnością jednym z najlepszych dokumentów w historii antropologii kulturowej i filmu dokumentalnego.

Maya Deren zakończyła swój niezwykle interesujący żywot na skutek wylewu krwi do mózgu, który został spowodowany długoletnim używaniem (czy też nadużywaniem) amfetaminy, popularnego od lat 50″ symulanta, dostępnego w owym czasie na receptę, potem zaś zdelegalizowanego. Jednak jej śmierć nie wstrzymała bynajmniej ogromnego impetu, wywieranego przez nią na całą kulturę podziemną, a w szczególności na kino eksperymentalne, którego stała się wielkim protoplastą i prawdopodobnie do dziś niedoścignionym wzorem.

Jej twórczość mocno oddziałała także na antropologię kulturową dzięki jednej z najwybitniejszych książek napisanych w tej dziedzinie, pt. Taniec Nieba i Ziemi: Bogowie Haitańskiego Wudu, 23 absolutnemu majstersztykowi antropologii psychologicznej i tzw. szkoły totalnej partycypacji, którego powstania doglądała dwójka znakomitych badaczy amerykańskich: Gregory Bateson i Joseph Campbell. W jej życiu szczególnie jasny jest związek pomiędzy humanistyką, sztuką awangardową, a działalnością kontrkulturową, która stała się ukoronowaniem wszelkich wcześniejszych osiągnięć w dziedzinie twórczości ducha. To Maya Deren bowiem, jako pierwsza jednostka z kręgu kultury Zachodu doznała też rytualnego opętania na gruncie synkretycznego, czarnego kultu, całkowicie obcego oficjalnej, białej kulturze, czego nie omieszkała także opisać w swojej książce.24

Wchodząc z pełną świadomością w kult pełen pierwotnych wyobrażeń, korzystający z bezpośredniego kontaktu z potężnymi siłami drzemiącymi w ludzkiej podświadomości, Maya Deren udowodniła tym samym, że przewodnia myśl kontrkultury mówiąca o możliwości duchowego działania ponad podziałami kulturowymi jest w gruncie rzeczy możliwa, a tym samym może prowadzić także poprzez serię inicjacji do transgresji i alchemicznych zaślubin świadomości z kosmosem ” ostatecznego celu rozwoju świadomości człowieka.

Maya Deren dokonała więc bezpośredniego połączenia pomiędzy własną kulturą, a kulturą haitańską obalając tym samym popularne (choć nigdy nie potwierdzone doświadczalnie) antropologiczne wyobrażenie o tym, że kultury są względem siebie nieprzetłumaczalne i nieprzystające treściowo. Wiążąc w swojej własnej praktyce duchowej życie ze śmiercią, podług własnej intuicji i wskazań kultu, osiągnęła tym samym pełnię ekstatycznej mocy, charakteryzującej wszystkie osoby oświecone, przez co uznawana jest za jedną z „papieżyc kontrkultury”.

Wracając jednak do sprzeciwu, jaki kontrkultura wykazuje generalnie wobec typowej, europejskiej antropologii ” wizji człowieka jako obdarzonego śmiertelnością, zarówno wobec jego wizji teologicznej, jak też wobec materializmu oraz egzystencjalizmu w obu wersjach, można by powiedzieć, że doświadczenie działaczy kontrkultury podkreśla bezpośredni związek życia ze śmiercią oraz nieustającą ciągłość pomiędzy nimi jako elementami tej samej „kosmicznej frazy”. Ten punkt widzenia poza kontrkulturą występuje na ogół właśnie wśród społeczności pierwotnych, a także w mistycznych szkołach Wschodu oraz w tradycji europejskiej alchemii i wysokiej magii, gdzie akcentuje się wzajemne wspomaganie obydwóch czynników, często personifikowane poprzez hermafrodytyczne bóstwa, duchy, odzwierciedlające łączący ich, wewnętrzny związek.

Jest oczywiste, że w ramach kultury, która oddziałuje na jednostkę ludzką hamując wszelkie prawdziwe pragnienia, a domyślnie ustawia ją także w szeregu „dyskursywnie urzeczywistnionych znaczeń”, nie jest możliwe odkrywanie skrajności właściwych naturze ludzkiej, a co za tym idzie jedyną szansą na duchowe urzeczywistnienie staje się całkowite zerwanie z jej kanonem i przykazaniami. Bez tej wizji duchowego urzeczywistnienia kontrkultura nie mogłaby zaś nigdy zaistnieć ani w tym, ani w żadnym innym kształcie. Nie posiadając bowiem wyznaczonego celu, nie umiałaby sformułować właściwej drogi do jego osiągnięcia, której wyznaczenie jest możliwe za każdym razem poprzez cierpliwe powtarzanie intuicyjnych eksperymentów.

Jak stwierdza w swojej słynnej audio graficznej prezentacji pt. How To Operate Your Brain dr. Timothy Leary: „Chaos jest z grunt dobry”.25 Rozwijając jego twórczą myśl mógłbym rzec, iż to, co gwarantuje nam przeżycie jest wynikiem starań naszego umysłu, aby prześcignąć czy też przechytrzyć odgórne próby nim zawładnięcia, co wiąże się z kontrkulturową wizją chaosu jako wehikułu gwarantującego rozwój i wzajemne zrozumienie. Z jednej strony bowiem chaos jest odgórnie tworzonym systemem służącym alienowaniu ludzi z ich własnych duchowych przybytków (giełda, wojny, problemy etniczne, międzynarodowy przepływ kapitału, telezakupy), z drugiej jednak jest on dla kontrkultury wciąż kosmiczną świadomością, której nie da się całkowicie zawłaszczyć! Stąd więc także deklaracje piratów ery elektronicznej, aby KOCHAĆ CHAOS! Miłość do chaosu jest bowiem intuicyjnie utożsamiana z pragnieniem wyzwolenia świadomości społeczeństw i jednostek spod kontroli wszechwładnej ośmiornicy zapośredniczenia.

Jak pisze wielki hinduski mistyk, Rabindranath Tagore: Człowiek może niszczyć i rabować, zbierać i mnożyć swe zbiory, dokonywać wynalazków i odkryć, jednakże wielkim jest tylko przez to, iż dusza jego ogarnia wszystko.26 To samo można by powiedzieć o wysiłkach kontrkultury, która powierzając życie śmierci, w śmierci zaś znajdując ziarna życia, wychwala na wszystkie strony radość i uroki żywota uwolnionego spod perswazji społecznej, medialnych manipulacji i nic nie znaczących, ulotnych dóbr, które zdaniem niektórych tłumaczy naszej kultury są oznaką jej wysokiego szczebla rozwoju.

Działania bazujące na tej strukturze mogą być bez trudu zrównane z działaniami o charakterze transgresyjnym, (za Bataillem) 27 wykraczającymi poza ustalony porządek, tworzącymi własną rzeczywistość; co zaś jednak najważniejsze, w kontrkulturze towarzyszyć będą mu zawsze iskierki tego, co nazywa się oświeceniem. Stan oświecenia jest często porównywany przez mistrzów różnych tradycji duchowych do „nagłego wybuchu światła”, podczas którego umysł otwiera się nagle na rzeczywistość, by wyjść z tego stanu z całkowicie odmienioną osobowością.

Temu stanowi niezwykłej ekstazy świadomości towarzyszy zazwyczaj intuicyjne zrozumienie własnej natury, która staje się nieodłączną częścią umysłu wszechświata lub jako nazywał to Abraham Maslow, „świadomości oceanicznej”. 28 W tym jednym przebłysku zrozumienia kryje się zaś, jak uważają ci, którzy tego doświadczenia doznali, cała mądrość kosmosu ” niezrozumiała całkowicie w każdym innym stanie!

* * *

W bogatej historii kontrkultury bywają wypadki, kiedy poszukiwania duchowe stają się czymś więcej niż realizacją teorii czy opisywaniem „właściwego stanu rzeczy”. W tych wyjątkowych wypadkach stają się one całkowitym ucieleśnieniem wizji wychodzącej z wnętrza jednostki, która ogarnia całość jego życia tworząc mit nieprzejednanie walczący z wyobrażeniowym wymiarem historycznym ” będącym niejako symbolem dominującej roli świadomości zbiorowej nad losem jednostki ” poprzez jego całkowite zniesienie i utworzenie w nim „ścieżki oświecenia”. Funkcją tego mitu jest także zerwanie okowów racjonalizmu i sceptycyzmu, właściwych nowoczesnej umysłowości, nastawionej na odbieranie rzeczywistości wykreowanej ku jej biernej akceptacji, a co za tym idzie, nie potrafiącej swego życia tworzyć na kształt bogów – duchowych archetypów właściwych magicznemu postrzeganiu rzeczywistości.

Metaforycznie, można by nazwać owe działania „podróżami na kraniec widnokręgu” – wyznaczaniem nieskończonego wymiaru swojej drogi, wyrażaniem swojej ścieżki w kategoriach kosmicznych, proklamowaniem deklaracji nie uznawania żadnych granic dla rozrostu swojej osobowości. Nie może być bowiem mowy o kreśleniu podziałek i wyznaczaniu szufladek dla jednostki świadomej swego losu i przeznaczenia, która tworzy sztukę bezpośrednio swym życiem, a wszelkie ograniczenia zdaje się rozbijać w proch pustki, która jest ich właściwym schronieniem.

Jednym z najznakomitszych osobników dających przykład takiego podejścia do życia, był Arthur Cravan, uważany przez swoich przyjaciół za dadaistę idealnego, który by w pełni zrealizować się jako człowiek, poświęcił samego siebie. Udokumentowana działalność tego bohatera kontrkultury sięga roku 1912, kiedy to zaczął on wydawać w Paryżu pismo Maintenant, w którym w niezwykle błyskotliwy sposób mieszał z błotem wszystkie możliwe zdobycze kultury wysokiej, w tym swojego najbliższego przyjaciela, Roberta Delaunaya dając tym samym wyraz swoim skrajnie anarchistycznym i anty burżuazyjnym zapędom, jak również realizując na serio obietnice awangardy.

Przez pewien czas Cravan chełpił się także włamaniem do sklepu jubilerskiego w Szwajcarii, a zaopatrzony w fałszywe dokumenty tożsamości podróżował nie bacząc na toczącą się I Wojnę Światową po całej Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Aby obnażyć się jeszcze bardziej popełnił on w końcu siódmego marca 1914 roku akt denuncjacji następującej treści: Hochsztapler, marynarz na Pacyfiku, poganiacz mułów, zbieracz pomarańczy w Kalifornii, zaklinacz węży, złodziej hotelowy, kuzyn Oskara Wilde’a, drwal w dziewiczych puszczach, były bokserski mistrz Francji, wnuk kanclerza królowej (Anglii), szofer w Berlinie etc. 29

Ukoronowaniem jego dowcipu i woli walki było jednak wyzwanie na pojedynek 23 kwietnia 1916 roku, mistrza świata w boksie wagi ciężkiej, czarnego boksera, Jacka Johnsona, przez którego jednak został znokautowany już w pierwszej rundzie. Innym razem rozebrał się do naga w towarzystwie kobiet, które stawiły się na zapowiedziany przez niego odczyt, by zostać w kajdankach wyprowadzony przez policję za obrazę moralności. Arcyciekawe swe życie zakończył jednak dopiero, gdy zdecydował się wypłynąć samotnie z Meksyku na małej łódeczce przez rojące się od rekinów Morze Karaibskie zmierzając do Buenos Aires, gdzie miał spotkać się ze swoją żoną, znaną poetką i malarką, Myną Loy. Po tym wyczynie nigdy więcej nie natrafiono na żaden jego ślad, choć nie wykluczone, że żyje wciąż gdzieś w Ameryce Południowej pędząc los szalonego pustelnika.30

Jak pokazuje ten przykład, herosów kontrkultury często charakteryzował pewien rodzaj „świętego szaleństwa”, zjednujący im jednak niesłychany poklask wśród wszystkich istot obdarzonych wolą życia prawdziwego, jak powiedziałby Witkacy, oraz poczuciem humoru. Całkowite wyrzeczenie się tego, co w naszym społeczeństwie określamy mianem „zdrowego rozsądku” pozwalało takim osobnikom Jak Diogenes, Czuang Tsy, Arthur Cravan, Antoin Artaud, William S. Burroughs, Neal Cassady czy Ken Kesey, na podporządkowanie swojej wizji życia jedynie własnej woli i duchowe realizowanie się na gruncie kontrkultury, która znosząc wszelkie granice ludzkiego doświadczenia i nie uznając żadnych przykazań moralnych ani norm społecznych czy kulturowych, dawała im całkowitą i w pełni wystarczalną wolność w wyborze sposobu ekspresji własnej jaźni.

Tego typu eksperymenty jak zatapianie się w przeżyciach psychedelicznych i stanach transowo-deprywacyjnych, obnażanie hipokryzji społecznej, wyklinanie kanonów moralno-etycznych oraz łamanie niepisanych reguł pożycia społecznego z użyciem środków bezpośredniego zagrożenie włącznie, a także świadome manipulowanie modelami seksualno-personalnymi oraz przekraczanie uwarunkowań własnego ciała, były i są dla kontrkultury ważnymi elementami spajającymi osobowość w jedną całość poprzez wewnętrzną praktykę, której części stanowią. Nie da się przy tym wyznaczyć jakiegoś jasnego i spajającego w całość tą formację modelu praktyk, który byłby widoczny jako kanon.

Z tejże racji możemy mówić raczej o anty-kanonie, który wyraża nie tyle oczywistą negatywność wobec wszelkich zorganizowanych praktyk czy to społecznych, czy to religijnych, co raczej proklamuje zamierzoną niejasność swojej drogi samo realizacji, mającą chronić ją przed inwigilacją i profanacją. Świętość „pojęta jako magiczna moc, jednocząca człowieka z wyższą rzeczywistością, wyzwalana przy odkrywaniu nieznanych rejonów bytu” jest tu bowiem najbardziej widocznym wyznacznikiem prawdziwości i szczerości tych wysiłków.

Jednak potwierdzeniem poszukiwania w życiu świętości były przede wszystkim fascynacje pierwotnym rytuałem, o których dawały znać dalekie podróże, zarówno te odbywane w przestrzeni wewnętrznej, jak też łączące się z odwiedzaniem odludnych terenów, odległych od cywilizacji. Mamy tu wiele przykładów wybitnych jednostek, z których część została już opisana przeze mnie wcześniej. Wśród tych, którym jednak w równym stopniu należy się uwaga, znajduje się dwóch dadaistów-bitników ” eksploratorów zarówno przestrzeni zewnętrznej, jak i bogactw strefy wewnętrznej ” Brion Gysin i William S. Burroughs. Obydwoje powiększyli duchowe dziedzictwo kontrkultury o niezwykłą technikę artystyczno-magiczną, zwaną „the cut-up” ” polegającą na swobodnym cięciu formalnych linii dyskursów słownych czy wizualnych, przez co otrzymywało się alternatywny dostęp do treści je wypełniających przy realizowaniu zarazem konceptu kontroli woli nad wytwarzanymi przez umysł wyobrażeniami.31

Technika ta, jak wiele innych metod powstałych w umysłach amerykańskich bitników, była wytworem doświadczeń ze środkami enteogennymi i opiatami, które wprowadzając umysł w alternatywny tryb funkcjonowania odsłaniają, jak sądzili, „prawdziwą naturę rzeczywistości”, w której nie przefiltrowane przez analityczny umysł treści pozostają „cudownie rozproszone” w pierwotnym stanie chaosu ” naturalnym stanem świata i umysłu.

Pierwszym rzecznikiem takiego postrzegania stanu, w jaki wchodzi umysł pod wpływem środków enteogennych, był Aldous Huxley, który w swoim słynnym, klasycznym eseju pisał tak: Na antypodach umysłu jesteśmy mniej lub bardziej wyzwoleni z języka, przebywamy poza systemem myślenia pojęciowego. W rezultacie nasza percepcja przedmiotów wizyjnych posiada całą świeżość, całą nagość intensywności doświadczenia, które nigdy nie było werbalizowane ani przekładane na martwą abstrakcję.32

Pisząc o „antypodach umysłu” Huxley ma oczywiście na myśli przeżycie psychedeliczne, które jest wkroczeniem do nieznanej, opanowanej przez mroki podświadomości części umysłu, a którą charakteryzuje przede wszystkim NIEWYRAŻALNOŚĆ, przypominająca w swojej strukturze sposób interpretacji rzeczywistości przez dziecko, które nie zostało jeszcze wdrożone w struktury kulturowe poprzez wychowanie.

W przeżyciu psychedelicznym, którego badania, nieszczęśliwie dla nauki, zostały w latach ’70 całkowicie zdelegalizowane przez większość państw skupionych wokół ONZ, ze względu na przyjęcie przez tą organizację rezolucji antynarkotykowej, która uniemożliwiała oficjalny dostęp do środków enteogennych nawet naukowcom, ważną rolę grają dwa czynniki: nastawienie (set) i otoczenie (setting), które w znacznym stopniu wpływają na jego treść, co pozwala doświadczonym użytkownikom kontrolować po części stan tych przeżyć.33

Jednak dla bitników niewyrażalność doświadczenia psychedelicznego łączyła się bezpośrednio z samym życiem, w którego totalnym, kosmicznym strumieniu, była osadzona, a w którym roztapiały się dyskursywne przeciwności rządzące językową rzeczywistością, do której tak bardzo przywiązane było współczesne społeczeństwo, tak więc wyprowadzali z niego oni szersze implikacje natury społecznej i filozoficznej.

W swoich heretyckich eksploracjach przestrzeni wew-zew-nętrznej, ci „wieczni podróżnicy” porzucali język na rzecz czystego doświadczenia życia, jego pustki i energii… podróż dająca poczucie wolności stawała się w ten sposób podporą nowej mistyki, zaczątkiem przemiany mentalno-duchowej, mającej w swoim czasie totalnie przeobrazić zbiorowe oblicze społeczeństwa Zachodu.

Ich dziwne ścieżki poznania są doskonale ujęte w ich niezwykłych książkach, będących zarówno oznaką geniuszu literackiego, jak też swoistą kroniką ich drogi życia. W dziełach tych, pisanych przez takich tuzów, jak Jack Kerouac, William S. Burroughs czy Gary Snyder przewija się wyraźna świadomość, że ich własną kulturę toczy rak zgnilizny, a puste maski sąsiadów z miejsca zajmowanego obok w autobusie są ostatecznym efektem działania wirusa apatii.

Mimo tego, nie rezygnują oni z nadziei na ujrzenie twarzy tego narkotycznego spektaklu w jednym ekstatycznym rozbłysku, ani ze znalezienia tajemniczej, spokojnej wyspy, o której mówi buddyjska mitologia, dającej poczucie spełnienia swojej ludzkiej misji. W swoich poszukiwaniach miażdżą oni klasyczne kanony piękna, prawdy i osobowości, nie próbując idealizować świata, w którym przyszło im żyć, będąc sobą we własnym szaleństwie, brudzie, szczerości i pragnieniach, stykając się tylko z takimi wizjami, na jakie zasługują, nie wymagając od ludzi niemożliwego, a mimo wszystko pozostawiając za sobą wrażenie czasu odnalezionego w swojej własnej nieskończonej naturze.

To charakterystyczne dla bitników, bycie „wszystkim na raz”, prowadziło ich zarazem do bycia wszystkimi i do próbowania wszystkiego, czego tylko da się spróbować. Świętość „ta kluczowa dla nich kategoria” nie była bowiem dla nich chrześcijańską ascezą, odmawiającą człowiekowi prawa do uciech, ale pan-ekstatycznym stanem zatracenia się w przyjemnościach i nieprzyjemnościach życia, jakby takim postępowaniem chcieli cytować oni starożytną Tao-Te-Ching, w której napisane jest: (…) Dlatego człowiek powinien postępować zgodnie z zasadami tao. Postępując zgodnie z tao, utożsami się z nim. Jeśli mu się wiedzie, utożsamia się z powodzeniem. Jeśli mu się nie wiedzie, utożsamia się z niepowodzeniem. Jeżeli utożsami się z tao, to raduje się, osiągając je. Jeżeli utożsami się ze swoim powodzeniem, to podobnie raduje się, osiągając je. Jeżeli utożsami się ze swoim niepowodzeniem, to tak samo raduje się ze swojego niepowodzenia. (…)34

W myśl tej samej zasady, bitnicy przestali stawiać ostra granicę pomiędzy tym, co jest rzeczywistością, a tym, co nią nie jest – w końcu każda wielka wizja wymaga porzucenia kapelusza, z którego wyrasta. Jeśli zaś życie w drodze jest ciągłym pasmem zmian, granice stają się tylko słupkami pełniącymi bardziej funkcję estetyczną niż tradycyjną funkcję nomotetyczną, zgodną z chrześcijańskim wartościowaniem rzeczywistości jako odbiciem Logosu, transcendentalnego systemu językowego nakładającego więzy semantyczne na poznanie, których złamanie zrzuca w Otchłań, zrywa przyrodzoną więź z hipnotycznym absolutem.

Wyrwanie się z tej pułapki sprawia, że uwolnieni od bicza bożego bohaterowie kreują wolność totalną, nie znającą dobra, ani zła. Im większa zaś wolność, tym większa odpowiedzialność – życie bitników staje się więc kosmicznym dramatem, w którym rządzą ślepe siły pragnień, domagające się spełnienia, nie zawsze dające się między sobą pogodzić. Ich życie zdaje się być w ten sposób spełnioną przepowiednią Nietzschego o „duchach dostojnych”, który w swoich poetycko-filozoficznych frazach sam przepowiedział ich nadejście…

Conradino Beb

 

Przypisy:

1. Alan Watts, Droga zen, Wyd. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2003, str. 25-26.
2. Zob. Aleister Crowley, Magija w teorii i praktyce, Wyd. EJB, Kraków 1998.
3. Raoul Vaneigem, Rewolucja życia codziennego, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2004, str.101.
4. Silnie eksploatowane potem przez postmodernistycznych badaczy społecznych tj. Jean Baudrillard, który szafuje pojęciem spektakl, spektaklizacja, jednak nie podaje nigdy źródła tego pojęcia, które sięga do teorii sytuacjonistycznej, a konkretnie do jego głównego dzieła; zob. Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1998.
5. Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1998.
6. Tamże, str. 12.
7. Których źródło leży w twórczości sieci artystycznej, bezpośrednio poprzedzającej formację Deborda, Międzynarodówki Letrystów; zob. Steward Home, Gwałt na kulturze. Utopia, awangarda, kontrkultura. Od letryzmu do class war, Wyd. SIGNUM, Warszawa 1993.
8. Zob. Guy-Ernest Debord, Teoria dryfu.
9. Co potwierdzają także badania antropologiczne; na ten temat zob. Edward T. Hall, Ukryty wymiar, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A, Warszawa 2001. Z kolei na temat okultystycznych inspiracji sytuacjonistów zob. Steward Home, Gwałt na kulturze. Utopia, awangarda, kontrkultura. Od letryzmu do class war, Wyd. SIGNUM, Warszawa 1993.
10. Zob. Hans Richter, Dadaizm, Wyd. Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986.
11. Zob. Naomi Klein, No Logo, Wyd. Świat Literacki, Izabelin 2004.
12. Czuang-tsy, Słowa bez słów, Wyd. Rękodzielnia ARHAT, Wrocław 2003, str. 66.
13. Zob. Alan Watts, Droga zen, Wyd. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2003.
14. Theodore Kaczyński, Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość – manifest wojownika, Wyd. Inny Świat, Mielec 2003.
15. Tamże, str. 80.
16. Tamże, str. 73-74.
17. Zob. Aleister Crowley, Magija w teorii i praktyce, Wyd. EJB, Kraków 1998.
18. Zob. http://www.okultura.pl/
19. Zob. Gerald Suster, Dziedzictwo Bestii, Wyd. OKULTURA, Warszawa 2002, str. 59.
20. Tytuł noszony przez kapłanów-szamanów wuduistycznych płci żeńskiej.
21. Maya Deren, Taniec Nieba i Ziemi: Bogowie Haitańskiego Wudu, Wyd. A, Kraków 2000, str. 39.
22. Na temat życia i twórczości Katherine Dunham zob. jej internetową biografię.
23. Maya Deren, Taniec Nieba i Ziemi: Bogowie Haitańskiego Wudu, Wyd. A, Kraków 2000.
24. Tamże.
25. Cytując tutaj dłuższy tekst tej prezentacji: Tak, w przeciągu ludzkiej historii byli ludzie: przywódcy religijni, przywódcy polityczni, którzy dawali wam rozkazy, którzy dawali wam reguły i przykazania, ale chaos jest z gruntu dobry. Wyluzujcie się, surfujcie po falach chaosu i uczcie się jak zmieniać kształt waszej własnej rzeczywistości.
26. Rabindranath Tagore, Sadhana, Wyd. Mefis, Gdańsk 1993, str. 23.
27. Zob. Georges Bataille, Erotyzm, Wyd. słowo:obraz:terytoria, Gdańsk 1999.
28. Zob. Abraham Maslow, W stronę psychologii istnienia, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986.
29. Hans Richter, Dadaizm, Wyd. Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, str. 137.
30. Zob. tamże.
31. Przykładem tego typu twórczości są książki i filmy Williama S. Burroughsa; z książek szczególnie zob. William S. Burroughs, Nagi Lunch, Wyd. Prima, Warszawa 1995; oraz William S. Burroughs, The Soft Machine, Flamingo, London 2001; z filmów zob. The cut-ups (1953) oraz Towers Open Fire (1953).
32. Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i Piekło, Wyd. Pusty Obłok, Warszawa 1989, str. 23.
33. Zob. Stanislav Grof, Poza Mózg, Wydawnictwo A, Kraków 1999.
34. Zob. Tao-Te-Ching, [w]: Literatura na Świecie, nr. 1 (186), R. 1987, str. 45.

 

Źródło: Rozdział pracy magisterskiej Człowiek bez granic – wizje i transgresje kontrkultury, Katedra etnologii, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń 2005 [143 str] (jako Konrad Szlendak)

W ogniu eksplodującej pomarańczy, czyli o kontrkulturowych wizjach wolności

Naszą chorobą jest przywiązanie do status quo, wszystko jedno czy idzie o zwyczaje, ideologie, ideały, zasady, dobytek, fobie, bogów, kulty, religie, cokolwiek.

Henry Miller, Kolos z Maroussi

Powinnością rewolucjonisty jest kochać,a to oznacza pozostanie żywym i wolnym.

Abbie Hoffman, Steal This Book

Tnij linie słów
Tnij linie muzyki
Rozwal obrazy kontrolne
Rozwal maszynę kontrolną.

William S. Burroughs, Szybki strzał

 

Wspominając czasy, w których wartościowałem pozytywnie każdą ideologię, dzięki której mogłem uzyskać kolejny stopień na drodze buntownika, (nie)przypadkowo muszę się dziś uśmiechnąć. Bynajmniej nie jest to jednak ironiczny uśmiech postmodernisty, który zapędzony przez rozbuchaną żądzę trawienia coraz większej ilości materiału źródłowego, potykać się zaczyna o jego stos, lecz raczej człowieka, który od zbijania intelektualnych bąków oddalił się na tyle, że nie musi się już obawiać o to, iż popadnie w zachwyt jakimkolwiek nowym „-izmem”.

Cóż może być bowiem groźniejszego od brania na serio jakiegokolwiek tworu językowego – nominalistycznego tunelu rzeczywistości, w którym przedmiot poznania istnieje tak długo, jak maszynka mózgowa zdoła obracać wokół niego śmigła swego wiatraczka? Nie da się bowiem ukryć, że zaspokajanie umysłu treścią – dostarczanie mu pożywienia i podtrzymywanie ognia w jego piecu – stanowi w naszej kulturze „istotę życia”. Jesteśmy cywilizacją ruchu, która jest od niego zależna tak samo, jak i od wojen, co trafnie podkreślił swoimi obserwacjami dromologicznymi Paul Virilio.1

W tym ruchu zapędzamy zaś siebie, jak i innych… często w ślepą uliczkę. Dla mnie jest to tylko frenetyczny nawyk, którego wynikiem jest wprawdzie rozwój technologiczny i wypuszczenie czułków przez dyskurs racjonalistyczno-naukowy, ale także nie mniej ważne opóźnienie w poznawaniu istoty człowieczełstwa i wewnętrzna ignorancja. O tym, że stan ten nie jest w żadnym sensie pozorny, świadczą zaś przykłady z naszych ingerencji w alternatywne porządki kulturowe ziemskiego globu, które nie pozostawiają złudzenia na temat agresji, jaka jest udziałem takiego klucza memetycznej ewolucji. Co nam dają tutaj klasyczne słowa Sokratesa: gnothi se authon? Ano nic, bo już dawno zostały zamienione na drobne, które posłużyły nam do kupienia nowych gadżetów i zaciągnięcia nowych kredytów. Wszystko zaś w imię wolności.

W rzeczywistości nie wydaje się to być niczym innym, niż nową wersją tej samej, starej opowieści. Losy ludzkiego zniewolenia są w niej jednocześnie historią prób ludzkiego wyzwolenia. Obydwie strony są w niej powiązane, jak awers i rewers tej samej monety. Każde łagodne spojrzenie mimo wszystko dociera do celu. Pomimo wielu prób opanowania tej kluczowej sprzeczności, niewielu jednak wyszło z niej cało… Dodać tutaj warto, iż religia, nauka i polityka zdradziły nas już dawno na tyle, że w chwili obecnej są dobrymi sprzymierzeńcami w toczącej się podskórnie wojnie informacyjnej. W tych zmaganiach o ludzki umysł nie ma zaś wyraźnej linii frontu, nie ma jasnych stron, ani żadnych stałych sojuszy.

To wojna, której początki giną w mroku dziejów. Prorok kontrkultury, Genesis P-Orridge komentuje to w swoim klasycznym eseju tak: „Proces kontrolny” jest zawsze obecny.2 Jak jednak na prawdziwego dyskordianina przystało, jestem optymistą! Uwielbienie chaosu i rytuał codziennego zdzierania włosów z peruki mojej jaźni zawsze dawały mi siłę, konieczną do zrozumienia, iż – posługując się słowami samego R. A. Wilsona: Jestem tylko kosmicznym przygłupem, a każdorazowe uświadomienie sobie tego sprawia, że staje się nim w odrobinę mniejszym stopniu.3

* * *

Dzisiejsza małpa, oplątana przez sieci komputerowe, pospinana przekazami medialnymi, eksplodującymi w jej wnętrzu jak mikro bomby, zdaje mi się o wiele bardziej samotna niż kiedyś. Jej ręce drżą, a źrenice kurczą się i powiększają w takt muzyki wygrywanej przez biomechaniczne tryby ekstazy. Kody władzy i posłuszeństwa, generowane w czasie rzeczywistym przez Wszechmocny Terminal Pragnień stają się dla jednych zaskoczeniem, dla drugich zaś koniecznym sygnałem do funkcjonowania. W tej rzeczywistości wybory dawno zostały już dokonane, a jedynym wyjściem jest czekać – działanie jest przecież puste, myślenie tym bardziej. To jednak nic na kształt Panopticonu, którym tak fascynował się jeszcze jakieś 40 lat temu Michel Foucault.4

W tej serii zdarzeń rozkazy są rozsyłane bezpośrednio do umysłów, splecionych we wspólnym uścisku gigantycznej sieci. Nikt nie kontroluje ich wykonywania, ponieważ ich odbiorcy są jednocześnie gwarantami skuteczności procesu kontrolnego. Punkty kontrolne procesu są tożsame z jego całością – nawet przypadkowe koincydencje, duble i pomyłki w ogólnym zestawieniu są częścią planu. Pozostawieni samym sobie, pozbawieni języka, z obciętymi jądrami i wyrżniętymi waginami, ludzie depczą się wzajemnie w walce o wdarcie się na majaczący we mgle szczyt…

PROCES KONTROLNY!

W tym obrazie dużo rzeczy jest oczywiście prawdą, dużo z nich to zaś półprawda lub oczywiste kłamstwo… w pewnym sensie. Nie przeszkadza to jednak z drugiej strony uznawać wszystkiego, co otrzymujemy jako przekaz rzeczywistości, tylko i wyłącznie za tunel, w którym jedne rzeczy do nas docierają, a inne zostają odrzucone przez selekcję ze względu na konflikt paradygmatyczny. Wiele oświeconych jednostek, bojowników o wolność czy papieży kontrkultury dojrzało ten moment, w którym nie jesteśmy już dłużej w stanie uznawać tego co poznajemy za prawdę. Nie jesteśmy też rzecz jasna w stanie uznawać tego za nieprawdę. Jedyne, co możemy z tym zrobić, to przepuścić przez siebie, jak pożywienie, aby w sten sposób wypełnić naturalną kolej rzeczy.

Kwestią sporną pozostaje jedynie, co dalej? W tym momencie dostrzegamy ogromne możliwości zróżnicowania tego stanu ku chwale różnorodności i wielości. To jak nirmanakaja wyłaniająca się z sambhogakai. Deszcz, który zaczyna padać z zebranych nad horyzontem chmur. Na styku świata i świadomości (łączy je wspólny przedrostek!) rodzi się pragnienie. Kiedy mamy już ten pierwszy impuls, możemy go pokierować albo w stronę wyzwolenia, albo w stronę zniewolenia. Wartość wolności jest powszechnie znana, choć mniej doceniana. Niestety sposoby jej osiągnięcia są przy tym raczej mgliste, a raczej należałoby powiedzieć, iż dróg do niej prowadzących wymyślono prawdziwe multum! Te najciekawsze nieodłącznie wiążą się zaś z szeroko pojętą kontrkulturą i jej wielce dziwacznymi przedstawicielami.

* * *

Pierwszym człowiekiem, który użył słowa „kontrkultura” (counterculture)5 był Theodore Roszak, Amerykanin, twórca „głębokiej ekologii” (deep ecology), krytyk społeczny, znany także z działalności pisarskiej. W 1969 roku, u schyłku rewolty społecznej w Stanach Zjednoczonych, opublikował on: The Making of a Counter Culture, 6 w której sugerował, że kontrkultura jest młodą formacją, przeciwstawną kulturze Zachodu, która niosąc ze sobą nowy potencjał społeczny, zastąpi w niedługim czasie jej konserwatywne treści swoimi własnymi. Czasy te były wprawdzie piękne i niezwykle dla kontrkultury inspirujące. Jak jednak widzimy, jej natchnione wizje nie ziściły się tak błyskawicznie i zamordyzm oraz nietolerancja nadal mają się dobrze. Dla wielu badaczy kontrkultury fakt ten (często nazywany kacem po latach ’60) stał się jednak podstawą do nowych przemyśleń i zrewidowania swoich teorii wzorem idei Timothy Leary’ego, który nakłaniał do nie przejmowania się drobnostkami i surfowania po falach chaosu.7

Rewolucja mimo wszystko przeżyła i w najbliższym czasie nie ma zamiaru odejść do lamusa. Dzisiaj bowiem wszyscy dobrze wiemy, że walka o wolność toczona tak długo, nie może być wygrana jednym zdecydowanym zrywem. Logika procesu kontrolnego z łatwością zapobiega takim wpadkom usuwając skrajnie niebezpieczne elementy na margines, a inne asymilując. Z drugiej jednak strony nie przewiduje ona (lub nie jest w stanie wykluczyć) wykreowania Tymczasowej Strefy Autonomicznej, o skonceptualizowanie której pokusił się Hakim Bey.8

Jako przykład takiego działania opisuje on przypadek swojego przyjaciela: Jednak niektórzy anarchiści, jak nasz nieżyjący przyjaciel z włoskich Stirnerytów, brali udział we wszelkiego rodzaju powstaniach i rewolucjach, nawet komunistycznych i socjalistycznych, ponieważ znajdowali w samym momencie insurekcji ten rodzaj wolnosci, do którego dążyli. Dlatego właśnie mimo tego, że utopianizm jak dotąd zawsze trafiał na pozycję przegraną, indywidualistyczni czy też egzystencjalistyczni anarchiści wygrywali tak czy owak, bo podczas wojny realizowali (nieważne, że na krótko) swoją wolę mocy.9

O tym zaś, że o wolność trzeba walczyć i że nie wystarczy jej kupić w sklepie razem z kiszonymi ogórkami, wiedzą doskonale ci, którym jej brak najbardziej doskwiera. Jak mówi pewien aforyzm ZEN: „Wolnym można być nawet w więzieniu.” Być może to dziwne, ale jakże prawdziwe. Tymczasowy projekt historyczny, utworzony na potrzeby tej pracy zdecydowanie podkreśla, że ci którym wolność jednostki była wyjątkowo droga, lądowali szybciej lub później w więziennej celi lub też byli przez system pozbawiani życia. W tak mało sprzyjających warunkach, o wolność można było więc jedynie walczyć poprzez eksplorację przestrzeni wewnętrznej.

Jeśli udało się przeżyć, to co buntownicy mieli robić w zamknięciu, jeśli nie nadawać swojej walce jeszcze większego sensu i pracować nad tym, żeby nie zdarzyło się to ponownie? Rozwój wewnętrzny z czasem został więc utożsamiony z ogniem rewolucji. Stał się też ocaleniem od zbytniego utożsamienia ze swoja rolą. Sprzyjał jednak z drugiej strony wykształceniu się tzw. ezoterroryzmu10 – jednej z najbardziej wpływowych technologii kontrkulturowych, polegających na poszerzaniu swojej świadomości przy jednoczesnym przełożeniu efektów tego działania na rewolucję społeczną.

Od stracenia wojowniczego szermierza filozofii: Sokratesa, wyzwoliciela biedoty oraz klasy robotniczej: Robin Hooda, wojujących mistyków w stylu Giordano Bruno, przez powieszenie męczenników z Haymarket oraz uwięzienie Gustava Landauera, po trzymanie w zamknięciu Timothy Leary’ego i Abbi’ego Hoffmana, aż po niedawne skazanie przez szwedzki sąd młodych anarchistów i działaczy ekologicznych, biorących udział w manifestacjach w Goteborgu, wyraźnie widać, że postawa taka ma w istocie głęboki sens.

w wannie pełnej baniek
pękł pajęczy mózg
bez trudu całuję
jego odnóża

Patrząc na wiele z przykładów walki kontrkultury z procesem kontrolnym, nie da się nie zauważyć tego, iż w pewnym momencie zawsze dochodziło do połączenia sił między mistykami/psychonautami i rewolucjonistami/reformatorami. Nie dość tego, dałoby się bez trudu dowieść, iż rewolucja był zawsze inspirowana od wewnątrz, kształtowana przez dzikie pragnienia, demoniczne żądze podświadomości czy też zwykłe duchowe współczucie. Jednym z najciekawszych przykładów takiej wczesnej organizacji ezoterrorystycznej, której udała się całkowicie sztuka wywalczenia sobie pola dla własnych przekonań, jest ismailicka sekta nizarytów 11– nazwana mylnie przez historyków europejskich asasynami.

W jej technikach i wewnętrznej organizacji, mamy do czynienia z twórczym połączeniem rozwoju wolnej woli jednostki i walki z totalitarnym reżimem religijno-państwowym. Nizaryci rozwinęli skrajnie doktrynę ismailitów, o której Hakim Bey pisze tak: Mistycyzm Ismailitów jest oparty na koncepcji ta’wil lub też „duchowej hermeneutyki”. Ta’wil konkretnie znaczy „odniełć coś do źródła lub głębszego znaczenia”. Szyici zawsze praktykowali egzegezę samego Koranu czytając pewne wersy jako ukryte czy symboliczne aluzje do Ali’ego lub Imamów. Ismailici rozwinęli ta’wil o wiele bardziej radykalnie. Cała struktura Islamu wyglądała dla nich jak skorupa; ażeby dostać się do jądra jego znaczenia skorupa musi zostać spenetrowana przez ta’wil i faktycznie, całkowicie rozbita. 12

Twórca sekty, Hasan-i Sabbah, przeszedł do historii kontrkultury jako człowiek, który w imię przetrwania wyznawanej przez grupę ezoterycznej doktryny, a z nienawiścią niszczonej przez współplemieńców, stworzył kastę fedainów – fanatycznych zabójców mających za zadanie zabijać bez litości wyznaczone przez niego ofiary, wrogów sekty.13 Wiemy, iż sekta posługiwała się swoją własną wersją Koranu, wraz z towarzyszącymi mu pismami ezoterycznymi. Układ organizacji był zaś ściśle hierarchiczny. Na samym dole znajdowali się włałnie fedainowie, których zadaniem było składanie ofiary z samych siebie w imię przetrwania sekty. Tym wyjaśniano jedynie podstawowe reguły duchowe Koranu i szkolono w arkanach skrytobójstwa. Jeśli rafiq,14 wykazywał wyższą inteligencję, wtedy zostawał głębiej wtajemniczany, aż do poznania „Prawdy Najwyższej”.

Ta prawda była zaś prawdopodobnie niczym innym, tylko proklamacją wolności absolutnej, jak przychyla się do tego większość kontrkulturowych badaczy tego zagadnienia. Słynna jest przy tym parafraza ścieżki duchowej, mającej przyświecać Hasanowi – hasło wygłoszone przez Williama Burroughsa: „Nic nie jest prawdziwe i wszystko jest dozwolone”, które stało się jedną z idee fixe XX wiecznych buntowników ducha.15 Ta prosta fraza stała się hasłem przyświecającym wielu różnym eksperymentatorom w dziedzinie przewrotów społecznych, którzy zainspirowani jego mocą, dokonywać zaczęli w ten sposób spektakularnych czynów, noszących znamiona szaleństwa z jednej strony, a oświecenia z drugiej. Wszystko zależy tu bowiem od punktu widzenia albo też rozmiaru sfery wolności, który jest podstawowym czynnikiem warunkującym nasze sądy na temat postępowania innych ludzi.

W ten sposób dotykamy też od razu problemu świadomości, która nieodłącznie sprzężona jest z wolnością będąc w rzeczy samej jedynym gwarantem, iż to co za wolność uważamy, w istocie wyzwoli nas, a nie założy nam kolejne kajdany. Jak pisze wybitny oceanolog, pionier badań nad tzw. komunikacją miedzygatunkową, John C. Lilly: W krainie umysłu to, co uważa się za prawdę, jest nią lub staje się prawdą w granicach wyznaczonych przez doświadczenie. Granice te są z kolei następnymi przekonaniami, które należy przekroczyć. W krainie umysłu nie ma granic.16

Ta teza nie jest jedynie wytworem intelektualnych igraszek nad formą wyrażania koncepcji prawdy, ani dekonstrukcją europejskiego absolutyzmu, lecz wyrazem doświadczenia w medytacji nad formą granic umysłu – jedynym przedmiotem woli, który mimowolnie jest także jej podmiotem. Przyjmując ją bezpośrednio, w całej rozciągłości, akceptujemy jednocześnie ważną wskazówkę dotyczącą rozwoju wewnętrznego człowieka. Brzmi ona: gdziekolwiek dojdziesz, nigdy nie będzie to koniec; cokolwiek zrobisz, staniesz się bogatszy o kolejne doświadczenie; generując w swoim umyśle jakąkolwiek granicę, zniewalasz się na własne życzenie.

Wprawdzie nizarytom można zarzucić dobrowolne poddawania się cudzej woli, nie można jednak nie doceniać wielkości ich poświęcenia. Z drugiej jednak strony ten, kto był w stanie przekroczyć granicę posłuszeństwa samemu sobie, dotarł zapewne głębiej, niż ten, kto jedynie zrzucił zewnętrzne jarzmo. Najciekawsze dla badań porównawczych są oczywiście jednostki, którym udało się i jedno, i drugie, ponieważ własnym życiem świadczą o intensywności swoich wysiłków i syntezie, jakiej się podjęli. Jednym z oczywistych przykładów takiej drogi jest Theodore Kaczyński, słynny amerykański ekoterrorysta, a zarazem ideolog nurtu głębokiej ekologii, nazwany przez FBI Unabomberem (skrót od dwóch pierwszych celów jego ataków bombowych).

Historia Kaczyłskiego jest niezwykła i naznaczona wysoką świadomołcią własnego życia. Wychowany w miasteczku Evergreen nieopodal Chicago jako trzecie pokolenie polskich imigrantów, w ekspresowy sposób zaliczał kolejne szczeble edukacji, aby w wieku 16 lat stać się stypendystą renomowanego Uniwersytetu Harvarda, na którym podjął wkrótce studia matematyczne. Ukołczył studia z wyróżnieniem nie wyróżniając się za to szczególnie w życiu towarzyskim, aby rozpocząć studia doktoranckie na Uniwersytecie Michigan w Ann Arbor. Doktorat obronił rozwiązując bez problemu skomplikowane zagadnienie matematyczne, z którym nie potrafił sobie poradzić jeden z profesorów.

W 1967 roku zaproponowano mu profesurę na Uniwersytecie Berkeley w Kalifornii, gdzie zyskał opinię wspaniałego naukowca, a szef wydziału widział w nim nawet przyszłego kandydata do najwyższego wyróżnienia, przyznawanego w środowisku matematycznym. Jednak, jak się później okazało, wewnętrzne niezadowolenie z atmosfery panującej na uniwersytecie wciąż narastało, jak też idąca z nią w parze krytyka wobec panującego establishmentu. W 1969, ku zaskoczeniu rodziny i władz uczelni, Kaczyński rezygnuje ze swojej prestiżowej posady, aby odbyć kilka zagranicznych podróży i osiedlić się koniec końców w 1971, w stanie Montana, nieopodal miasteczka Lincoln. W miejscu tym, praktycznie odciętym od świata, zakupił kawałek ziemi i wybudował sobie własnymi siłami prymitywną chatkę, jak również założył przydomowy ogródek, w którym uprawiał warzywa narzędziami wykonanymi wyłącznie przez siebie samego, świadomie rezygnując z dokonywania ich zakupu!

Od tego momentu zaczyna się drugie życie Thedore’a, które miało prowadzić od powrotu na łono natury do bezwzględnego ataku na cywilizację przemysłową, co było realizowane zarówno przez ataki bombowe, jak też prace krytyczne, wsród których najsłynniejszym stało się streszczenie teorii Teda, znane jako Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość 17 albo Manifest Unabombera. Utrzymując się za około 200-300 dolarów rocznie (sic!) Theodore żył jako pustelnik aż do drugiej połowy lat ’70, aby na chwilę powrócić do cywilizacji i ponownie nawiązać kontakty z rodziną, co nie trwało jednak długo, prawdopodobnie ze względu na odmienność światopoglądową pomiędzy nim, a jego bratem. Wkrótce po powrocie do swojej chatki w Montanie, Unabomber uderza po raz pierwszy…

25.05.1978 na terenie Uniwersytetu Illinois w Chicago zostaje znaleziona paczka, zaadresowana do jednego z profesorów, której nadawca podpisuje się jako naukowiec z pobliskiego Uniwersytetu Northwestern. Paczka zostaje odesłana nadawcy, gdy ten jednak nie rozpoznając jej jako swojej oddaje ją w ręce jednego z pracowników administracji, umieszczony w niej ładunek wybuchowy eksploduje okaleczając go! Udana kariera Unabombera trwa 18 lat i pomimo wydania 50 milionów dolarów na jego odnalezienie, zaangażowania 80 znakomitych naukowców oraz 150 agentów, mających analizować sposób jego działania, zostaje ona złapany dopiero na skutek donosu członków jego własnej rodziny, która rozpoznając podobieństwo wydrukowanego w The Washington Post manifestu do jego wcześniejszych pism, postanawia skontaktować się z FBI!

Po kontrowersyjnym procesie (rodzina zdecydowała się zdradzić Teda tylko pod warunkiem, że sąd nie orzeknie kary śmierci), Theodore Kaczyński zostaje skazany na karę dożywotniego więzienia w 1997 (nie godząc się wcześniej na przedstawienie go przez obronę jako osobę chorą psychicznie). Przypadek ten symptomatyczny dla narracji buntu, prowadzi nas tym sposobem ku naszej podstawowej tezie, iż proces kontrolny doprowadza prędzej czy później do schwytania i skazania każdej jednostki, której wolność i rozpoznanie zbrodniczej natury rzeczywistości społecznej każe jej podstawy tego stanu rzeczy kwestionować. Trzymany do dnia dzisiejszego w więzieniu, Ted Kaczyński wciąż nie zaprzestaje ataków na skostniały system publikując nowe odezwy i udzielając wywiadów pismom ekologicznym.

W swoim wspaniałym manifeście, będącym jedną z najbardziej wnikliwych i głębokich analiz współczesnego systemu społecznego, pisze tak: W każdym technologicznie zaawansowanym społeczeństwie los jednostki MUSI zależeć od decyzji, na które w znacznym stopniu nie ma ona żadnego wpływu. Społeczeństwo technologiczne nie może zostać rozbite na małe, autonomiczne wspólnoty, ponieważ produkcja opiera się na kooperacji ogromnej liczby ludzi i urządzeń. Takie społeczeństwo MUSI być wysoko zorganizowane i MUSZĄ być podejmowane decyzje oddziałujące na ogromną liczbę osób. Kiedy decyzja oddziałuje na np. milion osób, wtedy każda jednostka ma średnio jedną milionową udziału w podejmowanej decyzji.

W praktyce zwykle wygląda to tak, że decyzje są podejmowane przez urzędników publicznych, przedstawicieli korporacji lub specjalistów od kwestii technicznych; nawet jeżeli ludność głosuje nad decyzją, to liczba głosujących jest zbyt wielka, by pojedynczy głos miał znaczenie. Dlatego większość jednostek nie jest w stanie wymiernie wpływać na poważne decyzje oddziałujące na ich życie. Nie jest możliwy żaden sposób rozwiązania tego problemu w technologicznie zaawansowanym społeczełstwie. System próbuje „rozwiązać problem” poprzez zastosowanie propagandy mającej sprawić, by ludzie POŻĄDALI decyzji, które zostały za nich podjęte; ale nawet gdyby to „rozwiązanie” odniosło całkowity sukces sprawiając, że ludzie czuliby się lepiej, byłoby to poniżające.18 Te słowa świadczą, jak daleko od zorganizowanego systemu represji znalazł się Ted i są ważną wskazówką dla analizy wyborów życiowych ich twórcy.

* * *

Każda wizja wyrasta z matecznika, który w wieku dojrzałym należy odrzucić tak, jak wąż pozbywa się starego naskórka. Nie inaczej jest w przypadku śmiałków, którzy w eksploracji alternatywnych wymiarów rzeczywistości odkryli tam katedry wolności, a zamieszkując w nich proklamowali erę osobistej suwerenności. Mogli tak jednak uczynić tylko rozpoznając własną totalność na drodze skrajnych eksperymentów, konsekwentnie przeprowadzanych na sobie samych. Rozpoznając, iż wolność są w stanie osiągnąć jedynie na drodze całkowitego zniszczenia swojego umysłu, jednoczełnie przeczuwali, że zniszczenie jest też formą tworzenia.

Formuła ta, znana współczesnym okultystom jako „droga sztyletu i różdżki”, łączona ze znaną ze wschodniej tantry „ścieżką lewej ręki”, jest jednym z najciekawszych systemów stopniowego oświecenia, która była zawsze czynnie inkorporowana przez kontrkulturę. Techniki tego typu opisuje w jednej ze swoich książek Kenneth Grant – uczeń Aleistera Crowleya, uważanego za jedną z największych osobowości XX wiecznego okultyzmu i psychonautyki, czczonego przez wszystkich frików jako wybitnego maga, mędrca i profetę: Podczas mojego pobytu z Crowleyem w Hastings w 1945, użyłem eteru podczas różnych magicznych eksperymentów, które wynalazł aby przetestować moje moce astralnej wizji. Rysował glif lub symbol, który był mi całkowicie nieznany, a ja postępowałem w następującej kolejności: Z zamkniętymi oczami wyobrażałem sobie ciemną powierzchnię zamkniętych drzwi, osadzonych w pustej ścianie.

Gdy ten mentalny obraz nie migotał, ale nie wcześniej, nakładałem na niego symbol, tak że świecił on wyraźnie białym światłem. Wciąż podtrzymując obraz nieruchomo, wdychałem eter. Gdy zrobiłem wdech, symbol począł stawać się intensywnie jasny zwiększając lub zmniejszając swój rozmiar pomimo moich prób, aby zachować go nieruchomo. Trochę czasu zajęło mi przezwyciężenie tego defektu koncentracji. Kiedy obraz pozostał niezmienny, przeszedłem do następnego stadium eksperymentu, który polegał na wizualizacji stopniowego otwarcia drzwi w ścianie. 19

W eksperymentach tego typu ważną rolę grają środki enteogenne, w tym wypadku eter. Pomost pomiędzy wyzwoleniem duchowym, rewolucją społeczną i poszerzaniem granic świadomości jako pierwszy w kulturze Zachodu, położył zaś właśnie Aleister Crowley. To mu zawdzięczamy dzisiejszą, niezwykle ważną (pomimo, że pozornie maskowaną) rolę środków enteogennych w kulturze. Szczególnie zas metaforę narkotyku, obrazującą halucynogenny wpływ mediów na rzeczywistość społeczną, obraz współczesnej władzy, futurystyczną estetykę mody, architektury oraz wizje rewolucji wewnętrznej. W krótkim skrócie mówi ona, że nasycenie emocjonalne, uzyskiwane dzięki fantazmatowi (narkotykowi) jest wprost proporcjonalne do stanu percepcji, kształtującej rzeczywistość. Innymi słowy w tym założeniu przeszliśmy od cywilizacji napędzanej za pomocą siły, do cywilizacji napędzanej za pomocą marzeń.

Metafora ta jest o tyle ważna, iż niezwykle użyteczna do zrozumienia, że wszystkie znaczenia są obecnie negocjowane, a ich siła bierze się nie z logicznej spójności czy też systemowej koherencji, ale z czysto memetycznej kwantyfikacji – nawarstwienia, które łączy się z tzw. clutter effect. Innymi słowy, krajobraz dzisiejszej transmisji kulturowej jest zdominowany przez „pączki informacji”, które tworzą jego osnowę, a poniekąd ustalają wygląd naszej rzeczywistości. Jak pisze Marshall McLuhan: Znaczenie nie jest „treścią” lecz aktywnym stosunkiem do czegoś.20 Metafora ta w innym wymiarze jest także obrazem oscylacji pomiędzy dwoma typami rozwoju osobowości we współczesnej kulturze Zachodu. Na jego jednym krańcu znajduje się zniszczony narkoman – widmo kultury, na jego drugim końcu zaś szczęśliwy narkoman – jednostka korzystająca w pełni z możliwości kultury konsumpcyjnej.

Obydwie strony są częściami tego samego równania i różnią się jedynie stopniem konwersji w system. W tym sensie narkotyk bywa zbawieniem, koniecznością, co i narzędziem zniewolenia. Gdyby podłożyć tą metaforę pod „Makbeta” jako główny wątek napędzający fatalistyczną fabułę, mielibyśmy wyborny przykład literacki jej praktycznego zastosowania. Tak więc „narkotyk” byłby głównym pośrednikiem wszelkich interakcji społecznych, od przekazów medialnych, przez wystąpienia publiczne, aż po nasz system edukacji. Obrazem tego stanu rzeczy byłby więc wielki system nerwowy, który prorok czasów cybernetyki, Genesis P-Orridge zwerbalizował jako Psychosferę.

To zaś każe nam znowu spojrzeć w głęboką przeszłość wszystkich kultur i wynieść z niej przede wszystkim mit „Kosmicznego Człowieka”, w mitologii hinduskiej znanego jako Purusza lub też jako Adam Kadmon w żydowskiej Kabale. To pierwotne ciało kosmosu zostało podzielone na części, aby stworzyć świat, jaki znamy dzisiaj. Analogicznie, dochodzi dzisiaj do odwrócenia tego procesu, ponownego połączenia świata w częłci poprzez cybernetyczne i elektroniczne media, jak wierzył w to zarówno Marshall McLuhan i Timothy Leary.

W tej wiosce każda tożsamość bywa wyłącznie konstruowana, a wszystko co stałe, zostaje na zawsze rozmyte. Wolność staje się o wiele bardziej złożonym problemem niż tylko brakiem wewnętrznych i zewnętrznych zależności – staje się wyzwaniem, podjętym w celu zrozumienia natury zachodzącej zmiany, chociaż sprowadza się często do kwestii przetrwania w ogniu zjawiskowych migawek. Niemniej jednak sukces w tej materii pozwoli nam z pewnością na uzyskanie statusu człowieka totalnego, nietzscheańskiego nadczłowieka czy też Buddy.

To nie pozostawia wątpliwości. Jak pisze sytuacjonista Raoul Vaneigem: Język człowieka totalnego będzie językiem totalnym; być może, nie będzie miał już nic wspólnego ze starym językiem słów. Wynajdować język to odtwarzać człowieka aż po najgłębsze zakamarki jego podświadomości. W rozdartym zespoleniu myśli, słów oraz gestów całość poszukuje siebie w tym, co fragmentaryczne. Będziemy jeszcze musieli mówić aż do chwili, w której fakty pozwolą nam na luksus milczenia.21 Czy luksus ten będzie sprawą chwili czy też organizacji? W kwestii czynów każda przepowiednia bywa zawodna…

Conradino Beb

 

Przypisy:

1. Zob. Paul Virilio, Speed and Politics, Semiotext(e), New York 1986.

2. Genesis P.-Orridge, Esoterrorist, MediaKaos/Alecto Enterprises, San Francisco 1994, str. 23.

3. Słowa wypowiedziane w znakomitym dokumencie, Maybe Logic – The Lives and Ideas of Robert Anton Wilson (2003), reż. Lance Bauscher.

4. Zob. Michel Foucault, Nadzorować i karać, Fundacja Aletheia, Warszawa 1998.

5. Jak również innego popularnego słowa: „podziemie” (underground).

6. Theodore Roszak, The Making of a Counter Culture: Reflections on the Technocratic Society and its Youthful Opposition, Anchor Books, 1969.

7. W swoim audiograficznym przekazie: How To Operate Your Brain (1996), reż. Retinalogic Group.

8. Hakim Bey, Poetycki Terroryzm, Wyd. Der Rumtreiber, Kraków 2003.

9. Tamże, str. 92-93.

10. Termin pochodzi od Genesisa P-Orridge’a.

11. Na temat sekty Nizarytów zob. W. B. Bartlett, Asasyni, Wyd. „Książka i Wiedza”, Warszawa 2004.

12. Hakim Bey, Tajemnice Asasynów

13. Nieprzypadkowo słowo to pod koniec XX Wojny Swiatowej zaczęło być nadawane członkom organizacji wyzwolenczych z terenu Palestyny, potem zas w ogóle bojownikom islamskim.

14. Tak określali się sami Nizaryci, co oznacza „towarzysz” i prowokuje oczywiście pewne skojarzenia 🙂

15. Hasło to niemal z pewnością zostało wymyślone przez samego Burroughsa i pojawia się oprócz jego odczytów, w apokaliptycznym traktacie Cities of the Red Night, Henry Holt & Company, 1995.

16. John C. Lilly, Programming and Metaprogramming in the Human Biocomputer, The Julian Press Inc., New York 1967, str 86.

17. Theodore Kaczyński, Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość – manifest wojownika, Wyd. Inny Swiat, Mielec 2003.

18. Tamże, str. 80.

19. Kenneth Grant, The Magickal Revival, Skoob Books Pub Ltd, London 1993, str. 77-78.

20. Marshall McLuhan, Wypowiedzi McLuhana [w:] Marshall McLuhan – wybór tekstów, /red./ Eric McLuhan i Frank Zigrone, Wyd. Zysk i S-ka, Poznał 2001.

21. Raoul Vaneigem, Rewolucja życia codziennego, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdałsk 2004, str. 101.

 

Źródło: Fo:Pa, nr VIII, lipiec 2006 (jako Konrad Szlendak)