Archiwa tagu: Vince Gilligan

Trzeci sezon „Better Call Saul” już na starcie ma właściwy ton!

Ostatnie odcinki poprzedniego sezonu Better Call Saul były idealne z konfliktem pomiędzy Jimmym (Bob Odenkirk), a jego bratem Chuckiem, który przerodził się w prawdziwą serię ciosów poniżej pasa zakończoną przepięknym cliffhangerem. Mieliśmy także okazję dowiedzieć się co nieco o mrocznej przeszłości małomównego zazwyczaj Mike’a Ehrmantrauta i zrobić kolejny krok w stronę Breaking Bad.

Trzeci sezon kultowego już spinoffu jest (jak już wiemy lub jak za chwilę się dowiemy) tym, w którym na ekranie pojawi się ponownie Gustavo Fring, co każe przypuszczać, że Mike musiał odstąpić od swojego planu zabójstwa właśnie na skutek interwencji narkotykowego kingpina.

Jednak w pierwszym odcinku Fringa jeszcze nie zobaczymy (ma to nastąpić w drugim, jak twierdzi Variety). Będziemy za to świadkami przedziwnego epizodu z sekretnego życia Saula w Omaha – gdzie ukrywa się on przed FBI i DEA, pracując w filii Cinnabon, umiejscowionej w jednym z wielu anonimowych centrów handlowych – nie pozostawiającego złudzenia, że wciąż siedzi w nim niepokorny prawnik!

Jimmy nie może się wprawdzie wywinąć z tego co zrobił firmie swojego brata, na co Chuck ma teraz swoistego rodzaju dowód, ale próbuje przywrócić braterskie stosunki do stanu w miarę pokojowego, co prawie mu się udaje. Tymczasem Kim pokazuje swoją perfekcjonistyczną stronę w próbie udowodnienia swojej prawdziwej wartości „z trudem wygranemu” klientowi.

Sezon trzeci ma być także tym, w którym Jimmy ostatecznie dokona transformacji w Saula dzięki kreatywnym wysiłkom Petera Goulda i Vince’a Gilligana. Ten drugi powiedział Variety:

Biznesowa sztuczka polega na tym, żeby wycisnąć z historii tyle epizodów, ile się da w granicach rozsądku, ale żeby nie nadużywać gościnności. W taki sposób podeszliśmy do Breaking Bad i w taki sam sposób podchodzimy do Better Call Saul. Wraz z trzecim sezonem zdecydowanie zbliżamy się do przemiany Jimmy’ego w Saula Goodmana. A wraz z kolejnymi motywami z Breaking Bad pojawiającymi się w serialu wszystko nabiera dodatkowego tempa.

A mowa tu oczywiście o powrocie Gusa Fringa, który będzie jednak przedstawiony w nieco inny sposób. Chciałem Gusa nieco mniej doświadczonego, chciałem przedstawić jego drogę na szczyt i chciałem też pokazać jego przeszłość, w jaki sposób stał się tym kim jest – twierdzi Peter Gould.

Conradino Beb

Praca nad „Breaking Bad” i „Better Call Saul” to dla Goulda i Gilligana kolej transkontynentalna

Vince Gilligan i Peter Gould (twórcy Breaking Bad i Better Call Saul) gościli ostatnio na PaleyFest w Hollywood, gdzie odpowiadali na pytania moderatorki i zgromadzonej publiczności w ramach panelu dyskusyjnego.

Jednym z pytań najbardziej nurtujących publiczność, która już miała okazję obejrzeć niemal połowę drugiego sezonu Better Call Saul, było: „Kiedy Jimmy McGill w końcu stanie się Saulem Goodmanem znanym z Breaking Bad?”. Gilligan zaskoczyl jednak wszystkich, odpowiadając: Jimmy nie jest gotowy, żeby stać się Saulem Goodmanem. Nie chcemy zmieniać Jimmy’ego McGilla w Saula Goodmana, ponieważ jako pisarze bardziej lubimy Jimmy’ego.

Komentując w jaki sposób udało im się przenieść część charakterów z Breaking Bad, a jednocześnie wzbogacić fikcyjne uniwersum o nowe motywy, Gould powiedział: Krok po kroku. Nie przychodzi mi to łatwo, ale muszę powiedzieć, że nie ma żadnego planu ostatecznego. Czasem mówimy, że jest to dla nas kolej transkontynentalna, która wystartowała wraz z Breaking Bad i być może zakończy kurs na Better Call Saul.

Gould potwierdził także w trakcie panelu chęć rozciągnięcia możliwości prequela i uczynienia z niego sequela w większym stopniu, dowcipkując że „wszystkie zakłady zostają wstrzymane w Omaha”, gdzie zaczynają się obydwa sezony Better Call Saul w bezpośrednim nawiązaniu do proroctwa z Breaking Bad. Ponadto, obydwaj twórcy przyznali, że wiele z oryginalnych scen nigdy nie udało się przenieść z papieru na ekran.

Ale panel niemal wypadł z orbity, gdy jeden z fanów wyznał emocjonalnie, że rzucił pracę, by stworzyć grę planszową opartą na Breaking Bad i chce znaleźć kogoś, kto byłby chętny rzucić okiem na jego projekt. Gilligan uratował jednak sytuację, oferując mu pomoc w znalezieniu odpowiedniego człowieka.

W podsumowaniu Gilligan zdradził również, że miał możliwość wprowadzenia do Better Call Saul jednego z głównych bohaterów Breaking Bad, ale ją odrzucił. To mnie naprawdę dobiło. Byłoby z tego powodu dużo zabawy. – dodał Gould kończąc dyskusję.

Źródło: Hollywood Reporter

„Better Call Saul” to nie „Breaking Bad” – spinoff ożył własnym życiem!

Już po pierwszych 4 odcinkach oglądania Better Call Saul, który odpalony został fenomenalnym pilotem, można było skumać, że oglądamy coś co ma bardzo niewielki związek z Breaking Bad, a co symbolizowało przede wszystkim oryginalne imię i nazwisko króla kryminalnych prawników, Jimmy McGill vel Slippin’ Jimmy… no tak, „początki są zawsze trudne”. Powiedzonko to okazało się jednak dla pisarza serialu, Petera Goulda, prawdziwym wyzwaniem. Wyprodukował on razem z Vincem Gilliganem materiał, który zrobił z niewinnego spinoffu rasową rozrywkę!

Główna różnica pomiędzy Breaking Bad, a Better Call Saul, jest taka, że są to dwa różne seriale, które łączą jak na razie tylko dwie postaci: Saul i Mike. Ale że Saul tak naprawdę nie jest jeszcze Saulem, bo oglądamy wydarzenia, które miały miejsce przed pojawieniem się na scenie Heisenberga, jako Jimmy McGill ma jedynie bardzo daleki związek z adwokatem, którego wszyscy znamy.

Konsekwentnie, historia życia Jimmy’ego zostaje zaprezentowana w bardzo osobisty sposób, a wszelkie więzy z przyszłością zostają ucięte. Liczą się korzenie człowieka, pasje i talenty, a także jego mniej lub bardziej udana rodzina. To że akcja serialu została osnuta głównie wokół relacji dwóch braci z chicagowskich przedmieść, którzy ostatecznie lądują wspólnie w Albuquerque w Nowym Meksyku, bo więzy rodzinne okazują się silniejsze od odmiennych charakterów, nie jest przypadkiem.

better-call-saul-finale-kadr
Scena z finału „Better Call Saul”

Irlandzkie pochodzenie Saula daje mu rys, do którego dużo Amerykanów na pewno może się odnieść, ale do opowieści o pokręconej rodzinie może się tak naprawdę odwołać niemal każdy, bo wszyscy mamy jakiegoś bardziej poskładanego osobnika w gronie swoich własnych krewnych. To że brat Jimmy’ego, Chuck, jest jego przeciwieństwem, kreuje jednak ciekawy kontrast psychologiczny, wykorzystany do rozpisania bardzo sugestywnej historii odkupienia w stylu Dostojewskiego.

Oczywiście, gdzieś to wszystko przesiąknięte jest klasycznymi – ale bardzo dobrymi – inspiracjami filmowymi, jak Skarb Sierra Madre, Sieć, Francuski łącznik, Casablanca czy Żądło, które jednak doskonale zostają ze sobą połączone w akcie twórczym o tak ciekawej perspektywie, że historia po prostu wciąga! W efekcie dostajemy spinoff, który wyzwolił się spod władzy ojca i zaczął prowadzić własne życie. Faktycznie, na ten serial patrzyłbym nawet jak na swoistą „rewolucję spinoffu”.

Bez wątpienia dużą zasługę w sukcesie serialu ma również sam Bob Odenkirk, który swój charakter opanował do perfekcji, pokazując się w nim jako jeden z najbardziej obiecujących aktorów telewizyjnych. W Breaking Bad kradł każdą scenę, w której się pojawił, ale tutaj miał do dyspozycji prywatny rezerwat i wniósł do psychologii swojego charakteru niezwykle ciekawe elementy tj. inteligencja zawodowego oszusta, determinacja czy oryginalnie pojęta szczerość/uczciwość.

Jimmy zostaje zaprezentowany w Better Call Saul jako biedny, początkujący prawnik, ledwo wiążący koniec z końcem, którego wcześniejsze życie skladało się jednak z numerów robionych na gościach w lokalnych barach, co daje na ekranie unikalną osobowość, ani kryminalistę, ani prawnika – hybrydową istotę zawieszoną na stałe w dwóch światach, mediującą pomiędzy nimi na pewien sposób, wykorzystującą zalety obydwóch z nich, ale jednocześnie potrafiącą jasno odróżnić, gdzie jest granica.

better_call_saul_season1_promo
Jimmy McGill w sądzie

Nie, Better Call Saul nie jest zwyczajnym wjechaniem w dupę krokodylowi na różowych wrotkach, ale przemyślaną historią człowieka, który ma do pokazania wiele stron. Czy jest to stosunek do pieniędzy, oddanie rodzinie przyjaciołom, wiara we własny sukces i karierę, optymizm, spryt, czy też cierpliwość i zdrowy rozsądek, Jimmy jak każda istota ludzka jest złożonym fenomenem i każda z tych cech pozostaje równie ważna. Osobiście, dobrze wszedł mi także klimat krótkich, wymiennych czołówek z surfowym soundtrackiem. Czy obejrzę drugi sezon? Już nie mogę się doczekać!

Conradino Beb

Pierwszy odcinek „Better Call Saul” nie rozczarowuje

Uno otwiera seria czarno-białych scen, które aż nazbyt wyraźnie pokazują cenę, jaką przyszło zapłacić Saulowi Goodmanowi za bycie najlepszym „kryminalnym prawnikiem” w Albuquerque. Nasz bohater całkowicie zmienił tożsamość, zapuścił konkretnego wąsa i pracuje teraz w Cinnabon w Omaha.

Nie zmieniło to jednak faktu, że ciągle drży o swoje życie, a jedynym momentem, kiedy może zaryzykować nawiązanie połączenia ze swoją przeszłością, jest środek nocy… wyciągnięta ze schowka pod zlewem kaseta VHS staje się naracyjnym pomostem, pretekstem do odsłonięcia początków jego kariery.

Vince Gilligan decyduje ostatecznie, iż wracamy do roku 2003, kiedy Saul Goodman nie był jeszcze Saulem Goodmanem, a irlandzkim prawnikiem Jimmym McGillem (Bob Odenkirk), dzielnie walczącym  w obronie pokrzywdzonych jako obrońca publiczny za czeki opiewające na sumki zdecydowanie za niskie, żeby związać koniec z końcem.

better_call_saul_uno
Nieustraszony Jimmy McGill w sądzie

Uosobieniem jego nemezis staje się sam Mike Ehrmantraut, pracujący jako kontroler na sądowym parkingu, który domaga się zapłacenia $3, kwitując wściekły wylew Saula słowami: Hm, to doskonale. Dziękuję ci za przywrócenie mojej wiary w system sądowniczy.

Jimmy całe szczęście ma na oku nowych, nadzianych klientów, którzy zamieszani są w lokalny skandal finansowy i robi wszystko, żeby podpisać z nimi wstępny kontrakt. To będzie jednak wymagało legendarnej, zakulisowej finezji, znanej widzom doskonale z Breaking Bad. Oprócz tego nasz początkujący prawnik ma na głowie jeszcze jeden kłopot, swojego brata Chucka, który z niewiadomego powodu zaszył się w domu odciętym od wszelkich źródeł magnetyzmu.

Ale że pozostaje on formalnie starszym partnerem w lokalnym behemocie świadczącym usługi prawne, tworzy to pewien problem natury finansowej, nad którego rozwiązaniem pracuje Jimmy. To przy okazji prowadzi nas do przyczyny zmiany imienia przez naszego bohatera, która okazuje się znacznie bardziej trywialna, niż moglibyśmy przypuszczać. Jednak zanim do tego dojdzie (a nie dochodzi w pierwszym odcinku), Jimmy pokazuje swój uliczny spryt, który – czego dowiadujemy się z późniejszego monologu – był przez niego wykorzystywany od najmłodszych lat.

To oczywiście nie wszystko, bo jak przystało na show czasów hipernarracji (która może być mniej lub badziej utożsamiona z zasadą hiperlinku we współczesnym filmie), Better Call Saul zręcznie igra z popkulturowymi trendami, obrazami i motywami. Jako prequel do Breaking Bad staje się on oczywistym przedłużeniem „zakończonego” serialu, ale rozbudowuje mise-en-scène o nowe elementy i piętrzy kolejne odniesienia.

ned_beatty_siec_1976
Ned Beatty jako Arthur Jensen w „Sieci” Sidneya Lumeta

Pierwszym jest sugestywny obraz przyrządzania przez Saula taniej wersji koktajlu o przepięknej nazwie Rusty Nail (czyli zardzewiały gwóźdź), składającego się ze szkockiej whisky, Drambuie i soku z cytryny, identyfikowanego powszechnie z klasą zadymionych cygarami, amerykańskich klubów i salonów lat ’50 i ’60, ale przede wszystkim ze słynną The Rat Pack (w tym momencie zaczynamy dostrzegać gangsterskie konotacje), co dla wtajemniczonych będzie oznaczało jedno – nostalgię twórców za przeszłością w sferze wizualnej, co faktycznie szybko się spełnia.

Drugim jest bezpośredni cytat z Sieci Sidneya Lumeta, kiedy Jimmy wkracza do jaskini lwa (czyt. sali konferencyjnej wspomnianej wyżej firmy prawniczej) krzycząc na cały głos: Zadarłeś z pradawnymi mocami natury, a ja na to nie pozwolę! Podporządkujesz się! Są to wszakże słynne słowa Arthura Jensena, otwierające korporacjonistyczne przemówienia do Howarda Beale’a, który całkowicie wyrwał się spod kontroli na antenie. Co ciekawe, Vince Gilligan nie kamufluje tego cytatu i za pośrednictwem Jimmy’ego świadomie odsyła do samego filmu, więc Lumeta raczej szanuje.

Jeśli mieliście wcześniej wątpliwości – zarówno te głupie, jak i te całkowicie uzasadnione – czy warto w ogóle sięgać po Better Call Saul, pierwszy odcinek całkowicie je rozwiewa. Vince Gilligan znowu postawił na wysokiej klasy produkt – komediodramat z przewagą komedii. Co nie znaczy, że dramatyzm został zepchnięty na boczny tor, bo Uno ma także momenty pełne napięcia. Nie wiemy oczywiście, co serial pokaże wraz z rozwojem akcji, ale ta wciąga!

Conradino Beb

Pierwszy długi trailer do „Better Call Saul”

Po kilku teaserach wypuszczonych przez Vince’a Gilligana nasz apetyt na premierę Better Call Saul z Bobem Odenkirkiem w roli głównej tylko się zaostrzył, bo jak można nie czekać na przygody Saula Goodmana z Breaking Bad, charakteru jednocześnie tak skorumpowanego i tak zabawnego, że ciężko go porównać z żadnym innym.

Nowy trailer pokazuje w końcu upragnione sceny z kariery Jimmy’ego McGilla, który swoim sprytem i wytrwałością toruje sobie drogę na szczyt prawników-kryminalistów w Albuquerque, zmieniając przy tym imię i garnitury!

W podziemnym kręgu „Breaking Bad”

Amerykańscy krytycy już zdążyli okrzyknąć Breaking Bad jedynym dramatem telewizyjnym, który złamał cichą umowę o postawieniu w centrum statycznego bohatera i dał mu możliwość ewoluowania wraz z biegiem akcji. To zmieniło sytuację i do rąk dostaliśmy film rozciągnięty na pięć sezonów. Finał ukochanego przez wielu serialu ugruntowuje tylko to, co wiedzieliśmy wcześniej!

Breaking Bad oglądałem od momentu, w którym zaczął się pierwszy sezon i kiedy tylko zauważyłem, że scenariusz znacznie odbiega od wielu innych produkcji, wypuściłem czułki. Koncept, który daje okazję spauperyzowanemu, choć ambitnemu nauczycielowi chemii przerzucić się na gotowanie metaamfetaminy z przygłupim, ale wrażliwym nastolatkiem jest sam w sobie na tyle niezwykły, że natychmiast przyciągnął wielu nieortodoksyjnych widzów.

Jak się okazało już po pierwszym sezonie, który wystartował w styczniu 2008, przyciągnął on znacznie więcej – obejrzało go wtedy 1,2 mln widzów. Nie był to jednak rating nawet na tyle wysoki, żeby zainteresować Nielsena, który dawał wyższe notowania Mad Men, Grey’s Anatomy i innym szybkim biegaczom. I mimo że Rodzina Soprano wystartowała z niemal podwójnym ratingiem (2,2 mln), żeby skończyć na 9,4 mln, Breaking Bad to pionier nowej generacji i od klasyka odróżnia go niemal wszystko.

Serial został osadzony w niewinnej scenerii południa USA, gdzie producenci zaglądają raczej rzadko, woląc zostawać przy kliszach: Los Angeles lub Nowym Jorku. Bohaterem nie jest też ponownie przedstawiciel wyższej klasy średniej: prawnik, doktor, psycholog lub gangster – a piszę to z przekory – ale ledwo wiążący koniec z końcem nauczyciel chemii, który choćby nie wiadomo jak genialny, nie nawiązuje żadnego dialogu ze społeczeństwem sukcesu!

ken_taylor_breaking_bad
Plakat autorstwa Kena Taylora

Vince Gilligan pokazał jednak w ciągu pięciu sezonów, że nawet płotka może stać się rekinem i że serial niekoniecznie musi się skupiać na wydarzeniach, w które wplątuje się główny bohater. Może je przecież obierać jedynie za punkt wyjścia, za kanwę, za kontekst, dzięki któremu da się odsłonić rutynę codziennego trudu, tak istotną przy odmalowywaniu wiarygodnego bohatera. W tym Gilligan jest wielkim dłużnikiem autorskiego kina gangsterskiego lat ’70, a także mistrzów portretowania prozy życia tj. John Cassavetes.

Nieraz byliśmy świadkami zręcznych hołdów w Breaking Bad dla filmów w stylu Człowieka z blizną, Ojca chrzestnego czy Pulp Fiction, choć Vince w swojej liście ulubionych filmów raczej podaje Fargo, Nieugiętego Luke’a czy Skarb Sierra Madre. Faktycznie, serial w zmyślny sposób kontynuował długą tradycję filmową mrugania okiem do innych filmowców i kinomaniaków, odpaloną prawdopodobnie przez włoskich reżyserów wraz ze spaghetti westernami.

Wystarczająco zbieżnie, Breaking Bad nazwano w ostatnim roku postmodernistycznym westernem, choć ten skończył się tak naprawdę wraz z latami ’70 i serial należałoby raczej nazwać dramatem-hybrydą zakotowiczonym jedną nogą w westernie. Ale Leone kłania się w dużej ilości ujęć (fanatycy gatunku bez problemu je wypatrzą), gdyż wszyscy reżyserzy zatrudnieni przy kręceniu Breaking Bad zostali zmuszeni do obejrzenia Pewnego razu na Dzikim Zachodzie przez Gilligana.

breaking_bad_leone_style
„Breaking Bad” / Ujęcie a là Leone

Oczywiście, amerykańskie kino gangsterskie lat ’70 nigdy nie byłoby w stanie sportretować takiej erupcji brutalności, gdyby nie Sergio Leone, Sergio Corbucci i Lucio Fulci. Dzika banda Peckinpaha jest prawdopodobnie pierwszym westernem, który odkrył Dziki Zachód dzięki włoskim okularom założonym na amerykańskie oczy. A stąd wzięła się niemal cała tradycja hołdowania wybranymi scenami swoim ulubionym reżyserom lub aktorom – specyficzna sztuka wizualnego dialogu.

Breaking Bad idealnie wpisuje się w ten nurt, a jednocześnie oferuje coś bardzo ważnego podłączonemu pokoleniu, które do świata podłącza się dzięki sieci i dragom. Nie da się zresztą ominąć tematu dragów przy Breaking Bad, bo wokół nich wszystko się kręci. Są one tak mocno wpisane w strukturę dramatyczną serialu, jak heroina w prozę Williama S. Burroughsa. Założę się zesztą, że Stary Byk Lee bawiłby się doskonale oglądając perypetie Walta i Jesse’go.

Nie zapominajmy, że dragi to niezwykle ważna metafora. Wypalony ćpun bez połowy szczęki to kostucha współczesnego, rozpadającego się społeczeństwa, przypominająca że każdego z nas może czekać upadek. A narkotykowy lord pokazuje w codziennych wiadomościach, że mit sukcesu zbudowanego własną ręką jest wciąż żywy, jeśli tylko przestaniemy się martwić instytucją państwa i łatwymi do ominięcia normami prawnymi… które są powodem istnienia czarnego rynku i wojen sił, które zdecydowały się na przejęcie nad nim pełnej kontroli.

Ostatecznie, bardzo-klasycznie-tragiczną strukturę Breaking Bad można czytać jako oskarżenie wobec społeczeństwa, które marginalizuje jednostki nie chcące się przystosować do powszechnych wzorców. Z innej strony pokazuje, jak łatwo jest oszukiwać urzędników przy pewnym stopniu inteligencji i sporych możliwościach logistycznych. A na innym poziomie, jak złudny jest mit kariery i na co stać zdesperowaną jednostkę, która nie przebiera w środkach.

I… choćby nie wiem jak bardzo starać się zaszufladkować decyzje Walta, ich charakter pozostaje złożony, znajduje się poza chrześcijańskim dualizmem, w domenie pogańskich dramatów o kozłach i nieugiętej sile losu. Należy on bardziej do posępnej wizji losu ludzkiego wg Orsona Wellesa czy skomplikowanej sieci wdruków Francisa Forda Coppoli. W duszę Walta możemy zaglądać tylko dlatego, iż jest ona niemożliwa do ostatecznego zdefiniowania – jak my wszyscy. Porażki Walta są konsekwencją naszych własnych norm, a jego sukcesy naszymi własnymi marzeniami.

heisenberg_breaking_bad
Heisenberg…

Jak w indoeuropejskich mitach, jak w najbardziej pamiętnych westernach, które dla Amerykanów pełnią rolę mitu (Monte Hellman stwierdził nawet, że to najbliższa rzecz jaką Amerykanie mają do greckiej tragedii, a jeśli nie wierzycie, to czas się zabrać za W poszukiwaniu zemsty), jak w Tao-Te-Ching, cienka jest granica oddzielająca proste od krzywego i właśnie taki przekaz dostajemy w ostatniej scenie ostatniego odcinka serialu, który właśnie obejrzałeś lub który właśnie zamierzasz obejrzeć!

Conradino Beb

Show z Saulem Goodmanem dostaje zielone światło!

Saul Goodman
Jak donieśliśmy wcześniej, twórca przebojowego dramatu telewizyjnego Breaking Bad, Vince Gilligan, od pewnego czasu ostro pracuje nad stworzeniem spinoffu opierającego się na charakterze cynicznego prawnika Saula Goodmana. Show dostał właśnie zielone światło dzięki umowie licencyjnej pomiędzy Sony Pictures TV i stacją AMC!

Wciąż nie ujawniono tytułu serialu, ale wiemy, że wpasowany zostanie on w godzinny format, a akcja będzie przedstawiać przeszłość Saula (granego przez Boba Odenkirka), zanim spotkał on Waltera White’a. Show ma być mroczny, ale bardziej komiczny, czyli należy się spodziewać czegoś w stylu czarnej komedii, co przy charakterze głównego bohatera nie jest zresztą niczym dziwnym. W serialu ma się pojawić kilka starych i nowych postaci. Czekamy!

 

Źródło: Deadline.com / SlashFilm.com

„Better Call Saul” – nadchodzi spinoff „Breaking Bad”

saul_goodman

W miarę jak piąty sezon kultowego dramatu telewizyjnego Breaking Bad zbliża się ku końcowi, producenci wysilają mózgownicę, by zatrzymać przed ekranami publiczność, która stała się jego największą siłą. Idea jest prosta, zróbmy spinoff opierający się na nie do końca wykorzystanym potencjale jednego z głównych bohaterów – Saula Goodmana. 

Cyniczny prawnik Saul Goodman, grany przez Boba Odenkirka, pozostaje od początku jedną z głównych atrakcji Breaking Bad, dodając serialowi satyrycznego ostrza oraz służąc jako magiczna sieć bezpieczeństwa Walta i Jessego, kiedy produkujący metamafetaminę cwaniacy pogrążają się w coraz większych kłopotach. A że jest to postać wyjątkowo wyrazista, Vince Gilligan bawi się już podobno od dłuższego czasu ideą zrobienia spinoffu z Saulem jako głównym bohaterem.

Pomysł był przez długi czas odbijany jak piłeczka przez Gilligana i kierownictwo stacji AMC, gdyż zanim nie postanowiono definitywnie zakończyć serialu na piątym sezonie – którego ostatnie odcinki polecą w czerwcu tego roku – projekt nie wydawał się komercyjnie uzasadniony. Jak nadaje jednak Deadline, Gilligan wraz z Peterem Gouldem – scenarzystą Breaking Bad, zaczęli wcielać projekt w życie, na co mogły mieć wpływ naciski ze strony Sony TV, współproducenta przebojowego show.

Saul pojawił się po raz pierwszy w drugim sezonie Breaking Bad za sprawą odcinka Better Call Saul, który zawiera końską dawkę czarnego humoru, włącznie ze słynną reklamą telewizyjną, służącą Saulowi do promocji swoich usłuch prawniczych w Albuquerque, wykorzystującą tytułowy slogan. Odzew ze strony publiczności był niezwykle pozytywny, a w sieci krótko potem pojawiły się T-shirty z kultowym hasłem, co udowodniło wpływ postaci na masową wyobraźnię.

Spinoff ma się rozgrywać w tym samym świecie, co Breaking Bad, ale mieć bardziej komediowe oblicze. Jak stwierdził Gilligan rok temu na Comic-Con: Podoba mi się pomysł show, w którym prawnik-główny bohater zrobi wszystko, by nie przekroczyć progu sądu. Zakończy sprawę ugodowo za wszelką cenę, byle tylko nie musieć spędzać czasu w sądzie. To mi się naprawdę podoba. Czy serial przejdzie fazę preprodukcji, dowiemy się już niedługo.

Źródło: Deadline.com / SlashFilm.com